Śniło mi się ostatnio, że piszę list. Długi, ważny list, pełen zdań, które w śnie brzmiały jak objawienie. Czułam, że każde słowo jest na swoim miejscu, że treść ma wagę, jakiej nie potrafię opisać na jawie. Obudziłam się z tym uczuciem w klatce piersiowej i sięgnęłam po notes. Ale słowa były już gdzie indziej. Zostało tylko to uczucie, że coś zostało powiedziane. Do kogo, o czym, po co - nie wiem. Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy to w ogóle mój tekst był, czy może ktoś przeze mnie pisał. I czy fakt, że nie pamiętam treści, cokolwiek zmienia w kwestii tego, czy przesłanie dotarło.
To uczucie znam. Zostaje po takim śnie coś jak powidok - nie słowa, ale nastrój, ciężar. Chciałam zapytać: ten list, który pisałaś, był ręcznie czy na klawiaturze? Bo u mnie zauważyłam, że sny z pisaniem ręcznym zostawiają inne odczucie niż te z ekranem. Jakby ręka we śnie miała kontakt z czymś, co maszyna przerwie.
Ja też miałam coś podobnego, tylko że nie list, tylko zdania wypisane na ścianie. Pamiętam, że czytałam je we śnie i rozumiałam, a po przebudzeniu wiedziałam tylko, że były po polsku i dotyczyły mnie. Nawet nie wiem czy to była przepowiednia czy ostrzeżenie czy coś innego. Czy ktoś wie, jak to rozróżnić?
Tu jest ciekawy problem, bo różne tradycje różnie traktują pisane słowo we śnie. W kabale senny tekst bywa traktowany jako fragment wyższej komunikacji, której świadomość nie jest gotowa w całości przyjąć. Stąd właśnie to zrywanie - nie giniemy przesłania, tylko nie mamy jeszcze pojemności. Ale chciałbym zapytać - czy w tym śnie byliście autorami tekstu, czy raczej go przepisywaliście? Bo to może być kluczowe rozróżnienie.
Mnie się śniło, że piszę coś w zeszycie i wiem we śnie, że to ważne, że muszę zapamiętać. Ale jakby część mnie wiedziała już w trakcie snu, że i tak zapomnę po przebudzeniu. I to było najgorsze uczucie - ta bezsilność wewnątrz snu. Jakby ktoś mi mówił: i tak ci to zaraz zabiorą.
Numerologicznie ciekawe jest to co mówisz Plejado, bo szóstka oznacza komunikację i przekaz, i często jak ktoś śni że piszę w fazie, ktura odpowiada szóstce, to chodzi o wiadomość do samego siebie z wyższego poziomu. Ale co do znikania słów po przebudzeniu - mam teorie że one nie giną, tylko przechodzą do warstwy, do której na razie nie mamy dostępu świadomie.
Moim zdaniem to nie chodzi o zapamiętanie konkretnych słów. Kiedy we śnie piszesz, twoja dusza wyraża coś, co nie ma jeszcze formy w języku jawy. Słowa są tylko nośnikiem, a prawdziwy przekaz jest w tym uczuciu, które zostaje. Dlatego właśnie próba zapisania dosłownej treści skazana jest z góry na niepowodzenie - te słowa nie przynależą do tego wymiaru.
nonsens to nie zawsze nonsens. Polecam nie oceniać zapisu rano, tylko odłożyć go o kilka dni i wrócić. Część osób opisuje, że dopiero po czasie zapisane słowa zaczynają układać się w sens. Co do technik - kluczowe jest nieporuszanie się po przebudzeniu. Każdy ruch fizyczny przyspiesza rozproszenie treści sennej. Leżeć nieruchomo i w myślach cofać się do ostatniego obrazu.
Nie wiedziałam że ruch tak wpływa. Zawsze od razu wstaję i przez to pewnie tyle tracę.
Mam pytanie trochę z innej strony - czy ktoś z was miał tak, że we śnie pisał coś, co po przebudzeniu brzmiałoby jak fragment cudzego tekstu? Nie własne myśli, tylko styl, głos, który nie jest wasz? Bo mnie się to zdarzyło raz i byłem przekonany, że to ktoś pisał przeze mnie, dosłownie używał mojej ręki.
zostało jedno zdanie, ale nie wiem czy zacytować, bo brzmia dziwnie wyrwane z kontekstu. Pamiętam za to wyraźnie poczucie, że osoba, która to pisała, chciała żebym to zapamiętał. I że byłam dla niej kimś w rodzaju pośrednika. Nie wiem kto to był.
Zostało zdanie o czymś, co się kończy, ale nie powinno. Nie wiem czy to brzmi dla kogoś znajomo. I tak, pisałem przez kogoś - to najlepsze określenie jakie mam. Czy ktoś z was próbował w takiej sytuacji zapytać we śnie kim jest ta istota? Mnie jakoś nie przyszło do głowy, byłem zbyt skupiony na pisaniu.
Dokładnie to samo. Gotowy tekst, który ręka przepisuje. Zastanawiam się teraz czy to nie jest właśnie ten moment, kiedy dostęp do czegoś jest otwarty, a my - zamiast pytać skąd - po prostu to robimy. Może właśnie dlatego, że pytanie by przerwało.
Ale tu mam wątpliwość. Piszecie o pośrednictwie, o kanale, o czymś z zewnątrz. A czy nie może to być po prostu głębsza warstwa was samych? Coś co wiecie, ale czego świadomy umysł jeszcze nie poukładał? Nie mówię, że tak jest - pytam, bo to wydaje mi się uczciwe wobec siebie samego.
Ja mam jeszcze inne pytanie do całej tej rozmowy - czy ktoś z was próbował po przebudzeniu wejść w stan półsnu, tak żeby wrócić do tego pisania? Nie mówię o technikach świadomego śnienia, bardziej o takim drzemaniu z intencją. Bo Blanka wcześniej wspominała o otwieraniu drzwi.
Czytam to wszystko i zastanawiam się czy ja w ogóle kiedyś pisałam we śnie. Wydaje mi się że nie, albo nie pamiętam. Ale mam pytanie naiwne pewnie - czy można w ogóle coś robić, żeby takie sny przyciągnąć? Czy one po prostu przychodzą?
To co mówi Gosposia jest dla mnie ważniejsze niż wiele technik, które tu omawiamy. Strach przed własnym przesłaniem - sama go znam. Pamiętam że budziłam się ze snów pisarskich z wyraźnym uczuciem, że coś 'za dużo' wiedziałam. I wolałam zapomnieć. Może właśnie po to słowa znikają - żebyśmy dostawali tyle ile możemy unieść.
Ale to jest trochę smutna teoria. Że dostajemy mniej bo nie damy rady z całością. Wolę myśleć że słowa znikają nie dlatego że coś nas chroni przed prawdą, ale dlatego że prawdziwy przekaz jest w czuciu, a słowa to tylko opakowanie. I to opakowanie odpada bo nie jest potrzebne.
Mam notatki z kilku podobnych snów u siebie - zapisywałem nie tylko treść, ale też czas, fazę księżyca i jak się czułem przed snem. Przy snach z pisaniem zauważam że częściej pojawiają się w okolicach nowiu albo tuż po. Ciekawe czy u innych też tak jest albo to zbieżność.
Odpowiadając na pytanie Blanki - tak, mam też treści. Przy nowiu te sny z pisaniem były bardziej abstrakcyjne, jakby metaforyczne. Po nowiu, jak już księżyc rośnie, tekst we śnie stawał się bardziej konkretny, prawie instrukcyjny. Nie wiem co z tym zrobić, ale wzorzec powtarza się na przestrzeni kilku miesięcy notatek.
Ten wątek z fazą księżyca mnie zatrzymał. Bo ja nigdy nie zwracałem na to uwagi i teraz żałuję, że nie mam danych. Stachu, masz jakiś prosty sposób żeby to śledzić czy po prostu sprawdzasz kalendarz i zapisujesz przy każdej notatce?
Wracając do tego co mówiła Blanka o 'innej wersji' tekstu po powrocie do snu - czy to nie jest podobne do tego co dzieje się z pamięcią w ogóle? Każde przypomnienie to trochę rekonstrukcja. Może sen z pisaniem działa tak samo i za każdym razem gdy do niego wracamy, dostajemy wersję przetworzoną przez to co wiemy teraz, a nie to co było?
To co mówi Pereplut jest ważne i trochę mnie niepokoi. Bo jeśli każdy powrót do snu generuje nową wersję, to może to co zapamiętujemy po przebudzeniu też jest już przetworzone. Może nigdy nie mamy dostępu do 'oryginału' - tylko do kolejnych jego tłumaczeń. Wtedy pytanie o zachowanie przesłania staje się jeszcze poważniejsze.
Plejada, ale czy w takim razie sama idea 'oryginału' ma tu sens? W snach może nie ma jednego źródłowego tekstu, który się degraduje przez zapamiętywanie. Może każda wersja jest pełna i zamknięta w sobie - i ta z snu, i ta po przebudzeniu, i ta po tygodniu. Trzy różne rzeczy, nie trzy stopnie zniekształcenia jednej.
Mam wrażenie ze ta rozmowa coraz bardziej kręci sie wokół tego czy tracimy czy nie, a mniej wokół samego doświadczenia pisania. Bo nikt nie powiedział jeszcze co sie czuje w środku tego snu. Nie po, ale w trakcie. Dla mnie to jest całkowite skupienie, zero marginesu uwagi na nic innego. Prawie jak trans.
Czytam te opisy i myślę, że może właśnie dlatego tak trudno to zapamiętać po przebudzeniu. Jeśli jesteś całkowicie w czynności, to nie ma w tobie tego obserwatora który by zapisywał, porządkował, etykietował. A pamięć chyba potrzebuje tej warstwy obserwacji żeby coś zachować. Czy to ma sens?
Próbowałem czegoś podobnego. Tuż po przebudzeniu, zanim ruszę się z łóżka, staram się być absolutnie nieruchomy i jak gdyby 'dopytywać' sen z zamkniętymi oczami. Czasem dostaje jeszcze strzępy. Nie wiem czy to odzysk czy dosłownie tworzę coś nowego w tym półśnie, ale coś jest.
