To czego Wincentyna opisuje - że ciało 'wie' - mnie bardzo uderza. Bo to nie jest myśl, nie jest intencja, to jakiś inny poziom. Jak to sie ma do świadomego śnienia, gdzie właśnie intencja i myśl są podstawą? Bo w lucid dreaming uczysz sie kontrolować sny myslą, a tu jest coś odwrotnego - brak myslenia o tym i właśnie wtedy sie udaje.
Jeśli tak, to paradoks polega na tym, że nie można się do tego przygotować celowo - bo samo przygotowanie by to uniemożliwiło. Glicynia pytała wcześniej o techniki wywołania takiego snu, ale może odpowiedź brzmi: żadnych technik, bo technika zakłada wysiłek, a wysiłek zamienia ścianę z powrotem w ścianę.
Mam wrażenie, że ta rozmowa zaczęła krążyć wokół technik, a zaczęliśmy od zupełnie innego miejsca - od tego, co Wincentyna opisała jako brak reguły, którą ciało ignoruje. Może zamiast pytać jak to wywołać, warto się zastanowić, dlaczego w ogóle w pewnych snach ta reguła zanika? Co jest w śniącym inne w taką noc?
Myślę o tym co Jemiolka pisze i próbuję porównać noce, kiedy te sny się zdarzały. Nie mam jednego wzorca - raz byłam zmęczona, raz wypoczęta, raz coś mnie niepokoiło w tym dniu. Jedyne co mi przychodzi do głowy to że żaden z tych dni nie był emocjonalnie bardzo naładowany. Jakby potrzebna była pewna równowaga, nie spokój dosłowny, ale brak dominującej emocji.
To ciekawe - czyli nie chodzi o nastrój pozytywny, tylko o coś w rodzaju neutralności? Zastanawiam się, bo u mnie najdziwniejsze sny zdarzają się właśnie po dniach, kiedy coś się wydarzyło, jakiś ładunek emocjonalny był. Ale ja nie przechodzę przez ściany, raczej gram w gonionego, więc może to inna kwestia.
To co Anetta mówi brzmi dość logicznie nawet bez żadnej ezoteryki. Ale wtedy przejście przez ścianę byłoby po prostu metaforą wewnętrzną, a nie żadnym doświadczeniem duszy ani pograniczem. I tu się rozchodzimy z tym wątkiem chyba, bo pytanie było właśnie o to, czy to tylko metafora, czy coś więcej.
W astrologii podobnie - symbol jest jednocześnie wskazówką praktyczną i czymś, co niesie energię. Księżyc w pewnym znaku działa na jaźń i na dosłowne życie naraz. Więc jeśli przejście przez ścianę jest symbolem, to nie znaczy, że jest 'tylko' symbolem.
Słuchajcie, mnie to przypomina coś, o czym opowiadała mi kiedyś mama - ona twierdziła, że jak przez trzy noce z rzędu śnił jej się otwierający się mur na polu, to po tygodniu zaczęła choroba w rodzinie. I ona nie rozumiała tego jako metafory tylko jako ostrzeżenie. I miała rację, chociaż nikt jej oczywiście nie uwierzył wtedy.
Tu jest wątek, który warto rozwinąć - różnica między snem jako ostrzeżeniem a snem jako stanem. Przejście przez ścianę może być jednym albo drugim. Ostrzeżenie mówi o przyszłości, stan mówi o tym, kim jest śniący teraz. Wincentyna, czy twoje sny miały kiedyś poczucie skierowania ku przyszłości, czy raczej były jakby 'fotografią' czegoś w sobie?
Chwileczkę - to jest naprawdę mocna sprawa. Czyli masz i doświadczenie 'stanu' i doświadczenie jakby prorocze, i oba są w tej samej kategorii snów? To sugeruje, że może nie ma jednego znaczenia dla przejścia przez ścianę, tylko różne, zależnie od tego co jest po drugiej stronie?
Ale czy to nie jest tak, że my wszyscy szukamy jednej interpretacji dla czegoś, co jest z natury wielowarstwowe? Tzn. zakładamy, że sen ma jedno 'prawidłowe' znaczenie, które trzeba odkryć. A może on mówi kilka rzeczy naraz i wszystkie są prawdziwe?
Bardzo mi się to trafia, to co Herga mówi o emocji jako punkcie wejścia. Kiedy próbowałam to opisać wcześniej, właśnie szłam od faktury ściany, od dotyku - bo tego byłam najbardziej pewna. Ale emocja? Chyba najbliższe słowo to skupienie. Nie spokój w sensie beztroski, tylko takie wyciszenie nastawione na coś. Jakbym wiedziała, że mam przejść.
To 'wiedziałam, że mam przejść' - czy to było wewnątrz snu jak pewność, czy bardziej retrospektywnie, jak coś, co czujesz teraz opisując? Bo to robi ogromną różnicę dla interpretacji.
Czytam to i myślę - to brzmi jak coś zupełnie innego niż moje sny, gdzie zwykle albo panikuję albo coś próbuję zrozumieć. To 'było wiadomo' bez zastanawiania się, to chyba jest właśnie ta jakość, o której mówi się przy snach, które mają jakiś głębszy poziom, nie? Jakby umysł nie musiał pracować, bo coś innego wiedziało.
Albo to po prostu typ snu, gdzie mózg nie produkuje wątpliwości, bo nie ma takich zasobów w danej fazie. Nie chcę psuć atmosfery, ale 'było wiadomo' da się wyjaśnić bez zakładania głębszego poziomu. To nie znaczy, że głębszy poziom nie istnieje, tylko że sama pewność nie jest dowodem.
Ja chcę się cofnąć do jednej rzeczy - Wincentyna mówiła wcześniej o tym jednym śnie, gdzie po przejściu przez ścianę coś zobaczyła, i miała wrażenie, że to zapowiedź. Nigdy nie powiedzieliśmy co to było. I rozumiem, jeśli nie chcesz, ale czy to miało związek z konkretną osobą, sytuacją, miejscem?
Dokładnie tak mama opisywała tamte sny z murem - nie dosłowność, tylko nastrój. Że potem jak to się wydarzyło, to pomyślała 'a, właśnie to miałam na myśli'. Nie wiedziała wcześniej co dokładnie, ale po wszystkim pasowało. I to jest chyba coś, czego nie da się z góry ocenić - to wychodzi tylko wstecz.
Ale to nie jest trochę za wygodne? Tzn. że interpretujemy wstecz, bo wszystko da się dopasować do wszystkiego jeśli jesteś wystarczająco elastyczny. Nie mówię, że doświadczenia Wincentyny i mamy Krysi nie są prawdziwe - mówię, że sama metoda 'pasowało wstecz' jest dość niepewna jako wskaźnik.
A może by tak właśnie zacząć - datować i opisywac sny szczegółówo zanim cokolwiek się wydarzy? Tak żeby móc potem sprawdzić naprawdę, a nie z pamięci? Bo pamięć dopasowuje, to wiemy, ale notes nie dopasowuje.
Właśnie to zdanie z notesu mnie uderzyło - 'ktoś czeka po drugiej stronie'. Bo to zupełnie inaczej ustawia ten sen. To nie jest po prostu przejście przez ścianę jako symbol wolności czy braku ograniczeń. To jest przejście DO kogoś. Czy w innych swoich snach z przechodzeniem przez ściany też był tam ktoś po drugiej stronie, Wincentyna?
Niewyraźna twarz, ale wyraźna obecność - to pojawia się w opisach snów przepowiadających dość regularnie. Jakby tożsamość była mniej ważna niż sam fakt, że ktoś jest. Albo jakby umysł wiedział że to jest konkretna osoba, ale nie potrafił jej załadować wizualnie.
U mamy właśnie tak było - w tych snach z murem zawsze była jakaś sylwetka, nigdy twarz. A potem jak to się wydarzyło, wiedziała od razu kogo ta sylwetka dotyczyła. Jakby twarz była dodana post factum przez pamięć.
To jest akurat dobrze zbadane - mózg jest kiepski w generowaniu twarzy, szczególnie w snach. Więc niewyraźna twarz to może być po prostu techniczne ograniczenie, nie duchowy symbol. Natomiast 'wyraźna obecność' to już inna sprawa, bo to emocja, nie obraz.
I to jest dla mnie jeden z ważniejszych aspektów tej rozmowy. Przejście przez ścianę jako gest - sam ruch, samo wejście przez to co nieprzepuszczalne - to jedno. Ale to, co czeka po drugiej stronie, to zupełnie inna warstwa. Można by powiedzieć, że ściana jest progiem, ale po co pytać o próg, skoro ważne jest to, do czego ten próg prowadzi?
To co opisuje Glicynia brzmi jak sen o zwolnieniu czegoś - jakiegoś oporu, napięcia, blokady. Ściana jako to, co trzyma. I sam akt przejścia jest rozwiązaniem, nie punktem wyjścia do czegoś dalszego. W horoskopach mamy coś podobnego - Saturn jako struktura i granica, a chwila kiedy go przekraczasz to odblokowanie, nie podróż.
A czy to możliwe, że ten sam symbol - przejście przez ścianę - znaczy coś zupełnie innego dla różnych osób? Bo słucham tego wszystkiego i wydaje mi się, że Wincentyna i Glicynia opisują zupełnie różne sny, nawet jeśli gest jest taki sam.
Właśnie to mnie zastanawia od jakiegoś czasu w tej rozmowie - czy ktoś z was miał sen, gdzie NIE mógł przejść przez ścianę, mimo że próbował i w innych snach mu to wychodziło? Bo to by dopiero było ciekawe - ta sama umiejętność, i nagle blokada.
