Forum

Asystent AI
Rytuały podczas cho...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały podczas choroby - czy warto je wykonywać gdy się czuje słabo

Strona 1 / 5

Wpisy: 591
Rozpoczynający temat
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Mam pytanie, bo ostatnio mnie to trochę nurtuje. Czy wy w ogóle wykonujecie rytuały kiedy jesteście chorzy? Mam na myśli takie normalne rzeczy - przeziębienie, grypa, coś, co kładzie człowieka do łóżka na kilka dni. Bo z jednej strony słyszałam różne opinie, że chory organizm ma inną energię, zaburzoną, i że rytuał wykonany w takim stanie może nie działać tak jak powinien albo wręcz odwrócić intencję. Z drugiej strony sama kilka razy robiłam coś prostego, choćby zapalenie świecy z konkretną intencją, i nie zauważyłam żeby coś poszło nie tak. Zastanawiam się czy to kwestia rodzaju rytuału, czy może stanu, w jakim się jest. Macie jakieś doświadczenia z tym?


Odpowiedz
281 odpowiedzi
Wpisy: 415
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

To zależy co rozumiesz przez 'rytuał'. Jeżeli mówimy o skomplikowanych rzeczach wymagających długiego skupienia i precyzyjnej pracy energetycznej, to chory organizm naprawdę może wszystko popsuć, bo po prostu nie masz zasobów. Nie chodzi nawet o to, że 'energia jest zła' - chodzi o to, że skupienie, intencja, obecność umysłu to wszystko spada kiedy masz gorączkę albo ledwo możesz oddychać. Ale proste rzeczy? Świeczka, zioła, coś co robiłaś setki razy i masz to w mięśniach? To inna para kaloszy. Sama miałam raz stan, gdzie byłam porządnie chora i wykonałam coś bardzo prostego, bardziej z przyzwyczajenia i potrzeby rytuału niż z kalkulacji. I szczerze - poczułam się po tym spokojniej. Nie mówię, że to magia wyleczyła, ale coś zadziałało na poziomie psychicznym.


Odpowiedz
Wpisy: 1124
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Znam trochę podejście różnych tradycji do tego tematu i nie ma jednej odpowiedzi. W niektórych systemach choroba jest traktowana jako stan przejścia, liminalny, i właśnie wtedy zasłona jest cieńsza - co mogłoby sugerować, że rytuały mogą działać intensywniej, nie słabiej. Ale to wymaga świadomego podejścia, a nie działania na autopilocie. Z kolei w innych tradycjach - i to jest logiczne z czysto praktycznego punktu widzenia - chory ma się przede wszystkim leczyć, a rytuały zostawić na kiedy wróci do sił. Ciekawe, że ten temat w ogóle tu wylądował, bo ja sam się nad tym zastanawiałem gdy ostatnio byłem wyłączony przez angina.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 591

@Froen o, to ciekawe co piszesz o tym liminalnym stanie. Słyszałam o tym w kontekście np. snów podczas gorączki, że mają być bardziej wyraziste i znaczące, ale nie myślałam o tym w kontekście rytuałów. Masz jakieś źródło albo tradycję konkretną na myśli? Bo to brzmi jakbyś mówił o czymś bardziej przemyślanym niż ludowe 'nie rób rytuałów jak jesteś chory'.


Odpowiedz
Wpisy: 652
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Jeżeli chodzi o runy, to znam jedno podejście które mnie osobiście do tej pory trzyma - choroba to czas Hagalaz, czy chcemy czy nie. Coś się kruszy, przechodzi przez rozpad. I w tej optyce praca z runami podczas choroby ma sens, ale tylko jeśli idziesz z tym przepływem, a nie próbujesz robić coś produktywnego i twórczego. Bleistift odłożyć, nie tworzyć nowych talizmanów, nie aktywować czegoś nowego. Ale praca z tym co już masz, z czymś co już jest nastawione na ochronę albo regenerację - czemu nie. Sama raz przy dużym przeziębieniu robiłam bardzo prostą pracę z Sowulo jako focus na siły witalne i nie czułam żeby to było złym pomysłem. Natomiast rozumiem też logikę że chory mózg to nie jest stan optymalny do precyzyjnej pracy.


Odpowiedz
Wpisy: 237
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

Z perspektywy czakr - i mówię to bez owijania w bawełnę - podczas choroby czakra splotarna i gardłowa są zazwyczaj w nieładzie, zależnie od tego co dolega. Próba robienia rytuałów wymagających otwierania kanałów energetycznych w takim stanie jest jak próba naprawiania elektryki w czasie gdy prąd szaleje. Możesz, ale po co ryzykować. Medytacja to inna sprawa, bo to nie jest przepychanie energii, tylko obserwacja. Ale rytuały w klasycznym rozumieniu, gdzie coś aktywnie przeprowadzasz - odradzam podczas ostrego stanu choroby.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@rysiek82)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 219

@Henio a co z noszeniem kamieni podczas choroby? Bo to też jest coś w rodzaju pracy energetycznej, tylko pasywnej. Mam ametyst i czarny turmalin, których używam regularnie. Zastanawiam się czy powinienem je odkładać kiedy jestem chory, czy to zupełnie inny przypadek.


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Rysiek82 kamienie to chyba spokojnie można nosić, bo to nie ty wykonujesz pracę, tylko one są obecne. Ale zależy też jaki kamień i jaka choroba. Ametyst jest dość łagodny, gardłowy, dobry na stany gorączkowe według różnych źródeł. Czarny turmalin to ochrona i uziemienie - to akurat podczas choroby ma sens, bo ciało i tak traci równowagę. Nie słyszałam żeby ktoś miał problem z noszeniem kamieni podczas choroby, w przeciwieństwie do aktywnych rytuałów.


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

A mogę zapytać głupie pytanie, bo ja nie za bardzo to rozumiem - co konkretnie znaczy 'aktywny rytuał' a co jest 'pasywne'? Czyli palenie świecy to aktywne czy pasywne? Modlitwa to aktywna? Bo trochę się gubię w tych podziałach.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 591

@Genek74 to nie jest głupie pytanie, tylko naprawdę nie ma jednej definicji. Ja to rozumiem tak: aktywne to kiedy ty kierujesz energią, skupiasz intencję na konkretnym efekcie, coś przeprowadzasz przez siebie. Pasywne to kiedy coś działa niezależnie od twojego stanu - kamień leży, zioła się palą jako ochrona przestrzeni, świeca gore żeby utrzymać przestrzeń, a nie dlatego że ty coś przepychasz przez siebie w tej chwili. Chociaż granica jest płynna i pewnie każdy ma trochę inne rozumienie tego.


Odpowiedz
Wpisy: 1124
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Żeby odpowiedzieć na wcześniejsze pytanie o tradycje - miałem na myśli głównie szamanistyczne podejście do choroby, gdzie przez wieki uważano, że część chorób to właśnie wynik podróży duszy, jej zagubienia albo konfliktu na poziomie niewidzialnym. W takim ujęciu chory nie jest 'wyłączony' z praktyki, jest w samym centrum jej konieczności. To nie jest oczywiście powód żeby chory człowiek robił skomplikowane rzeczy na własną rękę, ale zmienia perspektywę z 'nie rob nic' na 'rób, ale inaczej'. Tyle że to wymaga znajomości siebie i własnej praktyki. Ktoś bez doświadczenia może sobie zrobić krzywdę nie dlatego że choroba i energia to kiepskie połączenie, ale dlatego że nie ma kontroli.


Odpowiedz
Wpisy: 652
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

No i tu jest właśnie sedno. Froen dobrze mówi. Problem nie jest z samym rytuałem podczas choroby, problem jest z brakiem rozeznania co się robi. Osoba która pracuje regularnie czuje kiedy ma zasoby a kiedy nie. Osoba która dopiero zaczyna i jest chora - naprawdę powinna odpuścić, bo nie ma jeszcze tego wewnętrznego kompasu. To nie jest kwestia zasady ogólnej, tylko samoświadomości.


Odpowiedz
Wpisy: 339
(@jadzia85)
Połączone: 4 miesiące temu

Czytam to wszystko i mam pytanie praktyczne - a co z rytuałami ochronnymi? Chodzi mi o to, że jeśli jesteś chory, to właśnie wtedy jesteś bardziej podatny na różne wpływy. Czy robienie np. kręgu ochronnego albo czegoś prostego do ochrony przestrzeni podczas choroby to dobry pomysł, czy też lepiej zostawić? Bo intuicyjnie czuję że właśnie wtedy bym chciała mieć jakąś ochronę, ale nie wiem czy to ma sens.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 237

@Jadzia85 ochrona przestrzeni to coś innego niż ochrona siebie. Jeśli masz już ustawioną przestrzeń, działającą, to niech stoi. Natomiast tworzenie nowego kręgu podczas ostrego stanu chorobowego gdy masz gorączkę, to rzeczywiście może być kwestia dyskusyjna - bo krąg wymaga precyzji intencji. Z tego co znam i stosuję, w takich momentach lepszy jest coś bardzo prostego i ugruntowanego - sól wzdłuż progu, turmalin przy łóżku, coś co działa bez twojego aktywnego zaangażowania w danej chwili.


Odpowiedz
Wpisy: 104
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Zgadzam się z tym co Henio mówi o przestrzeni, ale chcę dodać jedną rzecz której nikt nie poruszył. Rytuał ma też funkcję psychologiczną i to jest może oczywiste, ale ważne szczególnie podczas choroby. Leżysz, jesteś bezsilna, boli cię, nie masz kontroli nad własnym ciałem. Zrobienie czegoś prostego, nawet symbolicznego, daje poczucie sprawczości i porządku. To nie jest magia w sensie dosłownym, ale jest częścią zdrowienia. Znam to z własnego doświadczenia - kiedy byłam porządnie chora, zrobiłam coś bardzo małego i poczułam się jak człowiek, nie jak mokra szmata. I to wystarczyło.


Odpowiedz
Wpisy: 197
(@sugilitka51)
Połączone: 1 rok temu

To co Zaklinaczka napisała jest ważne i mam wrażenie że często się to pomija w dyskusjach o rytuałach. Że to nie jest tylko technika, ale też coś co porządkuje nas od środka. Ale mam pytanie do tych którzy mówią o zaburzonych energiach podczas choroby - czy to znaczy, że intencja też jest zaburzona? Czyli nawet jeśli wiem czego chcę, to chory mózg produkuje inną intencję niż zdrowy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 591

@Sugilitka51 to jest naprawdę dobre pytanie i sama nie wiem czy mam na nie odpowiedź. Intuicyjnie powiedziałabym że tak - kiedy mam gorączkę, moje myśli są inne, moje emocje są inne, nawet sposób w jaki postrzegam sprawy jest zmieniony. Więc intencja też pewnie jest inna niż w normalnym stanie. Ale czy to znaczy że jest zła albo nieskuteczna? Nie wiem. Może jest po prostu bardziej surowa, mniej kontrolowana, mniej ucyfryzowana przez racjonalny umysł. I to może być i dobre i złe zależnie od kontekstu.


Odpowiedz
Wpisy: 415
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Gorączka powyżej 38 stopni to jest stan w którym naprawdę polecam odpuścić cokolwiek wymagającego. Byłam świadkiem jak ktoś próbował robić rytuał przy wysokiej gorączce i to był po prostu majestat chaosu - zapomniała słów, pomieszała kolejność, skończyła to coś z poczuciem że nic nie wyszło i jeszcze się martwiła przez kilka dni czy coś odwróciła. Po co to komuś. Przy lekkim przeziębieniu to inna historia, ale przy prawdziwej chorobie - odpoczynek to też jest forma pracy ze sobą.


Odpowiedz
Wpisy: 1124
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Jest jeszcze jeden kąt który mi się nasuwa - rytuały związane z samym procesem zdrowienia. W wielu tradycjach medycyny ludowej i magii ziołowej choroba nie była czymś od czego się odsuwało, tylko czymś co się aktywnie przepracowywało. Zioła, kąpiele, konkretne gesty, śpiewy. To były rytuały i to właśnie podczas choroby, nie mimo niej. Pytanie tylko czy my we współczesnym kontekście mamy dostęp do tej wiedzy w wystarczającym stopniu żeby to robić bezpiecznie. Bo to nie były rytuały improwizowane, tylko mocno zakorzenione w tradycji.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Froen tak, i to jest coś o czym naprawdę rzadko się mówi. Te stare praktyki lecznicze były rytualem i medycyną jednocześnie, nie były od siebie oddzielone. Kobieta robiąca napar z ziół z konkretną intencją i wypowiadając przy tym coś - to nie była chemia osobno i magia osobno. Też myślę, że ten podział który my teraz mamy w głowach, między 'robieniem rytuału' a 'leczeniem się', jest stosunkowo nowy i trochę sztuczny. Ale żeby wejść w to stare rozumienie, to naprawdę trzeba mieć grunt pod nogami, znać tradycję. Nie można po prostu wziąć byle czego i powiedzieć 'mój rytuał zdrowia'.


Odpowiedz
(@jadzia85)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 339

@Berkana to jest właśnie coś, o czym myślę od kiedy zaczęłam czytać ten wątek. Że to rozdzielenie zioła od intencji, chemii od rytuału, to jest dość nowe zjawisko. Moja babcia robiła napary i coś przy tym mówiła, szeptała, ale nikt w domu nie traktował tego jako magii - to było po prostu leczenie. Czy myślisz że to ważne, żeby te dwa elementy były razem, czy można je rozdzielić i oba nadal działają?


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1124

@Jadzia85 to pytanie o rozdzielenie jest bardzo dobre, ale myślę że zależy o jakim poziomie działania mówimy. Zioło działa na poziomie fizycznym bez intencji. Ale rytuał otaczający przygotowanie - zbieranie, suszenie, parzenie z konkretnym nastawieniem - mógł wpływać na coś innego. Niekoniecznie na skład chemiczny, ale na to jak osoba chora przyjmuje pomoc. Czy ją odrzuca czy się otwiera.


Odpowiedz
Wpisy: 104
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mam wrażenie że to pytanie o rozdzielenie zioła od intencji to jest jedno z ważniejszych pytań w tej dyskusji. Bo z jednej strony mamy wiedzę ziołoleczniczą, która działa niezależnie od intencji - naparstnicy nie musisz życzyć nic, żeby zrobiła swoje. Z drugiej strony ta stara baba co szeptała nad naparem, ona nie myślała że uprawia magię. To było dla niej jedno.


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy o ziołach i babciach i trochę mi się coś kręci po głowie. Moja babcia też szeptała przy robieniu różnych rzeczy, ale traktowałem to jako przyzwyczajenie starszej osoby. Teraz zastanawiam się czy ona miała jakiś system, czy to był odruch. Czy ktoś wie jak to odróżnić - kiedy szeptanie przy robocie jest rytuałem a kiedy po prostu nawykiem bez znaczenia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Genek74 szczerze? Czasem granica jest płynna i może nie jest tak ważna jak myślisz. Babcia która przez całe życie szepcze przy naparze z miętą - nawet jeśli zaczęła od nawyku, to po latach ten nawyk ma w sobie pewną wagę. Coś inaczej naładowanego niż robienie tego samego milczkiem. Ale to moje zdanie, nie twierdzę że mam tu pewność.


Odpowiedz
Wpisy: 591
Rozpoczynający temat
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Chcę wrócić do tego co Froen napisał o otwieraniu się osoby chorej. Bo to mnie trochę uderzyło. Robiłam ostatnio coś prostego podczas infekcji - po prostu kilka minut siedzenia przy świecy z herbatą, żadnych skomplikowanych słów. I faktycznie czułam że to nie jest samo leżenie i czekanie aż minie. Byłam w tym aktywna, nawet jeśli minimalistycznie. Może o to właśnie chodzi?


Odpowiedz
Wpisy: 237
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

To co Celestyna opisuje to jest coś co w kontekście medycyny integracyjnej określa się jako poczucie sprawczości podczas choroby. I to ma znaczenie kliniczne - pacjenci którzy mają jakiś rytuał, coś co robią aktywnie, a nie tylko czekają, często lepiej znoszą proces chorobowy. Nie mówię że to magia zastępuje leczenie, ale ten element - że coś robię, nie jestem bezsilny - jest realny.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sugilitka51)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 197

@Henio i to jest chyba odpowiedź na pytanie z tytułu wątku, prawda? Że nie chodzi o to czy rytuał działa w sensie metafizycznym, kiedy jesteś chory. Chodzi o to że może ci pomagać na poziomie który jest mierzalny i który ma znaczenie. Ale zastanawiam się - czy to nie upraszcza całej sprawy do psychologii? Bo część osób tutaj mówi o czymś więcej niż o poczuciu sprawczości.


Odpowiedz
Wpisy: 415
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Nie upraszcza, bo te dwie rzeczy nie są sprzeczne. Rytuał może działać na poziomie psychologicznym i jednocześnie na poziomie energetycznym. To nie jest albo-albo. Problem zaczyna się kiedy ktoś pyta: udowodnij mi poziom energetyczny. Wtedy rozmowa się sypie. Ale w praktyce, podczas choroby, ja nie siedzę i nie analizuję co z czego wynika. Po prostu czuję że coś pomaga.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@rysiek82)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 219

@Malwinia a masz jakiś konkretny rytuał który robisz podczas choroby? Pytam wprost bo cały czas słyszymy o podejściach i teoriach, a jestem ciekaw co ludzie faktycznie robią. Ja ostatnio jak byłem przeziębiony to trzymałem przy łóżku ametyst i to mi wystarczyło, ale zastanawiam się czy to jest za mało.


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Rysiek82 mam kilka rzeczy które robiłam w różnych momentach i nie zawsze te same. Raz to była po prostu kąpiel z solą i jakimś olejkiem przy specyficznym nastawieniu - nie relaksacyjna, tylko taka z wyraźną intencją oczyszczenia. Raz to było zapalenie świecy każdego wieczoru przez kilka dni i siedzenie kilka minut. Raz tylko kamień i cisza. Zależy jak mi było i co miałam siłę zrobić. Nie ma jednej odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 339
(@jadzia85)
Połączone: 4 miesiące temu

A co z afirmacjami podczas choroby? Czy to się kwalifikuje jako rytuał, czy to coś innego? Pytam bo ja czasem mówię sobie w kółko jakieś zdanie gdy mi źle, ale nie wiem czy to jest praca z intencją czy po prostu próba uspokojenia głowy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 104

@Jadzia85 myślę że afirmacja staje się częścią rytuału kiedy jest osadzona w jakimś kontekście - powtarzana o tej samej porze, przy tym samym działaniu, z podobnym nastawieniem. Sama afirmacja mówiona na oślep jest bardziej autoperswazją. Ale to nie znaczy że jedno jest lepsze od drugiego. Podczas choroby autoperswazja może być zupełnie wystarczającym i sensownym działaniem.


Odpowiedz
Wpisy: 591
Rozpoczynający temat
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Chcę dopytać Berkany o coś, bo wspomniałaś wcześniej o Hagalaz i przechodzeniu przez rozpad. Czy to oznacza że w tym podejściu runologicznym choroba jest traktowana jako coś pożytecznego, przez co trzeba przejść, czy tylko jako neutralny stan liminalny? Bo to by bardzo zmieniało to jak podchodzisz do rytuałów w tym czasie.


Odpowiedz
Wpisy: 652
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Nie pożytecznego z definicji, ale... nieprzypadkowego. W tym sensie że Hagalaz to nie jest kara ani nagroda, to jest destrukcja która toruje drogę dla czegoś innego. Grad niszczy plony, ale też nawadnia glebę. Choroba w tym ujęciu bywa takim gradem. Czy to coś pożytecznego? Zależy co po niej rośnie. Dlatego praca runologiczna podczas choroby, jeśli już, to nie 'wylecz mnie szybko', tylko 'co tu się dzieje i dokąd to zmierza'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1124

@Berkana to jest ważne rozróżnienie. Bo widzę że wiele osób które pytają o rytuały podczas choroby, ma na myśli: jak przyspieszyć zdrowienie. A to co opisujesz to jest zupełnie inny cel - rozumienie, świadome towarzyszenie procesowi. I to drugie jest chyba łatwiejsze do zrobienia kiedy jest się słabym, bo nie wymaga dużo energii.


Odpowiedz
Wpisy: 237
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

Jedno i drugie ma sens, ale rzeczywiście w innych sytuacjach. Jeśli masz ostrą infekcję bakteryjną, to rozumienie procesu jest może cenne, ale priorytetem jest antybiotyk. Rytuał towarzyszący może być obok. Jeśli masz coś przewlekłego, długotrwałego, gdzie medycyna mówi 'żyj z tym' - tam to świadome towarzyszenie nabiera innego wymiaru. Trochę inaczej podchodzi się do tych dwóch stanów.


Odpowiedz
Wpisy: 197
(@sugilitka51)
Połączone: 1 rok temu

To co Henio mówi o chorobach przewlekłych to jest ważne i mało poruszane. Znam kogoś kto ma chorobę autoimmunologiczną od lat i wypracował sobie własne mini-rytuały wokół dni zaostrzeń. Mówi że to nie jest leczenie, ale daje mu poczucie że nie jest kompletnie zdany na los. Nie wiem co dokładnie robi, ale mówi że to mu pomaga jakoś normalniej funkcjonować. Czy ktoś ma podobne doświadczenia z czymś długotrwałym?


Odpowiedz
Wpisy: 233
(@astaria_59)
Połączone: 12 miesięcy temu

Czytam ten wątek od dłuższego czasu i dopiero teraz coś mnie pociągnęło żeby napisać. Ten temat o chorobach przewlekłych i rytuałach jest dla mnie bliski. W numerologii patrzy się na cykle i kryzysy zdrowotne często przypadają na konkretne lata osobiste. Jeśli ktoś wie że jest w trudnym roku - dziewiątce albo innym przejściowym roku - to choroba przewlekła może być wpisana w większy wzorzec. I wtedy rytuał ma inne znaczenie, bo nie walczysz z falą, tylko uczysz się jak przy niej nie utonąć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Astaria_59 a da się jakoś sprawdzić samemu co to za rok osobisty? Pytam serio bo nigdy nie kombinowałem z numerologią, ale to co piszesz ma jakiś sens. Że jeśli coś jest częścią większego cyklu to może nie ma sensu walczyć z całą siłą tylko inaczej to rozegrać.


Odpowiedz
Wpisy: 233
(@astaria_59)
Połączone: 12 miesięcy temu

Genek, rok osobisty oblicza się dodając cyfrę dnia urodzenia, cyfrę miesiąca urodzenia i cyfrę aktualnego roku kalendarzowego, a potem redukując do jednej cyfry. Jeśli urodzony 15 marca, to 1+5+3+2+0+2+5 = 18, 1+8 = 9. Dziewiątka to rok zamknięcia cyklu, często z towarzyszącymi mu kryzysami i chorobami. Ale żeby wiedzieć co z tym zrobić, trzeba wiedzieć jaki jest kontekst całego cyklu od jedynki. Jeden rok to za mało żeby oceniać.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Astaria_59 dzięki, sprawdzę. Ale mam pytanie - i chyba trochę naiwne - czy jeśli wychodzi mi rok który jest 'trudny' to w ogóle jest sens robić jakieś rytuały, czy lepiej po prostu przeczekać? Bo z tego co piszesz wynika że i tak pewnych rzeczy nie da się ominąć.


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1124

@Genek74 to jest bardzo ciekawe pytanie i wcale nie naiwne. Znam osoby które mają podobne podejście do tarota - jeśli ciągną trudną kartę to traktują ją jako wyrok. A przecież ani karta ani rok osobisty nie mówi co zrobisz z sytuacją, tylko że taka sytuacja jest prawdopodobna. Rytuał w trudnym czasie może być właśnie tym - świadomą odpowiedzią na warunki, a nie próbą ich unieważnienia.


Odpowiedz
(@astaria_59)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 233

@Genek74 nie ma czegoś takiego jak przeczekanie cyklu, bo cykl i tak trwa. Pytanie jest inne - czy idziesz przez niego świadomie czy nie. Rytuały w trudnym roku osobistym często służą temu żeby mieć jakiś punkt zakotwiczenia, nie temu żeby zmienić co numerologia pokazuje. Przynajmniej tak to widzę.


Odpowiedz
Wpisy: 591
Rozpoczynający temat
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Ale tu właśnie jest coś co mnie trochę kłuje od dłuższego czasu w tej rozmowie. Czy rytuał jako 'punkt zakotwiczenia' to nie jest przypadkiem to samo co rytuał jako poczucie sprawczości, o którym Henio mówił? Innymi słowy - czy nie okrążamy tego samego, tylko innymi słowami z różnych tradycji?


Odpowiedz
Wpisy: 237
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

Niekoniecznie. Punkt zakotwiczenia to coś bardziej biernego - mam się do czego odwołać. Poczucie sprawczości to coś aktywnego - robię coś i to ma wpływ. W praktyce mogą wyglądać podobnie, ale intencja jest różna. I ta różnica może mieć znaczenie dla efektu, bo nastawienie przed rytuałem jest chyba równie ważne jak sam rytuał.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Henio a jak według ciebie wygląda to nastawienie kiedy jest się naprawdę słabym fizycznie? Bo rozmawiamy dużo o intencji, ale infekcja potrafi tak zmęczyć że skupienie się na czymkolwiek jest wysiłkiem. Czy wtedy rytuał który wymaga aktywnej uwagi ma w ogóle sens, czy może lepiej jest sięgnąć po coś prostszego?


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Berkana właśnie to jest moment kiedy forma rytuału naprawdę ma znaczenie. Jak mi jest bardzo źle, to nie jestem w stanie nic konstruować w głowie. Wtedy sięgam po coś co już znam na pamięć, coś co działa automatycznie, właśnie dlatego że robiłam to wielokrotnie wcześniej. Nowe rytuały podczas ostrego złego stanu to dla mnie zły pomysł - za dużo energii na orientowanie się w czymś nieznanym.


Odpowiedz
Strona 1 / 5
Udostępnij: