To co Wincentyna mówi o trudnych okresach jako 'otwieraczach' - w litoterapii jest podobna zasada. Niektóre kamienie działają mocniej kiedy jesteś w kryzysie, bo wtedy twoje pole jest bardziej przepuszczalne. Może ściana we śnie jest czymś w rodzaju barometru tej przepuszczalności, a nie przeszkodą którą trzeba pokonać.
Pytanie Glicynii jest bardzo konkretne i myślę że to jest sedno całego wątku. Ściana jako odzwierciedlenie - pasywne, informacyjne. Albo ściana jako coś z czym można wejść w relację, coś co reaguje. Wincentyna zaczęła ten temat od przechodzenia bez wysiłku - to brzmi bardziej jak relacja niż jak odczyt barometru. Czy masz poczucie że ściana 'odpowiada' na ciebie, czy po prostu cię przepuszcza?
Pytanie Hergi zostaje mi w głowie - czy ściana reaguje, czy tylko odzwierciedla. Przez lata myślałam że reaguje, że wchodzę z nią w jakiś dialog. Ale teraz nie jestem pewna. Może to ja się zmieniam, a ściana jest zawsze taka sama, tylko ja ją inaczej odczytuję zależnie od tego, gdzie jestem. To by zmieniało całą moją interpretację.
Ale czy to ma znaczenie dla praktyki? Jeśli ty się zmieniasz i przejście się udaje - to czy ważne jest, czy ściana 'odpowiedziała' czy to twój stan po prostu był właściwy? Pytam szczerze, bo nie wiem, czy to rozróżnienie coś zmienia w tym, jak do tego podchodzisz przed zaśnięciem.
Właśnie próbuję sobie wyobrazić co by znaczyło 'zwracać się do ściany' przed zaśnięciem albo w śnie. Herga, ty to robiłaś? Dosłownie - coś do niej mówiłaś, prosiłaś o przejście?
Mnie bardziej interesuje co Wincentyna powiedziała wcześniej - że w trudnych momentach przejścia częściej się udają. Czy ktoś jeszcze to zaobserwował? Bo jeśli to wzorzec, to by znaczyło że kryzys jest jakimś kluczem. I zastanawiam się czy to jest specyfika przejść przez ściany, czy generalnie snów jako takich w trudnych momentach.
Wracam do pytania Glicynii o zwracanie się do czegoś bez wiedzy co to jest. Myślę że to jest właśnie sedno pracy z granicami - w litoterapii też nie musisz wiedzieć jak działa kamień, żeby czuć jego wpływ. Wystarczy że wchodzisz z nim w kontakt z otwartością. Może ze ścianą jest podobnie - nie musisz wiedzieć co jest po drugiej stronie, żeby próbować przejść.
Ja się boję. Tam gdzie byłem ostatni raz przed przebudzeniem - ta chwila kiedy ściana była twarda ale 'wiedziała' - czułem coś w rodzaju napięcia. Nie wiem czy to był lęk przed przejściem czy podniecenie. Może jedno i drugie. Glicynia - czy ta obawa jest silna czy bardziej takie tło?
To co Glicynia opisuje - to 'poczekaj' przed przejściem - ja to też znałam. Na początku. Potem gdzieś zniknęło. Nie wiem kiedy ani jak. Ale zastanawiam się teraz czy to zniknęło dlatego że oswoiłam się ze ścianami, czy dlatego że zmieniłam się w innym miejscu i to po prostu przeniosło się do snu.
Wincentyna, a czy pamiętasz jakiś konkretny moment - sen albo okres - kiedy poczułaś że to 'poczekaj' już nie ma? Czy to było stopniowe czy raczej w pewnym momencie po prostu zauważyłaś że go nie ma?
Słucham i myślę że może to 'poczekaj' to jest ego a nie dusza. Ego pilnuje granic, bo granice są dla niego bezpieczne. Dusza chce przechodzić. I kiedy jesteśmy osłabieni, ego ma mniej sił żeby pilnować. Stąd łatwiejsze przejścia w trudnych momentach. Nie wiem czy to trafia, ale mi to jakoś siedzi.
Ale właśnie po co my to nazywamy 'osłabieniem ego'? Może to jest po prostu skupienie. Kiedy jest kryzys, przestajemy myśleć o stu innych rzeczach i jesteśmy bardziej tutaj. Ściana nie przechodzi przez ego, tylko przez uwagę.
Mam poczucie że ten wątek o ego i skupieniu dotyczy czegoś ważnego, ale nie jestem pewna czy my o tym samym mówimy. Kiedy ja przechodzę przez ścianę, to nie jest tak że coś pokonuję. Jest raczej tak że ściana przestaje mieć znaczenie. Nie walczę z nią, ona po prostu... nie obowiązuje. Czy to brzmi jak skupienie? Nie wiem.
To co Wincentyna opisuje - że ściana 'nie obowiązuje' - to brzmi jakbyś była w innym zestawie reguł niż normalnie. Jak gdybyś na chwilę przeszła do systemu gdzie fizyczność nie jest domyślna. Zastanawiam się czy to nie jest właśnie to co próbujemy osiągnąć w świadomym śnieniu - nie kontrola, ale zmiana kontekstu?
Zmiana kontekstu to dobre słowo. Mnie się raz zdarzyło coś podobnego, nie ze ścianą, ale z wodą. Stałem przed rzeką i nagle wiedziałem że mogę po niej iść. Nie dlatego że postanowiłem. Dlatego że w tamtym momencie wydawało się oczywiste. Chwilę potem wróciło normalnie i zacząłem tonąć 🙂 Ale ta chwila oczywistości - czy Wincentyna tak to odczuwa?
Słucham was i mam pytanie chyba naiwne, ale - czy to nie jest po prostu lucid dreaming? Znaczy, świadome śnienie to przecież polega na tym że możesz robić rzeczy niemożliwe. Czy przechodzenie przez ściany to nie jest efekt uboczny po prostu tego że śnimy świadomie?
Tak, i zdecydowanie najczęściej właśnie wtedy. Świadome sny mam rzadko, a przejścia mam regularnie. Więc to na pewno nie jest zależne od lucid dreaming.
Mnie naszło coś zupełnie z innej strony. Moja siostra, która umarła kilka lat temu, pojawiała się w moich snach zawsze przechodząc przez ściany. Zawsze. Nigdy drzwiami. I dopiero teraz przy tej rozmowie mi to uderzyło - że może to nie jest coś co robią żywi, ale coś co pokazują nam umarli. Jakby chcieli nam powiedzieć że ta właściwość nie należy tylko do ciała.
Przepraszam że przerywam, ale - czy my nie rzutujemy własnych potrzeb na sny? Krysia straciła siostrę, to bardzo silne emocje. Czy mózg we śnie nie mógł po prostu stworzyć obrazu który daje pocieszenie - że ona teraz jest poza granicami? Nie mówię że to złe. Mówię że może nie trzeba szukać dalej.
No właśnie. Jeśli nawet to tylko 'mózg', to mózg operuje symbolami. A skąd pochodzi ten konkretny symbol? To jest chyba ważniejsze pytanie niż to czy dusza siostry 'naprawdę' przyszła. Symbol mówi coś niezależnie od źródła.
Wracam do tego co Wincentyna mówiła o oczywistości. Zastanawiam się - czy ta oczywistość jest zawsze neutralna, czy bywa że czujesz coś jeszcze? Radość, ulga, coś niepokojącego? Pytam bo zastanawia mnie czy emocja towarzysząca przejściu mówi coś o tym co jest po drugiej stronie.
To ciekawe że ulga pojawia się kiedy jest jakiś cel. Jakby ściana była przeszkodą tylko wtedy kiedy gdzieś zmierzasz. A kiedy nie zmierzasz nigdzie konkretnie, nie ma czego pokonywać. To trochę odwraca to co mówiłam wcześniej o intencji - może intencja nie pomaga przejść, ale zmienia jak to przejście smakuje.
Słucham tej rozmowy o emocjach i progu i myślę o siostrze. Wspomniałam wcześniej że ona zawsze przychodziła przez ściany. I teraz jak czytam co Herga pisze o ciele emocjonalnym reagującym na sam gest - to pierwszy raz mam wrażenie że może to był właśnie przekaz. Nie słowny. Nie obraz który trzeba rozszyfrować. Po prostu gest. Przekroczenie. I może ona wiedziała że ja to zapamiętam lepiej niż cokolwiek co mogłaby powiedzieć.
