Od jakiegoś czasu mam sny, w których przechodzę przez ściany jak przez powietrze. Nie ma żadnego wysiłku, żadnego oporu - po prostu wchodzę w mur i wychodzę po drugiej stronie. Raz był to ceglany mur na zewnątrz jakiegoś budynku, innym razem zamknięte drzwi drewniane, a ostatnio gruba betonowa ściana. Za każdym razem to samo uczucie: jakbym była zrobiona z mgły. Nie strach, nie triumf - po prostu naturalność. Jakby to było coś oczywistego. Zastanawiam się, co to może oznaczać o stanie duszy. Czy ktoś miał podobne doświadczenia? Szukam różnych perspektyw, bo w dzienniku snów mam już kilkanaście takich notatek i chyba nie jest to przypadek.
To bardzo wyraźny symbol i nie dziwię się, że go notujesz. Przechodzenie przez ściany w snach jest często czytane jako znak, że dusza jest gotowa przekraczać ograniczenia, które sama sobie narzuciła albo które narzuciło jej otoczenie. Ale zanim cokolwiek powiem więcej - czy te sny pojawiają się w określonych momentach życia? Pytam, bo kontekst emocjonalny wokół snu bywa tu kluczowy. Co dzieje się po drugiej stronie ściany?
Ja miałem raz coś podobnego, choć u mnie to były drzwi, nie ściana. Wszedłem przez zamknięte drzwi i po drugiej stronie był pokój, którego nie znałem. Obudziłem się z dziwnym spokojem. Ale nie wiedziałem, co z tym zrobić. Czy to ma jakieś znaczenie, że po przejściu przez ścianę jesteś w konkretnym miejscu, czy raczej ważne jest samo przejście?
Ten motyw ogrodu po drugiej stronie bardzo mnie tu zatrzymał. W astrologii mamy piąty i dwunasty dom, które łączą się z tym, co ukryte i z tym, co duchowe. Jeśli po przejściu przez ścianę pojawia się ogród, to może sygnał, że to, czego szukasz, jest dostępne - tylko wymaga przekroczenia własnych barier. Ale ciemny korytarz bez strachu to coś innego. Czy pamiętasz, co czułaś wchodząc w ten korytarz?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że każda z tych ścian to może coś innego. Jak to się interpretuje w sennikach? Pytam serio, bo nie wiem, czy senniki w ogóle rozróżniają rodzaj przeszkody - ściana, drzwi, mur - czy to bez znaczenia dla symbolu?
Mnie bardziej zastanawia ten aspekt naturalności, o którym napisałaś na początku. Że to było oczywiste, bez triumfu. Sny, w których robimy coś niemożliwego i traktujemy to jak normalność - to inny rodzaj snu niż ten, gdzie nagle odkrywamy, że możemy latać i jesteśmy z tego podekscytowani. Czy to może być sygnał, że twoja dusza na jakimś poziomie już wie, że te granice są umowne?
Przeczytałam ten temat i muszę powiedzieć, że ja mam podobne sny od dłuższego czasu, tylko nie przywiązywałam do nich wagi. U mnie to zawsze są drzwi, nigdy ściana. I zawsze wiem, że są zamknięte, a mimo to po prostu przechodzę. Zastanawiam się teraz, czy ściana i drzwi to jednak coś różnego w takim śnie.
Czytam i myślę o czymś innym. Czy to może być związane ze świadomym śnieniem? Bo ten opis naturalności - brak oporu, spokój - brzmi trochę jak stan, który osiągają ludzie ćwiczący lucid dreaming. Nie twierdzę, że to na pewno tak, ale jakby ciało już wiedziało, że to sen, i dlatego prawa fizyki nie obowiązują.
Mnie tu bardziej ciągnie interpretacja od strony ciała eterycznego. Jak sie czyta w wielu tradycjach, ciało astralne czy eteryczne nie jest związane materją fizyczną. Sny o przechodzeniu przez ściany mogą być właśnie fragmentami OOBE, których nie pamiętamy jako wyjścia z ciała, bo nie było tego typowego uczucia unoszenia. Czy przed snem czułaś coś specyficznego? Ciężkość kończyn, wibracje?
Wracając do tego, co Wincentyna pisała o zawieszonych decyzjach - myślę, że to ważna nitka. Ściany w snach bardzo często odpowiadają na to, co dzieje się w życiu. Jeśli jest dużo spraw nierozwiązanych, a sen pokazuje przechodzenie przez przeszkody bez trudu, to może być rodzaj podpowiedzi od podświadomości albo od czegoś więcej. Że rozwiązanie jest możliwe, nawet jeśli nie widać jak.
Przepraszam że może nie na temat ale mam pytanie - czy jak przechodzisz przez tę ścianę we śnie, to czujesz coś w środku tej ściany? Tzn. jak ta chwila wejścia i bycia w środku wygląda? Bo czytałam że niektórzy opisują to jako ciemność na moment, inni jako ciepło. Mnie to bardzo ciekawi bo mam sny o zamknietych miejscach ale raczej się w nich zamykam a nie przechodzę
Ta cisza w środku ściany to jest dla mnie znaczący element. W wielu tradycjach mówi się o 'miejscu pomiędzy' - stanie przejściowym, który nie jest ani tu, ani tam. Szamani nazywają to przejściem przez zasłonę. Bardo w tradycji tybetańskiej to też rodzaj stanu między. Czy to jest ta sama cisza, którą czujesz np. w medytacji, czy zupełnie inna jakość?
To co opisuje Wincentyna z tą ciszą w środku ściany bardzo mi pasuje do opisu stanu między snem głębokim a fazą REM. Niektóre tradycje mówią że właśnie tam, w tym 'między', dusza jest najbardziej wolna od formy fizycznej. Może dlatego ściana nie stawia oporu - bo w tym momencie snu nie mamy już gęstości fizycznej?
Wracając do tego mrowienia o którym pisałem wcześniej - po tym co Dalia napisała o gęstości fizycznej zaczynam się zastanawiać, czy to uczucie w rękach przy zasypianiu jest właśnie tym momentem, kiedy ciało eteryczne zaczyna się 'rozluźniać'. U mnie to zawsze ręce, nigdy nogi. Czy ma to jakieś znaczenie?
Zastanawiam mnie jedna rzecz w tej całej rozmowie. Mówimy o ciele eterycznym, astralu, wyjściu z ciała - ale Wincentyna od początku opisuje to jako coś, co czuła jako zupełnie naturalne, nie jako wyjście z ciała. Czy nie za szybko przyklejamy etykiety z OOBE do czegoś, co może być innym rodzajem doświadczenia?
Cieszę się, że Jemiolka to powiedziała, bo też miałam ten opór. We śnie nie czułam, że wychodzę z ciała - po prostu byłam sobą, tylko w innej zasadzie fizycznej. To subtelna różnica, ale dla mnie ważna. Jakbym nie podróżowała do innego miejsca, tylko byłam w tym samym miejscu, które chwilowo działało inaczej.
Czytam to i myślę sobie, że może to kwestia tego, skąd wychodzimy do takiego snu. Kiedy mam spokojny wieczór, spokojne myśli - sny są inne niż kiedy jestem rozdrażniona. Nie wiem czy to duchowe, ale ta różnica jest bardzo wyraźna. Czy ktoś tu prowadzi jakiś dziennik i to zaobserwował?
Ja prowadzę notatnik od kilku miesiący i rzeczywiście widze wzorce. Jak mam spokojny wieczór to sny są bardziej 'płynne' - właśnie takie jak opisuje Wincentyna, bez oporu. Jak jestem zestresowana to sny są bardziej rwane, pełne przeszkód. Ale nie wiem czy to fizjologia czy coś wiecej?
Przeczytałam cały wątek i mam pytanie trochę z boku - czy można jakoś przygotować się do takiego snu? Tzn. czy jest jakiś rytuał przed snem albo medytacja, żeby zwiększyć szansę na doświadczenie tego rodzaju? Pytam, bo brzmi to jak coś, co chciałabym przeżyć.
Ten wątek z murami w życiu jest dla mnie kluczowy w całym temacie. Merkury w retrograde potrafi dosłownie zamykać komunikację i tworzyć poczucie, że wszystko jest zablokowane. Sny w takim czasie często to odzwierciedlają lub odwracają - i zastanawiam się, czy Wincentyna pamięta, w jakim czasie roku te sny się pojawiały najczęściej?
Obserwuję ten wątek od jakiegoś czasu i muszę powiedzieć, że jestem sceptyczny co do astrologii i ciał eterycznych. Ale to, co Wincentyna opisuje z tą ciszą w środku ściany - to brzmi jak coś bardzo konkretnego. Interesuje mnie bardziej to: czy za każdym razem ta cisza była taka sama, czy różniła się?
Wracając do tego, co Wincentyna powiedziała o pamięci - mam wrażenie, że ta selektywność jest kluczowa. Pamiętamy to, co było dla nas ważne, co nas dotknęło. Jeśli ta cisza w środku ściany jest tak wyraźna po przebudzeniu, to może właśnie dlatego, że coś w nas to oznacza jako istotne. Nie mówię tu o żadnej mistyce - po prostu mechanizm zapamiętywania. Ale ciekawe jest to, że akurat ten fragment, a nie cały sen.
Emocjonalnie to był spokój - ale nie taki pusty, tylko nasycony. Jakby spokój, który coś zawiera. Trudno to opisać słowami, bo na jawie nie mam dla tego dobrego odpowiednika. Najbliżej byłoby: poczucie, że nie trzeba nic robić, bo wszystko jest już we właściwym miejscu. Nie wiem, czy to emocja, czy raczej stan.
To co Wincentyna opisuje - ten 'nasycony spokój' - przypomina mi stany, które niekturzy opisują po głębokiej medytacji. Nie wiem czy to trop właściwy dla snów, ale może te doświadczenia dotykają czegoś podobnego? Tarot też czasem mówi o takich stanach przez kartę Świata albo As Kubków - pełnia bez potrzeby działania. Czy ktoś jeszcze miał taki stan we śnie, nie tylko przy przejściu przez przeszkody?
Zastanawiam się nad czymś. Wszyscy mówimy o przechodzeniu przez ściany jako o czymś pozytywnym - spokój, wolność, brak granic. Ale co jeśli komuś to doświadczenie nie daje spokoju tylko niepokój? Bo czytałem gdzieś, że poczucie braku granic fizycznych we śnie może być dla niektórych dezorientujące, niemal przerażające. Czy ktoś miał taki wariant?
Może ściana to naprawdę tylko próg, a znaczenie niesie to, dokąd się trafia? W astrologii mamy takie myślenie przy przejściach Saturna - sam tranzyt jest procesem, ale liczy się to, w który dom wchodzi. Ściana jako próg między jedną przestrzenią a drugą, gdzie ważne są obie strony.
Czytam i próbuję zrozumieć to rozróżnienie między drzwiami a ścianą - i chyba coś mi tu świtą. Drzwi można otworzyć siłą albo kluczem, ściana wymaga czegoś zupełnie innego. Może to różnica między działaniem a byciem? Tzn. przez drzwi przechodzisz coś robiąc, przez ścianę po prostu jesteś kimś, kto przez nią przechodzi?
