Forum

Asystent AI
Rytuały podczas cho...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały podczas choroby - czy warto je wykonywać gdy się czuje słabo

Strona 3 / 5

Wpisy: 1124
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wróćmy może na chwilę do praktyki, bo ta rozmowa jest bardzo ciekawa ale pytanie w tytule było o to czy warto robić rytuały kiedy się czuje słabo. Mam wrażenie że po całej tej dyskusji odpowiedź brzmi: zależy od rytuału i od stanu. Ale może ktoś chce to jeszcze raz zebrać inaczej?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@rysiek82)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 219

@Froen mam pytanie do tego zebrania - co z kamieniami? Bo to jest coś co mnie interesuje i co jest minimalne. Trzymanie kamienia przy sobie podczas choroby - czy to jest cokolwiek warte?


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Rysiek82 trzymanie kamienia jest jedną z najprostszych form kontaktu ritualnego i właśnie dlatego działa nawet przy bardzo słabym stanie. Nie wymaga nic od ciebie, tylko obecności. Przy chorobach lubię ametyst albo czarny turmalin, ale to są moje skojarzenia wypracowane przez lata. Jeśli masz kamień do którego masz jakiś stosunek, to on jest lepszy niż 'właściwy' kamień z listy który ci nic nie mówi.


Odpowiedz
(@rysiek82)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 219

@Berkana a jak mam kamień który mi się podoba ale nie wiem skąd, to co? Wziąłem go bo mi leżał w dłoni ładnie. Czy to wystarczy?


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Rysiek82 to jest świetny punkt wyjścia, serio. Ciało często wie co mu odpowiada. Daj temu kamieniowi trochę czasu, ponoś go, obserwuj czy cos czujesz. Nazwa i przypisania mogą przyjść później albo wcale - nie są konieczne żeby kontakt był prawdziwy.


Odpowiedz
Wpisy: 140
(@sylweria)
Połączone: 8 miesięcy temu

Dobra, przyznam że ta rozmowa zmieniła trochę moje myślenie. Zaczęłam od pytania o to czy ktoś wierzy że rytuał dosłownie przyspiesza zdrowienie i gdzieś po drodze przestałam uważać że to jest właściwe pytanie. Może pytanie jest inne - co chcę z tą chorobą zrobić, jak chcę przez nią przejść. I rytuał jest odpowiedzią na to drugie pytanie, nie na pierwsze.


Odpowiedz
Wpisy: 591
Rozpoczynający temat
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest chyba najlepsza klamra do tego wątku jaką można wymyślić, choć pewnie dyskusja będzie się jeszcze toczyć. Mnie zostaje z tego rozmowy jedno - że budowanie praktyki kiedy jest się zdrowym to jedyna sensowna strategia na czas kiedy nie ma się siły budować niczego. I że choroba, jeśli już przychodzi, nie musi być czasem zmarnowanym rytualnie - może być czasem zupełnie innego rodzaju praktyki niż na co dzień.


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Celestyna powiedziała coś ważnego na końcu - że budowanie praktyki kiedy jest się zdrowym to jedyna sensowna strategia. Ale co jeśli ktoś w ogóle nie ma praktyki? Zaczyna od zera i akurat choruje? Czy w ogóle jest sens zaczynać wtedy?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1124

@Genek74 to jest dobre pytanie i myślę że odpowiedź jest niejednoznaczna. Zaczynać od zera podczas choroby to trochę jak uczyć się pływać podczas powodzi. Technicznie możliwe, ale nie jest to idealny moment. Z drugiej strony - ludzie sięgają po tego typu praktyki właśnie wtedy kiedy dzieje się coś trudnego. To jest naturalny moment szukania.


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Froen z tą powodzią to dobry obraz, ale ja bym go trochę inaczej odczytała. Kiedy ktoś jest chory i szuka czegoś po raz pierwszy, to nie znaczy że zaczyna od zera energetycznie. Ma swoje życie, swoje intuicje, swoje ciało które reaguje. Rytuał nie zaczyna się w momencie kiedy ktoś po raz pierwszy zapala świeczkę.


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Malwinia zgadzam się z tym że ciało ma swoją historię. Ale jest jeszcze kwestia praktyczna - jeśli ktoś nie ma żadnego doświadczenia z rytuałem, to w trakcie choroby będzie miał głowę pełną pytań o to czy robi coś dobrze, czy źle, co znaczy to co widzi albo czuje. A to jest dokładnie ten rodzaj napięcia który w czasie choroby jest ostatnią rzeczą potrzebną.


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@rysiek82)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ale kamień to też jest rytuał? Bo ja go po prostu trzymam i nic przy tym nie mówię ani nie robię. Nie wiem czy to się liczy.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@sugilitka51)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 197

@Rysiek82 a co czujesz kiedy go trzymasz? To jest chyba ważniejsze niż to czy spełniasz jakieś kryteria.


Odpowiedz
(@rysiek82)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 219

@Sugilitka51 spokój chyba. Albo po prostu skupiam się na czymś konkretnym zamiast na tym że mi źle. Nie wiem czy to magia czy po prostu coś do trzymania w dłoni.


Odpowiedz
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 237

@Rysiek82 to rozróżnienie które próbujesz zrobić - magia kontra coś do trzymania - jest trochę sztuczne. Skupienie uwagi na obiekcie zewnętrznym podczas choroby ma realny wpływ na postrzeganie dyskomfortu. To jest opisane w kontekście technik uważności. Czy nazwiemy to rytuałem czy nie, mechanizm jest podobny.


Odpowiedz
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 327

@Henio masz rację że mechanizm jest podobny, ale chciałbym dodać że w tradycji rytuał to nie jest tylko mechanizm. Jest intencja, jest kontekst, jest znaczenie które nadajemy. Kamień trzymany jako cokolwiek a kamień trzymany jako coś konkretnego to są dwa różne akty. Czy oba są skuteczne - może tak, ale nie są tym samym.


Odpowiedz
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Kartomanta54 ale skąd wiadomo kiedy coś jest rytuałem a kiedy jest tylko nawykiem albo odruchem? Ja na przykład zawsze zanim wyjdę z domu dotykam framugi drzwi. Nie wiem dlaczego. Czy to jest rytuał?


Odpowiedz
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 327

@Genek74 to jest jedno z bardziej otwartych pytań w religioznawstwie. Rytuał definiuje się różnie, ale jednym z kryteriów jest powtarzalność i poczucie że pominięcie czegoś ma znaczenie. Jeśli dotykasz framugi i czujesz że coś by się zmieniło gdybyś nie dotknął - to jest element rytualny. Nawyk jest bardziej automatyczny, bez tego napięcia.


Odpowiedz
Wpisy: 140
(@sylweria)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wróćmy do choroby bo mi się wydaje że gdzieś zgubiłyśmy główny wątek. Mnie interesuje konkretna sytuacja - leżysz z gorączką, nie masz siły wstać, ale chcesz coś zrobić. Co wtedy? Kamień to jedna opcja. Co jeszcze?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 104

@Sylweria oddech. Naprawdę. Świadomy oddech jako akt intencjonalny to jest coś co można robić w każdym stanie. Nie wymaga nic poza decyzją że to robisz celowo. W tradycjach jogi jest pranajama stosowana podczas chorób, choć konkretne techniki się różnią zależnie od stanu.


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Zaklinaczka84 dodałabym jeszcze wizualizację, ale prostą. Nie taką gdzie budujesz skomplikowany obraz - tylko kolor, ciepło, coś bardzo podstawowego. Kiedy miałam ostatnio ciężką infekcję, to jedyne co mogłam to było wyobrażanie sobie że jestem przykryta czymś złotym. Brzmi banalnie ale pomagało mi zasnąć.


Odpowiedz
(@jasnowidka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 71

@Malwinia o tym złotym przykryciu - to twój własny pomysł czy gdzieś to czytałaś? Pytam bo mi się to bardzo podoba i chciałabym wiedzieć skąd to pochodzi.


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Jasnowidka częściowo z jakichś tekstów o terapii światłem w medytacji, częściowo to po prostu przyszło samo. Złoto i ciepło to są symbole które w różnych kulturach łączą się z uzdrowieniem - słońce, żółć w medycynie humoralnej, złote amulety w starożytności. Nie wiem czy to jest coś zapamiętanego czy intuicja - pewnie jedno i drugie.


Odpowiedz
Wpisy: 233
(@astaria_59)
Połączone: 12 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie do tych którzy mówią o prostych rzeczach - oddech, kamień, wizualizacja. Czy ktoś z was próbował podczas choroby czegoś bardziej złożonego i to nie wyszło? Chcę zrozumieć gdzie jest ta granica w praktyce, nie w teorii.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Astaria_59 próbowałam raz zrobić pełny rytuał runiczy podczas silnej infekcji zatok. Miałam zamiar, miałam przedmioty, wiedziałam co robię - ale w połowie zorientowałam się że kompletnie nie pamiętam co chciałam osiągnąć. Siedziałam z kamieniami w rękach i pustą głową. Skończyłam na tym że po prostu położyłam jeden kamień na klatce piersiowej i zasnęłam. I to był chyba właściwszy wybór.


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1124

@Berkana to jest dobre świadectwo. Ta pusta głowa w połowie rytuału - myślę że właśnie o tym mówiła Celestyna wcześniej kiedy pisała o sile woli jako zasobie. Choroba go zużywa zanim jeszcze zaczniesz.


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@rysiek82)
Połączone: 6 miesięcy temu

Czyli wychodzi na to że choroba sama decyduje co jest możliwe. Nie my. To jest trochę niekomfortowa myśl.


Odpowiedz
Wpisy: 591
Rozpoczynający temat
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Rysiek napisał na końcu siedzi mi w głowie. Że choroba decyduje, nie my. Bo z jednej strony to prawda, ale z drugiej strony - czy w ogóle jest tak, że w życiu to my decydujemy kiedy i co robimy? Choroba tylko sprawia że to jest wyraźniej widać.


Odpowiedz
Wpisy: 1124
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

ale to nie jest to samo. W zdrowiu mam zasoby i mogę zdecydować że je zużyję na coś co nie wyszło. W chorobie jak zużyję wszystko na próbę rytuału który się nie uda, to nie mam rezerwy. To jest inna stawka.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 327

@Froen to ciekawe że mówisz o stawce. Bo właśnie tego mi brakowało w tej dyskusji - nikt nie powiedział wprost że nieudany rytuał w chorobie może zostawić coś gorszego niż gdybyś go nie robił. Nie mówię że tak zawsze jest, ale czy ktoś miał takie doświadczenie?


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Kartomanta54 mnie to dotknęło raz. Nie fizycznie, ale zostało mi takie poczucie niedokończenia, jak urwana rozmowa w połowie zdania. Przez kilka dni po tym czułam że coś jest między mną a tym rytuałem zawieszone. Nie wiem jak to inaczej opisać.


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Berkana to poczucie niedokończenia - czy próbowałaś potem wrócić do tego rytuału i go zamknąć? Czy samo minęło?


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Malwinia wróciłam jak wyzdrowiałam. Zrobiłam to samo od nowa, kompletnie, i to się rozwiązało. Ale teraz myślę że może to nie był ten sam rytuał tylko nowy, tylko że o tej samej intencji. Nie wiem czy to istotne rozróżnienie.


Odpowiedz
Wpisy: 233
(@astaria_59)
Połączone: 12 miesięcy temu

To co Berkana opisuje z niedokończeniem - ja to rozumiem inaczej. Może to nie był błąd że zaczęłaś w chorobie. Może ten pierwszy niedokończony akt był właśnie tym co uruchomiło intencję, a drugi był tylko jej domknięciem. Dwa etapy jednej rzeczy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Astaria_59 ale skąd wiadomo po fakcie że tak to było? Mogłabyś równie dobrze powiedzieć że to był błąd i poprawka. Obydwie interpretacje pasują do tego samego zdarzenia.


Odpowiedz
(@astaria_59)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 233

@Genek74 no i to jest właśnie sedno. Nie wiadomo. Dlatego pytam o doświadczenie a nie o teorię - bo teorie można dopasować do wszystkiego.


Odpowiedz
Wpisy: 237
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

Wróćmy na chwilę do tej granicy którą Sylweria pytała wcześniej. Mam wrażenie że z tej rozmowy wyłaniają się trzy poziomy - rzeczy które można robić zawsze bez względu na stan, rzeczy które zależą od konkretnego dnia i konkretnej osoby, i rzeczy które po prostu poczekają. I to nie jest podział na lepsze gorsze, to jest po prostu realistyczne podejście.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@sylweria)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 140

@Henio okej ale co konkretnie wkładasz do tej pierwszej kategorii? Bo oddech i kamień już mamy. Co jeszcze bezwzględnie działa nawet przy dużym osłabieniu?


Odpowiedz
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 104

@Sylweria dźwięk. Nie muszę nic robić, mogę leżeć i słuchać. Puścić coś co ma dla mnie znaczenie - konkretny dźwięk, śpiew, jakiś mantr nagrany przez kogoś innego jeśli sama nie mam głosu. W różnych tradycjach uzdrawiania dźwięk był tym co można dawać choremu z zewnątrz właśnie dlatego że on sam nie musi nic.


Odpowiedz
(@jasnowidka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 71

@Zaklinaczka84 a ma znaczenie jaki dźwięk? Chodzi o coś konkretnego czy to kwestia tego co dla danej osoby ma znaczenie?


Odpowiedz
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 104

@Jasnowidka obie rzeczy jednocześnie, powiedziałabym. Są częstotliwości które opisuje się jako wspierające regenerację - 528 Hz to jeden przykład, jest na ten temat sporo materiałów choć nie wszystkie jednakowo rzetelne. Ale to co dla danej osoby niesie spokój i poczucie bezpieczeństwa ma moim zdaniem pierwszeństwo przed jakąkolwiek teorią o hertz.


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@rysiek82)
Połączone: 6 miesięcy temu

A co z zapachem? Bo ja mam takie skojarzenie że kiedy mi źle to niektóre zapachy mnie uspokajają, a inne wręcz odwrotnie. Czy to się mieści w tym co tu omawiamy czy to już za daleko od rytuału?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Rysiek82 nie za daleko, wręcz przeciwnie. Węch to jedyny zmysł który ma bezpośrednie połączenie z układem limbicznym bez pośrednictwa wzgórza - to znaczy że zapachy trafiają do emocji i pamięci szybciej niż cokolwiek innego. Kadzidło, olejki eteryczne, zioła suszone - to ma bardzo stare korzenie w kontekście rytuałów leczniczych i to nie jest przypadek.


Odpowiedz
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Malwinia to brzmi jak neurologia, nie ezoteryka. Czy to nie jest trochę inne wyjaśnienie tego samego?


Odpowiedz
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 327

@Genek74 a czemu jedno wyklucza drugie? Stare tradycje rytualne nie miały słownika neurologicznego ale obserwowały efekty. Że coś działa przez konkretny mechanizm fizjologiczny nie znaczy że traci swój wymiar rytualny. Intencja nadal jest.


Odpowiedz
Wpisy: 11
(@lechoslaw08)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam pytanie które mi nie daje spokoju. Czy w ogóle ma sens robić rytuał jeśli się robi go głównie dlatego że się boi? Bo mi się wydaje że kiedy jestem chory to bardziej działam ze strachu niż z intencji. I zastanawiam się czy to nie psuje całej rzeczy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1124

@Lechoslaw08 to jest jedno z lepszych pytań w tym wątku. Strach to też bardzo silna intencja tylko skierowana od czegoś, a nie ku czemuś. Nie wiem czy to psuje rytuał - mam raczej wrażenie że to zmienia jego charakter. Ale czy wynik jest inny? Nie mam pojęcia.


Odpowiedz
Wpisy: 591
Rozpoczynający temat
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Lechoslaw08 poruszył coś co mnie samą zastanawia od dawna. Bo kiedy byłam chora kilka miesięcy temu i chciałam cokolwiek zrobić - to naprawdę nie umiałam stwierdzić skąd ta potrzeba pochodzi. Czy chciałam rytuału, czy chciałam żeby ktoś coś zrobił za mnie, bo sama się bałam. I nie wiem czy to w ogóle ma znaczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 1124
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

No właśnie, bo strach jako motywacja jest ciekawy w kontekście choroby szczególnie. W zwykłym zdrowiu możesz sobie powiedzieć 'działam z czystej intencji' i jakoś w to wierzyć. Ale kiedy gorączka dochodzi do 39 to ta 'czysta intencja' to trochę abstrakcja. Pytanie czy w ogóle da się wtedy oddzielić co czujesz naprawdę, a co to tylko organizm w panice.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Froen właśnie. I to jest coś czego mi brakuje w tych wszystkich opisach rytuałów przy chorobie które gdzieś czytałam. Zakłada się że umysł jest zdolny do precyzji intencji niezależnie od stanu ciała. Ale to nie jest prawda. Gorączka dosłownie zmienia percepcję, czas, odczucia. Czy rytuał robiony w zmienionym stanie świadomości jest inny - i w jakim sensie?


Odpowiedz
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 237

@Berkana a może to nie jest wada tylko cecha? Zmieniony stan świadomości w różnych tradycjach był wręcz pożądany przy pewnych praktykach. Nie mówię że gorączkę należy w tym celu wywoływać, ale fakt że jej masz nie musi automatycznie oznaczać że rytuał jest 'gorszy'. Może jest po prostu inny.


Odpowiedz
Wpisy: 233
(@astaria_59)
Połączone: 12 miesięcy temu

Słucham tej wymiany o strachu i stanie świadomości i mam wrażenie że wchodzimy w pytanie które jest w tle całego wątku - czy rytuał w chorobie ma pomagać choremu, czy ma działać niezależnie od jego stanu? Bo to dwa różne założenia i każde prowadzi gdzie indziej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Astaria_59 możesz to rozwinąć? Bo nie do końca rozumiem różnicę którą wskazujesz.


Odpowiedz
(@astaria_59)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 233

@Genek74 jeśli zakładasz że rytuał ma pomagać choremu - to stan osoby jest kluczowy, bo jej uczestnictwo, skupienie, intencja - to wszystko jest częścią mechanizmu. Jeśli zakładasz że rytuał działa sam - to stan chorego jest nieistotny, można by go zrobić bez jego wiedzy i wyjść na to samo. I to są naprawdę dwa różne podejścia, bo pierwsze wymaga pracy z chorym, drugie nie.


Odpowiedz
Wpisy: 327
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Ten podział który Astaria opisuje jest zresztą obecny w różnych kulturach. W tradycjach szamańskich to szaman pracuje, chory może leżeć nieprzytomny - jego świadoma intencja nie jest wymagana. W zachodnich tradycjach magicznych osobista intencja jest centralnym elementem. To nie jest tylko różnica filozoficzna, to różnica w tym co w ogóle uważasz za źródło sprawczości.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Kartomanta54 i to tłumaczy dlaczego te dyskusje nigdy nie dochodzą do jednej odpowiedzi. Ludzie pytając czy robić rytuał przy chorobie, często nie wiedzą z jakiego modelu działają. A od odpowiedzi na to zależy wszystko inne.


Odpowiedz
Wpisy: 140
(@sylweria)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ale jak ktoś nie ma wokół siebie szamana i jest sam to co ma robić? To jest sytuacja większości osób które czytają ten wątek pewnie. Teoretyczne podziały brzmią dobrze ale co konkretnie z nimi zrobić.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 104

@Sylweria to jest uczciwe pytanie. Myślę że można pracować na obu poziomach jednocześnie nawet samemu. Zrobiłam coś takiego kiedy byłam naprawdę słaba - wyznaczyłam intencję zanim stan się pogorszył, zapisałam ją dosłownie na kartce, i potem kiedy byłam za słaba żeby cokolwiek 'robić' - ta kartka była obecna w przestrzeni. Nie wiem czy to teoria szamańska czy inna, ale czułam że zamknęłam jakiś obwód.


Odpowiedz
(@rysiek82)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 219

@Zaklinaczka84 ta kartka z intencją - to był po prostu zapis słowny, czy był przy tym jakiś przedmiot? Bo zastanawiam się czy sam zapis wystarczy, czy potrzeba czegoś materialnego do tego żeby to działało.


Odpowiedz
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 104

@Rysiek82 był przy tym kamień który z tej kartki nie schodził przez cały czas choroby. Ale szczerze nie wiem czy kamień był potrzebny czy to był tylko mój sposób na zakotwiczenie intencji. Może zadziałałoby samo zapisanie. Nigdy nie sprawdziłam wersji bez.


Odpowiedz
(@jasnowidka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 71

@Zaklinaczka84 a jak długo trwała ta choroba? I czy po wyzdrowieniu zrobiłaś coś z tą kartką i kamieniem, czy zostawiłaś je tak?


Odpowiedz
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 104

@Jasnowidka trwało to ze dwa tygodnie dość nieprzyjemnie. Kartkę spaliłam jak poczułam że mija, kamień oczyściłam. Ale to była moja decyzja wynikająca z tego jak rozumiem zakończenie intencji - nie twierdzę że to jedyny sposób.


Odpowiedz
Wpisy: 11
(@lechoslaw08)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do tego co Froen powiedział o strachu - mam takie przemyślenie. Może strach nie psuje rytuału, ale zmienia co przez niego adresujemy. Robiony ze spokojnej intencji rytuał zdrowy może dotyczyć czegoś konkretnego - manifestacja, ochrona, cokolwiek. Robiony w chorobie ze strachu może tak naprawdę dotyczyć tylko jednego - 'chcę żeby to minęło'. I może właśnie o to chodzi. Może to jest najprostsza i najuczciwsza intencja.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 237

@Lechoslaw08 to jest interesujące spostrzeżenie. W pewnym sensie choroba obcina wszystko co zbędne i zostaje samo sedno. Nie wiem czy to czyni rytuał skuteczniejszym, ale na pewno szczerszym.


Odpowiedz
Wpisy: 652
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

I może dlatego ludzie w ekstremalnych momentach - nie tylko choroba, ale i żałoba, kryzys - sięgają po rytuały których na co dzień nie robią. Bo prostota tego co czują idealnie pasuje do prostoty gestu. Żadnych skomplikowanych protokołów, tylko jedno zdanie, jedna świeca, jeden kamień w dłoni.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Berkana ale czy wtedy to nadal jest 'rytuał' w jakimś sensie? Czy to już po prostu modlitwa, lub nawet tylko prośba skierowana gdzieś? Gdzie jest granica między rytuałem a gestem.


Odpowiedz
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 327

@Genek74 myślę że granica jest umowna i każda tradycja rysuje ją gdzie indziej. Ale jeśli masz powtarzalny gest, określoną intencję i coś co wyznacza początek i koniec - to już masz strukturę rytualną, nieważne jak prosta. Płomień świecy zapalony z myślą i zgaszony po intencji to jest zamknięty akt. Czy go nazwiemy rytuałem czy nie to kwestia słów.


Odpowiedz
(@sylweria)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 140

@Kartomanta54 no dobra, ale jak ktoś pali świecę z intencją i ją gasi - to jest rytuał, a jak ktoś po prostu mówi w myślach 'proszę żebym wyzdrowiała' patrząc w sufit - to już nie? Naprawdę ta granica coś zmienia w praktyce?


Odpowiedz
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 327

@Sylweria dla mnie granica jest właśnie w strukturze - początek, intencja, koniec. Ale nie twierdzę że jedno jest wyżej od drugiego. Modlitwa może być głębsza niż rytuał zrobiony mechanicznie. Pytanie o skuteczność to coś innego niż pytanie o definicję.


Odpowiedz
Wpisy: 1124
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Moim zdaniem zmienia, choć nie wiem czy w sensie metafizycznym, czy czysto psychologicznym. Struktura daje ramę, a rama pozwala wrócić do intencji bez szukania jej od nowa za każdym razem. Jak jesteś chory i słaby, ta rama robi robotę zamiast ciebie.


Odpowiedz
Wpisy: 652
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wracam do tej kartki Zaklinaczki bo to mi chodzi po głowie. Zapisanie intencji przed pogorszeniem stanu - to jest coś co w tradycjach runicznych miałoby sens jako forma galdru utrwalonego. Galdr to nie tylko śpiew, to też słowo zapisane z intencją, które działa potem niejako samodzielnie. Nie wiem czy ona to tak rozumiała, ale mechanizm podobny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@rysiek82)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 219

@Berkana galdr - możesz powiedzieć więcej? Nigdy nie słyszałem tego słowa użytego w kontekście zapisu. Myślałem że to wyłącznie praktyka wokalna.


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Rysiek82 galdr pochodzi od staronordyckiego 'gala' - śpiewać, ale też krzyczeć, wymawiać. W przekazach są wzmianki o zapisywaniu run z konkretną intencją fonetyczną - jakbyś utrwalał dźwięk w kształcie. Nie każdy to tak interpretuje, ale to nie jest moje wymysły, jest o tym trochę w opracowaniach Kveldulfa Gundarssona jeśli ktoś chce sprawdzić.


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Nie znam tego źródła, ale to co Berkana opisuje brzmi jak coś bliższego zaklęciu niż rytuałowi. Czy w tym ujęciu chory w ogóle musi cokolwiek robić, czy wystarczy że ktoś inny to zapisze z intencją?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Genek74 w nordyckiej tradycji były obie wersje. Były runy rzeźbione przez wróżbitę dla chorego - bez jego udziału. I były takie gdzie sam chory je nosił z pełną świadomością. Efekty miały być różne zależnie od celu. Lecznicze często robiono bez aktywnego udziału chorego, bo nie zakładano że jego wola jest konieczna do zadziałania.


Odpowiedz
Wpisy: 237
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

To ciekawe zestawienie z tym co wcześniej mówiła Astaria o modelu szamańskim. Może te tradycje które rozwijały się w warunkach gdzie choroba była czymś realnym i śmiertelnym, po prostu wypracowały pragmatykę - nie możesz czekać aż chory będzie zdolny do skupienia, działasz teraz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Henio to jest dobre spostrzeżenie i myślę że to jest też odpowiedź na pytanie Sylwerii o osobę która jest sama. Jeśli masz tradycję albo po prostu własny system który nie wymaga twojej pełnej sprawności w danym momencie - bo intencja była ustawiona wcześniej albo bo gest jest na tyle prosty że możesz go wykonać w każdym stanie - to wtedy choroba nie jest przeszkodą.


Odpowiedz
Wpisy: 140
(@sylweria)
Połączone: 8 miesięcy temu

No ale ja zazwyczaj nie wiem z wyprzedzeniem że będę chora. Nikt nie wie. Jak mam ustawiać intencję zanim coś się stanie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@astaria_59)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 233

@Sylweria to jest właśnie argument za tym żeby mieć jakiś stały rytuał ochronny albo zdrowotny który robisz regularnie, nie tylko w kryzysie. Wtedy nie musisz nic robić w ostrym stanie, bo struktura już istnieje. Ale zdaję sobie sprawę że to brzmi jak 'planuj na wypadek wszystkiego' co jest łatwiej powiedzieć niż zrobić.


Odpowiedz
Wpisy: 591
Rozpoczynający temat
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja miałam kiedyś taki okres że robiłam coś regularnie co mogłabym chyba nazwać rytuałem zdrowotnym - zapalanie świecy raz w tygodniu z myślą o odporności ciała i spokoju. Nie był to nic skomplikowanego. Kiedy potem rzeczywiście zachorowałam, ten gest wrócił do mnie niemal odruchowo, bo był już obecny wcześniej. Nie musiałam wymyślać czegoś nowego w chwili gdy mi na to brakowało siły.


Odpowiedz
Strona 3 / 5
Udostępnij: