Gwiazda pasuje lepiej niż cokolwiek co do tej pory padło. Karta niemal bez grawitacji - postać klęczy, ale jakby unosiła się lekko. I ta woda którą wylewa - ona nie spada, ona płynie w coś. Klimcia, czy jest woda w tym dryfowaniu? Jakiś element?
To rozróżnienie jest kluczowe. Latanie to oderwanie od ziemi jako stan. Dryfowanie przy ziemi to coś innego - to jakby świat stracił tarcie, a nie ty stracił ciężar. Czy ktoś to rozróżniał wcześniej? Bo mi się wydaje że przez cały wątek mieszamy te dwa obrazy.
Bierność w numerologii to nie jest słowo negatywne, wbrew pozorom. Liczby pasywne, receptywne, to często te które zbierają, a nie działają. Klimcia, czy znasz swoją liczbę duszy? Zastanawiam się czy jej wibracja mogłaby wyjaśniać ten rodzaj sennego przepływu zamiast aktywnego lotu.
Liczba duszy to suma samogłosek imienia i nazwiska zredukowana do jednej cyfry. Pasywne to nie jest złe słowo, po prostu cyfry takie jak 2, 6 albo 9 mają tendencję do przyjmowania, odbierania, nie inicjowania. Klimcia, znasz swoje imię i nazwisko - chętnie pomogę obliczyć, bo to mogłoby coś powiedzieć o tym przepływie bez wysiłku. Chociaż najpierw chciałam zapytać Kacperka - co cię konkretnie ciekawi w tej bierności? Bo pytasz jak to działa, ale może masz jakieś własne odczucie z tym związane?
To jest właściwie trafna obserwacja. We śnie bardzo rzadko jesteśmy inicjatorami w pełnym sensie - nawet w snach lucydnych często tylko odpowiadamy na to co sen już przygotował. Dryfowanie Klimci jest ekstremalnym przykładem tej pasywności, ale ma rację - większość snów tak działa. To co jest tu wyjątkowe, to że Klimcia to czuje jako coś pozytywnego, nie jako bezsilność.
Tak, to ważne. Bierność w tym dryfowaniu nie ma dla mnie smaku bezradności. W złych snach też coś się ze mną dzieje bez mojej zgody, ale tam jest uczucie braku kontroli jako czegoś niepokojącego. Tu nie ma niepokoju. To raczej jakby kontrola była po prostu niepotrzebna.
Klimcia, a czy to dryfowanie idzie w jakimś kierunku? Mam na myśli - czy masz poczucie że zmierzasz gdzieś, nawet jeśli nie wiesz dokąd? Czy jest cel, tylko on nie jest twój?
To co mówisz o kierunku wbudowanym w ruch - to mi przypomina coś z litoterapii. Kamień rzeczny jest gładki nie dlatego że sam decyduje gdzie się toczyć, ale dlatego że woda go niosła długo. Forma jest wynikiem niesienia. Zastanawiam się czy to dryfowanie nie jest czymś podobnym - rodzajem formowania, a nie podróży do celu.
Chcę wrócić do tego co Klimcia mówiła o cieple tuż nad ziemią - to bardzo specyficzny obraz. W pracy z ciałem energetycznym ta warstwa, tuż ponad powierzchnią, to jest aura eteryczna, najgęstsza i najbliższa ciału fizycznemu. Jeśli dryfowanie odbywa się właśnie tam, a nie wysoko, to może to nie jest kwestia oddzielenia duszy, tylko rozluźnienia warstwy eterycznej przy zachowaniu połączenia. Klimcia, czy masz wrażenie że coś cię trzyma przy ziemi, niewidzialnie?
Wracając do astrologicznego wątku, który tu się przewijał - Neptun jako władca snu jest znany z tego że zaciera granice, ale Saturn jako planeta związana z grawitacją i strukturą też odgrywa rolę w tym co Klimcia opisuje. Dryfowanie nisko, bez lęku przed wysokością, bez potrzeby wzniesienia - to może być stan gdzie neptuniczne rozpuszczenie granic działa, ale saturnijski korzeń jest zachowany. Klimcia, czy wiesz kiedy się urodziłaś - konkretnie w jakim znaku? To nie jest wróżba, tylko tło do interpretacji.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że krążymy wokół pytania, które nikt wprost nie zadał. Klimcia, czy to dryfowanie zostawia po sobie jakiś ślad po przebudzeniu? Nie emocjonalny, ale fizyczny - lekkość, coś w ciele?
Wyrównana - to jest bardzo konkretny stan. Nie euforia, nie reset, tylko wyrównanie. Znam opisy po medytacjach gdzie mówi się o tym samym. Klimcia, czy medytujesz albo miałaś kiedyś doświadczenia medytacyjne, które dawały podobne uczucie? Zastanawiam się czy sen jest dla ciebie rodzajem spontanicznej medytacji.
Czytam to od początku i mam pytanie które może jest głupie, ale - czy ktoś sprawdził czy to dryfowanie pojawia się w konkretnych porach roku albo miesiąca? Bo Klimcia opisuje że wraca. Zastanawiam się czy jest jakiś rytm.
Jesień i zima to akurat czas Hagalaz i Isa w cyklu runicznych tidów - odpowiednio: przemiana przez rozpad i zatrzymanie. Isa to dosłownie lód, bezruch, ale nie śmierć - właśnie taki stan zawieszenia w ruchu bez wysiłku. Klimcia, to mogłoby się układać. Ale nie chcę tego nadinterpretować bez więcej danych. Czy pamiętasz czy te sny zdarzają się też latem?
Zimowy charakter snu, o którym mówi Klimcia - cisza, szarość, spokój - to jest interesujące jako jakość, nie tylko jako pora roku. W pracy z marzeniami sennymi często zwracamy uwagę na to czy sen ma 'temperaturę'. Sen ciepły i głośny versus cichy i chłodny mają różną dynamikę symboliczną. To dryfowanie brzmi jak sen wyciszony do zera. Klimcia, czy jest tam w ogóle jakiś dźwięk?
Cisza bez dźwięku i ruch bez wysiłku - zastanawiam się czy to jest jakaś wersja doświadczenia 'między'. Coś jak przestrzeń liminalną, gdzie normalnie działające zmysły są jakby zawieszone. Klimcia, a wzrok? Widzisz dużo, mało? Wszystko jest wyraźne czy rozmyte?
To co opisujesz - skończony horyzont, cisza, brak wysiłku, brak lęku przed tym co za horyzontem - to jest bardzo spójny obraz wewnętrzny. Nie rozproszony, nie chaotyczny. Pytanie które mi się nasuwa: czy to dryfowanie zmienia kierunek w trakcie snu? Czy jest stałe, jedno, od początku do końca?
Jedna linia, jeden kierunek, cisza, brak punktu dojścia - to jest bardzo konkretna struktura. W tarocie coś takiego skojarzyłoby mi się z Głupcem przed skokiem, nie po - tym momentem zanim cokolwiek się stanie, gdzie jest tylko ruch i otwartość. Klimcia, czy ten sen kiedykolwiek miał zakończenie? Dotarłaś gdzieś?
