Więc świetlik to jedyna istota w tym wątku która niosła pośpiech? Bo mucha stała, pająk siedział, motyl po prostu był - a tu coś pilnego. Ciekawe czy to związane z tym że świetlik sam w sobie jest krótkotrwały, gaśnie i zaświeca, jest jak sygnał czasowy.
A ja chciałam zapytać o coś innego bo trochę zgubiłam wątek - czy te ludzkie oczy u owadów we snach są zawsze spokojne? Bo w tym temacie wszyscy opisują jakiś rodzaj opanowania w tym spojrzeniu, a ja wyobrażam sobie że takie coś mogłoby być naprawdę przerażające i nie za bardzo rozumiem dlaczego tak nie jest.
Myślę że to kwestia kontekstu w samym śnie. Jeśli sennik - bo obserwuję tu pewien wzorzec - jeśli owad wchodzi do snu w sposób naturalny, nie skacze na człowieka, nie goni, to śpiąca część nas nie koduje go jako zagrożenia. A ludzkie oczy mogą wręcz działać uspokajająco, bo to jednak znajomy sygnał. Pytanie do tych którzy to przeżyli - czy od razu we śnie wiedziałyście że te oczy nie są 'normalne'?
Wiedziałam od razu. Ale to 'od razu' nie wywołało strachu - raczej coś jak skupienie. Jakby mózg przełączył się w inny tryb niż zwykła reaktywność.
Mam pytanie trochę z innej strony - czy ktoś próbował jakoś pracować z takim snem po przebudzeniu? Siedzieć przy nim, wchodzić w medytację, cokolwiek? Bo mnie ciekawi czy da się z takiego snu coś wyciągnąć aktywnie, czy on jest raczej zamknięty w sobie.
Właśnie. Moja mucha patrzyła, ale ja też wtedy patrzyłam na siebie inaczej niż normalnie. W tym śnie byłam bardzo uważna na własne ruchy, jakbym wiedziała że jestem obserwowana. Może dlatego właśnie nie podeszłam - bo ta uważność mnie zatrzymała, nie strach.
Klimcia, to bardzo ciekawe co opisujesz. Bo skoro byłaś uważna na siebie przez to spojrzenie - to może w śnie nastąpiła jakaś pętla? Ty obserwujesz owada, owad obserwuje ciebie, i oboje wiecie o tym wzajemnie?
Pętla wzajemnego spojrzenia pojawia się w kilku tradycjach jako znak kontaktu bez hierarchii. Nie ma tu podmiotu i przedmiotu - jesteś równorzędna z tym co widzisz. Klimcia, czy w tym śnie miałaś poczucie że jesteś kimś konkretnym, czy raczej byłaś po prostu 'sobą patrzącą'?
To jest znaczące. W tarocie takie kadry - dwie figury bez tła, bez kontekstu - pojawiają się przy kartach granicznych. Nie mówię że twój sen to karta, ale ta struktura coś mówi. Kiedy znika tło, znika też historia która tłumaczy. Zostaje samo zderzenie. Klimcia, czy po tym śnie cokolwiek w twoim codziennym patrzeniu się zmieniło, choćby na chwilę?
Oj, ja bym się bała tak patrzeć na muchy w domu, bo by mi się kręciło w głowie od myślenia. Ale rozumiem co opisujesz Klimcia, to musiało być naprawdę silne przeżycie, dziękuję że w ogóle się tym podzieliłaś bo bez tego nie byłoby tej rozmowy. A mój motyl - ja też potem patrzyłam na motyle jakby mogły coś powiedzieć, ale jakoś mi to minęło po tygodniu czy dwóch.
Mój pająk też mi nie minął. To znaczy nie wracam do niego codziennie, ale jak go sobie przypomnę to jest cały, jakby leżał gdzieś w szufladzie i czekał. Motyl Gruszanki brzmi lżej, krótszy kontakt. Pająk jest cięższy i trwalszy - może to właśnie ta cierpliwość o której mówiłem wcześniej.
Ciekawe że każdy opisuje inny 'czas trwania' snu w pamięci - motyl szybko zblakł, pająk leży w szufladzie, świetlik to urwane zdanie, a mucha Klimci to chyba już część niej. Czy to może zależeć od tego owada, czy od tego co ten sen miał powiedzieć, bo niektóre wiadomości są krótkie a niektóre są na całe życie?
Ale czy ktoś jeszcze miał sen z owadem, który miał ludzkie oczy i był nieprzyjemny? Bo tu wszyscy mówią o spokojnym spojrzeniu, ale czy to nie jest tak że akurat takie osoby do tego wątku trafiły, a są ludzie którym takie sny sprawiły naprawdę złe wrażenie i po prostu się tu nie odezwali?
To co mówiłaś Orlikowa o złych wrażeniach - zastanawiam się czy nie masz racji, że tu trafiły osoby z spokojnymi snami. Bo ja np. nigdy czegoś takiego nie miałam, ale moja siostra opowiadała mi sen z karaluchem który na nią patrzył i płakała jak to opisywała. Nie kojącymi oczami, tylko takim spojrzeniem od którego chciała uciec. Czy to może być ten sam rodzaj snu ale zły?
Właśnie o to mi chodziło. Bo te dwa rodzaje - spokojne i przerażające - chyba nie mogą być zinterpretowane tak samo, prawda? Karaluch i motyl to zupełnie inne owady, ale myślę że i sama jakość spojrzenia musi mieć znaczenie. Czy ktoś z was miał sytuację, że ten owad patrzył wrogo?
Mój pająk nie był wrogi, ale nie był też spokojny. To było takie... bezstronne spojrzenie. Jakby sędzia albo świadek. Nie oceniał mnie, ale też nie dawał żadnego ciepła. Może są więc trzy rodzaje - spokojne, zimne i przerażające?
Wracam do pytania Orlikowej, bo myślę że ono jest ważniejsze niż nam się wydaje. Ten podział na sny pozytywne i negatywne z owadami to może być złudzenie. Może chodzi o to czy jesteśmy gotowi przyjąć przekaz - i jeśli nie jesteśmy, to sen robi nam go nieznośnym. Nie owad jest groźny, tylko my stawiamy opór.
Klimcia, a czy miałaś poczucie że gdybyś podeszła, coś by się zmieniło? Że ten sen mógł pójść dalej, a ty zostałaś tam gdzie byłaś?
To co opisujesz Klimcia - próg, którego nie przekroczyłaś - jest w tarocie bardzo konkretnym motywem. Głupiec stoi na skraju i krok jest możliwy, ale nie wymagany. Sam fakt że próg istniał już coś zmienił. Nie każda brama musi być przekroczona żeby zadziałała.
Klimcia, to brzmi jak coś bardzo spokojnego, ten pokój z owadami. Mnie bardziej przerażałoby takie coś niż jedna mucha, ale jak opisujesz że nie były groźne to chyba to chyba czuć przez ekran że to był inny rodzaj snu. Czy w tym pokoju też były ludzkie oczy, czy już nie?
To bardzo ważne co mówisz. Jeśli pierwszy sen wymagał spojrzenia, a drugi pokój był bez niego i był spokojny - to może cykl się zamknął. Pierwsze spotkanie: kontakt wzrokowy. Drugie: współistnienie bez wymiany. To mogłaby być sekwencja, a nie dwa oddzielne sny.
Słuchajcie, nigdy tak nie patrzyłam na te dwa sny razem. Zawsze myślałam że ten pokój z owadami to był zupełnie osobny, może przypadkowy. Ale teraz jak to widzę obok siebie - najpierw jedna mucha z ludzkim okiem i to napięcie, a potem spokojny pokój gdzie w ogóle nie szukałam oczu - to rzeczywiście brzmi jak dwie części czegoś. Czy to znaczy że mam już spokój z tym tematem?
Klimcia, nie powiedziałabym że masz 'spokój z tematem' w sensie że to się zamknęło ostatecznie. W tarocie domknięcie jednego cyklu to często otwarcie kolejnego. Ten pokój z owadami gdzie nie szukałaś oczu - to może być nie koniec, ale zmiana postawy. Już nie musisz szukać. Może teraz to one mogą przyjść do ciebie same.
Ja nie wiem, bo pamiętam jak miałam spokojne sny i potem przyszło coś bardzo nie spokojnego. Więc to z tym spokojem jako filtrem to nie zawsze działa tak prosto. Chociaż moje sny to nie były z owadami tylko z wodą więc może to inna kategoria.
Klimcia to co opisujesz, że nie wnosiłaś pytania - to mi coś przypomniało. Moja mama mówiła zawsze że najlepsze sny przychodzą kiedy przestajesz ich szukać. Nie wiem czy to ma związek z czakrami czy z tarotem ale jakoś to siedzi. Czy ktoś miał tak że sen z owadami przyszedł właśnie wtedy kiedy nie myślał o snach?
Mnie pająk z ludzkim okiem przyszedł po bardzo zwykłym dniu. Żadnych mediacji, żadnych myśli o duchowości. Właśnie skończyłem naprawiać coś w domu i poszedłem spać. Może to jest właśnie wtedy kiedy umysł jest pusty inaczej - nie wyciszony celowo, ale po prostu zmęczony i nieaktywny.
Wróćmy na chwilę do samych oczu, bo mam wrażenie że trochę odpłynęliśmy. Czy ktoś próbował opisać co widział dokładnie w tym oku owada? Nie co czuł, ale co widział? Czy to było oko jak ludzkie - z białkiem, tęczówką - czy bardziej abstrakcja ludzkiego spojrzenia?
