Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad czymś, o czym rzadko się tu mówi. Miewam sny bez żadnych obrazów. Kompletna ciemność, ale słyszę - głosy, rozmowy, czasem muzykę. Raz było coś w rodzaju chóru, ale nie z kościoła, bardziej jak wibracje głosowe. Całkowicie nie wiem, co z tym zrobić, bo większość senników opiera się na symbolice wizualnej. Zęby, woda, latanie - wszystko ma obraz. A co jeśli sen jest czysty dźwięk? Czy ktoś w ogóle miał coś podobnego i jak to interpretuje?
To ciekawe, bo akurat w tradycjach szamańskich dźwięk jest traktowany jako pierwotniejszy nośnik informacji niż obraz. Bębny, śpiew, wibrato - to kanały wejścia w stan zmienionej świadomości. Możliwe, że sny czysto dźwiękowe to coś bliższego tamtym stanom niż typowe sny wizualne. Ale zanim cokolwiek interpretuję - co to były za głosy? Rozpoznawalne, czy obce?
Ja też miałam coś takiego raz, choć krócej. Obudziłam się z bardzo wyraźnym zdaniem w głowie, które ewidentnie ktoś powiedział do mnie w tym śnie, ale nie widziałam żadnej twarzy, żadnego miejsca. Jakby ktoś mówił przez ścianę. To zdanie zapisałam i wróciłam do niego po kilku miesiącach - okazało się, że opisywało coś, co właśnie zaczęło się dziać w moim życiu. Więc chyba jednak ma to sens interpretacyjny, choć nie wizualny.
To co opisujesz to klasyczny odbiór z wyższych planów. Kiedy ciało astralne jest na tyle rozwinięte, że nie potrzebuje już formy wizualnej, żeby przetwarzać informacje, zaczyna odbierać przez dźwięk właśnie. To wyższy stopień świadomości we śnie, nie niższy. Dużo osób myśli odwrotnie, że jak nie ma obrazków, to sen był 'pusty'. A to nieprawda.
Żeby nie zgubić tego co ważne - są tradycje wróżbiarskie i rytualne, gdzie dźwięk jest wprost źródłem wyroczni. Oneiryczne praktyki w starożytności, incubatio na przykład, opierały się właśnie na tym, że do śpiącego w świątyni docierał głos boga lub bogini, niekoniecznie wizja. Więc sama kategoria snu dźwiękowego jako przekazu jest bardzo stara. Pytanie, co z tym dalej. Sigilia, zapisujesz te sny?
A nuciłaś albo próbowałaś zaśpiewać tę muzykę po przebudzeniu? Pytam, bo sama mam wrażenie, że melodie ze snów mają inną strukturę niż to, co znamy na jawie. Jakby rytm był przesunięty albo skala inna. Zastanawiam się, czy to nie jest właśnie ta 'inna' informacja, której szukasz.
Ja zawsze myślałam, że jak śnisz bez obrazów, to znaczy, że sen w ogóle 'nie wyszedł' i nie ma czego interpretować. Ale to co tu piszecie zmienia moje podejście. Mam pytanie - jak w ogóle odróżnić taki sen od halucynacji hipnagogicznych? Bo ja przed zaśnięciem często słyszę dźwięki, które potem nie są już częścią snu.
Przepraszam, że wchodzę z czymś bardzo podstawowym, ale czy w ogóle wiadomo, czemu jedni ludzie śnią głównie obrazami, a inni mogą śnić słuchem? Czy to w ogóle coś, co można na siebie wpłynąć? Nigdy nie słyszałam o tym, że można 'przestawić' rodzaj śnienia.
To w ogóle nie wiedziałam, że można mieć sen bez obrazów. Jak sobie to wyobrazić? Ja zawsze śnię bardzo kolorowo, filmy praktycznie. Ciekawe, czy te głosy w snach można by w jakiś sposób nagrać - wiem, że to brzmi absurdalnie, ale pytam serio.
Słucham tej rozmowy od początku i jedno pytanie mi chodzi po głowie - czy ktoś miał taki sen dźwiękowy po medytacji dźwiękiem, miskach tybetańskich albo dźwiękoterapii? Zastanawiam się, czy wcześniejszy kontakt z dźwiękiem jako praktyką nie otwiera jakiegoś kanału.
A czy te głosy w takich snach mówią do osoby śniącej bezpośrednio, czy raczej jakby rozmawiają między sobą? Bo z tego co Sigilia opisywała na początku, to raczej to drugie - i jakoś inaczej to odbieram niż gdyby ktoś się do ciebie odzywał wprost.
To co Sigilia opisuje, że była zaproszona jako świadek, ale nie uczestnik - to mnie bardzo uderza. Czy to nie jest trochę frustrujące? Słyszysz coś ważnego, wiesz, że cię dotyczy, ale nie możesz zrozumieć co konkretnie. Jak można z tego wyciągnąć jakąś wskazówkę do życia?
Właśnie dlatego zaczęłam zaznaczać w notatniku nie tylko co śniłam, ale jakie było uczucie po przebudzeniu i co wydarzyło się w kolejnych dniach. Nie szukam dosłownych spełnień - bardziej tematycznych zbieżności. Czy ten 'klimat narady' wrócił w realnej sytuacji. I tak, wrócił. Raz bardzo wyraźnie.
A możesz powiedzieć więcej o tej zbieżności? Nie musisz wchodzić w szczegóły, ale ciekawi mnie - czy to było coś, co ty sama podjęłaś decyzję, czy raczej ktoś inny coś zadecydował o tobie?
To jest niesamowite i trochę niepokojące jednocześnie. Czyli sen był wyprzedzający, ale nie w sensie 'wydarzy się coś złego', tylko w sensie 'coś już się dzieje, tylko jeszcze o tym nie wiesz'?
To co Sigilia opisuje bardzo dobrze wpisuje się w koncepcję śnienia jako odbioru pola morficznego. Nie prorokowanie, tylko rozszerzony dostęp do tego, co już istnieje, ale jest poza zasięgiem świadomości dziennej. Dźwięk w tym modelu miałby sens - jest mniej dosłowny niż obraz, więc może przenosić więcej warstw naraz.
Szczerze mówiąc gubię się trochę przy polach morficznych, ale to co Sigilia opisuje z tą naradą i potem z tymi dwiema osobami - to rozumiem i to mnie bardzo zastanawia. Czy takie sny zdarzają się częściej w konkretnych momentach życia? Pytam, bo u mnie jakieś dziwniejsze sny zawsze się pojawiają przy dużych zmianach.
Wracając do pytania o miseczki tybetańskie, które rzuciłam wcześniej - Wajdelota powiedział, że trudno rozdzielić fizjologię od czegoś głębszego. Ale mnie zastanawia coś innego: czy same dźwięki, którymi się otaczamy przed snem, mogą kształtować to, jak sen 'mówi' do nas? Jakby programowanie języka snu przez język jawy?
Czytam od samego początku i mam jedno pytanie, które mi cały czas chodzi po głowie - czy te głosy w snach dźwiękowych mają jakiś odpowiednik w numerologii? Mam na myśli, czy liczba głosów, które słyszysz, albo rytm mogą coś znaczyć, tak jak liczby w wizjach?
To jest właśnie to, co mnie od początku intryguje w temacie tych czysto dźwiękowych snów - każdy z nas próbuje je przetłumaczyć na jakiś znany sobie język. Ktoś przez numerologię, ktoś przez astrologie, ktoś przez pole morficzne. A może one po prostu nie mają przełożenia na żaden z tych systemów?
Sigilia zadaje tu naprawdę ważne pytanie. Większość systemów interpretacji snów opiera się na obrazach - senniki, archetypy Junga, symbolika kart. Dźwięk bez obrazu to dla tych systemów ślepа plama. To nie znaczy, że nie ma znaczenia. To znaczy, że mamy za mało języka, żeby o tym rozmawiać.
To brzmi jakby mózg był w trybie samego odbioru, bez generowania wizualizacji. Albo jakby przekaz przychodził z zewnątrz i nie 'owijał się' w żadne nasze własne obrazy, bo nie ma skąd.
To co Larkis mówi jest bliskie temu, co opisuje tradycja szamańska. Śpiewacy-szamani mówili, że 'dosłyszeli' pieśni, a nie 'zobaczyli' ich. Pieśń jako nośnik mocy jest starszą koncepcją niż wizja. Obraz można zafałszować, dźwięk - znacznie trudniej.
Dokładnie. Dźwięk wibruje, a wibracja to fundament wszystkiego. Stąd mantra, stąd śpiew kryształowych mis. Jeśli coś przychodzi do ciebie w śnie jako dźwięk, to może być czystszy przekaz właśnie dlatego, że omija warstwę wizualną, która jest podatniejsza na zniekształcenia ego.
Ten wątek o zniekształceniach ego jest ważny. Mnie bardzo interesuje właśnie to, że w snach czysto dźwiękowych nie mam wizualnych haczyków, za którymi łapie się interpretacja. Nie ma twarzy osoby, nie ma koloru, nie ma miejsca. Jest tylko jakość przekazu. I może właśnie dlatego trudniej go zracjonalizować - ale też trudniej go wypełnić własnym lękiem.
Czy ktoś próbował po takim śnie odtworzyć usłyszany dźwięk albo melodię na jawie? Pytam, bo mam wrażenie, że gdybym to zrobiła, to może coś by się 'uruchomiło' - ale nie wiem jak to zrobić bez poczucia, że sama to sobie wymyślam.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam bardzo proste pytanie, bo jestem tu nowym głosem w tej dyskusji - czy te sny dźwiękowe są częstsze u osób, które medytują? Bo kilka osób tu mówiło o praktyce medytacyjnej i zastanawiam się, czy to nie jest coś, co się 'otwiera' przez regularną ciszę.
