Karinka54 powiedziała coś co bardzo do mnie trafia. Ten spokój po przebudzeniu, mimo że coś poważnego zostało przekazane - to jest dokładnie to. Jakby cisza zostawiała po sobie atmosferę spokoju, a nie niepokój. To jest jeden z powodów dla których odróżniam te sny od wszystkich innych.
Ja chcę zapytać bo słucham i mam wrażenie że mam coś podobnego, ale nigdy nie nazwałam tego w ten sposób. Czy to musi dotyczyć żywej osoby? Bo raz miałam taki spokój, taki przekaz bez słów, i dotyczyło to kogoś kto już odszedł. Nie wiem czy to pasuje do tego o czym mówicie.
Stefcia62 dotknęła czegoś ważnego, bo to otwiera pytanie czy żywi i nieżyjący nadają na tej samej 'częstotliwości'. Czy cisza jako kanał jest niezależna od tego czy osoba jest w ciele czy nie?
I to jest właśnie ta myśl, przy której chcę zostać. Że ze zmarłymi cisza jest łatwiejsza bo nie ma szumu ciała. Ale to otwiera coś niepokojącego - czy w takim razie my, żywi, jesteśmy z natury głośniejsi? Czy ta komunikacja bez słów jest nam z zasady trudniejsza nie dlatego że jest niemożliwa, ale dlatego że jesteśmy zbyt hałaśliwi, żeby ją usłyszeć?
Słucham Simmy i Kai i myślę o tym śnie, który miałam - z osobą która odeszła. Faktycznie było tam coś bardzo spokojnego, bez szumu. Ale ja wtedy nie robiłam żadnych technik, żadnego wyciszenia. Po prostu zasnęłam i to przyszło. Czy to znaczy, że czasem cisza sama nas szuka?
A ja mam teraz pytanie które być może jest za proste, ale nie mogę się powstrzymać - jeśli ta cisza nas szuka, to jak ona wie, że jesteśmy gotowi? Skąd ta druga strona, czy to dusza żywa czy nie, wie że właśnie tej nocy można?
Czekajcie, bo trochę zgubiłam wątek. Rozmawiamy o ciszy we śnie jako kanale komunikacji - i przez chwilę mieliśmy to że to pole, a nie kierunek. A teraz mówimy że cisza nas szuka. To są chyba dwa różne modele, nie? Które z nich jest bliższe temu co opisała Spellbound na początku?
Reginka94 zadaje ważne pytanie i chcę spróbować odpowiedzieć. W moich snach jest i jedno, i drugie, zależnie od konkretnego doświadczenia. Czasem to było bardziej jak pole - oboje byliśmy w nim i żadne nie inicjowało. Innym razem miałam wyraźne poczucie że coś lub ktoś zbliżył się celowo. Może to nie są modele wzajemnie wykluczające się?
A ja mam wrażenie że próbujemy to opisać językiem który po prostu nie jest stworzony do opisu takich rzeczy. Pole, kierunek, inicjowanie - to są pojęcia z fizyki albo z komunikacji językowej. Może dlatego to nam ucieka, bo cisza z definicji nie mieści się w tych kategoriach?
Kolczasta mówi o czymś bardzo znajomym. Mam dokładnie to samo - że zapis słowny zabija coś w tym doświadczeniu. Zastanawiam się czy w takich snach zapis rysunkiem, kolorem, jakimś gestem byłby bliższy temu co się przeżyło. Czy ktoś próbował?
Właśnie dlatego od lat zapisuję nie to co śniłam, ale jak się czuję cieleśnie po przebudzeniu. Zanim w ogóle wejdę w słowa. To jest inny rodzaj dziennika i wydaje mi się że bliższy tym doświadczeniom o których tu mówimy - tej ciszy, tego przekazu bez kanałów.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i w końcu muszę zapytać, bo nie dawało mi spokoju. Czy ta cisza, ten przekaz bez słów - czy on kiedyś mija, znika z biegiem lat praktyki, czy raczej staje się wyraźniejszy? Bo zastanawiam się czy to jest coś co można rozwijać.
Wozka pyta o to czego ja też jeszcze nie wiem do końca. U mnie staje się wyraźniejszy - ale nie wiem czy to kwestia praktyki, czy tego że po prostu zwracam teraz na to uwagę. Może przez długi czas to było, a ja nie miałam na to nazwy i mijałam to jako 'dziwny sen'.
Dobra, ale wróćmy na chwilę do sedna bo trochę się rozlewa ta rozmowa. Spellbound pisała na początku o komunikacji bez słów i dźwięków. I teraz rozmawiamy o ciszy, o ciele, o ignorowaniu. Ale czy ktoś może mi powiedzieć wprost: co tak naprawdę jest przekazywane w tej ciszy? Jaka jest treść tego kontaktu?
Reginka94 zadaje pytanie które jest chyba najtrudniejsze w całym tym temacie. Mogę mówić tylko za siebie - treść jest zawsze bardzo konkretna, ale nie daje się wyciągnąć ze snu jak zdanie czy obraz. To bardziej jak wiedza która jest już we mnie po przebudzeniu, bez żadnego procesu dochodzenia do niej. Jakby ktoś coś we mnie złożył, a nie powiedział.
Słucham Simmy i trochę mi to rozjaśnia. Ale mam inne wątpliwość - czy ta cisza w snach zawsze przychodzi od kogoś, od jakiejś istoty albo duszy? Czy może być po prostu... własna? Jakieś głębsze warstwy siebie samej które w inny sposób nie mają dostępu?
Słucham tej dyskusji i mam skojarzenie z tranzytem Neptuna przez Ryby - to jest okres kiedy granica między własną głębią a tym co zewnętrzne się rozmywa. Może właśnie dlatego tak trudno stwierdzić skąd pochodzi ta cisza. Nie dlatego że jesteśmy niedokładnymi obserwatorami, ale dlatego że ta granica naprawdę jest teraz mniej ostra.
Ja nie znam się na astrologii, ale to co Honorek pisze o Saturnie mi coś przypomina. Miałam ten sen z osobą która odeszła w bardzo trudnym, konkretnym momencie swojego życia. I on był właśnie taki - niby cichy, ale z bardzo wyraźnym poczuciem co mam zrobić. Jakby precyzyjny mimo braku słów.
Słucham tej rozmowy i mam takie pytanie które może brzmi naiwnie - czy ta cisza zawsze dotyczy czegoś ważnego? Czy może być taka cisza we śnie która jest po prostu... neutralna? Bez żadnej treści do przekazania, bez kierunku, po prostu spokój?
Wiesia pyta o coś co mnie też długo zastanawiało. Myślę że tak, może być cisza która jest po prostu ciszą - nie każde takie doświadczenie musi nieść wiadomość. Ale trudno mi je rozróżniać. W trakcie snu wszystko wydaje się ważne. Dopiero po przebudzeniu zdarza mi się pomyśleć 'to był chyba tylko spokój, nic więcej'.
Ale jak to rozróżnić już w samym śnie, albo zaraz po? Czy jest jakiś sygnał że to 'tylko' cisza versus cisza-przekaz? Bo mam wrażenie że potem można się nakręcić szukając sensu w czymś co go po prostu nie miało.
Mam podobnie jak Wiesia i to mnie trochę uspokaja, że nie jestem jedyna. Ale chciałam zapytać o coś innego - czy ta komunikacja bez słów we śnie dotyczy wam głównie relacji z innymi osobami, czy zdarza się że 'rozmawiacie' z czymś co nie jest osobą? Z miejscem, z przestrzenią, z jakąś abstrakcją?
Karinka54 dotknęła czegoś co mnie samą zastanawia od początku tego wątku. Mnie zdarzało się mieć taką cichą wymianę z czymś czego nie mogłam zidentyfikować jako osobę - bardziej jak atmosfera miejsca albo coś co było po prostu obecnością bez kształtu. I to było inne niż rozmowa z kimś konkretnym.
Obecność bez kształtu - to mnie uderzyło. Miałam coś takiego i długo nie wiedziałam jak to nazwać. Nie było to ani człowiek ani zwierzę, ale czułam wyraźnie że to coś patrzy i że ta cisza między nami jest właśnie formą kontaktu. Spellbound czy to twoje doświadczenie też miało taką jakość wzajemności? Że ty też byłaś obserwowana?
Słucham tego i myślę o koncepcji świadków w tradycji hermetycznej - tych istot które obserwują, ale same też są obserwowane. W snach pod silnym Plutonem miałem kilka razy coś podobnego do tego co opisujecie - obecność bez formy, ale z wyraźną wolą kontaktu. I to co mnie zastanawia: czy ta cisza nie jest właśnie językiem tych głębszych warstw, do których zwykłe słowa po prostu nie mają dostępu?
To co Stefcia opisuje - wiedza za szybą - jest moim zdaniem bardzo dokładnym opisem tego co robi cisza w snach. Ona nie przynosi nowej informacji z zewnątrz, tylko usuwa to co zasłania to co już jest. I może dlatego tak trudno powiedzieć czy to przekaz z zewnątrz czy własna głębia - bo może to jest właśnie to samo.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie może techniczne - czy ktoś z was próbował jakoś pracować z tym typem snów po przebudzeniu? Nie analizować, ale na przykład wrócić do tej ciszy świadomie, przez medytację albo jakiś rytuał? Czy to w ogóle ma sens?
