No to macie tu coś bardzo konkretnego. Dom który był przed tobą i będzie po tobie, pokoje których liczba się zmienia ale jeden jest stały, skrzynia której nie wolno otworzyć. To nie jest psychologiczny sen o własnej psychice. To brzmi bardziej jak sen o linii rodowej albo o miejscu pamięci zbiorowej. Czy w twojej rodzinie jest jakaś historia z domem, coś co zostało zamknięte i nie zostało wyjaśnione?
To co teraz napisałaś - to zmienia wszystko. Przepadły dom, rzeczy których nikt nie odzyskał, milczenie przez pokolenia. Czy ten sen nasilił się albo zmienił w którymś momencie, może gdy ktoś z rodziny odszedł albo gdy ty zaczęłaś więcej wiedzieć o tej historii?
Jejku, to chyba właśnie babcia cię do tego miejsca prowadzi? Albo próbuje pokazać gdzie jest ta skrzynia? Może to nie jest tylko symbol, może coś literalnie zostało ukryte?
I to jest dla mnie serce tej rozmowy - że dom rośnie. Skoro babcia odeszła i sen się nasilił, to może te nowe pokoje to nie rozrost przestrzeni dla samej siebie. To może pokoje które babcia zajmowała i Bozenka teraz je dostaje, jeden po drugim. Czy te pokoje które odkrywasz są jakieś szczególne? Czy jest w nich cokolwiek co mogłoby kojarzyć się z babcią albo z jej czasami?
Naturalność tego kredensu we śnie jest chyba ważniejsza niż gdybyś go tam celowo zauważyła. We śnie takie rzeczy 'po prostu są' właśnie dlatego że należą do tej przestrzeni od zawsze. Czy byłaś w tym pokoju z kredesnem tylko raz czy wracałaś do niego?
A gdybyś zaczęła zapisywać te sny zaraz po przebudzeniu, to myślisz że dałoby się potem te pokoje poukładać? Jak taką mapę? Zastanawiam się czy nie wychodzi z tych zapisków jakiś wzór, który teraz umyka bo za dużo czasu mija zanim siadasz i próbujesz sobie przypomnieć.
To co mówisz o chaosie zapisu - może sam dziennik snu nie musi być szczegółowy. Wystarczy żebyś tuż po przebudzeniu napisała jedno zdanie: ile pokoi, czy dotarłaś do kościelnego, czy był kredens. Takie znaczniki. Mnie to pomogło zobaczyć wzór po kilku tygodniach.
To jest jedno z ważniejszych zdań w całym tym wątku. 'Ta przestrzeń istnieje dlatego że jej nie rozgryźłam.' Znam to uczucie. Pytanie tylko czy ona istnieje żeby ją kiedyś rozgryźć, czy istnieje właśnie jako przestrzeń otwarta, bez rozwiązania - i może tak ma pozostać?
Ale to rodzi mi inne pytanie - skoro dom jest żywy i ma rytm, to czy on reaguje na to co się dzieje w życiu Bozenki poza snem? Nasilenie po śmierci babci już było. Czy były inne momenty, inne zmiany w tym śnie, które zbiegały się z czymś konkretnym?
Zamknięte drzwi po przeprowadzce i otwarcie po czasie - to jest odpowiedź na pytanie Tuni, i to bardzo wyraźna. Ten dom reaguje na twoje zakorzenienie. Gdy odcięłaś się od miejsca, dom się odciął od ciebie. Albo raczej - ty odcięłaś się od niego i on to zaznaczył.
Słuchajcie, a czy ten sen mógłby być jakimś przejściem? Znaczy - może te pokoje to nie są tylko symbole czy rodzinna historia, może jest tam dosłownie wejście gdzieś? Bozenka, czy kiedyś czułaś że mogłabyś tam zostać gdybyś chciała?
Sen w śnie, głębiej i głębiej - to jest dla mnie obraz Kenaz odwrócony, czyli wejście w głąb zamiast ku zewnętrzu. Ale chcę się upewnić że rozumiem: to uczucie wchłaniania - czy to było jak zagrożenie, jak pokusa, czy jak po prostu możliwość której nie wzięłaś?
To 'nie teraz' pojawia się u ciebie za każdym razem gdy mowa o skrzyni, o głębszym wejściu, o otwieraniu. Jakby ten dom miał własny czas, własną gotowość. Ciekawa jestem czy to uczucie jest takie samo za każdym razem, czy różni się intensywnością - czy są momenty gdy 'nie teraz' jest silniejsze?
Obudziłaś się zanim - to jest szczegół, który mnie zatrzymuje. Czy to było przebudzenie 'z zewnątrz', jakiś dźwięk, budzik, czy raczej to przebudzenie przyszło od środka, jakby coś cię cofnęło?
To uczucie że czegoś nie zrobiłaś - i nie wiesz czego. Bozenka, to jest dla mnie najważniejszy moment w całej tej rozmowie. Nie lęk, nie zagrożenie, tylko czyste poczucie niezrealizowania. Jakby dom pokazał ci drzwi i zamiast czekać, ty już byłaś po drugiej stronie jawy.
To 'że to nie przepadnie' jest dla mnie kluczowe. Skąd ta pewność? Bo w snach zazwyczaj jak coś się kończy to się kończy, a ty mówisz o czymś co czeka. Czy ten dom kiedykolwiek sprawiał wrażenie że mógłby zniknąć?
Trwałość bez przywiązania do czasu - to jest dla mnie jedynka w numerologii, ale jedynka archetypiczna, nie chronologiczna. Punkt który nie ma początku ani końca, tylko jest. Zastanawiam się czy ta pewność trwałości domu to jest cecha snu, czy też budzisz się z nią i zostaje przez jakiś czas po przebudzeniu?
Kilka godzin to długo jak na emocjonalny ślad po śnie. Większość snów zanika razem z narotem jawy, a ty opisujesz coś co działa odwrotnie - jakby sen był źródłem, które cię napełnia zamiast opróżniać. Czy to uczucie stabilności pojawia się po każdym wariancie tego snu, nawet po tych cięższych z zamkniętymi drzwiami?
Ale to co mówisz, Znachorka, to w sumie trochę niepokojące? Jeśli dom ma własną logikę i własny czas i nie reaguje na nas, to właściwie kto tu decyduje? Bo z jednej strony to brzmi jak coś co jest dla Bozenki, a z drugiej jak coś co działa według własnych zasad.
Właśnie, skrzynia. Bozenka, wróćmy do niej na chwilę - skoro byłaś raz bliżej niż zwykle i obudziłaś się zanim, to chcę zapytać o samą skrzynię. Jak ona wygląda? Jest zawsze taka sama czy też zmienia się jak pokoje?
Cofa się razem z domem - to jest obraz który mnie zatrzymał. Jakby dom rósł żeby ją chronić, nie żeby cię zatrzymać. Może granica nie jest przeciwko tobie, tylko wokół czegoś?
To zdanie powinno zostać jak jest. Nie próbujcie jej wyciągać tego na jaw - jest dużo rzeczy w obrębie doświadczeń sennych które giną w kontakcie z językiem. Dziewiątka zamyka się po cichu, nie na pokaz.
To co powiedziała Mimoza jest ważne - nie próbujmy wyciągać tego na siłę. Ale Bozenka, chcę się upewnić że rozumiem: ty to coś czujesz nawet teraz, na jawie, czy to wrażenie zostaje wyłącznie w tych kilku godzinach po przebudzeniu?
Czeka - to słowo mnie uderza za każdym razem kiedy Bozenka coś mówi o tej skrzyni. Wszystko w tym śnie zdaje się czekać. Dom rośnie, skrzynia się cofa, pokoje się otwierają... ale żaden z tych ruchów nie jest w stronę Bożenki. To ona idzie, nie dom przychodzi. Czy ktoś jeszcze to czuje?
To jest ciekawe z punktu widzenia dynamiki snu - nie ma tu wahania, jest tylko ruch. Ale Bozenka, czy ten ruch jest swobodny? Znaczy, czy możesz się zatrzymać albo zawrócić, czy masz wrażenie że jesteś prowadzona?
Zły kierunek, ale nikt nie każe ci iść naprzód - to jest chyba najważniejsza rzecz jaką do tej pory powiedziałaś? Że możesz zawrócić ale nie chcesz. To nie jest przymus, to wybór.
Zgadzam się ze Znachorką. I chcę dodać jeszcze jeden element który mnie tu niepokoi w dobrym sensie - Bozenka mówiła że dom jest zawsze ten sam, że trwa. Ale pokoje za każdym razem są inne, prawda? Czy jest jakiś pokój który widziałaś więcej niż raz, dokładnie taki sam?
