To jest bardzo ważne pytanie, ale trochę je odwróćmy - czy nastawienie tworzy sen, czy sen ujawnia stan, który już był? Bo jeśli pierwsze, to jesteśmy twórcami obrazu. Jeśli drugie, to obraz jest diagnostyczny. Myślę, że obie rzeczy mogą być prawdą jednocześnie i właśnie to sprawia, że praca ze snem jest taka złożona.
Mam pytanie może naiwne ale mnie nurtuje - czy to znaczy, że prowadzenie dziennika snów naprawdę ma sens? Bo słyszałam o tym dużo razy ale nie bardzo rozumiałam po co, a teraz zaczynam kojarzyć.
A ja mam pytanie do Wera_T bo wrce do samego poczatku - piszesz ze swiatlo wydobywalo sie z srodka. Ale z jakiego miejsca konkretnie? Czy z calego ciala jednoczesnie, czy z jakiegos punktu? Bo numerologicznie siedem to liczba duszy i swiatla i zastanawiam sie czy moze bylo 7 punktow albo jakis rytm.
To co opisujesz - ten punkt w mostku jako pierwsze źródło - to dla mnie brzmi bardzo jak czakra serca. Czytałam, że kiedy anahata zaczyna się otwierać, to właśnie tak to jest odczuwane, jako ciepło albo światło od środka w tej okolicy. Czy po tym śnie miałaś jakieś inne odczucia w ciele, niekoniecznie we śnie?
To ciepło po przebudzeniu jest dla mnie bardziej znaczące niż sam obraz ze snu. Sen może być symbolem, ale ślad fizyczny - to już coś, co nie znika razem z przebudzeniem. Mam pytanie do Wery: jak długo to trwało i czy zmieniało się z czasem, słabło, narastało?
To 'nie umiałabym powiedzieć co się zmieniło' mnie zatrzymuje, bo właśnie taki opis - rzeczywista zmiana bez etykietki - jest rzadki i, w moim odczuciu, bardziej wiarygodny niż gdybyś powiedziała 'teraz jestem oświecona'. Subtelna przemiana, której nie możesz nazwać, ale czujesz ciągłość z tym snem - czy to nie jest właśnie to, co się liczy?
To co Azalia_D napisała na końcu - że może nie trzeba rozumieć - mnie jakoś bardzo uderzyło. Bo ja zawsze myślę, że jak czegoś nie rozumiem ze snów, to znaczy że coś mi umknęło. A może właśnie to uczucie zmiany bez etykietki jest ważniejsze niż interpretacja? Tylko jak wtedy w ogóle cokolwiek z tym zrobić?
Dobra, ale jak ktoś ma taki sen i chce go powtórzyć, to co - po prostu czeka? Bo mi się wydaje, że tu za dużo jest o tym co się czuje po, a za mało o tym jak w ogóle do czegoś takiego doprowadzić. Wera pisała o świetle z ciała - czy to się da jakoś wywołać świadomie?
Właśnie się zastanawiam nad tym co mówi Taurus i mam takie skojarzenie - kiedy bardzo chciałam mieć świadomy sen, to przez tygodnie nic. A jak przestałam sie starać i zaczęłam tylko zapisywac co śnię, to zaczęło samo przychodzić. Jakby sen nie lubił jak sie go goni.
Słucham tej rozmowy i myślę, że może moja gotowość była po prostu nieświadoma. Nie robiłam nic szczególnego przed tym snem - nie medytowałam intensywnie, nie pracowałam z czakrami w tym czasie aktywnie. Po prostu śniłam. I może właśnie dlatego to przyszło, bo nie stałam z siatką i nie czekałam.
To co Wera opisuje pasuje do pewnego wzoru, który widzę też w pracy z kartami - najgłębsze obrazy pojawiają się kiedy pytający jest zmęczony szukaniem. Jakby coś w nas zwalniało kontrolę dopiero gdy przestajemy patrzeć. Sen ze światłem z mostka to klasyczny obraz hierofanty w odwróceniu - objawienie, które nie szuka widza, tylko samo wchodzi.
To 'ona nim jest' mnie zatrzymało. Bo jak o tym myślę, to w tym śnie nie patrzyłam na siebie z zewnątrz - byłam w tym ciele, czułam to światło od środka. Nie obserwowałam zjawiska, ja byłam tym zjawiskiem. Czy to ma znaczenie dla interpretacji?
Ma i to duże. W tradycji słowiańskiej rozróżniano sny, w których człowiek jest świadkiem, od tych, w których jest uczestnikiem. Te drugie były traktowane jako ważniejsze - nie jako wizja z zewnątrz, ale jako doświadczenie przemiany. Jasnowidzenie dla siebie, nie przepowiednia. Twój sen brzmi dokładnie jak to drugie.
To 'znamię snu' mnie bardzo ciekawi. Bo ja też miałam kiedyś sen po którym przez jakiś czas czułam coś w rękach - nie ból, ale jakby mrowienie, nieustępujące. Myślałam że to nerwy. Teraz myślę, że może nie.
Przepraszam że się wtrącam, ale nie bardzo rozumiem - jak sen może zostawić ślad fizyczny? Czy to nie jest po prostu sugestia, że się o tym myśli i przez to się to czuje? Naprawdę pytam, bo jestem ciekawa jak wy to rozumiecie, nie chcę obalać.
Przepraszam że się wtrącam, ale nie bardzo rozumiem - jak sen może zostawić ślad fizyczny? Czy to nie jest po prostu sugestia, że się o tym myśli i przez to się to czuje? Naprawdę pytam, bo jestem ciekawa jak wy to rozumiecie, nie chcę obalać.
Właśnie o to mi chodzi od początku tego wątku. Ja też mogłam powiedzieć sobie, że ciepło po tym śnie to było po prostu okrycie kołdrą. Ale coś w tym ciepłe było inne - bardziej od środka niż od zewnątrz. I to 'od środka' jest dla mnie ważniejsze niż to, czy ktoś to uzna za fizyczne czy nie.
Ja czytam to od dłuższego czasu i mam jedno pytanie - czy to, co Wera opisuje, ma coś wspólnego z jakimś znakiem zodiaku albo momentem w roku? Bo czytałam gdzieś, że słońce w pewnych pozycjach działa na wrażliwość i może wpływać też na to co śnimy. Nie wiem czy tu to pasuje ale byłam ciekawa.
To 'zamknięcie rozdziału' przypomina mi stare przekonanie, że dusza nie wypowiada się kiedy jesteśmy zajęci budowaniem - tylko kiedy coś oddajemy. W tradycji słowiańskiej przełomy były właśnie porami snów, które coś ogłaszają. Nie prorokują co będzie, ale mówią czym się stało.
No dobra, ale to trochę wygodna interpretacja, nie? Cokolwiek się śni, można powiedzieć że 'potwierdziło to co było'. Jak to odróżnić od snu, który naprawdę czegoś dotyczy w przyszłości?
Mnie się wydaje że Seba trochę miesza dwie rzeczy - metodę interpretacji z doświadczeniem. Nikt tu nie mówi że każdy sen ma pieczęć. Mówią że ten konkretny sen Wery ma cechy, które do tego pasują. To nie jest gotowy szablon, tylko rozpoznawanie.
Słucham tego i czuję, że może właśnie w tym jest odpowiedź na moje pierwotne pytanie - aktywacja duchowa czy symbolika wewnętrznej mocy. Może to nie jest 'albo-albo'. To co czułam w tym śnie, to co zostało w ciele, i to co każdy z was widzi przez swój system - może wszystkie te warstwy są tym samym doświadczeniem opisanym inaczej.
a jak ty teraz po tej całej rozmowie odnosisz się do tego snu? Inaczej niż na początku? Pytam bo zaczełas od 'aktywacja czy symbolika' i zastanawiam sie czy masz poczucie ze gdzies sie tu rozwiązało.
Czytam ostatni post Wery i mam wrażenie, że to jedna z tych odpowiedzi, której nie da się zaplanować - przychodzi przez rozmowę, nie przez myślenie w samotności. To 'i aktywacja, i symbol, i potwierdzenie' jest chyba bliżej prawdy niż jakikolwiek pojedynczy system by dał. Ale mam do ciebie jeszcze jedno pytanie - to ciepło, które czujesz, nadal jest? Czy zostało po tym śnie czy zanikło?
'pamięć ciała' - to jest piękne określenie. Czy to znaczy, że ciało przechowuje doznania ze snu tak samo jak ze zwykłych wydarzeń? Bo jak to rozumieć? Że tkanka pamięta?
Dobra ale ta granica, o której Jola mówi, jest strasznie płynna. Ciepło 'które otwiera' kontra ucisk 'który ostrzega' - kto to mierzy? Każdy to poczuje inaczej. Czy jest jakiś bardziej konkretny sposób żeby ocenić co zostaje w ciele po takim śnie?
Mnie zastanawia co innego. Przez całą tą rozmowę mówimy o świetle wychodzacym z mostka. Ale w pierwotnym opisie Wery było że całe ciało świeciło. Czy to ma znaczenie? Czy mostek wyłonił się dlatego że ktoś go zaproponował, czy Wera naprawdę najbardziej pamiętała właśnie tamto miejsce?
