Czekaj, bo to jest ciekawy trop, ale czy nie przykładamy tu jednego obrazu do drugiego trochę na siłę? Dwa osobne sny, różny czas, różne nastroje. Alamina sama mówi, że nie wiadomo, czy to ten sam budynek. Może te sny nie mają ze sobą nic wspólnego i szukamy połączenia, bo chcemy, żeby było.
Mówię to, bo naprawdę nie chcę, żebyśmy budowali interpretację na czymś, czego nie wiemy. Dwa sny, dwa różne nastroje, różny czas. Może mają wspólny wątek, a może nie. Alamina, co czujesz, kiedy zestawiasz te dwa obrazy razem? Nie co myślisz, tylko co czujesz?
Wracam do tego, co Alamina mówiła o poczuciu rozpoznania przy zestawianiu snów. To przeczucie to nie jest dowód, ale też nie jest nic. W pracy ze snami intuicja śniącego ma inny ciężar niż zewnętrzna interpretacja. Jeśli coś 'gra', to warto to odnotować, nawet jeśli nie wiesz jeszcze, co z tym zrobić.
Mam pytanie trochę z boku, ale nie odpuszczę, bo mnie to nurtuje. Czy ktokolwiek z was miał tak, że w środku snu o ucieczce nagle zorientował się, że biegnięcie jest bez sensu? Nie zatrzymał się, ale pomyślał 'po co ja w ogóle uciekam'?
To, co opisuje Dominiczka, jest o tyle ciekawe, że dotyczy rozdzielenia obserwatora od uczestnika w obrębie jednego snu. Można to interpretować jako moment, w którym świadomość ślizga się na wyższy poziom, ale nie ma jeszcze dość przyczółka, żeby przejąć kontrolę. To jest ten próg, który w świadomym śnieniu próbuje się przekroczyć celowo.
Zorka ma rację w tej kwestii. Sny o ucieczce, w których nie wiadomo, przed czym się ucieka, często działają dokładnie dlatego, że wymykają się kontroli. To nie jest błąd snu, to jest jego mechanizm. Pytanie, które warto zadać, to nie jak go zatrzymać, tylko co pojawia się tuż przed tym, jak bieg się zaczyna. Ten moment jest zazwyczaj bardziej znaczący niż sam bieg.
To też jest informacja. Jeśli nie ma początku, to sen nie daje ci tła, tylko samo działanie. Podświadomość czasem tak właśnie działa, pomija narrację i rzuca cię od razu w emocję. To może sugerować, że to, przed czym uciekasz, nie jest sceną, którą trzeba zobaczyć, tylko czymś, co czujesz, zanim zdążysz to nazwać.
To, co Fraida opisuje, bardzo mi pasuje do pracy z czakrami. Kiedy zablokowana jest czakra splotu słonecznego, odpowiedzialna za sprawczość i poczucie kontroli, to właśnie lęk bez twarzy jest jednym z sygnałów. Nie mówię, że to diagnoza, ale ten obraz 'emocja bez tła' gdzieś mi tu siedzi.
Wracam do kwestii Saturna, bo chcę dopytać Alaminę. Czy pamiętasz, czy te sny mają jakiś rytm? Tzn. czy zdarzają się częściej w określonych porach miesiąca albo po jakichś konkretnych dniach? Pytam, bo jeśli Saturn rzeczywiście gra tu rolę, to powinien być jakiś cykl, nie losowe noce.
Podsłuchuję tę astrologiczną rozmowę i mam pytanie, bo sama znam się na tym słabo. Czy to znaczy, że żeby zrozumieć sen o ucieczce, trzeba znać swój horoskop? Bo to by zamknęło interpretację dla większości ludzi.
Może głupie pytanie, ale jak Mistral mówi o Neptunie i mgle, to mi się od razu skojarzyło z czymś. Czy ta niemożność zobaczenia, co się goni, to może być celowy zabieg podświadomości? Tzn. może ona wie, ale nie chce nam pokazać?
Właśnie czytam tę wymianę między Fraidą i Albinkiem i coś mi tu gra. Bo ja faktycznie zaczęłam to pytanie zadawać dopiero teraz, w tej rozmowie. We śnie nigdy. Może to znaczy, że przez lata byłam zbyt 'w środku' biegu, żeby w ogóle zobaczyć, że można zatrzymać się i zapytać.
To, co napisała Alamina, jest bardzo ważne i chcę to rozwinąć. To, że pytanie pojawia się na jawie, a nie we śnie, może być sygnałem, że świadomość jest gotowa pracować z tym materiałem. Często tak bywa z zablokowanymi emocjami, najpierw widać je w ciele lub w snach, a słowa przychodzą później, już po przebudzeniu.
Do tego, co Judytka mówi o zapisywaniu, dodam ze swojego doświadczenia: sama forma ma znaczenie. Inaczej działa pisanie długopisem, inaczej wklepywanie w telefon. Kiedy piszę ręcznie tuż po przebudzeniu, zanim jeszcze wstanę, wyciągam więcej niż wieczorem przed snem w aplikacji. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale to moje wieloletnie obserwacje.
Mam pytanie do Alaminy, bo od dłuższego czasu czytam ten wątek i jedno mnie zastanawia. Czy w tym biegu we śnie masz wrażenie, że biegniesz sama, czy jest wokół ciebie jakiś tłum, inne postacie, które też uciekają?
To, co napisała Alamina o samotności w tym biegu, uderzyło mnie mocno. Bo to zmienia cały obraz. Inaczej wygląda ucieczka w tłumie, gdzie wszyscy się boją, a inaczej ucieczka w pojedynkę, gdzie nie ma nikogo, kto by potwierdził, że zagrożenie jest realne. Zastanawiam się, czy ta samotność w śnie pojawia się też w jakiś sposób w codziennym życiu, bo to może być klucz do całego obrazu.
Alamina właśnie powiedziała coś ważnego, że lęk nie ma dla niej słów na jawie. I zastanawiam się, czy nie o to właśnie chodzi w całym tym biegu. Może podświadomość próbuje zmusić ją do kontaktu z czymś, czego nie da się jeszcze nazwać. Sen nie pokazuje obiektu, bo obiektu nie ma, jest tylko ta przestrzeń przed czymś.
Przepraszam, że przerywam ten wątek astrologiczny, ale mam pytanie do Alaminy. Mówisz, że otoczenie w tym śnie jest rozmyte, nieważne. Czy czujesz w tym biegu ziemię pod stopami? Tzn. czy masz fizyczne odczucie nóg, ciężaru, czy jesteś bardziej jak we mgle i po prostu się przemieszczasz?
Ja sama nie wiem, po prostu mi to przyszło do głowy, bo ostatnio czytałam coś o uziemieniu i myślę, że brak podłoża w biegu brzmi jak coś ważnego. Ale to tylko intuicja, nie mam pojęcia, czy to coś znaczy w sensie sennym.
Do tego, co Izuska wyczuła intuicyjnie, dodam od siebie. Brak podłoża w biegu to bardzo charakterystyczny motyw. Nie chodzi o latanie, tylko o bieg bez zakotwiczenia. To może wskazywać na stan, w którym działamy, ruszamy się, reagujemy, ale bez poczucia, że stoimy na czymś trwałym. Nie musi to być metafora drogi życiowej, może to być dosłownie brak gruntu pod nogami w sensie energetycznym, czyli kwestia czakry podstawy.
Szczerze, czakry znam bardziej z teorii niż z praktyki. Czytałam o nich, ale nie robiłam żadnej świadomej pracy. Czy to ma znaczenie, że nie pracowałam wcześniej, czy można zacząć od tego konkretnego miejsca?
Czy kamienie rzeczywiście robią różnicę przy zasypianiu? Pytam, bo próbowałam kilka razy i nie zauważyłam nic konkretnego. Może trzymałam je za krótko, może źle dobierałam, ale zawsze mam wątpliwości, czy to faktycznie działa na sny, czy raczej na spokój przed snem.
Chcę wrócić do czegoś, co Alamina powiedziała wcześniej o lęku, który się rozłazi przy próbie opisu. To jest według mnie sedno całego tematu. Ucieczka bez obiektu to nie jest problem ze snem, to jest problem z językiem. Podświadomość działa w obrazach i odczuciach, nie w słowach. I czasem sen pokazuje nam dokładnie tyle, ile jesteśmy w stanie przetworzyć, czyli sam ruch, sam strach, bez etykietki.
Nie, nigdy o tym nie pomyślałam. Zawsze jak próbowałam pracować ze snami, to szłam w stronę słów, notatek. Ale teraz, kiedy o tym mówisz, to sam pomysł narysowania tego biegu, bez próby nazywania, co jest za mną, wydaje się jakby mniej straszny niż pisanie. Może dlatego, że rysunek nie musi być prawdziwy, nie musi się zgadzać z niczym.
Wróćmy na chwilę do rysunku, bo to mnie uderzyło. Fraida, mówisz, że ręka zapamiętuje kierunek i tempo. Ale jak to wygląda w praktyce? Rysujesz zaraz po przebudzeniu, jeszcze w tym stanie półsnu, czy siadasz do tego świadomie po jakimś czasie?
To jest dla mnie nowe podejście, bo zawsze budziłam się i pierwsze, co robiłam, to próbowałam uchwycić to słowami w głowie. Teraz zastanawiam się, czy to właśnie nie niszczyło mi tego, co chciałam zapamiętać. Fraida, a czy to musi być dosłowny rysunek, czy bardziej takie ślady, kreski?
Kreski wystarczą. Naprawdę. Czasem to jeden łuk, jedno zamaszystte przejście przez kartkę i już. Nie chodzi o formę, chodzi o to, żeby gest wyszedł z ciała zanim głowa przejdzie do porządku dziennego.
