Dodam do tego wątek, który tu trochę gdzieś zginął. Bieg bez ściągającego, bez obiektu strachu, to jest też klasyczny motyw w analizie jungiańskiej nazywany ucieczką przed Cieniem. Jung opisywał Cień jako tę część psyche, której nie chcemy znać, którą wypieramy. I właśnie dlatego w takich snach nie widzimy, przed czym uciekamy. Bo Cień z definicji nie ma twarzy dopóty, dopóki mu nie spojrzymy w oczy. Ale tu jest pytanie do Alaminy: czy ten bieg ma jakiś kierunek, gdzieś biegniesz, czy to bardziej ucieczka bez celu?
Słucham tego i myślę, że Jung i astrologia tutaj się spotykają, bo Albinek pytał wcześniej o planety, a Czarnobog teraz o Cień. Pluton w astrologii jest planetą wypartego, ukrytego, tego co musi umrzeć żeby mogło się przekształcić. I właśnie Pluton daje ten rodzaj lęku bez formy. Adeptka zresztą to sygnalizowała. Ale mam pytanie, czy takie rozumienie pomaga w pracy ze snem, czy to tylko ładna teoria?
Słońce w Rybach to już sporo mówi. Ryby to znak Neptuna, a Neptune rządzi właśnie tym, co jest bezkształtne, nieuchwytne, granicą między jaźnią a resztą świata. Nie dziwi mnie więc, że lęk nie ma u ciebie formy. Ale to też znaczy, że jesteś prawdopodobnie bardzo wrażliwa na to, co przychodzi przez sen, nie tylko swoje, ale i innych. Czy zdarza ci się czuć cudze emocje jako własne?
To co Mistral mówi o czuciu cudzych emocji jako własnych, to brzmi jak empatia, ale w jakimś głębszym sensie. Czy to znaczy, że ten lęk w śnie Alaminy może nie być jej własny? Że może to jest coś, co przychodzi z zewnątrz?
Odległość fizyczna nie zawsze chroni, szczególnie między bliskimi osobami o silnej więzi emocjonalnej. Więzy energetyczne między matką a córką potrafią być bardzo trwałe i intensywne. To nie jest pewnik, ale brzmi jak coś wartego sprawdzenia.
Czytam to i nagle się zastanawiam, czy moje własne sny o biegu mogą mieć podobne źródło. Bo ja też śnię o ucieczce, ale zawsze byłam przekonana, że to moje własne rzeczy. A po tym, co Judytka mówi o więziach energetycznych, już nie jestem taka pewna. Alamina, a czy czujesz się blisko z mamą na co dzień, czy to raczej milcząca więź?
Zapisuję sobie to o więziach energetycznych, bo też śnię o ludziach, którzy przeżywają coś trudnego, i zawsze myślałam, że to moja empatia zwykła. Ale to rodzi pytanie do Judytki, jak odróżnić, że lęk w śnie to cudze doświadczenie, a nie własne? Jest jakiś sygnał, po którym można to rozróżnić?
Słucham tego i mam wrażenie, że właśnie to mnie dotyczy. Kiedy próbuję w głowie rozmawiać z tym lękiem, który zostaje po przebudzeniu, on naprawdę nic nie mówi. Jakby był za szkłem. Judytka, czy to co opisujesz, że nie reaguje na pytania, to wystarczy, żeby podejrzewać, że pochodzi od kogoś bliskiego? Czy to może być też mój własny, tylko za głęboko?
Nie odpowiadaj sobie zbyt szybko na to pytanie. Judytka dała jeden sygnał, ale to nie jest jedyna możliwość. Głęboko wyparty własny lęk też potrafi być za szkłem, dokładnie tak jak opisujesz. Pamiętam, że Czarnobog wspominał wcześniej o Cieniu, który nie ma formy właśnie dlatego, że ego nie jest jeszcze gotowe. To by pasowało do tego samego obrazu. Więc jak zamierzasz sprawdzić, co jest czym?
Czytam i myślę, że to pytanie Albinka jest kluczowe, bo ja mam podobny dylemat z moimi własnymi snami o biegu. Ale tu jest coś, czego nikt jeszcze nie poruszył, przynajmniej nie wprost. Czy sam sen o biegu zmienia się, kiedy w życiu coś się dzieje z bliską osobą? Alamina, czy było tak, że ten sen przychodził częściej wtedy, gdy mama miała gorszy czas?
To, co Alamina właśnie powiedziała, zmienia w tej rozmowie sporo. Cykliczność połączona z konkretną sytuacją życiową bliskiej osoby to nie jest już tylko symbol, to jest wzorzec. I tutaj warto się zatrzymać, bo mamy teraz dwa równoległe tropy, Cień jako coś wewnętrznego i więź energetyczna z matką, i one się nie wykluczają. Można nieść cudzy lęk i jednocześnie trafiać przez to na swój własny Cień. Pytanie, Alamina, jest takie, czy w tych snach jest jakikolwiek moment, w którym poczucie zagrożenia jest wyraźniejsze, coś jakby pulsuje, czy to jest cały czas równe tło?
