A jak oczyszczasz wodę energetycznie? Bo fizyczne filtrowanie rozumiem, ale o energetycznym nie słyszałam za bardzo. Solą? Wystawianiem na słońce?
Ciekawi mnie kwestia soli - bo sól fizycznie zmienia skład wody, to jest chemia. Ale w kontekście energetycznym chodzi chyba o coś innego. Tylko że jeśli zakładamy że właściwości fizyczne mają znaczenie, to dodanie soli to zmiana tych właściwości, nie tylko oczyszczenie.
Sól w tradycjach europejskich - i nie tylko - była substancją ochronną ze względu na swoje właściwości konserwujące. Rzeczy które się nie psują, nie gniją, były postrzegane jako 'czyste' i odporne na działanie złego. To się przełożyło na użycie soli do oczyszczeń. Ale masz rację, Latawiec, że dodanie soli do wody to tworzenie solanki, a nie 'oczyszczona woda'.
Może dlatego w niektórych praktykach mówi się o wodzie PRZEMYTEJ solą, a nie wodzie z solą? Tzn. wlewasz wodę do naczynia z solą, zostawiasz na chwilę, potem przelewasz, a sól zostaje? Nie wiem czy to jest gdzieś skodyfikowane czy sama do tego doszłam...
Czyli jednak intencja i sposób użycia są ważniejsze niż sam skład końcowy? Bo jeśli woda przemyta solą zachowuje swoje właściwości jako woda, a tylko 'przeszła przez' oczyszczające medium, to z powrotem jesteśmy przy pytaniu czy rodzaj wody naprawdę zmienia cokolwiek, skoro można każdą wodę przetworzyć.
Myślę że to pytanie jest trochę fałszywie postawione - jakby chodziło o jedno albo drugie. Zarówno właściwości wody jak i intencja i kontekst mogą mieć znaczenie, i wzajemnie na siebie wpływają. Woda ze świętego źródła niesiona z intencją działa inaczej niż ta sama woda wzięta przypadkowo. I kranówka z intencją działa inaczej niż kranówka bez. To nie jest zero-jedynkowe.
Ale czy to nie prowadzi do konkluzji, że intencja jest tym co naprawdę zmienia, a woda jest tylko nośnikiem? I wtedy z powrotem pytanie Joasieńki sprzed kilku postów wraca - czy każda woda może być tym nośnikiem tak samo dobrze?
Wracając do tego co Chalcedonka pisała wcześniej o intencji i właściwościach razem - mam wrażenie, że w praktyce rzadko kiedy to rozdzielamy. Kiedy idę po wodę do konkretnego źródła, to sama droga, samo przejście przez las, jest już częścią intencji. Nie wiem czy to ma sens poza moją głową.
To co pisze Wrotycz jest faktycznie spotykane w różnych tradycjach. W folklorze europejskim zbieranie wody przed wschodem słońca, w milczeniu, bez odwracania się - to nie były wymogi czysto praktyczne. Cisza i skupienie zmieniały nastawienie zbierającego, co wpływało na sam akt. Woda i zbierający tworzyli jakby jeden kontekst.
A jeśłi nie masz dostępu do żadnego naturalnego źrodła, żadnej rzeki, nic? Bo ja mieszkam w bloku w centrum miasta i tą całą wodę naturalną mam dosłownie z kranu. Czy to od razu dyskwalifikuje mnie z używania wody w rytuałach?
Woda kranowa to ciekawy temat, bo technicznie często pochodzi z naturalnych zbiorników czy rzek, po prostu przeszła przez uzdatnianie. Pytanie co to uzdatnianie robi z jej 'charakterem' poza składem chemicznym. Chlor zabija bakterie, ale co zabija?
Nie żeby to rozstrzygało dyskusję, ale Masaru Emoto robił te swoje eksperymenty z kryształami wody i mówił że woda 'zapamiętuje' słowa i intencje. Jego metodologia była krytykowana i żaden niezależny zespół nie potwierdził wyników. Więc nie jako dowód, ale jako punkt wyjścia do myślenia - jeśli woda rzeczywiście jakoś rejestruje otoczenie, to woda kranowa ma za sobą dość specyficzną historię.
Ale czy to w ogóle musi być udowodnione naukowo, żeby działało w praktyce rytualnej? Pytam szczerze, bo mam wrażenie że w tej dyskusji mieszamy dwie warstwy - co daje się zmierzyć, i co działa w kontekście rytuału. To mogą być zupełnie różne pytania.
Ja bym to postawił inaczej - nie chodzi o dowód w sensie naukowym, ale o spójność praktyki. Dlaczego właśnie ta woda, a nie inna? Jeśli potrafię odpowiedzieć na to pytanie w ramach własnej praktyki, to mi wystarczy. Ale rozumiem że to jest subiektywne i nie roszczę sobie pretensji do obiektywnej prawdy.
Dobra to wróćmy do mojego pytania bo trochę odpłynęliście 🙂 - co z wodą kranową naprawdę? Czy ktoś jej używa i ma z tego jakies doświadczenia?
To mnie ciekawi - czy to odstawienie na kilka godzin to jest twoja własna praktyka, czy skądś to wzięłaś? Bo podobne rzeczy słyszałam przy wodzie do podlewania roślin, że chlor odprowadza, ale nigdy w kontekście rytualnym.
Woda destylowana to ciekawy przypadek w tym kontekście. Całkowicie oczyszczona z wszystkiego - bez minerałów, bez historii, teoretycznie czyste H2O. Z jednej strony można by powiedzieć że to idealna 'pusta' woda do rytuałów, tabula rasa. Z drugiej - niektóre tradycje podkreślają że woda 'martwa' albo pozbawiona życia mineralnego to woda bez mocy. Czy ktoś się tym kiedyś zajmował?
To by tłumaczyło dlaczego woda ze źródła płynącego przez skały jest tak ceniona - ona dosłownie niesie ze sobą minerały z tej konkretnej ziemi, ma swoją chemię, swój smak. A woda destylowana to jak czyste płótno przed zagruntowaniem - można coś na nim namalować, ale samo w sobie nie jest gotowe do pracy.
Słucham tej dyskusji o destylowanej i zastanawiam się nad czymś innym - czy ktoś próbował porównać te same rytuały z różnymi wodami i faktycznie odczuł różnicę? Nie pytam o teorię, tylko o doświadczenie. Bo można dużo mówić o aqua vitae i aqua mortis, ale co to daje w praktyce.
dobra ale jak ktoś nie ma dostepu do źródła górskiego to co, ma po prostu pominąć tą różnicę? Bo ja te wrażenia chciałabym mieć ale nie mam opcji jeździć po wodę do gór co miesiąc
To co mówi Goryczka o deszczówce jest ciekawe, bo różne tradycje naprawdę inaczej wartościują deszcz w zależności od jego charakteru. Deszcz podczas burzy to nie to samo co drobna mżawka przez kilka godzin. W niektórych systemach piorun i deszcz razem to woda 'naładowana' inaczej niż spokojny majowy kapuśniaczek. Ktoś z was to rozróżnia?
Rozróżnienie wody deszczowej jest zresztą udokumentowane w kilku tradycjach dość konkretnie. W praktykach szkockich i irlandzkich zbieranie wody majowej - Latha Bealltainn - miało bardzo precyzyjne warunki, między innymi przed wschodem słońca, pierwszego maja. Ta konkretność dat sugeruje, że nie chodziło tylko o 'deszcz' jako kategorię, ale o deszcz w konkretnym punkcie cyklu roku. Ciekawe czy ktoś to jeszcze praktykuje.
Majowa woda do twarzy, tak? To był raczej rytuał kosmetyczno-ochronny. Ale to dobrze pokazuje że sama data i pora roku była elementem który zmieniał sens wody. Co ciekawe - ta sama woda zebrana dzień wcześniej lub później nie miała już tej samej wartości rytualnej.
To jest chyba kluczowe pytanie w tym wątku - co decyduje o tym, że jakaś woda jest 'tą właściwą' do konkretnego rytuału. Czy to skład chemiczny, pochodzenie, data i pora zbioru, intencja przy zbieraniu, a może jakieś połączenie kilku z tych rzeczy jednocześnie?
Może to nie jest jedno pytanie tylko kilka różnych, bo każda tradycja odpowie inaczej. Dla jednych liczy się źródło, dla innych pora, dla jeszcze innych to co robisz z wodą po jej zebraniu. Czy nie jest tak, że mieszamy różne systemy i stąd nam się nie klei?
no dobra to ja mam pytanie praktyczne bo może jestem jedną z tych co miesza wszystko - zbierałam deszczówkę podczas ostatniej burzy, zostawiłam w szklanym słoiku, nie robiłam przy tym nic specjalnego. Czy to ma jakiś sens do rytuału oczyszczającego czy powinnam była jednak coś zrobić przy zbieraniu?
To zależy od tego co rozumiesz przez 'sens'. Chemicznie ta woda jest po prostu deszczówką, z wszystkim co zebrała z atmosfery. Rytualnie - intencja przy zbieraniu pojawia się w wielu systemach jako ważny element, ale nie jedyny. Sama burza jako kontekst już coś wnosi, niezależnie od tego czy myślałaś o rytuale w momencie zbierania.
