A może to ma związek z czakrą korony albo trzecim okiem? Słyszałam że jak te czakry są bardziej aktywne to właśnie pojawiają się sny o lataniu i dryfowaniu. Czy ktoś to potwierdza z doświadczenia?
Wracam do wątku bo Bogumił zadał bardzo konkretne pytanie i mnie zastanawia coś jeszcze. Jeśli w tym śnie nie ma poczucia ciała, ale jest poczucie ruchu - to co właściwie dryfuje? Klimcia, czy masz jakieś wrażenie że to 'ty' w sensie perspektywy, świadomości, punktu widzenia, który przemieszcza się w przestrzeni?
Kamera bez statywu - to naprawdę dobry obraz. I znowu wracam do tego co mówiłem o Raidho i Ehwaz. Jeśli jesteś punktem świadomości bez formy, który się przesuwa, to to nie jest ani Raidho, ani Ehwaz. To jest coś bliższego Laguz - energia wody, płynięcia, braku stałego kształtu, przyjmowania formy przestrzeni a nie własnej. Klimcia, czy w tym śnie czujesz że przestrzeń cię prowadzi, czy że przez nią przechodzisz?
Laguz nie ma kierunku w sensie geograficznym. Ma kierunek w sensie głębokości - w dół, ku temu co nieświadome. Ale to nie jest złowróżbne, to jest po prostu inne. Pytanie do ciebie: czy w tym dryfowaniu masz poczucie że coś jest pod tobą, pod tą powierzchnią po której się przesuwasz? Czy jest tylko płaskość?
To co Klimcia mówi o głębi bez podłogi - właśnie to mnie uderzyło. Bo Laguz to jest runa, która bardzo często pojawia się w kontekście intuicji i tego co płynie z głębszych warstw. Czarek, czy twoim zdaniem pojawienie się takiego snu może być jakimś sygnałem że ta intuicja jest teraz szczególnie dostępna? Czy to bardziej opis stanu niż przepowiednia?
Zostańmy chwilę przy tej głębi bez podłogi, bo to jest bardzo charakterystyczny opis. W relacjach o stanach bliskich OOBE często pojawia się to uczucie - nie unoszenia się nad czymś twardym, ale dryfowania w ośrodku który sam jest wielowymiarowy. Klimcia, czy masz w tym śnie jakiekolwiek poczucie grawitacji? Czy jest góra i dół, czy to też jest rozmyte?
Ale skoro nie ma góry ani dołu i nie ma poczucia ciała - to czy to w ogóle można nazwać dryfowaniem? Dryf kojarzy mi się z wodą, z czymś co cię unosi. A tu wychodzi że to bardziej jak... bycie wszędzie trochę naraz? Nie rozumiem jak to odczuć.
Mam takie wrażenie że ta rozmowa powoli zmierza do wniosku że to był jakiś rodzaj OOBE albo przynajmniej stanu bliskiego projekcji astralnej. Ale nikt tego jeszcze wprost nie powiedział. Walentyna, co ty o tym myślisz? Bo ty chyba masz tu najbardziej jednoznaczną opinię?
To co Klimcia mówi o braku początku mnie zatrzymuje. W wielu opisach OOBE jest właśnie odwrotnie - jest bardzo wyraźny moment oderwania, często z dźwiękiem albo wibracją. Brak progu może znaczyć coś innego. Może że to nie jest wyjście, tylko po prostu inny tryb snu. Nie gorszy, ale inny.
Kacperek ma rację że nie każdy taki sen musi być OOBE. Ale mnie bardziej ciekawi co ten rodzaj snu - z dryfowaniem, bez ciała, bez początku - robi z tobą po przebudzeniu. Klimcia, jak się czujesz rano po takim śnie? Spokojnie, pusto, naładowana, czy jakoś inaczej?
Przewietrzona przestrzeń - to mi bardzo coś mówi. Czy to uczucie zostaje przez cały dzień, czy znika szybko? Pytam bo znam podobne stany po pewnych medytacjach i tam to uczucie jest albo bardzo trwałe albo odpływa w ciągu kwadransa.
To co Klimcia opisuje - stan który trwa godzinę i odpływa - pasuje do charakteru przejściowych stanów neptunicznych. Neptun nie zostawia trwałych śladów w sensie fizycznym, zostawia coś subtelniejszego. Czasem wrażenie że przez chwilę widziałaś świat trochę inaczej, a potem szyba znowu stała się nieprzezroczysta. Klimcia, zastanawiam się czy te sny zdarzają się częściej w pewnych okresach życia? Czy jest jakiś kontekst - spokój, napięcie, zmiana?
To co Klimcia mówi o zauważaniu - że może zawsze były i po prostu nie zwracała uwagi - jest dla mnie bardzo ważne. Bo to zmienia całą perspektywę. Jeśli sen był, ale nie był zapamiętany, to czy w ogóle można powiedzieć że 'się przyśnił'? Albo inaczej: czy dryfowanie ma sens tylko wtedy kiedy je pamiętasz?
Przepraszam że wchodzę z trochę innej strony, ale czy zapisywanie snów od razu po przebudzeniu naprawdę cokolwiek zmienia? Zawsze mi się wydawało że albo się pamięta albo nie i żaden zeszyt tego nie zmieni. Klimcia, czy zaczęłaś coś zapisywać?
Mnie zawsze ciekawi czy dryfowanie pojawia się u Klimci o konkretnej porze nocy. Bo z numerologicznego punktu widzenia godzina snu ma znaczenie - pewne okna między drugą a czwartą to zupełnie inny rodzaj dostępu do podświadomości niż te wczesne. Klimcia, masz jakieś poczucie kiedy to się dzieje?
Wchodzę tu żeby zapytać o coś innego, bo przez ostatnie kilkadziesiąt postów kręcimy się wokół tego czy to OOBE czy nie. Ale nikt nie zapytał o proste rzeczy: Klimcia, czy w tym dryfowaniu jest jakiś kierunek? Czy poruszasz się gdzieś konkretnie, czy to jest bezcelowy ruch?
Ma sens. W tarocie jest taka karta - Głupiec - który idzie, ale nie ku czemuś, tylko w ogóle. Nie to że dokądkolwiek, tylko że ruch jest. Klimcia opisuje coś bliskiego temu archetypowi. Ruch jako stan, nie jako działanie.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, może naiwne: czy ktoś sprawdzał czy takie uczucie dryfowania we śnie nie jest po prostu efektem zasypiania na plecach? Podobno pozycja ciała naprawdę wpływa na rodzaj snu i często te bardziej 'latające' doświadczenia są z nią powiązane. Klimcia, śpisz na plecach?
Skrzat poruszył coś co mnie też nurtuje, bo widziałam gdzieś że pozycja płodowa daje zupełnie inne sny niż leżenie na wznak. Ale z drugiej strony - czy to tłumaczy to uczucie głębi bez podłogi które Klimcia opisywała wcześniej? Nie sądzę żeby to była kwestia materaca.
Zostańmy chwilę przy tym co Klimcia powiedziała o zmianach w życiu. Bo to co opisujesz - dryf bez celu, kierunek bez punktu dojścia, stan przewietrzenia po przebudzeniu - to brzmi jak coś czego dusza potrzebuje gdy stoi przed progiem i jeszcze nie wie po której stronie chce stanąć. Nie jako wróżba, tylko jako obraz.
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie może głupie, ale - czy to dryfowanie można wywołać celowo? Jakieś techniki, intencja przed snem, cokolwiek? Albo to zawsze przychodzi samo i nie ma na to wpływu?
Wracam do tego co Walentyna powiedziała o wywołaniu dryfowania - że to za mocne słowo. Ale mam wrażenie że Klimcia w ogóle nie szuka technik, żeby to wywołać. Raczej stara się zrozumieć co już się dzieje. Klimcia, czy mam rację? Bo to zmienia zupełnie perspektywę tej rozmowy.
Tunia, tak, dokładnie tak. Nie chcę tego wywoływać ani kontrolować. Bardziej chcę wiedzieć czy to coś znaczy że samo przychodzi. I czy powinnam się do tego jakoś odnosić, czy po prostu zostawiać.
Zastanawiam się od dłuższego czasu nad jedną rzeczą, bo pracuję trochę z energią ciała. Czy w tym dryfowaniu jest poczucie że ciało zostało gdzieś dalej, czy raczej ciało też jest, ale jakby lżejsze? To ważne rozróżnienie z perspektywy pracy z czakrami.
To co opisujesz brzmi jak stan rozluźnienia energetycznego, gdzie ciało fizyczne jest obecne ale energia nie jest do niego przyspawana tak ściśle jak na jawie. Nie twierdzę że to wyjście z ciała - ale że bariera między warstwami jest cieńsza. Masz poczucie ciepła czy raczej chłodu podczas tego dryfowania?
Odpowiadając na to pytanie o temperaturę - raczej neutralna, może lekko chłodna. Nie ma mi zimno, ale jest jakieś... przewiewne. Nie wiem czy to dobry przymiotnik.
Klimcia, 'przewiewne' to chyba jeden z lepszych opisów jakie padły w tym wątku. Bardzo konkretny obraz. Mam pytanie trochę z boku - czy to dryfowanie ma jakiś dźwięk? Cisza, szum, cokolwiek? Bo w snach dźwięk albo jego brak często mówi dużo.
