Wajdelota trafił dokładnie w to, nad czym sama się zastanawiam. Pamiętnik sennych doświadczeń, o którym mówiłam wcześniej, zmienił nie tyle częstotliwość snów, co moją zdolność ich wyłapywania. Boję się, że całe życie miałam sny dźwiękowe i po prostu uznawałam, że 'nic mi się nie śniło'.
Czytam ten wątek od początku i mam takie proste pytanie, bo sama nigdy nie miałam snu bez obrazów - czy jak słyszycie te głosy albo muzykę, to macie poczucie, że ktoś konkretny do was mówi? Znaczy - jest jakaś osobowość po drugiej stronie, czy to bardziej jak radio, które gra samo z siebie?
To jest właśnie jedna z rzeczy, które najtrudniej opisać po przebudzeniu. U mnie nie ma poczucia 'kogoś' w sensie osoby z imieniem i twarzą. Jest raczej jakość przekazu - czasem surowa i bezosobowa, czasem bardzo bliska, niemal intymna. Ale nigdy nie wiem, komu ten głos przypisać. To trochę jak słyszenie muzyki bez wiedzy, kto ją napisał - wiesz, że jest, wiesz, że cię porusza, ale źródło pozostaje otwarte.
To rozróżnienie, które Sigilia robi, jest kluczowe. W tradycji shamanicznej pieśni nie miały autorów - przychodziły. Szaman nie mówił 'skomponowałem', mówił 'dosłyszałem'. Pytanie do Turmalinka_F jest więc naprawdę trafne: czy głos ma nadawcę, czy jest jak zjawisko? Bo to zasadniczo zmienia interpretację.
Ja rozumiem, że to niepewność jest wbudowana w ten rodzaj doświadczenia. Ale z mojego punktu widzenia - i mówię o własnej praktyce z medytacją dźwiękową - jest coś, co czujesz, kiedy dźwięk 'siedzi' głęboko, a nie jest twojej własnej produkcji. Jakby wibrował inaczej. Wiem, że to subiektywne, ale nie jest dla mnie bez znaczenia.
Mnie interesuje coś innego w tym wszystkim. Turmalinka_F pytała, czy jest ktoś po drugiej stronie. Ja mam inaczej - w moich snach dźwiękowych nie ma głosu, jest coś w rodzaju tonu. Nie słowo, nie melodia. Czysty ton, który nie jest przyjemny ani nieprzyjemny, po prostu jest. I to jest jedyne, co pamiętam. Czy ktoś ma coś podobnego?
Słucham tego i myślę sobie, że to trochę jak z numerologią - niektóre liczby po prostu 'siedzą' i człowiek wraca do nich, nie wie dlaczego. Może te tony albo głosy we śnie działają podobnie? Coś, co wraca, bo jeszcze nie zostało odczytane? Przepraszam, jeśli to naiwne, po prostu tak mi to skojarzyło.
To wcale nie naiwne skojarzenie. Myślę, że mechanizm powracania - czy to w snach, czy w liczbach, czy w innych powtórzeniach - wskazuje na coś, czego świadomość jeszcze nie przetworzyła. Różnica jest taka, że ton albo głos we śnie jest o tyle trudniejszy do 'zaczepiania', bo nie mamy gotowej siatki kodów dla dźwięku tak jak dla liczb.
Skoro mówimy o powracaniu - czy ktoś miał ten sam dźwięk albo głos w kilku różnych snach, w różnych odstępach czasu? Mam na myśli coś konkretnego, rozpoznawalnego, co wróciło. Bo jeśli tak, to chyba to coś zmienia w interpretacji - to nie jest jednorazowy przypadek.
To, co opisuje Wahadelka60, jest dla mnie ciekawsze niż interpretacja samego dźwięku. Powtarzalna emocja przy tym samym głosie - to jest wzorzec, który można śledzić. I nie potrzeba do tego żadnego systemu ezoterycznego, wystarczy uczciwa obserwacja. Pytanie brzmi: czy ta emocja jest wskazówką, czy tylko śladem po doświadczeniu? Bo to są dwie różne rzeczy.
To, co opisuje Wahadelka60 z tą malejącą intensywnością, jest dla mnie ciekawe. Jakby za pierwszym razem sygnał był głośniejszy, bo nie został odebrany. Za drugim razem cichszy, bo może coś jednak dotarło, choć nie do końca świadomie. Czy to możliwe, że sama notatka - samo zapisanie - wystarczyła jako jakiś rodzaj odpowiedzi?
Sigilia, to jest ciekawe założenie, ale zastanawiam się, czy nie idziemy za szybko w stronę 'co zrobić z dźwiękiem'. Wróciłabym do samej natury tych snów bez obrazów. Czy ten głos u Wahadelki60 brzmiał jak coś zewnętrznego wobec snu, czy był wewnątrz niego? Bo dla mnie to rozróżnienie jest podstawowe.
U mnie w snach dźwiękowych zawsze jest jakieś tło, nawet jeśli go nie widzę. Jakby ciemność, ale nie pusta - ciepła? To dziwnie brzmi, ale tak to czuję. Głos jest w tej ciemności, nie przed nią.
Wracam do pytania Larkis sprzed chwili, bo nikt chyba nie odpowiedział wprost: czy ktoś poza Wahadelką60 miał ten sam dźwięk lub głos w snach w różnych momentach? Mnie samej to się nie zdarzyło, ale bardzo chciałabym wiedzieć, czy to rzadkie.
Czytam to wszystko i mam jedno pytanie, które mi chodzi po głowie od początku - czy w tych snach bez obrazów ktoś kiedykolwiek słyszał coś, co miało bezpośrednie znaczenie po przebudzeniu? Nie symbolicznie, ale dosłownie - słowo, które coś znaczyło?
Ja miałam raz coś bliskiego. Słowo, którego nie znałam, ale które po sprawdzeniu okazało się istnieć w innym języku. Nie powiem, żeby to był dowód na cokolwiek, ale wrażenie było silne. Budziłam się z tym słowem i nie wiedziałam, skąd je wzięłam.
W którym języku? Przepraszam za bezpośrednie pytanie, ale to mnie bardzo zaciekawiło. Mam nadzieję, że można spytać.
To jest akurat ciekawy przypadek, bo 'próg' jest jednym z bardziej obciążonych znaczeniowo słów w folklorze słowiańskim. Miejsce przejścia między tym, co chronione, a tym, co zewnętrzne. Jeśli sen dźwiękowy przynosi właśnie to słowo, to albo podświadomość sięga do warstw kulturowych, które mamy gdzieś zakodowane, albo - w ujęciu bardziej ezoterycznym - ktoś używa precyzyjnego symbolu. Oba wyjaśnienia mnie nie wykluczają.
A można jakoś sprawdzić, czy te sny dźwiękowe mają jakiś wzorzec? Mam na myśli - czy są powiązane z porą roku, fazą księżyca, czymkolwiek mierzalnym? Bo słucham tej dyskusji i wszystko jest bardzo subiektywne. Nie zarzucam, po prostu zastanawiam się, czy da się to gdzieś zakotwić.
No dobra, ale nikt nie odpowiedział na moje pytanie. Czy ktokolwiek próbował to w ogóle śledzić? Notować, kiedy przychodzą te sny dźwiękowe? Bo jeśli nie, to rozmawiamy w kółko o wrażeniach i nic z tego nie wynika.
Notowałam, ale nieregularnie. I szczerze - nie znalazłam wzorca. Może dlatego, że nie byłam dość konsekwentna, a może dlatego, że wzorca nie ma. Ale twoje pytanie jest słuszne, Grazynka. Bez danych to naprawdę tylko wrażenia.
To kryterium ma sens, bo pamięć snu i tak jest selektywna. Budzimy się z tym, co sen chciał nam zostawić, a nie z pełnym zapisem. Więc jeśli zostaje dźwięk - może to jest właśnie ten element, który miał zostać.
Ta różnica w kierunku mnie uderzyła. Jeśli sen jest czymś, co przychodzi, a nie czymś, co produkuję - to dźwięk bez obrazu mógłby być po prostu bardziej surowym przekazem. Bez opakowania. Czy tak to rozumiesz, Ballen?
Ale czy to nie jest trochę za proste? Że dźwięk jest 'bezpośredni', a obraz wymaga tłumaczenia? Bo ja w snach dźwiękowych też nie rozumiem od razu, co słyszę. Ten głos czy ton nie jest czytelniejszy niż symbol wizualny.
Ale jest różnica między niezrozumieniem a nieprzetworzeniem. Dźwięk można niezrozumieć, ale czuć go bezpośrednio w ciele - wibracja, rezonans, temperatura. Obraz trafia przez oczy, jest bardziej cerebralne. Może dlatego sny dźwiękowe zostają jako uczucie, nie jako treść.
U mnie podobnie. Budziłam się z poczuciem, że coś ważnego padło, ale nie byłam w stanie powiedzieć co. Jakby dostałam przesyłkę bez nadawcy i bez zawartości, tylko z fakturą pudełka.
Jadeitka zadała pytanie, które mnie też kręci od początku tej dyskusji. Czy sny 'tylko dźwiękowe' naprawdę są bez obrazów, czy raczej - obrazy są tak marginalne, że ich nie zapamiętujemy? Bo te dwa przypadki znaczą coś zupełnie innego.
