Wątek poronień i bliźniaków, którzy nie urodzili się lub odeszli - to jest konkretny obszar, o którym sporo pisano w kontekście tzw. zaginionego bliźniaka. Michasia, czy wiesz coś o okolicznościach swojego urodzenia? Czy padało kiedykolwiek słowo o ciąży wielopłodowej?
To jest bardzo konkretna informacja. Błąd odczytu na wczesnym USG albo zaginiony bliźniak we wczesnej ciąży - oba scenariusze są możliwe medycznie. Ale pytanie, które mnie tu uderza: czy powiedziałaś mamie o tych snach? I jeśli tak, jak ona zareagowała?
Mama powiedziała 'może to on' - i temat się zamknął. To mówi dużo o tym, jak bardzo to w niej siedziało przez lata, skoro nie zapytała o nic więcej. Michasia, czy po tej rozmowie coś się zmieniło w snach?
Czekam razem z Salomeą na odpowiedź, bo mam przeczucie, że ta rozmowa z mamą mogła być jakimś punktem zwrotnym - albo właśnie dlatego, że nic po niej nie powiedziano, zostawiła coś otwartego.
Po rozmowie z mamą śniłam go przez kilka tygodni prawie każdej nocy. Ale to nie były intensywne sny - raczej spokojne, jakby był po prostu obok. Stał w tle, coś robił, ja coś robiłam. Żadnych wielkich słów. Jakby ta rozmowa z mamą coś odryglowała, ale nie dramatycznie. Cicho.
To co opisujesz - cisza po odryglowaniu - jest dla mnie naprawdę znamienne. Jakby potwierdzenie ze strony mamy wystarczyło, żeby coś się ustabilizowało. On nie musiał już nic udowadniać, ty nie musiałaś szukać. Michasia, czy w tych późniejszych spokojnych snach on był bliżej czy dalej niż wcześniej?
Ten próg jako element powracający - to nie jest bez znaczenia. W symbolice onirycznej próg oddziela dwa stany, dwa porządki. Jeśli przez lata stał po drugiej stronie progu, a potem zaczął stać obok - to coś się naprawdę przesunęło. Pytanie: czy ty przeszłaś do niego, czy on do ciebie?
Zanik progu jako element snu - to jest rzadkie. Zwykle w snach długotrwałych granice albo zostają, albo się wzmacniają. To że zniknęła tak spokojnie, bez dramatycznego przejścia, mówi coś o tym procesie. Michasia, czy pamiętasz mniej więcej kiedy to nastąpiło? Czy był jakiś ważny moment w twoim życiu wtedy, niekoniecznie związany z nim?
To jest interesujące powiązanie. Terapia często odblokowuje rzeczy, do których świadomy umysł nie miał dostępu - i sen reaguje. Ale tutaj pojawia się pytanie, które mnie nurtuje od jakiegoś czasu w tym wątku: czy terapia tłumaczy zmiany w snach, czy tylko stworzyła warunki żeby ta relacja - z nim, cokolwiek on jest - mogła się pogłębić?
Właśnie chciałam to samo powiedzieć. Jedno nie wyklucza drugiego. Ale mam do Michasi pytanie z zupełnie innej strony - czy w terapii rozmawiałaś o nim? I czy terapeuta wiedział, że to bliźniak, którego nie ma?
No i tu mnie to uderza - bo 'wyobrażony towarzysz' to brzmi jak coś co dziecko ma, nie dorosła kobieta która śni te same sny od dekad. Czy terapeuta wiedział że to trwa tyle lat?
Zaginionego bliźniaka - to jest pojęcie, które w kontekście medycznym jest weryfikowalne, a w kontekście duszy jest czymś zupełnie innym. Michasia, mam do ciebie pytanie bezpośrednie: czy czułaś kiedykolwiek, śniąc o nim, że ty jesteś niepełna? Że jakaś część ciebie jest tam, gdzie on?
Podzielona uwaga to jeden z częściej opisywanych odczuć przez osoby, które mają kontakt ze swoją drugą połową - nieważne jak ją nazwiemy. Ale to co mnie zatrzymuje: czy ta podzielność jest dla ciebie ciężarem czy czymś neutralnym? Bo to może dużo mówić o naturze tej relacji.
To jest naprawdę precyzyjny opis. I sprawia, że zupełnie inaczej patrzę na całą tę historię. To nie jest relacja wyczerpująca ani wymagająca - ona jest strukturalna. On jest częścią tego jak ty jesteś skonstruowana. Zastanawiam się czy to może znaczyć, że pytanie 'kim on jest' jest trochę nie z tej bajki - bo może on nie jest kimś oddzielnym, tylko innym aspektem ciebie samej.
No właśnie. To jest ten węzeł, do którego wracamy. Jeśli jest aspektem - skąd imię, którego nie znałaś? Jeśli jest zewnętrzny - dlaczego jest tak wpisany w strukturę, że czujesz go jak drugą rękę? Michasia, mam poczucie że te dwie odpowiedzi jakoś obie są prawdziwe jednocześnie i właśnie to jest najtrudniejsze do ogarnięcia.
Właśnie ten opór wobec jednej wersji jest dla mnie bardzo wymowny. Michasia, chcę zapytać o coś konkretnego - czy on kiedykolwiek we śnie mówił coś, co potem się potwierdziło? Nie musi być wielka przepowiednia. Nawet mały szczegół, który nie miał prawa wynikać z tego co wiedziałaś na jawie.
Tu bym się zatrzymała. Bo 'kanał intuicji' i 'odrębna istota' to nie są kategorie rozłączne, przynajmniej nie w tradycjach, które traktują sen jako przestrzeń duchową. Pytanie które mam do Michasi jest inne - czy on kiedykolwiek powiedział coś, z czym się nie zgadzałaś? Coś co cię zdenerwowało lub odrzuciłaś?
To jest bardzo ważna informacja. Aspekt własnego ja raczej nie mówi rzeczy, które nas złoszczą - bo byłby to mechanizm autodestrukcji psychicznej. Zwykła projekcja daje nam to czego pragniemy albo czego się boimy. Ale coś co mówi: 'odpuść' kiedy ty chcesz zaciskać pięści - to brzmi jak coś z zewnątrz. Albo bardzo głęboko z wewnątrz. Co na to Domicela?
Czytam to i myslę - czy wy w ogóle dopuszczacie że to może być dosłownie to co mówi tytuł wątku? Czyli że gdzieś jest bliźniak który istnieje, tylko nie w tej rzeczywistości? Bo cała ta dyskusja kręci się między 'aspekt psychiki' a 'intuicja' a 'może zewnętrzny' ale nikt wprost nie powiedział: równoległa linia życia.
Przepraszam że się wtrącam bo jestem tu chyba najbardziej zielona, ale mam pytanie do Michasi - czy on we śnie wygląda jak ktoś kogo znasz? Czy ma twarz? Czy wygląda jak ty, tylko inaczej, czy jest zupełnie osobny?
To rozpoznanie bez wcześniejszego widzenia - to jest jeden z tych elementów które najczęściej pojawiają się w opisach kontaktu ze zaświatami albo z istotami z innej linii. Michasia, mam pytanie które może być trudne - czy kiedykolwiek próbowałaś we śnie zapytać go wprost kim jest? I co odpowiedział?
Śmiech zamiast odpowiedzi. To jest bardzo stara technika - Sokrates też odpowiadał pytaniem, mistrzowie zen milczą albo klaszczą. Ale tu mam inne skojarzenie: ten śmiech mógł znaczyć 'pytasz o złą rzecz'. Nie 'czy istnieję' tylko może 'co to w ogóle znaczy istnieć'. Michasia, co ty sama poczułaś po tym przebudzeniu - zdenerwowanie, spokój, coś innego?
Obserwuję ten wątek od dawna i nie pisałam, ale to ciepło i rozbawienie po przebudzeniu - to mi się zgadza z opisami które czytałam o kontakcie z bliźniaczą duszą. Nie strachu, nie niepokoju, tylko takie 'wiem że coś tu jest, nawet jeśli nie wiem co'. Michasia, czy to uczucie zostaje z tobą przez cały dzień po takim śnie?
Za lewym ramieniem. To nie jest przypadkowy obraz. Lewa strona w wielu tradycjach to strona przodków, niewidzialnych towarzysz, tych którzy odeszli albo nie przyszli. Nie wiem czy to znaczy że on 'jest tam' dosłownie, ale to że twoje ciało go lokalizuje w konkretnym miejscu - to jest coś warte uwagi.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i nie rozumiem jednej rzeczy. Piszecie o pamięci ciała, o lewym ramieniu, o zapisie somatycznym - ale skąd wiadomo że to nie jest po prostu wyobraźnia, która znalazła sobie stałe miejsce? Michasia śni o nim od lat, więc ciało po prostu zapamiętało schemat. Nie mówię że tak jest, naprawdę pytam.
To co opisujesz - ten moment przy oknie - to nie jest już tylko sen. To jest przebudzony ślad po śnie, coś co przechodzi przez próg. Mam pytanie do ciebie, Michasia, bo ono może dużo powiedzieć: czy ten ślad pojawia się tylko po snach z nim, czy czasem pojawia się też w ciągu dnia, bez żadnego snu poprzedzającej nocy?
To rozróżnienie które proponujesz, Michasia - nawyk czy obecność - jest ważne, ale może też być pułapką. Bo jeśli coś wraca latami, pojawia się niezaproszenie, mówi rzeczy których nie chcemy, i zostawia ślad w ciele, to samo pytanie 'czy to nawyk' jest już dowodem że traktujesz to poważnie. Nawyk się nie pyta o siebie.
