Nie brzmi dziwacznie, brzmi jak współtworzenie. I to zmienia całą interpretację. Nie jesteś gościem w cudzej przestrzeni ani twórcą własnej projekcji - jesteś partnerką tego miejsca. Gosiunia, czy znasz jakieś tradycje które opisują taki rodzaj relacji z miejscem? Nie własność, nie wizyta, tylko coś pośredniego?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno bardzo konkretne pytanie do Bożenki: czy w tym domu są okna? Bo przez całą dyskusję nikt o tym nie zapytał, a okna w snach o rozszerzających się przestrzeniach to według mnie bardzo ważny element. Co jest za oknem jeśli są?
Zamalowane od zewnątrz - albo właśnie nie ma zewnętrza. To jest ciekawy trop. Dom który rozszerza się w nieskończoność od wewnątrz ale nie ma wyraźnego zewnętrza to coś innego niż budynek. To bardziej przestrzeń która jest sama w sobie zamknięta. Bożenka, czy kiedykolwiek widziałaś ten dom z zewnątrz, z dystansu?
To że nigdy nie widzisz fasady i zawsze już jesteś w środku - mnie to bardzo uderzyło. Jakbyś nie przychodziła do tego miejsca, tylko w nim powstawała. Może ten dom to nie jest miejsce które odwiedzasz, tylko miejsce z którego wychodzisz? Nie wiem czy to ma sens, ale tak mi się to ułożyło.
Powrót - i tu wracamy do pytania które gdzieś zgubiłyśmy w tej rozmowie. Jeśli dom jest pierwotny wobec Bożenki, jeśli ona tam po prostu jest bez wchodzenia, jeśli pokoje rosną razem z nią - to co jest na końcu tej ścieżki? Bożenka, czy masz poczucie że ten dom zmierza gdzieś, że jest jakiś centralny punkt do którego jeszcze nie dotarłaś?
