Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie, bo jestem raczej sceptyczny wobec tych rzeczy. Czy ktoś z was miał kiedyś taki sen, po którym naprawdę coś się zmieniło w życiu? Nie jako interpretacja, ale jako fakt? Bo to jedyne co mnie mogłoby przekonać, że te sny to coś więcej niż chemia mózgu.
Czytam ten wątek od początku i nie odzywałam się, ale muszę napisać jedno. Sama miałam kiedyś sen, w którym byłam pod wodą i nie musiałam wypływać. Nie wiedziałam wtedy co to znaczy i nadal nie wiem, ale czułam się po nim spokojniej przez kilka dni. Może nie trzeba zawsze wiedzieć.
Właśnie Leopold78 to ujął lepiej niż ja bym potrafiła. Nie szukam tu rewolucji. Coś się przesunęło, właśnie to słowo pasuje. I nie wiem jeszcze co, ale czuję że to nie był zwykły sen.
Każde wspomnienie zmienia się przez samo opowiadanie, to nie jest specyficzne dla snów. Ale może w przypadku snów ten efekt jest silniejszy, bo baza jest i tak nietrwała. Mam pytanie do Klementynki, czy ta woda którą opisywałaś, ta ciemna i chłodna, czy ona miała jakiś ruch? Prąd, fale, coś?
Właśnie o tym myślałam słuchając was, że to może być coś o bezpieczeństwie pierwotnym. I wracając do astrologii, bo wiem że to nie wszyscy lubią, ale Księżyc w wodnych znakach często daje takie sny o powrocie do czegoś sprzed. Klementynka, serio, jeśli mi dasz dane, spróbuję zajrzeć w Księżyc.
Czakra splotu słonecznego, to brzmi technicznie i nie bardzo wiem o czym mówisz, Liliana63, ale to zdanie o napięciu które odpycha, tak, to jest moje. Dokładnie to. Nie wiedziałam że da się to tak nazwać.
Czytam od jakiegoś czasu i chcę zapytać o jedną rzecz, bo mi nie daje spokoju. Klementynka, mówiłaś że woda miała taki oddech razem z tobą. Ale czy ty czułaś że woda to jest środowisko, że jesteś w niej, czy że woda to jesteś ty? Bo to chyba nie jest to samo.
Komfortowe. Zdecydowanie komfortowe. I teraz jak to słyszę, to rozumiem czemu miałam taki spokój po przebudzeniu. Jakbym przez chwilę odpoczęła od bycia sobą w tym napiętym sensie.
Dokładnie to opisujesz i to jest klucz. Woda jako żywioł nie wymaga od nas nic. Ogień pali, ziemia trzyma, powietrze może zerwać, ale woda... ona przyjmuje kształt. I ty w tym śnie też przyjęłaś kształt wody. Czy czułaś, że oddychasz świadomie, czy to się po prostu działo?
A czy byłaś świadoma, że oddychasz wodą, czy dopiero po przebudzeniu to sobie uświadomiłaś? Bo to dość ważne rozróżnienie, moim zdaniem.
Chcę się upewnić że dobrze rozumiem, bo to jest dla mnie nowe. Ta świadomość bez zdumienia, to znaczy że ona jakby już wiedziała z góry że to możliwe? Skąd ta wiedza we śnie przyszła?
Właśnie to rozróżnienie między wiedzą a przekonaniem jest tu kluczowe. W alchemii jest pojęcie solutio, rozpuszczenia, kiedy stała forma traci swoją sztywność i staje się znów płynna. To co Klementynka opisuje, ten brak odruchu zatrzymania oddechu, to dokładnie rozpad przekonania o własnej fizyczności. Nie przez naukę, tylko przez rozpuszczenie.
Mam inne pytanie, bo trochę zgubiłam wątek. Klementynka, ta woda była chłodna, tak pisałaś wcześniej? Czy to była chłodna w przyjemny sposób, czy raczej taka obojętna, taka jakby temperatura przestała mieć znaczenie?
Czytam to i cały czas myślę o tym jak inaczej czułam ten spokój po moim śnie, gdzie po prostu byłam w wodzie, ale nie oddychałam pod nią. Klementynka, czy myślisz że ten twój sen był jakimś krokiem dalej niż spokój? Jakby spokój to za małe słowo?
To 'samo bycie' które opisujesz, to jest coś co pojawia się w bardzo niewielu relacjach sennych. Większość ludzi we śnie cały czas coś robi, gdzieś zmierza, przed czymś ucieka. A ty opisujesz stan bez kierunku. Woda była wokół, ty byłaś w środku i nic się nie musiało dziać. Pytanie do ciebie, Klementynka, czy w tamtym śnie był w ogóle jakiś cel? Gdzieś płynęłaś, coś chciałaś osiągnąć, czy po prostu byłaś?
Też tak myślę. To światło na górze i brak impulsu żeby ku niemu iść, to mnie bardziej uderza niż cała reszta. Jakby w tym śnie odpadła ta podstawowa ludzka logika, że trzeba wychodzić na powierzchnię, że tam jest lepiej. Klementynka, czy to światło sprawiało jakieś wrażenie, coś wywoływało?
To jest jedno z najrzadszych doświadczeń sennych, przynajmniej z moich obserwacji. Zwykle światło w głębinie wywołuje dwa typy reakcji, albo strach albo dążenie. Klementynka miała trzeci wariant, neutralność połączoną z pełnią. To nie jest coś co umysł sam z siebie wytwarza na co dzień.
Przepraszam że się wtrącam, bo chyba nie rozumiem jednej rzeczy. Klementynka, te oddychanie pod wodą to był taki płynny oddech jak normalnie, czy jakiś inny? Pytam bo mam wrażenie że to ważne a jeszcze nikt dokładnie nie zapytał jak to fizycznie czuła w tym śnie.
To co opisujesz, oddychanie bez skupienia na oddechu, jest opisane w kilku tradycjach jako stan ciała subtelnego, nie fizycznego. Ciało fizyczne oddycha rytmicznie, z wysiłkiem. Ciało eteryczne, przynajmniej w terminologii którą znam, nie ma tego mechanicznego cyklu. Czy twój sen mógł być doświadczeniem z perspektywy innego 'nośnika' niż ciało biologiczne?
Wracam bo mam pytanie które mnie nurtuje od kilku postów. Klementynka, mówiłaś że to 'samo bycie'. W medytacji jest coś podobnego, stan bez obserwatora, stan bez 'ja które patrzy'. Czy miałaś w tym śnie poczucie siebie jako kogoś osobnego od wody, czy w pewnym momencie granica znikła?
To jest dokładnie to co w praktyce czakry sakralnej się opisuje jako zdrowe rozpuszczenie ego w żywiole. Nie utrata siebie tylko utrata podziału. Czy po tym śnie czułaś się inaczej następnego ranka?
Zanim Klementynka odpowie, bo to ważne pytanie, chcę dodać coś od siebie. W astrologii woda rządzi emocjami i pamięcią, ale też granicami między sobą a innymi. To co opisuje Klementynka, ta utrata granicy bez strachu, to nie jest zwykłe marzenie senne. Mam wrażenie że to był sen związany z jakimś aktualnym stanem jej emocji, coś się u ciebie poruszało ostatnio?
Właściwie, czy ktoś z was miał kiedyś sen gdzie nie tylko oddychał pod wodą, ale też jakoś się tam czuł jak u siebie? Klementynka opisuje ten brak granicy, a ja zastanawiam się czy to jest coś co ludzie miewają częściej niż myślimy, ale nie mają jak o tym powiedzieć bo brzmi dziwnie.
To co opisałaś, to jest właśnie sedno tego wątku, prawda? To 'absolutnie dobrze' które nie ma żadnego konkretnego powodu. Nie dlatego że coś pięknego, nie dlatego że ktoś bliski. Po prostu dobre bycie w żywiole bez uzasadnienia. Klementynka, jak długo trwało u ciebie to uczucie po przebudzeniu? Bo u mnie znikało po może kwadransie.
To bardzo charakterystyczne dla snów z żywiołem wody, szczególnie tych gdzie dochodzi do tego co ty opisujesz jako zacieranie granicy. Ciało eteryczne reaguje wolniej na przebudzenie niż świadomość. Stąd ta cicha reszta przez kilka godzin. Chciałam zapytać, czy tej nocy spałaś inaczej niż zwykle? Głębiej, krócej, coś się zmieniło w rytmie?
To co mówisz o jednym wyraźnym śnie zamiast urywków jest ciekawe. W numerologii nocy, jeśli można tak powiedzieć, sny które zostają jako jedyna rzecz z całej nocy zwykle niosą coś co ma być zapamiętane, a nie tylko przetworzone. Klementynka, czy masz zwyczaj zapisywania snów?
Mogę zapytać coś trochę z boku? Klementynka mówiła że woda była czymś czym się oddycha, nie powietrzem, ale czymś właściwym. Czy ktoś z was miał sen gdzie jakiś żywioł był inny niż zwykle i też czuł się całkowicie na miejscu? Jak ogień który nie parzy albo ziemia przez którą się przenika?
