A co, jeśli chodzi o coś prostszego? Może we śnie brakuje nam filtrów, które na jawie mówią nam 'to tylko emocja, to nie zimno'. I wtedy emocja związana z tęsknotą, samotnością, obecnością, przechodzi jako temperatura, bo nie ma nic, co by ją zatrzymało? To by tłumaczyło, dlaczego sypialnia jest normalna, a we śnie jest lodowato.
Ale poczekajcie. Zaczęliśmy od pytania o temperaturę w sensie dosłownym, a teraz mówimy o tęsknocie w klatce piersiowej. Czy nie poszliśmy za daleko od pierwotnego pytania? Bo zimny korytarz we śnie i ciepło od postaci to były chyba bardzo konkretne odczucia, nie tylko metafory.
Realność miejsca, nie tylko temperatura. To jest nowy wątek, który Marsella dopiero teraz wprowadza. Czy to znaczy, że zimno było sygnałem tej realności? Że mózg albo cokolwiek generuje ten sen, zaznacza pewne miejsca lub doświadczenia jako 'bardziej prawdziwe' właśnie przez bodźce fizyczne?
Miałem podobnie. Sen, który był za realny. Byłem w miejscu, którego nie znałem, ale widziałem każdy szczegół cegły, każdą rysę. I było zimno, ale nie martwiłem się tym zimnem, martwiłem się właśnie tym, że to jest zbyt konkretne. Jak Marsella teraz mówi, to sobie przypominam tamto uczucie.
Zastanawiam się, czy te za realne miejsca i temperatura nie idą zawsze razem. Czy ktoś miał sen zbyt realny, ale bez żadnego odczucia temperatury? Bo jeśli one idą razem, to może temperatura jest właśnie tym, co mówi 'to nie jest zwykły sen'.
Rozmarynek trafia w coś ważnego. Może temperatura to nie jest wyjątek, tylko jeden z możliwych sygnałów 'ten sen jest inny'. U jednej osoby to będzie zimno, u innej dotyk, u jeszcze innej zapach. Marsella, czy w tych snach był też jakiś dotyk albo zapach, który pamiętasz?
Wróćmy na chwilę do tego, co Marsella powiedziała o zapachu. Bo to jest ciekawe: korytarz nie miał zapachu, a ciepło miało. Czy to znaczy, że temperatura i zapach są ze sobą jakoś połączone? Że ciepłe doświadczenia we śnie są bogatsze zmysłowo niż zimne?
To jest jeden z tych elementów snu, który pojawia się bardzo często i zawsze mnie zastanawia. Zna się kogoś, kogo się nie zna. Skąd pochodzi to poczucie znajomości, jeśli twarz jest nieznana?
Czytam to wszystko i zastanawiam się, czy temperatura we śnie może być rodzajem komunikatu od tej postaci, a nie od miejsca. Że to nie korytarz był zimny, tylko postać chciała powiedzieć coś przez to zimno.
Ale to nie wyjaśnia, skąd bierze się fizyczne odczucie po przebudzeniu. Bo Marsella pisała na początku, że temperatura w sypialni była normalna. Jeśli to tylko język postaci, to dlaczego ciało nadal to czuje po wyjściu ze snu?
To może być energia. Czakra serca albo dłoni. Słyszałem, że dłonie są bardzo wrażliwe na energię innych i jeśli we śnie ktoś cię dotykał albo był blisko, dłonie mogą to zachować nawet po przebudzeniu. Czy ta postać była blisko twoich rąk?
To odwraca całą naszą rozmowę. Przez chwilę myślałam, że ciepło jest ważniejsze, bo jest przyjemne i wiąże się z postacią. Ale może zimno jest ważniejsze właśnie dlatego, że zostawia ślad w ciele. Że to ono jest tym silniejszym doświadczeniem, nawet jeśli nie jest miłe.
...bo może ciepło jest bardziej naturalne dla ciała i dlatego nie zostawia śladu. Ciało nie zapamiętuje czegoś, co jest w jego normie. Ale zimno jest obce, więc ciało je rejestruje i trzyma nawet po przebudzeniu. Jakby alarm, który jeszcze nie dobrzmiał.
Właśnie, i to mnie nurtuje najbardziej. Nie chodzi o to, dlaczego jedno odczucie zostaje, a drugie nie. Chodzi o to, skąd w ogóle bierze się temperatura. Czy to jest rzeczywiście coś zewnętrznego wobec snu? Bo jak to jest tylko mój mózg, to dlaczego moje dłonie były zimne naprawdę?
Wracam do tego co mówiłem o czakrach dłoni, bo chyba nie wszyscy to rozwinęli. Dłonie mają punkty energetyczne, które są bardzo wrażliwe na kontakt z innymi energiami, nawet na odległość. Jeśli ta postać była w pobliżu i miała jakąś energię, dłonie mogły ją odebrać jak antena. I po przebudzeniu ta energia jeszcze tam była, zanim się rozprowadziła.
Chcę tu wejść z innej strony. W tradycji słowiańskiej zimno w śnie jest często interpretowane jako obecność kogoś z innego planu. Nie koniecznie złego, ale z innego. I to zimno ma być właśnie sygnałem tej inności, nie zagrożenia. Marsella, czy ta postać robiła cokolwiek poza staniem? Czy coś od ciebie chciała?
To co Marsella mówi o kolejności jest ważne. Czy temperatura poprzedzała pojawienie się postaci, czy szła razem z nią? Bo jeśli temperatura była wcześniej, to może postać była już gdzieś tam, zanim ją zobaczyłaś. I ciepło to był jej oddech, tak to sobie wyobrażam.
To co Marsella mówi o zapachu mnie zatrzymało. Zapach bez źródła we śnie to jest coś, o czym rzadko się rozmawia, a może być kluczem. Czy ten zapach był za każdym razem taki sam? I czy kiedykolwiek poczułaś go na jawie, nie we śnie?
Zapach z domu babci. To jest coś. Marsella, czy twoja babcia już nie żyje? Pytam wprost, bo jeśli tak, to całość zaczyna się układać inaczej. Ciepło, kobieca postać, znajome poczucie bliskości, zapach z jej domu.
To naprawdę zmienia perspektywę tej rozmowy. Przez chwilę rozmawialiśmy o temperaturze jako o czymś abstrakcyjnym, a może temperatura jest tutaj bardzo konkretna. Może ciepło we śnie ma twarz i zapach i imię, tylko nie zawsze wiemy jak to odczytać.
Marsella, czy próbowałaś kiedyś zapisać ten sen zaraz po przebudzeniu? Nie interpretować, tylko zapisać. Bo jeśli te sny wracają, to mogą być w nich szczegóły, które razem tworzą coś spójnego, a pojedynczo giną.
Wróćmy na chwilę do temperatury jako takiej, bo mi się zdaje, że za bardzo poszliśmy w stronę konkretnych postaci. Pytanie było o samo czucie ciepła i zimna, niezależnie od tego co je powoduje. Czy ktoś miał silne odczucie temperatury we śnie, za którym nie stała żadna postać, żadna osoba, nic konkretnego? Same uczucie?
To co Trzygłow opisuje z granicą zimna bardzo mi znane z opowieści. Próg, przez który się przechodzi i temperatura się zmienia, to jest często moment przejścia między przestrzenią zwykłą a czymś innym. Pytanie, czy czułeś ten próg fizycznie, w ciele, czy tylko wiedziałeś we śnie, że jest zimno?
Marsella, wracam do twoich notatek. Skoro piszesz o tym co widzisz, a mniej o temperaturze, to czy pamiętasz z którego snu temperatura była najsilniejsza? Nie ten z babcią, ale w ogóle. Może to powie coś o tym, kiedy to odczucie jest intensywniejsze.
Gęste ciepło w ogrodzie i spokój po przebudzeniu. To brzmi zupełnie inaczej niż zimno Trzygłowa. Jakby te dwa odczucia prowadziły do zupełnie innych stanów. Czy ktoś ma hipotezę, dlaczego ciepło w snach częściej łączy się z dobrym samopoczuciem po, a zimno z niepokojem?
Zastanawiam się, czy temperatura we śnie nie jest też związana z tym, w jakiej jesteśmy formie przed zaśnięciem. Jak ktoś jest zmęczony, rozgorączkowany, zestresowany, to może inne odczucia niż jak się idzie spać spokojnie. Marsella, czy pamiętasz, jak się czułaś przed tym snem z ogrodem?
Mnie tu ciekawi jeden wątek, który nie padł wprost. Mówimy o cieple i zimnie jak o biernych odczuciach, których doświadczamy. A czy ktoś miał tak, że sam we śnie generował temperaturę? Że coś dotknął i to coś stało się ciepłe od niego, albo że swoją obecnością coś zmienił?
