Czy ta ściana była jakoś inna wizualnie? Inny materiał, kolor, faktura? Bo zastanawiam się, czy opór był zakodowany w wyglądzie, czy tylko w tym, że nie przechodziłaś.
Grubość ściany którą czujesz, choć jej nie mierzysz - to właśnie ten rodzaj sennej informacji, który jest trudny do opisania, ale bardzo konkretny w samym śnie. Czy ta 'pełna' ściana kojarzy ci się z czymś retrospektywnie? Jakimś okresem, sytuacją?
To uczciwe, że to mówisz. I właściwie ta ostrożność sama w sobie jest informacją - tzn. że wiesz, gdzie kończy się to co wiesz, a zaczyna interpretacja. Ale skoro ta ściana nie puściła - czy próbowałaś wracać do tego snu intencjonalnie, metodami świadomego śnienia?
Wincentyna, a próbowałaś? Bo Herga pytała o świadome śnienie w kontekście tej ściany, która nie puściła, i mnie to teraz nie daje spokoju. Czy w ogóle wracałaś do tego snu celowo?
Nie wracałam. I szczerze - trochę nie chciałam. To był jeden z tych snów, przy których budzisz się z uczuciem, że lepiej zostawić to gdzie jest. Może to nie jest mądre z perspektywy pracy ze snami, ale tak było.
To uczucie 'lepiej zostawić' też jest informacją. Nie każda ściana w śnie jest zaproszeniem do ponownego pukania. Czasem opór jest komunikatem samym w sobie - że to nie jest czas, nie ta droga, nie ten moment. Pytanie brzmi raczej: czy ta ściana nadal się pojawia?
Ja to rozumiem inaczej. Ta ściana, która nie puściła - a jeśli to był po prostu próg energetyczny, którego w tamtym momencie po prostu nie było sensu przekraczać? Nie zagrożenie, nie blokada psychiczna, tylko - nie teraz, nie tu, nie tym razem. Mam poczucie, że zbyt szybko rozmawiamy o tym w kategoriach traumy lub problemu.
To jest ciekawe zestawienie. W astrologii mamy podobny dylemat z Saturnem i Pluton - Saturn to ograniczenie strukturalne, coś co mówi 'jeszcze nie pora', Pluton to transformacja przez zderzenie z tym co nieprzepuszczalne. Dwie różne energie, podobny objaw na powierzchni. Ta ściana, która nie puściła - czy czułaś przy niej zimno, ciężar, czy raczej opór jak przed murem?
To uczucie otoczenia gęstością - moja mama opisywała coś podobnego przed tym jak zachorowała. Nie przez ścianę, ale w snach o poruszaniu się przez coś lepkiego. Nie wiem czy to ta sama kategoria, ale jak słyszę 'gęstość' to mi się to kojarzy.
Ale to samo można powiedzieć o kartach - losowość leży u podstawy, a jednak interpretacja działa. W tarocie nie pytasz 'czy ta karta wyszła z powodu przyczyn mechanicznych', tylko patrzysz na to co jest. Mózg generuje sen, ale to co sen pokazuje - to jest materiał do pracy. Artefakt i przekaz nie muszą sie wykluczać, artefakt może być nośnikiem.
Wracając do samego przejścia przez ścianę - bo zaczęliśmy dość daleko od wątku Wincentyny. Mnie zastanawia coś innego: czy w tych snach, gdzie przechodzisz swobodnie, masz poczucie że to ty inicjujesz ruch, czy raczej dzieje się to jakby samo? Bo to może zmieniać interpretację.
Inicjatywa własna kontra bycie przeprowadzoną - to jest naprawdę istotna różnica. Pierwsze mówi o własnej sprawczości i gotowości. Drugie może sugerować, że coś z zewnątrz - czy to energia miejsca, opiekun, część siebie - uznało że możesz już przejść. Wincentyna, czy ta ściana, przez którą cię przeprowadzono, była podobna do tych zwykłych, czy inna?
Ta różnica między 'wchodzę sam' a 'jestem wciągany' przypomina mi rozróżnienie, które gdzieś czytałem przy projekcji astralnej - wyjście intencjonalne versus wyjście spontaniczne. Podobno spontaniczne jest często głębsze, ale mniej kontrolowane. Czy sen może działać w ten sposób, że czasem jesteś przeprowadzany głębiej niż byś sam wszedł?
To co opisujecie - bycie przeprowadzaną, postawienie w konkretnym miejscu, spokój bez niedosytu - jest dość spójne między kilkoma osobami w tym wątku. Wincentyna, Glicynia, wcześniej Elfin pisał o spontanicznym wyjściu. Zastanawiam się czy te sny o przejściu przez ścianę nie mają jakiegoś wspólnego mechanizmu bez względu na to co po drugiej stronie.
Ten spokój po przejściu - czy to jest zawsze spokój, czy też bywa ulga? Bo to dwie różne rzeczy. Spokój jest stanem, ulga jest odpowiedzią na coś co wcześniej było napięciem. Wincentyna, kiedy opisujesz swoje sny - jak to rozróżniasz, jeśli w ogóle?
Ta różnica między spokojem a ulgą to mi się przekłada na dwie różne funkcje ściany w śnie. Ściana jako granica neutralna - przechodzisz bo jesteś gotowa i tyle. Albo ściana jako napięcie, opór, coś co trzyma - i ulga to dopiero rozwiązanie tego napięcia. Mam wrażenie że obie można śnić naprzemiennie i to nie musi być sprzeczne.
A czy ktoś miał tak że ta sama ściana - dosłownie to samo miejsce w śnie, ten sam korytarz czy pokój - raz puszczała, a innym razem nie? Bo mnie zastanawia czy ściana zmienia się w zależności od stanu, w jakim przychodzimy do snu, czy raczej jest stała i to my jesteśmy różni.
Słucham tego i myślę sobie - czy to 'brakuje biletu' nie jest po prostu subiektywnym odczuciem które mózg generuje jako narrację do stanu czuwania-snu? Tzn. ciało jest gotowe do przebudzenia, ale świadomość jeszcze nie, i to napięcie przekłada się na obraz braku przepustki. Nie mówię że to wszystko tłumaczy, ale wydaje mi się że pomijamy tę warstwę.
I może właśnie to jest sedno - że nie da się tego rozstrzygnąć na poziomie treści snu samego w sobie. Wróćmy do pytania Sewera, bo to jest bardziej konkretne: czy ściana zmienia się czy my się zmieniamy. Mam wrażenie że rozróżnienie jest kluczowe dla tego co z takim snem potem zrobić.
To co mówi Herga ma sens, ale jak w praktyce odróżnić jedno od drugiego? Czy jest jakiś sygnał w samym śnie który mówi - to jest o tobie, albo - to jest o tym co na zewnątrz?
Wracając do ścian - bo Onyksa mnie nakierowała na coś. W snach gdzie ściana puszcza, mam poczucie koncentracji, właśnie tego o czym pisze. Jakby wszystko inne znika i zostaje tylko ten ruch przez przeszkodę. Może to jest ten sygnał o którym pytała Glicynia - że kiedy snu jest mało, a przejście dużo, to jest o mnie. Kiedy jest dużo otoczenia, kontekstu, innych postaci - to może być o czymś zewnętrznym.
Wincentyna, to co piszesz o koncentracji - że wszystko inne znika i zostaje tylko ruch przez przeszkodę - to jest właśnie to czego mi brakowało do zrozumienia własnych snów o przejściu. Ja w takich snach ciągle rozglądam się na boki, patrzę co jest po lewej, co po prawej, i może dlatego te moje przejścia są takie niepewne? Jakbym nie była skupiona na tym co robię?
To ciekawe że Wincentyna pyta o intencję przed zaśnięciem. Ja od jakiegoś czasu robię coś w tym stylu - nie konkretne życzenie, bardziej pytanie. I mam wrażenie że sny odpowiadają inaczej kiedy zaśniam z pytaniem niż kiedy zaśniam bez niczego. Ale wracając do ściany - czy ktoś próbował świadomie wybrać ścianę w lucidum i sprawdzić co się stanie po drugiej stronie?
To co Elfin opisuje - że ściana 'już wiedziała' - brzmi jakby ściana była czymś w rodzaju progu świadomości, a nie przeszkodą samą w sobie. Ja się zastanawiam czy w ogóle właściwe słowo to 'ściana'. Może to jest membrana? Bo membrana przepuszcza, a ściana blokuje.
Ta 'odpowiednia gęstość' to jest coś. Wincentyna, czy to gęstość zmienia się zależnie od snu, czy ty wchodzisz w nią i jest po prostu tak jak jest? Pytam bo myślę o tym w kontekście stanów emocjonalnych przed zaśnięciem - czy da się jakoś przygotować do bycia 'odpowiednio gęstą'?
Właśnie to mnie uderza - że ściany nie puszczają kiedy coś jest nierozwiązane. Moja mama mówiła że sen to jest czas kiedy dusza robi porządki, a my możemy albo pomagać albo przeszkadzać. Jeśli idziemy do snu z zaciśniętą pięścią, to dusza ma związane ręce. Nie wiem czy to mądre, ale jakoś pasuje do tego co tu mówicie.
Słucham tej dyskusji i zastanawiam się nad jedną rzeczą - czy te przejścia przez ściany zdarzają się częściej w pewnych momentach życia? Wincentyna pisała że prowadzi notatki - czy widać jakiś wzorzec, że np. w trudnych okresach ściana się pojawia, a w spokojnych jej nie ma?
