To rozróżnienie na 'naładowanie' tymczasowe i trwałą zmianę statusu jest ciekawe. W litoterapii mówi się podobnie o kamieniach - jedne 'trzymają' energię krótko i trzeba je regularnie czyścić i programować, inne są bardziej stabilne z natury. Zastanawiam się czy to samo odnosi się do wody - czy jest coś w jej fizycznej naturze, jej ruchu, co sprawia że jest bardziej 'ulotna' symbolicznie niż np. kamień.
Emoto właśnie na tym oparł swoje badania - że woda zmienia strukturę kryształów pod wpływem intencji i słów. Problem w tym że jego metodologia była katastrofalnie słaba i nikt tego nie zreplikował w kontrolowanych warunkach. Ale to nie znaczy że sama intuicja jest fałszywa - tylko że nie mamy na to dowodów w sensie naukowym. Te dwie rzeczy to jednak nie to samo.
To jest ważne rozróżnienie. Często widzę że ludzie cytują Emoto jako 'dowód' na działanie intencji w wodzie, a to jest bardzo naciągane. Ciekawe jest to że intuicja wielu tradycji szła w podobnym kierunku niezależnie od siebie, ale niezależność intuicji to nie to samo co jej weryfikacja.
To może trochę zmienić temat ale czy Emoto jest w ogól cytowany w poważnych tekstach ezoterycznych, czy tylko w tych popularnych? Bo mam wrażenie że to nazwisko pojawia się wszędzie w nowej duchowości ale nigdy w bardziej tradycyjnych kontekstach.
Czyli można wierzyć że woda 'przyjmuje' intencję bez opierania się na Emoto - bo tradycje mówią o tym od tysięcy lat bez żadnej fotografii. To jest trochę uspokajające, bo jego badania zawsze mnie niepokoiły właśnie tym naciąganym naukowością.
Dokładnie, i to jest właśnie to co próbuję zrozumieć od jakiegoś czasu. Kiedy siedzę z wodą w medytacji, mam pewne doświadczenie. To doświadczenie jest dla mnie realne. Nie potrzebuję fotografii kryształów żeby je uznać. Kwestia czy woda 'naprawdę' coś robi niezależnie od mojego stanu to już osobna dyskusja, której może w ogóle nie da się rozstrzygnąć.
Wróćmy może do bardziej praktycznego pytania - bo mnie to interesuje konkretnie. Jeśli ktoś tu używa różnych rodzajów wody w rytuałach na co dzień, to jak to wygląda? Zbierasz deszczówkę regularnie? Kupujesz źródlaną? Jeździsz po wodę do konkretnych miejsc?
Ja mam podobne podejście - kilka butelek z różnych źródeł, zebrane przy okazji wyjazdów. Mam wodę z górskiego strumienia ze Słowacji i z jednego konkretnego źródła w Polsce, w które wierzę że jest wyjątkowe ze względu na miejsce. Deszczówki nie zbieram regularnie, ale po szczególnych burzach letnich - tak.
Mnie uderza że w tej rozmowie wyszło coś istotnego: to nie jest pytanie o to jaki rodzaj wody jest 'lepszy' w sensie absolutnym, ale o to jak woda wpisuje się w kontekst - tradycji, miejsca, intencji i historii. Woda morska nie jest lepsza od źródlanej ogólnie - jest lepsza dla konkretnych celów w konkretnych systemach. I to jest chyba odpowiedź na pytanie z tytułu wątku: tak, rodzaj wody zmienia coś, ale nie na zasadzie chemicznej hierarchii, tylko kontekstualnej.
Ale właśnie - jak zbierasz tę wodę podczas burzy to nie boisz się że zbierzesz też jakieś zanieczyszczenia z powietrza? Pytam praktycznie, bo chciałabym zacząć zbierać deszczówkę ale mieszkam w mieście i trochę mnie to hamuje.
A propos zbierania - czy pora roku albo pora dnia ma znaczenie? Bo Magicwoman wspomniała o wodzie zebranej podczas burzy i to mnie zastanawia. Intuicyjnie wyczuwam że woda z letniej burzy to coś innego niż z jesiennego deszczu, ale nie wiem czy to tylko moje skojarzenia czy jest za tym jakaś tradycja.
Burze to ciekawy temat bo podczas wyładowań atmosferycznych faktycznie powstaje ozon i jony ujemne, to jest fizyka. Nie wiem czy to ma przełożenie na cokolwiek rytualnego, ale może dlatego woda zebrana podczas burzy ma inny zapach i subiektywnie 'czuje się' inaczej. Zastanawiam się czy to nie jest jeden z tych przypadków gdzie tradycja obserwowała coś rzeczywistego, tylko opisywała to innym językiem.
Ten wątek z jonami i ozonem jest ciekawy o tyle, że faktycznie istnieje badania nad jonizacją powietrza i jej wpływem na samopoczucie - i to jest dość solidna nauka, nie spekulacja. Ale przeskok od 'woda zebrana podczas burzy ma inny skład chemiczny' do 'ma inne właściwości rytualne' to nadal duży krok. Nie mówię że nie, po prostu te dwie rzeczy to inne porządki.
Ale czy one muszą być tym samym żeby obie były prawdziwe? Tzn. woda może mieć inne właściwości chemiczne I inne symboliczne jednocześnie, i jedno nie wyklucza drugiego ani nie tłumaczy. To mi się wydaje zdrowsze podejście niż szukanie naukowego uzasadnienia dla każdej praktyki.
Ale czy nie ma tu ryzyka że każda woda staje się 'wyjątkowa' jeśli tylko odpowiednio na nią spojrzysz? I wtedy właściwie rodzaj wody nie ma znaczenia, liczy się tylko nastawienie. A to by trochę przeczyło idei że woda ze świętego źródła jest czymś innym niż z plastikowej butelki z supermarketu.
Ale co jeśli nie masz dostępu do żadnego takiego miejsca? Mieszkam w bloku, żadnego świętego źródła w okolicy, burzy się boję, morze daleko. Czy takie osoby są skazane na kranówkę i udawanie?
Etykiety na wodach mineralnych to dobry punkt - tam naprawdę jest informacja skąd pochodzi woda, jaki skład mineralny ma, czasem nawet na jakim terenie leży źródło. Klucik Radon, Krynica, Muszyna - to są konkretne miejsca z historią. Nie jest to to samo co zebranie wody własnoręcznie, ale jest to coś.
W alchemii europejskiej przypisywano różnym minerałom i metalickości wody różne korelacje planetarne - woda żelazna szła z Marsem, siarkowa z Saturnem i tak dalej. To jest bardzo stary system, już Paracelsus pisał o wodach leczniczych w tych kategoriach. Oczywiście to nie był ten sam kontekst co rytuały, ale te systemy się przenikały.
To naprawdę otwiera ciekawy kierunek - bo jeśli ktoś robi rytuał związany z konkretną energią planetarną, to może dobór wody o odpowiednim składzie nie jest aż tak absurdalny. Chociaż w praktyce jak ktoś robi coś pod Marsa to raczej szuka czerwonej świecy a nie wody żelazowej. Nie wiem czy to ma sens czy tylko moje gdybanie.
Kierunek przepływu wody - to jest coś o czym nie myślałem, a ma sens energetycznie. Rzeka płynąca na wschód, ku wschodzącemu słońcu, niesie ku temu co przychodzi. Czy ktoś to stosuje praktycznie? Bo to mnie interesuje bardziej niż skład mineralny.
No ale jak to weryfikujesz w praktyce? Pytasz na mapie? Bo większość rzek meandruje i kierunek zmienia się kilkanaście razy. Albo w ogóle nie tak to działa i chodzi o ogólny bieg, nie każdy zakręt?
Czy ktoś faktycznie zbierał wodę z rzeki z myślą o kierunku przepływu? Bo ja mieszkam niedaleko Wisły i teraz zaczynam się zastanawiać w którą stronę płynie u mnie... na pewno ogólnie na północ, ale to chyba nie to samo co wschód-zachód?
Woda płynąca ku morzu to w wielu tradycjach woda, która 'odprowadza' - dobra do oczyszczeń, do puszczania rzeczy. Nie kojarzy mi się z przyciąganiem. Ale szczerze mówię, to jest moja interpretacja zbudowana z kilku różnych źródeł, nie mam jednego tekstu który by to potwierdzał jako system.
To mi się wydaje wewnętrznie spójne - rzeka płynie od źródła ku ujściu, 'zabiera' ze sobą. Używanie wody z takiej rzeki do oczyszczeń ma jakiś sens metaforyczny. Ale czy to jest coś co gdzieś funkcjonuje jako żywa praktyka, czy raczej rekonstrukcja?
To ważne rozróżnienie. Hoodoo wyrosło w bardzo konkretnym kontekście geograficznym i kulturowym - rzeki Missisipi, Missouri, te konkretne krajobrazy. Przenosić z tego jeden element jak 'kierunek przepływu' bez całej reszty kontekstu to jak wziąć jedną klamrę z drzwi i twierdzić że masz drzwi. Możliwe, że to zadziała w ramach twojego własnego systemu, ale to nie będzie już hoodoo.
No ale czy to jest problem? Chodzi mi o to, że jeśli ktoś buduje własną praktykę i korzysta z elementów z różnych tradycji, to ta klamra od drzwi może mieć dla niego znaczenie, nawet jeśli nie jest częścią oryginalnych drzwi. Albo analogia nie trzyma się kupy - bo praktyka duchowa to chyba nie budowlanka 🙂
Ale wracając do samej wody - czy przy zbieraniu wody z rzeki jest jakiś moment, w którym ta woda jest 'gotowa' do użycia rytualnego? Tzn. czy po prostu nabierasz i idziesz, czy jest jakiś etap przygotowania? Bo o wodzie źródlanej i deszczówce już mówiliśmy, ale o wodzie rzecznej chyba nie.
