Właśnie ta rozmowa pokazuje mi jedną rzecz - że mamy tendencję do oceniania wody samej w sobie, a może ważniejsze jest całe zdarzenie: kto zbierał, kiedy, jak, z jakim nastawieniem. Woda jest wtedy nośnikiem tego zdarzenia, nie bytem z właściwościami niezależnymi od kontekstu. Czy ktoś się z tym nie zgadza?
To może nie jest sprzeczność - zdarzenie zbierania jest ważne, ale materiał też ma swoje właściwości wyjściowe. Jak z ziołami - możesz je zbierać z modlitwą i skupieniem, ale jeśli zbierzesz nie tę roślinę co trzeba, to herbata i tak nie zadziała.
I wracamy do początku - czy te różnice chemiczne to jest to o czym mówimy, kiedy mówimy o 'rodzaju wody' w rytuale. Skład mineralny to jedna warstwa. Historia miejsca to druga. Pora i warunki zbioru trzecia. Intencja czwarta. Większość dyskusji na tym wątku kręci się wokół jednej z tych warstw na raz, a pewnie wszystkie działają razem albo żadna.
Chalcedonka, dobrze że to powiedziałaś wprost, bo mi się wydawało że gdzieś w połowie wątku zaczęliśmy mówić o zupełnie różnych rzeczach udając że mówimy o tym samym. Ta 'historia miejsca' jako warstwa odrębna od składu mineralnego - to mnie interesuje najbardziej. Czy to jest coś co można sprawdzić, zweryfikować, czy to zawsze będzie tylko subiektywne wrażenie osoby pracującej z tą wodą?
To co Pranava mówi o zabraniu wody - to jest właśnie to co mnie zawsze zastanawiało przy całej tej dyskusji o źródłach i historii miejsca. Bo większość z nas i tak pracuje z wodą już w domu, nie przy samym źródle. Czy ona coś 'traci' w transporcie, czy niesie ze sobą kontekst miejsca bez względu na odległość? I czy w ogóle ma to znaczenie jeśli ktoś nie wie skąd pochodzi dana woda - czy efekt i tak wystąpi, czy trzeba mieć świadomość jej historii żeby cokolwiek z tego wynikło?
