Ta rozmowa dzieje się i mnie wciągnęła, choć normalnie jestem sceptyczna wobec takich historii. Ale jedno mnie zatrzymuje - czy ta istota kiedykolwiek się myliła? Coś powiedziała, a potem okazało się nieprawdą albo nieaktualne?
to 'inaczej niż myślałam że będzie pasować' jest kluczowe. Runiczne przekazy działają dokładnie tak - symbol jest trafny, ale interpretacja, którą my nakładamy na ten symbol, może być błędna. Czy masz poczucie, że to ty się pomyliłaś w odczytaniu, czy że ona dała ci coś niekompletnego?
To właśnie dlatego warto prowadzić dziennik snów z tą istotą - żeby po czasie zobaczyć wzorzec. Bo jak się nie zapisuje, to człowiek rekonstruuje pamięć i sam siebie przekonuje do spójności, której może nie było.
A propos zapisywania - Dzidka, czy po przebudzeniu ze snów z nią masz w ogóle potrzebę, żeby to zachować? Pytam, bo sama mam takie sny, po których wiem, że coś było ważne, ale jednocześnie czuję jakiś opór przed zapisywaniem. Jakby to nie powinno być upubliczniane nawet dla siebie.
To, co opisujesz - ten opór przed zapisaniem - pojawia się w wielu tradycjach jako znak, że kontakt ma charakter inicjacyjny. Treści inicjacyjne są przekazywane ustnie albo przez doświadczenie właśnie dlatego, że przelanie ich na pismo zmienia ich naturę. Nie twierdzę, że tak jest w twoim przypadku, ale to znany wzorzec.
Do tej fizyki dodałbym tylko tyle: w słowiańskim rozumieniu Czasu, szczególnie u Wełesa jako przewodnika przez zaświaty, czas nie jest liniowy właśnie dlatego, że świat poza ciałem nie podlega ludzkiej kolejności. Nie musimy sięgać do fizyki, żeby mieć tradycję, która to opisuje.
Chcę wrócić do jednej rzeczy. Dzidka mówiła, że ta istota wie o niej wszystko - ale czy to 'wszystko' obejmuje też myśli? Bo jest różnica między kimś, kto zna fakty z twojego życia, a kimś, kto czyta co aktualnie myślisz. I które to jest w twoich snach?
Struktura zamiast treści - to jest coś. W tarocie jest podobna hierarchia: karty małe trefle i kiery operują na poziomie bieżących zdarzeń, ale wielkie arkana pokazują strukturę, wzorzec pod spodem. Ta istota, którą opisujesz, brzmi jakby operowała na poziomie wielkich arkanów - nie interesuje się codziennym szczegółem, widzi wzorzec.
Słucham tej rozmowy od dawna i nie zabierałam głosu, ale to, co powiedziała Zywiena, jakoś to wszystko uklada. Bo Dzidka od początku mówi, że ta istota nie daje jej odpowiedzi na konkretne pytania - i teraz rozumiem dlaczego. Jeśli działa na poziomie struktury, to pytanie 'co mam zrobić w tym tygodniu' jest dla niej po prostu nie na jej poziomie.
To pytanie o zamiar jest chyba najważniejsze w całym wątku. Bo jeśli istota zna twoją strukturę, a nie przychodzi po to, żeby odpowiadać - to może przychodzi po to, żeby być widziana. Albo żebyś ty zobaczyła siebie przez jej patrzenie. Czy masz wrażenie, że po tych snach widzisz siebie inaczej?
Ale chwila - jeśli po tych snach zmieniasz perspektywę na swoje życie, to czy to nie jest właśnie jej odpowiedź? Może ona nie mówi słowami, bo zmiana sposobu patrzenia jest samą odpowiedzią? Pytam, bo sama miałam sny, po których coś 'kliknęło', ale nigdy nie myślałam o tym jako o kontakcie.
Ten opis dojrzewającego efektu po kilku dniach jest bardzo charakterystyczny dla snów, które tradycja hermetyczna nazywa snami z głębi - w odróżnieniu od snów z progu, które działają natychmiast i gwałtownie. Sny z głębi wymagają czasu, bo ich treść nie jest dla umysłu świadomego, tylko dla czegoś głębiej. Dzidka, czy te kilka dni po śnie różni się od normalnych dni emocjonalnie?
Przepraszam, że wchodzę z prostym pytaniem, ale - skąd w ogóle wiadomo, że ta istota 'wie wszystko'? Dzidka opisuje, że czuje że ona zna jej strukturę, rozumie jej motywacje. Ale to jest odczucie we śnie. Czy nie jest tak, że nasz własny umysł we śnie może produkować kogoś, kto 'wie', bo to my sami wiemy, tylko że sami od siebie?
Brałam. I przez długi czas to było moje główne wytłumaczenie. Problem polega na tym, że ta istota powiedziała mi coś o sytuacji zewnętrznej - nie o mnie, o kimś bliskim - co potwierdziło się po pewnym czasie. Moja podświadomość nie miała dostępu do tamtej informacji. To był moment, który zmienił mi interpretację.
Słucham tego i mam mieszane uczucia. Nie chcę być niemila, ale 'jednoznaczne po fakcie' to jest bardzo łatwa pułapka - dopasowujemy wspomnienie snu do tego, co się wydarzyło. Dzidka, czy zapisałaś ten sen przed tym zdarzeniem? Bo to by naprawdę zmieniało sprawę.
no to przepraszam za podejrzliwość. To naprawdę zmienia ciężar tego, co mówisz. W takim razie mam inne pytanie - czy ta istota pojawia się częściej kiedy coś się szykuje, czy regularnie niezależnie od okoliczności?
To pytanie Grazynki o regularność jest dla mnie ważne, bo myślę, że odpowiedź może dużo powiedzieć o naturze tej istoty. Jeśli pojawia się tylko przy ważnych momentach, to działa jak strażnik albo ostrzegacz. Jeśli regularnie - to brzmi bardziej jak stały towarzysz. I jedno i drugie jest czymś innym.
Właśnie to mi się kręci w głowie. Bo wcześniej mówiłyśmy o strukturze, o wielkich arkanach, o patrzeniu z zewnątrz - ale jeśli ona pojawia się też kiedy coś konkretnego się szykuje, to znaczy że nie jest tylko 'strukturalna'. Że wchodzi też w poziom zdarzeń. Dzidka, jak to właściwie jest - regularnie czy w konkretnych momentach?
Dwa tryby - to jest ciekawe rozróżnienie. W tarocie mamy podobny podział na karty informacyjne i karty ostrzegawcze, ale nie myślałam o tym w kontekście istot sennych. Dzidka, czy ty sama zauważyłaś tę różnicę dopiero teraz, opisując to nam, czy miałaś to poczucie już wcześniej?
Ten bezruch, który opisujesz, mnie zatrzymał. Bo w tradycji neoplatońskiej - i potem u Ficina - dajmon towarzyszący duszy nie interweniuje stale, tylko kiedy dusza zbacza albo stoi przed rozwidleniem. W pozostałym czasie jest obecny jako świadek, nie jako aktor. To co Dzidka nazywa trybem obserwacji, może być właśnie tym. Nie brakiem działania, tylko innym rodzajem obecności.
Słucham tej rozmowy o planowości i mam inne skojarzenie - w astrologii węzły Księżyca czasem opisuje się podobnie. Nie jako kogoś, kto planuje, ale jako coś, co widzi linię twojego życia i reaguje kiedy z niej schodzisz. To nie musi być istota osobowa, żeby działała w sposób, który wygląda jak intencja.
Cyrkonka trafia w to, co dla mnie jest najtrudniejsze do opisania. Bo nie czuję w niej mechanizmu. Czuję coś, co patrzy na mnie i wie, że to ja. Nie typ ludzki, nie symbol - mnie konkretną. I to jest właśnie to, czego żadne wytłumaczenie przez energię albo węzły nie ogarnia do końca.
To co Dzidka opisuje - bycie rozpoznaną jako konkretna osoba - ma swój odpowiednik w słowiańskiej koncepcji Doli. Dola to nie abstrakcyjna siła, to coś co zostało przydzielone tobie, co chodzi za tobą i wie, że to ty. Nawet jej wygląd w niektórych opisach jest zindywidualizowany - każdy ma inną. Czy ta istota ze snów wygląda zawsze tak samo?
a czy ona zmienia się kontekstowo - to znaczy, czy jest zawsze w tym samym miejscu, czy pojawia się w różnych przestrzeniach snu? Pytam, bo w runicznej tradycji stałość formy przy zmienności kontekstu jest jednym z wyróżników obecności poza-sennej, a nie wewnątrz-sennej.
To ze stałością formy w zmiennych miejscach to jest coś, o czym nie pomyślałam. Bo moje sny są zwykle bardzo miejscocentryczne - miejsce definiuje postać. A tu jest odwrotnie. Zastanawiam się, czy ktoś inny na tym forum miał podobnie z jakąś postacią - stałą formę w różnych kontekstach?
Ja miałam coś takiego przez kilka miesięcy, ale z postacią, którą czułam jako żeńską, starą, bez wyraźnej twarzy. Zawsze ta sama sylwetka, inne miejsca. W pewnym momencie przestała przychodzić i do dziś nie wiem dlaczego. Dzidka, czy były okresy, kiedy ta twoja znikała na dłużej?
Ten fragment o trudnym okresie podczas nieobecności mnie poruszył. Myślisz, że ona odeszła, bo ty byłaś w kryzysie, czy może kryzys był dlatego, że jej nie było? Albo może - i to mnie przeraża trochę - ona nie mogła do ciebie dotrzeć w tamtym czasie z jakiegoś powodu?
