To bardzo ważne co mówi Kamilka o żałobie. Mam wrażenie że strata kogoś bliskiego zmienia coś w odbiorze tych sygnałów. Jakby próg był niższy albo antenka bardziej wyciągnięta. Czy ktoś inny miał podobne nasilenie w takim trudnym czasie?
Ja tak. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale po stracie był taki moment gdy prawie każde przebudzenie miało jakiś ładunek. Nie zawsze wiedziałem dla kogo, ale to pilne poczucie że coś wymaga działania było bardzo mocne. Myślałem że to żałoba jako taka. Ale kilka z tych przekazów trafiło dokładnie tam gdzie powinny. Teraz mam to rzadziej i spokojniej, tak jak Kamilka opisuje.
To co Zygmunt napisał o tym że kilka rzeczy się potwierdziło, chce dopytać. Czy po takim potwierdzeniu zmienił sie twój stosunek do tych przebudzeń? Bo wyobrażam sobie że jeśli kilka razy coś się sprawdziło, to człowiek zaczyna traktować to inaczej, bardziej poważnie. A może na odwrót, zacząłeś sie bardziej bać tych wiadomości?
Tak, zmieniło się. Nie bałem się, ale zrobiło mi sie jakoś... ciężej z tym. Bo jeśli to jest prawdziwe, to nie można ignorować. A to jest zobowiązanie, z którym nie bardzo wiedziałem co robić.
Miałem. Raz nie przekazałem i przez długi czas żałowałem, choć nie wiem na ile słusznie. Nie stało się nic konkretnego, ale zostało jakieś niedokończenie. Jakby wiadomość czekała.
Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć. Chyba oba trochę. Ale to poczucie przerwanego kontaktu, tak jak mówisz Onyksowa, to chyba bliżej prawdy.
Chcę wrócić do wątku Kamilki o żałobie jako czasie wzmożonej wrażliwości. Czy to znaczy że w normalnym, spokojnym czasie takie przekazy są rzadsze bo nie ma potrzeby albo bo odbiór jest po prostu słabszy? Zastanawiam sie czy to my sie zamykamy na co dzień czy przekazy naprawdę są rzadsze.
Ja myślę że żałoba zmienia ciało fizycznie, sen jest inny, progi czuwania są inne, i może dlatego to co zawsze było, wtedy staje sie słyszalne. Nie że przekazów jest więcej, tylko że nagle mamy słuchawki zamiast głośnika na tle szumu.
Mnie zastanawia jeszcze coś innego. Czy ktoś miał sytuację gdy przekaz dotyczył kogoś zupełnie obcego? Nie rodziny, nie przyjaciela, ale osoby którą ledwo znasz albo nie znasz wcale? Bo do tej pory wszystkie przykłady tutaj dotyczyły bliskich relacji.
Też miałam raz z zupełnie obcym. Pracownik sklepu, widziałam go raz w życiu. Obudziłam sie z poczuciem że powinnam mu powiedzieć coś konkretnego, zdanie które miałam w głowie. Oczywiście nie zrobiłam tego, bo jak miałabym to uzasadnić? Ale ten przypadek siedzi we mnie do dziś jako niewyjaśniony.
to bardzo interesujące z perspektywy numerologicznej. Jeśli ktoś pojawia sie w naszym polu energetycznym nawet na chwilę, może to oznaczać że istnieje między wami krótkotrwałe powiązanie wynikające z cyklu liczb. Czasem powiązania karmiczne są epizodyczne, jedno zdanie, jeden gest, i to wystarczy żeby zamknąć coś co nie zostało domknięte w poprzednim wcieleniu.
Przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale jak ktoś w ogóle zaczyna rozróżniać który przekaz jest dla kogo? Bo z tego co czytam, budzicie sie z poczuciem że coś trzeba komuś powiedzieć, ale czy od razu wiecie do kogo? Czy to jest jasne w tym pierwszym momencie przebudzenia czy dopiero potem?
U mnie zazwyczaj jest odwrotnie, mam twarz ale nie mam treści. Albo mam zdanie które powinnam powiedzieć, ale nie wiem do kogo. I to jest chyba bardziej frustrujące, bo czuję że wiadomość jest kompletna, ale adres gdzieś przepadł. Czy ktoś miał podobnie?
tak i to jest bardzo specyficzne uczucie. Mnie się to zdażyło kilka razy, obudziłam się z gotowym zdaniem, prawie jak cytat, ale bez kontekstu kto to ma usłyszeć. Raz przez kilka tygodni to zdanie mi siedziało i dopiero gdy pojawiła się konkretna sytuacja, zrozumiałam że to był właśnie ten moment. Jakby wiadomość była wcześniej niż odbiorca.
Tu właściwie dotknęłyście czegoś, o czym rzadko się mówi wprost. Czy przekaz musi być rozumiany w momencie odbioru? W wielu tradycjach, nie tylko ezoterycznych, wiadomości przychodziły jako niezrozumiałe fragmenty, które stawały się jasne dopiero retrospektywnie. Pytanie jest czy to osłabia ich znaczenie czy wzmacnia.
Wracając do tego co mówiła Kamilka o zdaniu bez adresata, czy ten przekaz miał jakiś ton emocjonalny? Bo zastanawiam się czy emocja w momencie przebudzenia nie jest właśnie tym brakującym elementem, który pomaga ustalić do kogo ta wiadomość jest skierowana.
To co Kamilka mówi o trosce jako tonie emocjonalnym bardzo mi gra. Jakby emocja była kopertą a zdanie listem w środku. I jeśli adres jest nieczytelny, to kolor koperty może sugerować przynajmniej region. Troska to inny kierunek niż pilność, a pilność to inny niż ostrzeżenie.
Słucham tej rozmowy o emocji jako kopercie i myślę, że u mnie emocja jest jedyna konkretna rzecz. Nie mam zdań, nie mam twarzy, mam tylko stan. I na podstawie tego stanu muszę jakoś zgadywać resztę. To trochę jak diagnozowanie po samym pulsie bez żadnych innych objawów.
Wracam do wątku Kamilki o pracowniku sklepu i tego zdania które zostało. Mnie zastanawia inna kwestia, czy kiedykolwiek wróciłaś do miejsca gdzie ten człowiek pracował? I czy poczucie wiadomości gdzieś znikło samo z czasem, czy nadal gdzieś siedzi?
To pytanie o wygasanie przekazu mnie samą zaskoczyło kiedy je napisałam. Bo jeśli wiadomość może tracić datę ważności, to znaczy że ma jakiś własny cykl życia niezależny od nas. Nie jesteśmy tylko odbiornikami, jesteśmy może też czymś w rodzaju nośnika który ma określoną trwałość. Ale co sprawia że ten cykl się kończy? Upływ czasu, zmiana okoliczności, czy coś po drugiej stronie decyduje że już nie ma sensu?
To co opisujesz jako zmianę charakteru z naglącego na rezydualny bardzo mi znane. Obserwowałam podobne cykle i mam wrażenie że to nie jest wygasanie w sensie zaniku, tylko coś bardziej jak zmiana fazy. Przekaz przechodzi z trybu aktywnego do archiwalnego. Nadal istnieje, ale przestaje się domagać działania. Pytanie które mnie nurtuje od dawna, czy takie zarchiwizowane wiadomości można reaktywować, na przykład gdy odbiorca w końcu się pojawi?
Wracam do tego co Kamilka mówiła wcześniej o pracowniku sklepu i o tym że nie wróciła z przekazem. Zastanawiam się czy jest coś co powstrzymuje od przekazania takiej wiadomości obcej osobie? Bo rozumiem że można nie wiedzieć komu, ale gdy już wiadomo, to co stoi na drodze? Sam mam z tym problem, nawet gdy jestem niemal pewien, nie potrafię podejść do kogoś nieznajomego i powiedzieć że miałem dla niego wiadomość ze snu.
To co Kamilka mówi o niemożności powiedzenia na głos mnie bardzo trafia. Jakby pewne rzeczy były zaprojektowane do istnienia tylko w określonym wymiarze i przekładanie ich na słowa je uszkadza. Czy ktoś miał doświadczenie gdzie powiedział taką wiadomość i poczuł że coś się straciło w tłumaczeniu?
Przepraszam że się tu wtrącam bo to trochę ponad mój poziom, ale chciałam zapytać o jedną rzecz. Czy te wiadomości zawsze dotyczą innych ludzi? Bo u mnie czasem jest tak że budzę się z przekonaniem że muszę coś zrobić, ale dla siebie, nie dla kogoś. Czy to też jest wiadomość z tego samego źródła, czy to jest co innego?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i myślę że dotknęłyście czegoś ważnego tym rozróżnieniem na wiadomość dla kogoś i wiadomość dla siebie. U mnie to zawsze jest dla siebie, i zawsze w formie samego uczucia bez słów. Więc może jest cały spektrum tych przekazów, od czystej emocji bez adresata przez emocję z adresatem przez zdanie bez adresata przez zdanie z adresatem. I różni z nas odbieramy różne fragmenty tego spektrum.
