Pierwszy pokój jako punkt stały, a potem nieskończona zmienność - to jest struktura jedynki i dziewiątki jednocześnie. Punkt wejścia który kotwicy, i otwarta przestrzeń która nie ma końca. Bozenka, czy w tym pierwszym pokoju jest coś na tym stole? Czy stół jest pusty?
To jest jak rytuał! Dotykasz stołu zanim wejdziesz głębiej - to brzmi jak jakieś powitanie albo odprawienie. Jakbyś mówiła domowi 'jestem, pamiętam'.
Zimny stół w ciepłym pokoju - to jest dyssonans sensoryczny który rzadko pojawia się w snach przypadkowo. Zimno drewna to w wielu tradycjach odwołanie do pamięci, do tego co trwałe pod zmianami. Ale nie chcę tu za dużo nakładać interpretacji zanim Bozenka sama nie powie czy ten dotyk coś jej daje czy coś odbiera.
Zgoda od zimnego stołu. Bozenka, a czy kiedykolwiek próbowałaś nie dotknąć? Minąć ten stół bez gestu? Zastanawiam się co by się stało, czy dom by zareagował.
Rezeda pyta o coś ważnego, ale ja bym doprecyzowała - nie 'co by się stało' tylko 'czy w ogóle byłoby możliwe'. Bozenka, czy masz wrażenie że możesz pominąć ten stół, czy to też jest jak ten powrót do tyłu - technicznie możliwe ale jakby sprzeczne z czymś głębszym?
Myślę, że nie mogłabym go ominąć. Nie dlatego że coś by się stało, ale bo... jakby nie miało sensu iść dalej bez tego. Jak wychodzenie z domu bez zamknięcia drzwi. Niby można, ale coś w środku mówi że się nie powinno.
To porównanie z zamknięciem drzwi jest bardzo trafne i jednocześnie odwrotne - zamykasz za sobą wchodząc, nie wychodząc. Bozenka, czy ten stół jest przy ścianie czy stoi sam pośrodku pokoju? Zastanawiam się czy jego ustawienie coś mówi o jego funkcji.
To szare okno przy stole - to jest ciekawy szczegół który dotąd nie padł. Dom który rozszerza się w nieskończoność, a jedyne stałe miejsce ma widok na nic. Jakby to okno celowo nie dawało punktu odniesienia do zewnętrza. Bozenka, czy inne pokoje mają okna?
To stopniowe zanikanie okien w miarę zagłębiania się - to jest bardzo spójna struktura. Okno to kontakt ze światem zewnętrznym, z tym co za progiem snu. Im głębiej tym bardziej jesteś tylko z domem i z sobą. Gosiunia, czy to w runach ma jakiś odpowiednik? Myślę o przejściu między przestrzeniami.
Gość który zna zasady - to jest bardzo charakterystyczne określenie. Bozenka, czy byłaś kiedyś u kogoś tak często że znałaś rozkład ale wiedziałaś że to nie twoje? Zastanawiam się czy sen nie odtwarza jakiegoś realnego uczucia z życia, tej pozycji miłego gościa który nigdy nie zamieszka.
Nie musisz nic więcej mówić, ale to połączenie jest ważne i myślę że sam fakt że poczułaś to skojarzenie jest wart zanotowania w dzienniku snów. Czasem nie trzeba rozumieć w pełni, wystarczy rozpoznać.
Chcę jednak wrócić do tego domu jako przestrzeni - bo cały czas rozmawiamy o uczuciach Bożenki w nim, a mało o tym co jest w tych dalszych pokojach. Bozenka, powiedziałaś że reszta się zmienia za każdym razem. Ale czy jest jakiś typ pokoju który się powtarza, nawet jeśli szczegóły są inne? Biblioteka, korytarz, coś ze schodami?
Wysoki sufit i zimno - to jest przestrzeń która należy do czegoś ponad. W numerologii i w przestrzeni sakralnej wysokość to dostęp do wymiaru który przerasta codzienność. Bozenka, czy w tym pokoju z wysokim sufitem zatrzymujesz się dłużej, czy przechodzisz tak samo jak przez inne?
W tym pokoju z wysokim sufitem zatrzymuję się. Nie wiem dlaczego, ale nogi same mi stają. Nie siadam, po prostu stoję i patrzę w górę. I nie idę dalej dopóki nie poczuję że mogę. Nie wiem co to jest za odczucie, ale jest wyraźne.
To jest bardzo ważny szczegół. Nie idziesz dalej dopóki nie poczujesz że możesz - to znaczy że ten pokój czegoś od ciebie wymaga zanim cię przepuści. Co to jest według ciebie? Co musi się wydarzyć żebyś poczuła że możesz iść?
Powietrze gęstnieje i potem puszcza - to brzmi jak próg inicjacyjny. Nie symboliczny, ale dosłownie odczuwany ciałem. Bozenka, czy to za każdym razem zajmuje tyle samo czasu? Czy czasem trwa chwilę a czasem stoisz tam długo?
Ten strach że nie zostaniesz przepuszczona - czy to był strach że zostaniesz w tym pokoju, czy raczej strach że dom się skończy i nie zobaczysz dalej? Bo to są dwie różne rzeczy i chyba ważne żeby to rozróżnić.
To rozróżnienie które zrobiła Tunia jest bardzo trafne. Bo dom który cię nie przepuszcza to jedno, a dom który cię chce przepuścić ale ty jeszcze nie jesteś gotowa - to zupełnie inna dynamika. I wydaje mi się że tu mamy to drugie. Ten pokój katedralny to nie strażnik który blokuje, to lustro które pyta czy możesz iść dalej.
Nie czuję żeby należał do mnie. Ale nie czuję też żeby był wrogi. On jest po prostu... starszy ode mnie. Jakby istniał zanim ja zaczęłam tam chodzić.
Starszy ode mnie - to jest piękne i bardzo oniryczne sformułowanie. W tradycjach nordyckich miejsca mają własną pamięć, niezależną od tych którzy je odwiedzają. Ten dom może nie być twój, ale może cię rozpoznaje jako kogoś kto ma prawo przychodzić. To nie to samo co własność.
Tylko ja mam pytanie praktyczne - Bozenka, czy próbowałaś kiedyś w tym śnie zawrócić? Nie iść dalej tylko cofnąć się w kierunku wyjścia? Zastanawiam się czy dom pozwala na odwrót czy tylko na ruch do przodu.
Dom który nie rozumie cofania się - to jest architektura bez powrotu. Labirynt ma zwykle wyjście jeśli wrócisz tą samą drogą. Ten dom najwyraźniej jest inaczej zbudowany. Czy to cię niepokoi czy raczej jest naturalną częścią snu?
Że czekasz na nie - to jest chyba najważniejsza rzecz jaką do tej pory powiedziałaś. Dom bez cofania, z nieznanymi pokojami, z gęstym powietrzem, a ty czekasz na kolejne wejście. To brzmi jak coś co daje ci coś czego nie masz gdzie indziej.
To co Bozenka powiedziała na końcu - że dom ma jej jeszcze dużo do pokazania i oboje o tym wiecie - to jest zdanie które coś zamknęło w tej rozmowie, ale też coś otworzyło. Bo tu nie ma pytania czy dom istnieje, czy to tylko podświadomość. Jest relacja. Obopólna. I mnie zastanawia jedno: czy ta relacja z czasem się zmienia? Czy pokoje które widzisz teraz są inne niż te z pierwszych snów?
Tak, zdecydowanie inne. Na początku były małe i ciasne, bardzo podobne do siebie. Teraz są coraz wyższe, coraz bardziej różnorodne. Jakby dom rósł razem ze mną albo otwierał mi kolejne skrzydła w miarę jak... nie wiem, może dojrzewam do nich?
Dom który rośnie razem ze śniącym - to jest coś co w tradycji nordyckiej byłoby bardzo bliskie koncepcji przestrzeni inicjacyjnej, która skaluje się do gotowości przybysza. Ale mam pytanie do Bożenki: czy te nowe pokoje są wyższe i bardziej rozległe od razu, czy odkrywasz to stopniowo wchodząc?
To co opisujesz to jest bardzo specyficzna mechanika. Pokój nie jest duży dopóki nie wejdziesz - jakby twoja obecność uruchamiała jego prawdziwy wymiar. Czy masz wrażenie że to ty rozszerzasz pokój, czy raczej pokój sam decyduje kiedy się otworzyć?
