Od jakiegoś czasu mam sny, w których czuję czyjąś obecność. Nie widzę żadnej postaci, nie słyszę głosu, ale wiem - absolutnie wiem - że coś tam jest i patrzy na mnie. To nie jest strach przed ciemnością, to coś bardziej precyzyjnego. Jakby ktoś stał za moimi plecami i nie odwracał wzroku. Budzę się z tym uczuciem, które zostaje jeszcze przez kilkanaście minut po przebudzeniu. Zastanawiam się, czy ktoś jeszcze miał podobne wrażenie - i czy to jest coś, co można interpretować symbolicznie, czy raczej potraktować jako rodzaj kontaktu z czymś konkretnym?
To uczucie obserwacji bez widzialnego obserwatora to jeden z częstszych motywów, o których słyszę i który znam z własnych doświadczeń. Pytanie jest kluczowe: czy we śnie czujesz w związku z tym lęk, czy raczej coś neutralnego, może nawet spokój? Bo to bardzo zmienia interpretację. Obecność, która budzi spokój, to zupełnie inny sygnał niż ta, po której budzisz się spięta.
Ja miałam bardzo podobne sny przez kilka miesięcy i przez długi czas nie wiedziałam co z tym zrobić. U mnie to był zawsze ten sam kąt pokoju - wiedziałam, że tam coś jest, ale kiedy próbowałam się odwrócić, nie mogłam. Jakby sen blokował ten ruch celowo. Czy ty też masz poczucie, że nie możesz spojrzeć w stronę tej obecności?
To co opisujesz ma odpowiednik w starych wierzeniach słowiańskich - obecność, która jest, ale nie ujawnia formy, bywała rozumiana jako strażnik miejsca lub progu. Nie zawsze coś groźnego. Czasem to coś, co przychodzi sprawdzić, czy jesteś gotowa na jakiś kolejny etap. Ale jedno pytanie mnie nurtuje: czy te sny pojawiają się w konkretnym miejscu, zawsze w tym samym pomieszczeniu, czy za każdym razem jesteś gdzie indziej?
To całkiem istotny szczegół. Jeśli obecność pojawia się tylko w przestrzeniach kojarzonych z tobą - to sugeruje, że to nie przypadkowy bywalec, że jest z tobą jakoś powiązana. Nie mówię, że to coś z zewnątrz - równie dobrze może to być jakaś część ciebie samej, której jeszcze nie nazwałaś.
Moim zdaniem to klasyczny przypadek nierozbudzonej energii strażnika. Jak robisz jakąkolwiek praktykę przed snem - medytację, uziemienie, cokolwiek z ochroną? Bo jeśli nie, to sen jest po prostu otwarty i różne rzeczy mogą wejść. Polecam zacząć od prostej bariery energetycznej przed zaśnięciem, kilka oddechów z intencją zamknięcia przestrzeni.
A czy to mogłoby być coś takiego jak obecność ducha kogoś bliskiego? Moja babcia mówiła, że jak się czuje kogoś we śnie ale się nie widzi, to właśnie tak przychodzą ci, co odeszli. Że nie zawsze pokazują twarz, bo nie chcą straszyć.
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale jak w ogóle możesz być pewna, że to coś realnego a nie po prostu twój własny lęk, który sen zamienił w obecność? Nie mówię, że tak jest, po prostu nie wiem jak to odróżnić.
Warto zwrócić uwagę na jedno: to uczucie obserwacji bez źródła jest bardzo charakterystyczne dla pewnego rodzaju snów, które pojawiają się w momentach przejściowych w życiu. Niekoniecznie musi oznaczać wizytę czegokolwiek z zewnątrz. Czasem to sygnał, że jakaś część nas samych zaczyna się nam przyglądać uważniej. Czy ostatnio dużo się zmieniło w twoim życiu?
Ja też tak miałam kiedyś i to sie okazało że zaczeło się tuż po tym jak zaczełam bardziej zwracać uwage na sny w ogóle, jakby coś poczuło że jestem bardziej otwarta. Może tyle lat byłaś zamknięta na ten rodzaj doświadczenia i teraz cos chce nawiązać kontakt skoro jesteś gotowa?
tak, przez jakiś czas była coraz bliżej, ale nie w sposob który strasył, bardziej jakby sie oswajała. A potem nagle znikła i do tej pory nie wiem czy to bylo domknięcie czegoś czy po prostu odeszła. Masz poczucie że ta twoja obecnosc jest stale ta sama czy nie zawsze?
Słucham tej rozmowy i zaczynam się zastanawiać czy sama nie miałam czegoś podobnego, tylko nigdy tak tego nie nazwałam. To uczucie że ktoś jest w pokoju choć pokój jest pusty - to właśnie we śnie? Bo na jawie to brzmiałoby niepokojąco.
To co Sennaria opisuje jako wyrazistość i fizyczność - to ważny szczegół. W tradycji onirycznej takie sny bywają odróżniane od zwykłych marzeń właśnie po tej jakości. Czy poza tą obecnością sen jest normalny, czy też cała przestrzeń ma inne właściwości?
Chcę wrócić do czegoś co Sennaria mówiła kilka postów wcześniej - że w tym śnie respektuje zasady, których nie zna na jawie. To mnie bardziej zajmuje niż sama obecność. Czy te zasady dotyczą wyłącznie patrzenia, czy też ruchu, słów, może dotyku?
A czy ty w tym śnie masz poczucie że te zasady wynikają od ciebie, czy że ktoś je narzuca? To subtelna różnica, ale mogłaby coś powiedzieć o tym czy to coś zewnętrznego czy wewnętrznego.
Przepraszam że się wtrącę, ale to z tymi zasadami które się po prostu wie - to mnie bardzo uderzyło, bo moja mama mówiła dokładnie to samo o swoich snach. Że wiedziała, że jest coś za nią, i że nie wolno się odwracać. I że ten zakaz nie był straszny, był po prostu oczywisty.
Nie, nigdy. Mówiła tylko że jak próbowała się odwrócić to sen się kończył, jakby to był warunek jego trwania. Ona myślała że to jakaś ochrona, że nie pozwolono jej zobaczyć bo by się przestraszyła. Ale nie wiem czy tak naprawdę było.
U mnie było dokładnie tak samo z tym kończeniem snu przy próbie odwrócenia. Zastanawiam się czy to nie jest mechanizm obronny samego snu albo czegoś w nim - że tak długo jak nie patrzysz, kontakt trwa, a konfrontacja bezpośrednia go przerywa. Jak z niektórymi stanami medytacyjnymi, które kończą się gdy zaczynasz je analizować za bardzo.
Dobra, słucham tu od jakiegoś czasu i mam pytanie może naiwne - jak w ogóle odróżnić we śnie, że coś jest, od tego że mózg po prostu tworzy poczucie obserwowania? Bo z tego co wiem, to nawet w zwykłych snach mamy takie wrażenia i to zupełnie normalny efekt pracy mózgu.
Czytam i myślę sobie jedno - czy gdybyś spróbowała we śnie przemówić do tej obecności, coś by się zmieniło? Nie mówię żeby ją zagadać, tylko żeby sprawdzić czy coś odpowie. Czy w ogóle takie rzeczy się robi, czy to nierozważne?
O właśnie to miałam na myśli, ale nie umiałam tego tak ująć. Że milczenie może nie być neutralne. Ale jak w ogóle przemawia się do czegoś czego się nie widzi i nie wie się czym jest? Czy jest jakiś sposób, czy po prostu mówi się cokolwiek?
Wracając do pytania Sennarii o te zasady których nie zna na jawie - w słowiańskim rozumieniu pewnych spotkań we śnie istnieje coś co można nazwać kodem gościnności w odwrotną stronę. Nie ty jesteś gospodarzem, ty jesteś gościem w przestrzeni tej istoty. I zasady nie są twoje, ale są rozpoznawalne przez duszę, bo ona je gdzieś zna. To tłumaczyłoby dlaczego wiesz co robić nie ucząc się tego.
Słucham was i coś mi przyszło do głowy - przez wszystkie te sny nigdy nie miałam poczucia że mam milczeć. Milczałam po prostu, tak jak się milczy w pewnych miejscach. Jak w bibliotece albo przy kimś kto śpi. Nie zakaz, bardziej... stosowność. Czy to coś zmienia?
To zmienia całkiem sporo. Cisza z nakazu i cisza z wyczucia to dwa różne stany wewnętrzne. Jeśli to było wyczucie, to znaczy że jakaś część ciebie rozumiała charakter tej przestrzeni. I to jest właśnie ten rodzaj wiedzy o której Donat55 mówił - nie wiedza o tej obecności, ale wiedza przez tę przestrzeń.
Przepraszam że wchodzę z czymś bocznym, ale to co Sennaria powiedziała o stosowności - to jest dla mnie zupełnie nowe myślenie o snach. Że sen może mieć swój własny savoir-vivre, coś co się czuje a nie uczy. Czy takie rzeczy opisuje jakaś tradycja z której możecie korzystać, czy to raczej intuicja poszczególnych osób?
Śledzę ten wątek od dłuższego czasu i chcę zapytać Sennarię o coś konkretnego - czy ta obecność jest zawsze w tym samym miejscu względem ciebie? Znaczy czy zawsze za tobą, zawsze z boku, czy to się zmienia?
Prawa strona za plecami - to bardzo specyficzne. W wielu tradycjach prawa strona jest stroną ochrony, żywych energii, tego co sprzyja. Gdyby to była strona lewa, interpretacja byłaby inna. Nie mówię że to cokolwiek rozstrzyga, ale ta stałość miejsca w połączeniu ze stroną - to nie jest przypadkowy detail.
