Mam ten sen od jakichś może trzech lat i za każdym razem wygląda tak samo. Tańczę z kimś - powoli, w rytm muzyki, której nie znam, ale we śnie czuję ją w całym ciele. Osoba obok mnie trzyma mnie za rękę, za talię, prowadzi mnie albo ja prowadzę - i to jest właśnie dziwne, bo w pewnych momentach nie wiem, kto prowadzi. Ale twarzy nigdy nie widzę. Nie dlatego, że jest zasłonięta albo rozmyta - po prostu patrzę i mózg nie rejestruje żadnych rysów. Czuję za to zupełnie wyraźnie, że znam tę osobę. Nie jako kogoś z życia - raczej znam ją skądś głębiej. Po przebudzeniu zostaje mi takie ciepłe, trochę tęskne uczucie. Jakby ktoś wyszedł ze spotkania sekundę za wcześnie. Czy ktoś miał coś podobnego? I czy to może być jakaś konkretna dusza, nie tylko wytwór snów?
To co opisujesz z tą nierozpoznawalną twarzą - to nie jest przypadek ani błąd snu. W wielu tradycjach interpretuje się to jako znak, że dusza towarzysza nie jest gotowa, żebyś ją rozpoznała, albo że ty sama jeszcze nie jesteś gotowa. Pytanie mam od razu: czy ta osoba ma dla ciebie jakiś wyraźny zapach, głos, jakiś charakterystyczny gest? Bo często właśnie te detale są kluczem, nie twarz.
Słucham was i zastanawiam się - czy w ogóle to, że nie widzimy twarzy, musi oznaczać coś duchowego? Może to po prostu tak działa mózg, że twarze są najtrudniejsze do skonstruowania podczas snu? Nie mówię, że to niemożliwe, ale skąd mamy wiedzieć, że to akurat dusza, a nie po prostu... wyobraźnia?
Mam podobną sytuację, ale u mnie nie ma tańca - jest spacer. Też z kimś bez twarzy, też z tym dziwnym poczuciem, że to ktoś bliski. I też ta osoba zna każdy mój krok, jakby wiedziała, gdzie skręcę, zanim ja to wiem. Zastanawiam się od dawna - czy to może być przewodnik? Czy przewodnik może się pojawiać bez twarzy, celowo?
Ten wątek o synchronizacji kroków mnie zatrzymał. W numerologii są takie połączenia dusz, które rozpoznają się przez ruch, rytm, nie przez twarz czy imię. Taniec i synchronizacja może być symbolem duszy bliźniaczej albo kogoś z kręgu karmicznego. Oraklia, czy masz jakieś silne poczucie, że ta osoba z tobą 'rozmawia' przez ciało - nie przez słowa?
To niesamowite co piszesz, Oraklio. Ja miałam coś podobnego tylko jeden raz i to zupełnie mi nie dawało spokoju przez kilka tygodni. Ta tęsknota po przebudzeniu - to jest chyba najgorsza część, prawda? Takie uczucie straty czegoś, czego nie umiemy nazwać.
Przepraszam że się wtrącę, bo jestem tu raczej zielona w tych tematach, ale chcę zapytać - jeśli to jest dusza kogoś bliskiego, to czy ta osoba żyje? Czy szuka się tylko wśród żywych, czy też może to być dusza kogoś, kto odszedł? Pytam serio, bo nie wiem jak to działa.
No ale właśnie - to chyba jest największy problem z interpretowaniem takich snów, prawda? Że to, co czujemy we śnie, może być bardzo sugestywne i potem budujemy na tym całe konstrukcje. Nie mówię złośliwie - ale jak odróżnić rzeczywiste 'poczucie' od tego, co chcemy poczuć?
Chcę dopytać o jeden szczegół, bo sam mam podobne doświadczenie. Czy ten taniec ma jakiś rytm, który kojarzysz z czymś konkretnym? U mnie spacer zawsze jest w tym samym miejscu, w takim szarym parku, którego nigdy nie widziałem na jawie. Zastanawiam się, czy miejsce też może coś znaczyć.
Słucham od początku i jest jedna rzecz, przy której się zatrzymałam. Piszesz, że nie wiesz, kto prowadzi - ty czy ta osoba. To mnie uderzyło. W medytacjach, kiedy wchodzisz głęboko, też czasem traci się granicę między sobą a tym, z czym jesteś w kontakcie. Może ten taniec to nie jest spotkanie z kimś zewnętrznym, tylko z jakąś częścią siebie? Albo z obojgiem naraz?
To co Oraklia opisuje jako 'odrębność' jest dla mnie kluczowe. Bo w snach, kiedy rozmawiamy sami ze sobą, nawet jeśli to inna postać, jest jakieś echo naszego własnego głosu. A tu jest coś innego. Mam pytanie do Mistralki - czy w tradycjach, które znasz, jest jakiś sposób na to, żeby podczas snu spróbować sprawdzić, kto to jest? Jakaś intencja przed zaśnięciem albo pytanie zadane tej osobie?
To jest bardzo znamienne. Że intencja go przepłoszyła. Mam podobne obserwacje z innymi snami - pewne doświadczenia pojawiają się tylko wtedy, kiedy nie są wymagane. Jakby ta istota lub ta część snu miała własną wolę i wycofywała się pod presją. To też jest pewien rodzaj informacji.
Przepraszam, mam może głupie pytanie, ale - jeśli ta osoba ma własną wolę i się wycofuje, kiedy Oraklia jej szuka, to czy to nie jest trochę niepokojące? Jakby ona kontrolowała kiedy się pojawia i kiedy nie? Nie wiem, może nadinterpretuję.
To co Spellbound napisała jakoś do mnie trafia. Ta myśl, że spotkania na tym poziomie muszą być dobrowolne z obu stron, jest jakoś piękna, ale i smutna jednocześnie. Oraklia, czy ty w tym śnie czujesz, że oboje chcecie tam być? Czy jest jakieś wzajemne 'tak'?
Tak. To jest może najlepsza odpowiedź na wszystkie wątpliwości. Czuję wzajemność. Żadna ze stron nie jest tam z obowiązku. I to jest chyba to, co sprawia, że ten sen jest tak spokojny - że nie ma w nim nic wymuszonego.
Śledzę ten wątek od początku i coraz bardziej mi się to układa w głowie. Piolun wspominała o numerologii i połączeniach dusz przez rytm. Chciałam zapytać - czy jest coś w liczbach snów? Znaczy, Oraklia mówi, że ten sen wraca od trzech lat. Czy ta trójka ma jakieś znaczenie w kontekście połączeń między duszami?
To jest ważny trop. Moment otwarcia po zamknięciu czegoś, co cię trzymało. Często wtedy stają się dostępne doświadczenia, które wcześniej były zablokowane. Jakby pewne połączenia mogły zaistnieć dopiero, gdy jest na nie przestrzeń.
Czytam i jedna rzecz nie daje mi spokoju - Oraklia pisała, że muzyka jest bez instrumentów, bardziej jak wibracja. Mam pytanie może z innej beczki, ale czy ta wibracja ma ton? Znaczy czy to jest wysokie, niskie, spokojne? Bo słyszałam kiedyś, że rózne częstotliwości wibracji odpowiadają róznym poziomom astralnym i zastanawiam sie, czy to ma jakies znaczenie.
To jest bardzo ciekawe bo czytałam gdzieś o częstoliwościach, ze 432 Hz to częstotliwość serca a 528 Hz to podobno częstotliwość miłości albo naprawy DNA, nie pamiętam doklanie. I zastanawiałam się czy to ma związek z tym co opisujesz, że to czujesz w środku a nie słyszysz.
Częstotliwości to ciekawy wątek, ale wróciłabym do tego, co Oraklia powiedziała o odczuwaniu od wewnątrz. To jest różnica, o której rzadko się mówi - dźwięk słyszany versus dźwięk odczuwany ciałem. W tradycjach szamańskich bęben działa właśnie tak, przez ciało, nie przez ucho. Czy ta wibracja jest regularna? Taka jak rytm?
To co teraz opisujesz brzmi bardzo spójnie z tym, jak w niektórych tradycjach rozumie się rytualny taniec. Nie chodzi o muzykę jako tło, tylko o wibrację jako substancję spotkania. Pytanie do ciebie - czy twoje ciało w tym śnie też wibruje, czy tylko ta zewnętrzna przestrzeń?
To co Oraklia opisuje, że nie ma granicy między wibracją a ciałem, brzmi jak opis fuzji. I teraz mam pytanie, które pewnie zabrzmi naiwnie - czy to nie jest właśnie to, co niektórzy opisują jako stan przed wyjściem z ciała? Ta utrata granicy między sobą a przestrzenią?
Chwilę. Zatrzymajmy się. Oraklia, ty w tym śnie jesteś we własnym ciele, tak? Nie obserwujesz siebie z zewnątrz, nie unosisz się nad sceną? Pytam bo to jest ważne do tego, co Kapturek i Fabianek dyskutują.
Budzisz się spokojnie po czymś, co jest tak intensywne. To jest tak piękne. Mam jedno małe pytanie - czy ta spokojność trwa przez cały dzień, czy tylko chwilę po przebudzeniu?
Wróciłabym do tej trójki i lat, bo Piolun mówiła o cyklu i dojrzewaniu. Oraklia, te trzy lata to od końca tamtego związku, tak? Czy myślisz, że gdyby ten związek się nie skończył, ten sen by się nie pojawił?
To jest dobra obserwacja. Ale chciałabym dopytać Oraklię o coś innego - czy przez te trzy lata ten taniec się zmienił? Znaczy, czy na początku był taki sam jak teraz, czy coś w nim ewoluowało?
To co właśnie powiedziałaś o oswajaniu przez lata jest chyba najważniejszą rzeczą w całym wątku. Relacja, która ewoluuje przez sen, w której napięcie ustępuje miejsca zaufaniu - to jest dokładnie to, czego nie da się podrobić ani wytłumaczyć jako prostego produktu umysłu. Umysł nie buduje relacji na przestrzeni trzech lat. Buduje sceny.
