Chcę opisać coś, co mi się przydarza od jakiegoś czasu i nie wiem, jak to nazwać. We śnie pojawia się jakaś postać - nie widzę wyraźnie twarzy, ale czuję, że to byt świadomy, nieludzki. I za każdym razem proponuje mi jakiś 'handel'. Nie chodzi o rzeczy materialne. Oferuje mi np. intensywne poczucie bycia kochaną bezwarunkowo, albo spokój, jakiego nie znam na jawie - i pyta, czy jestem gotowa coś oddać w zamian. Raz oddałam wspomnienie z dzieciństwa. Raz jakieś uczucie, które sama nie wiedziałam jak nazwać. Budzę się i czuję wyraźną pustkę w miejscu, gdzie coś powinno być. Czy ktoś miał coś podobnego? Bo zastanawiam się, czy te transakcje są 'prawdziwe' w jakimś sensie - czy coś rzeczywiście zostawia się po drugiej stronie.
To jest bardzo specyficzny rodzaj snu. Mało kto o nim mówi wprost, bo trudno to opisać bez brzmienia jak science fiction. Ale taki motyw handlu, wymiany, kontrastu między 'dawaniem' a 'braniem' pojawia się w wielu tradycjach - w folklorze słowiańskim, w szamanizmie, w alchemii snów. Pytanie, które bym postawił na początku: czy podczas tej wymiany czułaś, że zgadzasz się dobrowolnie, czy że jesteś w jakiś sposób naciskana albo wprowadzana w błąd co do wartości wymiany?
Ten 'mały druk' bardzo mnie uderza. Mam pytanie do Ciebie: czy przed takimi snami robisz cokolwiek szczególnego wieczorem? Medytujesz, pracujesz z kartami, słuchasz czegoś? Pytam, bo zastanawiam się, czy jest jakiś wzorzec, który te sny wywołuje - albo czy przychodzą całkowicie losowo.
Czytam to i myślę, że ważna jest tu kwestia tego, co 'tracimy, kiedy się obudzamy' - bo mam wrażenie, że to pytanie jest nieco mylące. Nie wiem, czy tracimy coś po przebudzeniu, czy może raczej przebudzenie ujawnia nam, że coś zostało oddane już podczas snu. To różnica, którą warto rozebrać. W symbolice runicznej jest pojęcie ofiary jako aktu świadomego - Odyn wisi na Yggdrasilu i oddaje oko, żeby zyskać wiedzę. Ale kluczowe jest tam to, że wie, co oddaje i na co. Twój opis brzmi jakbyś nie miała pełnej wiedzy po żadnej stronie transakcji. I to jest niepokojące nie dlatego, że byt jest 'zły', ale dlatego, że asymetria informacji w takich wymianach zawsze działa na korzyść strony, która więcej wie.
Ja mam jedno pytanie bo mnie to zaintersowało - skąd wiadomo, że to byt z innego wymiaru, a nie po prostu część nas samych? Może ta 'postać' to jakaś część psychiki, która handluje z inną częścią? Przepraszam za poprostu ale chce rozumieć.
A czy te byty zawsze proponują coś dobrego? Bo mnie zastanawia, czy ktoś miał sen, gdzie propozycja była wyraźnie niekorzystna od początku i co wtedy? Można odmówić?
Odpowiadam na pytanie o odmowę - tak, raz odmówiłam. Byt nie zareagował złością. Bardziej... zrezygnował, jak gdyby zapiął teczkę i wyszedł. Ale coś w tym śnie zmieniło ton - zrobiło się chłodniej, jakby emocjonalnie. I ten sen skończył się bardzo szybko po odmowie. Nie wiem co o tym sądzić.
To, co opisujesz po odmowie - ta nagła zmiana tonu, chłód i szybkie zakończenie snu - brzmi dla mnie jak zachowanie bytu, który był tam w konkretnym celu i skoro cel nie został osiągnięty, po prostu odszedł. Nie karał, nie naciskał. To trochę zmienia obraz. Jeśli byłoby to coś o charakterze pasożytniczym czy manipulacyjnym, odmowa zwykle nie kończy się tak spokojnie. Nie mówię, że to wyklucza ostrożność, ale warto to uwzględnić przy interpretacji.
Przepraszam, że się wtrącam, bo jestem zupełnie zielona w tych sprawach. Ale jak czytam, że oddajesz wspomnienia z dzieciństwa albo uczucia - to mam jedno, może naiwne pytanie: czy one potem wracają? Tzn. po kilku dniach, tygodniach - czy ta pustka, o której piszesz, jest stała, czy jakoś się zamknęła?
Czytam ten wątek i mam wrażenie, że nikt jeszcze nie zapytał o to, co dostajemy w zamian. Piszesz, że bytu coś oferuje - spokój, poczucie miłości bezwarunkowej. Czy te 'dary' też znikają po przebudzeniu, czy zostajesz z czymś?
Jeśli obie strony wymiany zostają po tamtej stronie, to właściwie co się tutaj dzieje? Czy to w ogóle jest wymiana - czy raczej doświadczenie, które istnieje tylko w tamtym stanie i nie ma ekwiwalentu po przebudzeniu? Bo zaczyna mi to przypominać bardziej rytuał inicjacyjny niż transakcję handlową. Wchodzisz, doświadczasz, wychodzisz - i zostaje ślad, ale nie treść.
A proopo tego co piszecie - czy jest jaakiś sposób żeby te sny zapamiętywać dokładniej? Bo czytam i wydaje mi się że tu chodzi nie tylko o interpretację, ale żeby w ogóle mieć materiał do pracy. Autorka pamięta dużo ale co jeśli ktos traci takie sny po przebudzeniu i nie wie że miał cos ważneigo?
Dziękuję za to pytanie, Onufry04, bo mnie też to gnębi. Budzę się i czuję, że coś się działo, ale nie ma żadnego obrazu, żadnego słowa - tylko resztka nastroju. Słyszałem o pamiętnikach snów, ale czy to wystarczy przy takich granicznych doświadczeniach? Mam wrażenie, że zanim długopis dotknie papieru, to już połowa zniknęła.
A jak długo czeka się z tymi pytaniami do siebie? Bo jak próbowałam coś uchwycić, to byłam tak senna, że albo zasypiałam z powrotem, albo zaczynałam już mieszać sen z myślami na jawie. Czy to nie zniekształca całego obrazu?
Ja piszę dosłownie w ciemności, zanim jeszcze wstanę. Mam notatnik na szafce nocnej i piszę bazgrołami - nie patrzę, co piszę. Potem to odczytuję i jest trochę jak zagadka. Ale przy snach z transakcjami to i tak nie rozwiązuje głównego problemu, bo nawet jeśli pamiętam fabułę, to uczucie, że 'coś oddałam', jest trudne do opisania słowami. Jak opisać kształt dziury?
To co mówisz o kształcie dziury - czy ta pustka po przebudzeniu jest zawsze taka sama, czy różni się w zależności od tego, co zostało oddane w śnie? Bo zakładam, że jeśli oddajesz różne rzeczy - wspomnienia, emocje - to i brak powinien być jakoś inny jakościowo.
To rozróżnienie między zimną a ciepłą pustką mnie zatrzymało. Czy myślisz, że te różne jakości pustki mogą wskazywać na to, skąd dany zasób pochodzi? Bo czakra serca oddaje inaczej niż na przykład czakra gardła czy trzeciego oka. Nie chcę tego za bardzo rozbudowywać, ale pracując z czakrami, widzę podobny wzorzec - uszczuplenia czujemy inaczej zależnie od centrum energetycznego.
Przepraszam, że przerywam, ale to mnie trochę dezorientuje. Tzn. czy naprawdę wierzymy, że te odczucia po przebudzeniu są dosłownym śladem po czymś oddanym? Bo jak czytam o ciepłej i zimnej pustce, to zaczynam się zastanawiać, czy to nie może być po prostu nastrój po przebudzeniu, który jest różny każdego dnia? Pytam serio, nie złośliwie.
Wie się od razu. To nie jest coś, co trzeba analizować rano przy kawie. Bardziej jak kiedy sięgasz po coś, co miało tam być, i nie ma. Nie szukasz długo - po prostu od razu wiesz, że nie ma.
A czy można jakoś zapobiec tej wymianie? Tzn. jeśli już wiadomo, że takie sny się pojawiają - czy jest jakaś intencja przed snem, rytuał, cokolwiek, żeby nie wchodzić w transakcję? Pytam, bo nie wiem, czy chciałabym mieć taki sen i budzić się z poczuciem braku.
Właśnie - i tu wychodzi kluczowe pytanie: czy byt w tym śnie wie, że przebudzenie wszystko 'zeruje'? Jeśli tak, to transakcja jest w pewnym sensie zaprojektowana pod kątem jednej strony. Bo on dostaje coś trwałego, a ty dostajesz coś, co z definicji nie przetrwa do jawy. Czy to w ogóle jest wymiana?
Ta różna geometria rzeczywistości to nie jest tylko metafora - w tradycjach szamańskich mówi się wprost, że świat snów ma inne prawa zachowania 'substancji'. Coś, co stamtąd wyniesiesz, nie musi przetrwać przekroczenia granicy jawy. To nie jest kradzież. To jest właściwość przejścia. Problem pojawia się, gdy przekraczasz tę granicę regularnie i regularnie coś gubisz - bo kumulacja może być zauważalna.
Właśnie ta kumulacja mnie niepokoi najbardziej. Jeden sen - dobrze. Ale jak to trwa miesiącami, to zaczynam pytać, czy ta geometria, o której mówi Zdzichu, nie sprawia, że stopniowo oddaję więcej, niż wyobraźnia rejestruje. Nie czuję się ograbiona po jednej nocy. Ale przez dłuższy czas - nie wiem.
To, co mówisz o kumulacji, brzmi jak coś, nad czym warto byłoby się zatrzymać na poważnie. Czy robiłaś kiedyś jakiś przegląd - porównanie siebie sprzed okresu tych snów i teraz? Nie mówię o żadnej diagnostyce, ale o prostym pytaniu do siebie: czy jest jakaś dziedzina, w której czujesz się inaczej - mniej, płycej, jakby zasób był skromniejszy?
Pytanie do apolonii - robiłaś kiedyś taki przegląd, o którym pisałam? Nie musisz go robić teraz publicznie, ale zastanawiam się, czy sama w środku już to zrobiłaś i po prostu jeszcze nie wypowiedziałaś głośno tego, co znalazłaś.
To 'nie umiem powiedzieć' jest w tej rozmowie bardzo ważne. Bo w tradycjach, które robią z snu przestrzeń wymiany, jest zazwyczaj ktoś - mistrz, przewodnik, starszy - kto pomaga zobaczyć to, czego sam nie widać z wewnątrz. Pytanie nie jest do ciebie oskarżycielskie, ale: czy jesteś jedyną osobą, która obserwuje ten proces? Czy ktoś z zewnątrz też to śledzi?
A czy w ogóle można komuś trzeźwo wytłumaczyć, że 'wymieniasz się czymś z bytem podczas snu'? Bo jakbym powiedziała to mężowi, to by mnie wysłał do lekarza. I mam wrażenie, że duża część z nas przeżywa takie rzeczy w kompletnym odosobnieniu właśnie przez to.
