To co Kamilka mówi o sprawach zakończonych i niezakończonych wydaje mi się bliższe prawdy niż podział według statusu osoby. W tradycjach szamańskich rozróżnia się przekazy od dusz które odeszły spokojnie i od tych które mają niedokończony biznes, żeby użyć tego brzydkiego określenia. Te drugie bywają równie naglące jak przekazy od żywych.
Wracając do samego przebudzenia z wiadomością, bo trochę odpłynęliśmy. Kamilka, chciałam zapytać o coś konkretnego. Czy kiedy się budzisz z tym przekonaniem że musisz coś przekazać, masz też od razu wiedzę o czym? Czy raczej jest samo poczucie pilności bez treści?
To bardzo dobre pytanie i odpowiedź nie jest prosta. Bywa różnie. Raz miałam bardzo konkretną treść, niemal zdanie gotowe do wypowiedzenia. Innym razem było samo ciśnienie, emocja bez słów. I co ciekawe, te bez słów były trudniejsze do przekazania, bo sama musiałam znaleźć formę. Nie wiem czy wtedy byłam tłumaczem czy autorem.
To rozróżnienie na tłumacza i autora jest dla mnie kluczowe w całej tej dyskusji. Jeśli jesteś tłumaczem, popełnione błędy w przekazie obciążają ciebie, nie źródło. Jeśli jesteś autorem, to pytanie o źródło rozmywa się. Czy ktoś ma sposób żeby po fakcie sprawdzić po której stronie był?
Ja zawsze zapisuję daty i godziny, mam taki nawyk od lat. Ale nie wiem czy to mi mówi coś o tym czy byłam autorką czy odebrałam coś z zewnątrz. Bardziej patrzę na to co było przed snem, co jadłam, z kim rozmawiałam, czy byłam zmęczona. Może zbyt przyziemnie, ale te czynniki naprawdę wiele zmieniają w tym jak sny potem wyglądają.
Dokładnie to samo pytanie zadawałam sobie przez długi czas. Doszłam do wniosku że może to nie jest pytanie na które trzeba odpowiedzieć raz na zawsze. Może każdy przypadek wymaga osobnej oceny. I wiem, że to brzmi jak unik, ale naprawdę, u mnie działa to właśnie tak.
Godzina to ciekawy pomysł, nigdy tak o tym nie myślałam. A co jeśli poczucie wraca po kilku godzinach albo dopiero wieczorem tego samego dnia? Liczy się to jako ten sam przekaz czy nowy?
Miałam taką sytuację. Obudziłam się z przekonaniem, po godzinie przeszło, a wieczorem wróciło silniej. Potraktowałam to jako jeden przekaz który potrzebował czasu żeby się uformować. Jakby treść krystalizowała się przez cały dzień. Ale nie wiem czy to reguła czy przypadek.
To co Kamilka opisuje z krystalizowaniem przez dzień przypomina mi działanie Merkurego w trybie retrograde, gdzie komunikat istnieje, ale potrzebuje kilku przebiegów żeby się dookreślić. Nie mówię że to wyjaśnienie, bardziej że wzorzec jest podobny. Czy ta wieczorna wersja różniła się od porannej treścią, czy była po prostu silniejsza?
To zbieranie formy przez dzień jest zjawiskiem które rozpoznaję z pracy z tarkiem, przepraszam że wchodzę w tę analogię. Czasem karta rano nic nie mówi, a wieczorem nagle jest oczywista. Może odbiór przekazów działa podobnie, mózg albo dusza, cokolwiek pośredniczy, potrzebuje czasu żeby ułożyć sygnał w coś czytelnego.
Ja to czuje na sobie bardzo wyraznie. Jak zaraz po obudzeniu włoncze telefon to przekaz się rozprasza dosłownie w minuty. Jak zostaje z tym bezczynnie, nawet tylko pietnascie minut, to forma zostaje dluzej. Nie wiem czy to kwestia duszy czy po prostu neurologii ale wynik jest taki sam.
Przepraszam że się tu wtrącam bo jestem trochę zagubiona w tej rozmowie. Czy dobrze rozumiem że mówicie o tym że przebudzenie z poczuciem że trzeba coś powiedzieć może być zarówno biologiczne jak i duchowe i że jedno nie wyklucza drugiego? Bo jak tak, to mnie to uspokaja, bo zawsze myślałam że muszę wybierać.
Dobrze rozumiesz i ja też tak to czuję. Dla mnie te dwa wyjaśnienia nie walczą ze sobą. Mózg robi swoje, a przez mózg może przechodzić coś więcej. Najważniejsze co wyniosłam z tej dyskusji to właśnie to, że nie muszę rozstrzygnąć skąd pochodzi przekaz, żeby zdecydować czy działać.
Ale to rozstrzygnięcie nie jest bez znaczenia, prawda? Jeśli mam do czynienia z przekazem od konkretnej osoby z zaświatów, moje działanie może być inne niż gdy to moja intuicja. Inaczej sformułuję wiadomość, inaczej ocenię jej wagę. Kamilka, czy ty w praktyce rozróżniasz te dwa źródła zanim działasz?
To co Kamilka mówi o reakcji odbiorcy jako potwierdzeniu jest dla mnie bardzo ważne. Ale mam pytanie, bo wciąż mnie to nurtuje. Co jeśli odbiorca nie reaguje albo reaguje chłodno? Czy to znaczy że przekaz był trafiony ale nie przyjęty, czy że w ogóle nie był trafiony? Jak to u ciebie wygląda?
To bardzo uczciwa odpowiedź. Bo myślę że wiele osób spodziewa się że dobry przekaz zawsze spotka się z otwarciem. A życie pokazuje że odbiorca ma też swój czas i gotowość. Czy ktoś z was miał sytuację gdzie nie przekazał wiadomości i potem żałował?
Ja tak. Obudziłam się z silnym poczuciem że mam zadzwonić do kogoś bliskiego. Zignorwałam, uznałam że to resztki snu. Kilka godzin później dostałam wiadomość że tej osobie działo się coś trudnego dokładnie w tamtym czasie. Nie mówię że mój telefon cokolwiek by zmienił, ale to poczucie że nie zadzwoniłam zostało ze mną długo.
Czytam tę dyskusję od początku i właściwie nic nie pisałem, ale to co Gosia88 napisała, to się zdarzyło i mnie. Ta sama sytuacja prawie. Nie działałem i potem się zastanawiałem czy to było coś więcej niż przypadek. Chyba nie mam odpowiedzi ale dobrze wiedzieć że inni też z tym siedzą.
To hamowanie które opisujesz, to chyba najczęstszy powód dla którego przekazy giną, nawet jeśli są prawdziwe. Mam wrażenie że im bardziej coś jest ważne, tym silniejszy jest ten wewnętrzny głos który mówi nie rób tego, będziesz wyglądała dziwnie. Czy to tylko moje odczucie?
Tak to czuję. Doszłam do punktu gdzie mniej zastanawiam się skąd to przychodzi, a bardziej czy mam odwagę działać. I paradoksalnie, odkąd tak na to patrzę, te przebudzenia są rzadsze, jakby cokolwiek je wysyłało, wiedziało że teraz częściej odpiszę na wiadomość.
To co Kamilka napisała na koniec mnie uderzyło. Że jak przestała się zastanawiać skąd to idzie i po prostu zaczęła działać, to tych przebudzeń jest mniej. Jakby cokolwiek wysyła te wiadomości, miało też jakiś plan. Czy ktoś jeszcze to u siebie zauważył? Że przekazy słabną jak zaczniesz na nie odpowiadać?
Ale czy ta zmiana z alarmu w przypomnienie nie może też oznaczać że te przekazy po prostu tracą na mocy? Że może na początku było w tym coś prawdziwego, a teraz to już tylko nawyk ciała? Nie mówię że tak jest, po prostu chcę zrozumieć jak to odróżniacie.
To co Onyksowa mówi o obcej emocji jest mi bliskie, ale chcę dopytać. Mówisz że jest inaczej umiejscowiona. Gdzie to czujesz? Bo u mnie to zawsze pierś albo gardło i nie wiem czy to coś znaczy czy to po prostu anatomia.
A ja ciemie. Serio, jak sie budze z czymś co nie jest moje, to mam takie dziwne mrowienie na czubku głowy. Przez lata myślałam że to po prostu ułożenie podczas snu. Ale jak zaczełam to obserwować i zestawiać z treścią przekazu, to jest tam korelacja. Prawie zawsze jest to związane z kontaktem z jakąś duszą.
Przepraszam za naiwne pytanie, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówicie o fizycznych odczuciach w ciele jako o sposobie odróżniania własnych myśli od czegoś co przychodzi z zewnątrz? To jest technika którą można ćwiczyć czy to po prostu przychodzi samo?
A co z sytuacją gdy przekaz jest dla kogoś kogo nie lubisz albo z kim masz napięcie? Bo łatwo jest działać gdy to ktoś bliski. Ale czy ktoś miał przebudzenie z wiadomością do osoby z którą jest jakiś konflikt? Bo wyobraźnia albo życzenie mogą tu bardzo zakłócić odbiór.
Wracając trochę do tego co mówiła Kamilka wcześniej, że teraz przekazy są spokojniejsze i rzadsze. Czy to może być kwestia pory roku albo fazy życia? Pytam bo u mnie te silne przebudzenia z pilną wiadomością zdarzały się przez jakiś konkretny okres, a potem prawie ustały. I zastanawiam się czy to nie jest coś cyklicznego.
