Forum

Asystent AI
Rytuały podczas cho...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały podczas choroby - czy warto je wykonywać gdy się czuje słabo

Strona 4 / 5

Wpisy: 71
(@jasnowidka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Celestyna, to co opisujesz - to jest chyba kluczowe w tym całym wątku. Że rytuał przy chorobie może być prostszy jeśli ma już za sobą jakieś tło, jakiś kontekst. Ale co jeśli ktoś nigdy nic podobnego nie robił i choroba przychodzi znienacka? Czy w ogóle ma sens zaczynać coś od zera w złym stanie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 104

@Jasnowidka miałam dokładnie tę sytuację kilka lat temu. Zaczęłam zupełnie od nowa, bez żadnego wcześniejszego tła, w środku choroby. Nie twierdzę że to było dobre albo złe doświadczenie - było inne. Nie miałam z czym porównać, więc nie miałam też oczekiwań. Może to pomogło.


Odpowiedz
Wpisy: 11
(@lechoslaw08)
Połączone: 1 rok temu

Brak oczekiwań w chorobie to jest coś. Kiedy czujesz się naprawdę źle, ta cała warstwa 'czy to zadziała, czy robię dobrze' jakoś opada. Zostaje tylko to co robisz. Może właśnie dlatego te rytuały które ludzie opisują jako wykonane w najgorszych momentach, mają taki inny ciężar.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1124

@Lechoslaw08 zgadzam się z tym. Choć dodałbym że brak oczekiwań to nie to samo co brak intencji. Można nie oczekiwać konkretnego efektu i jednocześnie mieć bardzo wyraźne poczucie po co się coś robi. To drugie chyba jest ważniejsze.


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@rysiek82)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wróćcie do kamienia i kartki Zaklinaczki bo mam pytanie które mnie od tego nie odpuszcza. Kamień był tam przez całą chorobę - to znaczy leżał przy niej, czy przy kartce, czy noszony? I czy w ogóle ma znaczenie czy jest blisko ciała czy nie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 104

@Rysiek82 leżał na kartce, na stoliku przy łóżku. Nie nosiłam go, bo miałam gorączkę i kontakt z czymś chłodnym był nieprzyjemny. Czy bliskość ciała ma znaczenie - szczerze nie wiem. Myślę że to zależy od tego jak rozumiesz funkcję kamienia. Jeśli to kotwica dla intencji zapisanej na kartce, to może wystarczy że jest z kartką. Jeśli miałby działać przez kontakt energetyczny z ciałem, to już inna historia.


Odpowiedz
Wpisy: 237
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

Tu dotykamy czegoś ważnego dla całego tematu wątku. Kiedy pytamy czy warto robić rytuały przy chorobie, to często nie mamy ustalonej odpowiedzi na to skąd bierze się ich działanie. A bez tego każda decyzja jest trochę w ciemno.


Odpowiedz
Wpisy: 1124
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Henio napisał na końcu mnie zatrzymało. Rzeczywiście, kiedy ktoś pyta czy warto robić rytuały przy chorobie, to zakłada jakiś model działania. A te modele są różne. Jeden powie że to psychologia, drugi że energia, trzeci że tradycja i pamięć ciała. I każdy z tych modeli daje inną odpowiedź na pytanie 'kiedy' i 'jak'.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Froen i to jest chyba powód dla którego ta rozmowa kręci się w kółko od tylu postów. Bo nie ustaliliśmy punktu wyjścia. Ja np. wychodzę z założenia że rytuał przy chorobie działa na poziomie energetycznym, więc 'słaby stan' ciała niekoniecznie oznacza słaby stan pola. Ale rozumiem że dla kogoś kto wychodzi z innego założenia, to zdanie nic nie znaczy.


Odpowiedz
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Malwinia a co to znaczy 'słaby stan pola'? Czy to jest coś co można jakoś sprawdzić, poczuć? Czy to jest bardziej metafora?


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Genek74 dla mnie to nie jest metafora, ale wiem że dla wielu osób jest. Kiedy mam gorączkę, czasem mam wrażenie że energetycznie jestem bardziej 'otwarta' - granice są mniej sztywne. To nie jest przyjemne, ale jest inne niż na co dzień. Nie wiem czy to ma związek z gorączką samą w sobie czy z tym że odpuszczam kontrolę.


Odpowiedz
Wpisy: 237
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

To co Malwinia opisuje z tą otwartością przy gorączce - to jest coś co pojawia się też w kontekście czakry trzeciego oka i stanów zmienionych. Gorączka zmienia przepływ energii, to nie jest tylko fizjologia. W bioenergoterapii mówi się czasem o tym że ciało w stanie kryzysu 'woła' inaczej niż na co dzień. Ale to otwiera pytanie - czy wzmożona otwartość to dobry moment na rytuał, czy wręcz przeciwnie, moment w którym trzeba uważać na to co się wpuszcza.


Odpowiedz
Wpisy: 591
Rozpoczynający temat
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Henio, to jest ciekawe bo ja nigdy w ten sposób o tym nie myślałam. Myślałam raczej że przy chorobie mam mniej zasobów więc mam mniej do dania rytuałowi. Ale jeśli odwrócić perspektywę - może to nie jest pytanie o zasoby tylko o rodzaj kontaktu. Że choroba daje inny dostęp, nie gorszy, tylko inny.


Odpowiedz
Wpisy: 104
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Dokładnie to miałam na myśli kiedy pisałam o tej swojej kartce i kamieniu. Nie robiłam rytuału pomimo choroby - robiłam go inaczej z powodu choroby. Nie byłam w stanie siedzieć, skupiać się, robić czegokolwiek z rozmysłem. Więc forma była minimalna. Ale coś w tym co robiłam było bardziej bezpośrednie niż zwykle.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@rysiek82)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 219

@Zaklinaczka84 to znaczy bezpośrednie jak? Bardziej szczere? Mniej schematyczne? Próbuję zrozumieć to słowo w tym kontekście.


Odpowiedz
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 104

@Rysiek82 bardziej szczere to dobre określenie. Kiedy nie masz siły żeby 'robić rytuał poprawnie', zostaje tylko to po co w ogóle to robisz. Bez oprawy, bez sprawdzania listy kroków. Może dlatego to zostało mi w pamięci mocniej niż niejeden rytuał zrobiony w pełnej formie.


Odpowiedz
Wpisy: 327
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Tu właśnie dotykamy czegoś co jest obecne w wielu tradycjach religijnych, nie tylko ezoterycznych. Modlitwa/rytuał z głębi cierpienia jest inaczej waloryzowana niż ta wykonana z pozycji komfortu. W chrześcijaństwie to jest wołanie z głębiny - de profundis. W buddyzmie jest koncepcja że cierpienie otwiera na praktykę. Nie chodzi o to że choroba jest dobra, ale o to że zmienia warunki kontaktu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jasnowidka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 71

@Kartomanta54 to jest bardzo pomocne zestawienie, dziękuję! Ale mam pytanie - czy to oznacza że rytuał z choroby jest 'silniejszy', czy że jest po prostu inny? Bo jeśli silniejszy, to czy nie ma tu ryzyka że ktoś zacznie traktować chorowanie jak jakiś duchowy przywilej?


Odpowiedz
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 327

@Jasnowidka nie twierdziłem że silniejszy. Inny. Ryzyko które opisujesz jest realne i ma nazwę - w psychologii nazywa się to czasem spiritual bypassing, kiedy duchowość jest używana do omijania problemu zamiast jego rozwiązania. Choroba jako 'czas łaski' to pułapka jeśli zastępuje leczenie albo racjonalne myślenie.


Odpowiedz
Wpisy: 140
(@sylweria)
Połączone: 8 miesięcy temu

No właśnie. Przeczytałam ten wątek od początku i trochę mnie niepokoi że wiele osób opisuje chorobę jak jakieś okno na coś głębszego. Ja jak choruję to chcę żeby to po prostu minęło, nie siedzę i nie analizuję co mi otwiera. Może jestem praktyczna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Sylweria to nie jest sprzeczność. Można chcieć żeby minęło i jednocześnie coś robić w tym czasie. Nikt tu nie mówił że choroba jest dobra albo że nie powinna minąć. Mówiliśmy o tym co z rytuałem kiedy już jesteś w środku tej sytuacji - niezależnie od tego jak bardzo chcesz z niej wyjść.


Odpowiedz
Wpisy: 233
(@astaria_59)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wracając do pytania Jasnowidki sprzed chwili - o rytuały zaczynane od zera w chorobie. Wydaje mi się że kluczowe jest to czego się szuka. Jeśli ktoś szuka struktury w chaosie, to nawet najprostszy gest może tę strukturę dać. Jeśli szuka efektu zdrowotnego, to jest inne pytanie i inny poziom oczekiwań.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lechoslaw08)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 11

@Astaria_59 a czy te dwa cele mogą się nakładać? Znaczy - robisz coś dla struktury, ale przy okazji to też coś 'robi' zdrowotnie?


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1124

@Lechoslaw08 myślę że tak i że nie jest to przypadkowe. Struktura redukuje stres, a redukcja stresu wpływa na układ odpornościowy - to jest udokumentowane. Więc nie trzeba wierzyć w działanie energetyczne żeby uznać że rytuał przy chorobie może mieć fizyczny efekt. Te dwa tory nie są oddzielone.


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

A więc wracamy do tego skąd wychodzi się z działaniem rytuału. Froen pokazuje ścieżkę przez stres i odporność, Malwinia przez pole energetyczne, Kartomanta przez tradycję i waloryzację cierpienia. Każdy model prowadzi gdzie indziej, ale wszyscy dochodzimy do tej samej odpowiedzi że 'tak, ma sens robić to przy chorobie'. Przypadek?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 237

@Genek74 to nie jest przypadek, ale też nie jest dowód że wszyscy mamy rację. Może to znaczy że pytanie było dobrze postawione, bo dobre pytanie daje spójne odpowiedzi nawet z różnych stron. Albo że wszyscy trochę racjonalizujemy to co intuicyjnie czujemy.


Odpowiedz
Wpisy: 74
(@romualda-x)
Połączone: 1 rok temu

Czytam ten wątek od dłuższego czasu i nie zabrałam głosu, ale chcę zapytać o coś konkretnego. Czy ktoś miał doświadczenie z robieniem rytuału przy chorobie dziecka - kiedy to nie ty jesteś chora, ale bliska osoba która nie może sama nic robić? To chyba osobna sytuacja niż wszystko co tu opisywaliście.


Odpowiedz
Wpisy: 74
(@romualda-x)
Połączone: 1 rok temu

Czy ktoś miał doświadczenie z robieniem rytuału przy chorobie dziecka - kiedy to nie ty jesteś chora, ale bliska osoba która nie może sama nic robić? To chyba osobna sytuacja, bo tu nie ma mowy o własnym wyczerpaniu, jest za to coś innego - taka bezsilność kiedy widzisz że ktoś cierpi i nie możesz pomóc w sposób fizyczny bardziej niż to co już robisz.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Romualda.x to jest bardzo inne doświadczenie, masz rację. Robiłam coś takiego kiedy moja mama była po operacji - byłam przy niej, ale część tego co robiłam to były rzeczy które ona nie widziała, bo nie chciałam żeby myślała że coś jest nie tak. Zapalałam świecę w domu kiedy wracałam, trzymałam przy niej kamień który ona trzymała nieświadomie bo po prostu leżał na stoliku. Nie wiem czy to działało na nią, ale mnie dawało poczucie że coś robię. Może właśnie o to w tym chodziło.


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Romualda.x pytanie czy intencja może dotyczyć kogoś drugiego to jest coś o czym dużo się pisze w kontekście run. Jest coś takiego jak galdr - wyśpiewywanie formuł runicznych w intencji za kogoś. W tradycji nordyckiej to nie był rytuał dla siebie, bardzo często był wykonywany właśnie za chorych albo przed bitwą za kogoś bliskiego. Tak że sama idea nie jest wyssana z palca.


Odpowiedz
(@romualda-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 74

@Berkana nie znałam tego słowa, galdr. Czy to coś co wymaga specjalnego przygotowania, czy można to robić nie znając run dogłębnie? Bo nie chcę czegoś psuć robiąc to na pół gwizdka.


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Romualda.x szczerze? To jest temat na osobny wątek, bo galdr jako praktyka jest złożony. Ale sama zasada - intencja za kogoś drugiego, wypowiedziana na głos albo wyobrażona - to nie jest zarezerwowane tylko dla tych co znają runy. Forma może być różna. Pytanie co ty czujesz że jest naturalne dla ciebie.


Odpowiedz
Wpisy: 327
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Temat który Romualda podniosła jest naprawdę odrębną kategorią. W tradycjach szamańskich jest coś takiego jak praca na rzecz chorego - szaman wchodził w trans nie po to żeby uleczyć siebie, ale żeby odbyć podróż w imieniu kogoś innego. To była usługa, wyczerpująca dla wykonującego. Więc pytanie o zasoby wraca, ale z odwróconą stroną - tu to ty musisz mieć zasoby, żeby coś 'dać'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 237

@Kartomanta54 i to jest ważne zastrzeżenie. Praca energetyczna za kogoś wymaga żebyś ty był w stanie. Bioenergoterapeuci o tym mówią bardzo otwarcie - nie pracujesz kiedy sam jesteś na granicy wyczerpania, bo nie masz co dawać. To jest odwrotność sytuacji którą Celestyna opisywała na początku.


Odpowiedz
Wpisy: 591
Rozpoczynający temat
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Właśnie tak to czuję - kiedy choruje ktoś bliski, ja chcę robić więcej, nie mniej. I nie wiem czy to jest mądre. Czy ktoś miał taki moment że zrobił za dużo 'za kogoś' i potem sam się czuł gorzej? Nie mówię o fizycznym zmęczeniu przy opiece, ale o tym energetycznym wydatkowaniu.


Odpowiedz
Wpisy: 415
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Tak, miałam. Kilka lat temu kiedy bliska mi osoba przeszła ciężki okres - nie chorobę, ale coś psychicznie wyczerpującego - robiłam dużo pracy intencyjnej. Kilka tygodni i poczułam się tak jakby ktoś wyjął ze mnie powietrze. Spałam więcej, nic mi się nie chciało. Nie wiem do dzisiaj czy to było przyczynowo-skutkowe, ale to było wtedy kiedy to czułam. Skończyłam tamte praktyki i po kilku dniach wróciłam do siebie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Malwinia to brzmi jak klasyczne wypalenie, tylko że w kontekście energetycznym a nie zawodowym. Ale czy to nie może być po prostu zwykłe wyczerpanie emocjonalne kiedy bliska osoba choruje? Martwisz się, nie śpisz dobrze, stresujesz - i to wystarczy żeby człowiek się czuł wyciśnięty.


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Genek74 nie wykluczam tego. Naprawdę nie wiem. Ale rozróżniam w sobie stres opiekuńczy od czegoś innego - i tamto nie wyglądało tak samo. Może po prostu moje ciało to tak zakodowało. Nie twierdzę że to dowód na cokolwiek.


Odpowiedz
Wpisy: 1124
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wracając do pytania Romuald o to czy można robić rytuał za kogoś kto choruje - myślę że kluczowe jest to co się rozumie przez 'za kogoś'. Jeśli to jest intencja zdrowia, wyzdrowienia, to jest blisko modlitwy wstawienniczej. To jest praktyka która istnieje we wszystkich prawie tradycjach religijnych. Natomiast jeśli myślimy o czymś bardziej aktywnym, o transferze energii - to wtedy kwestia zasobów i stanu tego kto pracuje staje się realna.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jasnowidka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 71

@Froen a co jeśli chodzi o pracę z przedmiotami - na przykład ktoś daje choremu kamień, talizman, jakiś przedmiot który miał być niosący dobrą energię. Czy to też jest kategoria 'za kogoś', czy to coś innego?


Odpowiedz
(@rysiek82)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 219

@Jasnowidka to jest właśnie pytanie które mnie też nurtuje. Bo dawanie kamienia komuś choremu to jest coś co rozumiem intuicyjnie - wybierasz coś co ma znaczenie, przekazujesz z intencją. Ale czy kamień 'działa' na kogoś kto nie wie że ma działać, albo w to nie wierzy?


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Rysiek82 to jest pytanie o to czy efekt jest sugestywny czy nie. I uczciwie - nie ma na to prostej odpowiedzi. Są takie tradycje gdzie uważa się że intencja nadana przedmiotowi działa niezależnie od wiedzy odbiorcy, i takie gdzie obecność i wiara osoby są częścią tego co 'uruchamia' działanie. Sam muszę przyznać że skłaniam się ku temu że obydwa czynniki mają znaczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 140
(@sylweria)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ja bym tu była ostrożna z tym dawaniem czegoś choremu 'energetycznie naładowanego' bez jego wiedzy. Nie z powodu ezoteryki, ale z powodu zwykłego szacunku. Jeśli ktoś nie wierzy, nie pyta o takie rzeczy, może go to bardziej zdenerwować niż pomóc. Moja babcia dostała od kogoś jakiś worek z ziołami pod poduszkę bez pytania i się obraziła.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 104

@Sylweria to jest słuszna uwaga i nie jest sprzeczna z resztą tej dyskusji. Przekazanie czegoś 'cicho' to jest inna decyzja niż pytanie 'czy chcesz żebym zrobiła coś dla ciebie'. Część ludzi woli nie wiedzieć, część chce mieć wybór. Ja zawsze pytam.


Odpowiedz
Wpisy: 233
(@astaria_59)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ta rozmowa cały czas krąży wokół zgody - czy osoba chora ma wiedzieć, czy wyraża zgodę, czy chce tego. I to jest moim zdaniem jeden z ważniejszych wątków tego tematu, który na początku się nie pojawił. Celestyna pytała czy warto robić rytuały kiedy się samemu choruje, ale teraz jesteśmy przy sytuacji gdzie ktoś robi coś za kogoś innego. A te dwie sytuacje rządzą się trochę innymi zasadami.


Odpowiedz
Wpisy: 591
Rozpoczynający temat
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Astaria_59 ma rację i właściwie się cieszę że wątek poszedł w tę stronę, bo to jest pytanie które mi się gdzieś kołatało ale nie umiałam go sformułować. Kiedy sama choruję, mam pełną kontrolę nad tym co robię i jaką mam intencję. Kiedy robię coś za kogoś - nawet z najlepszymi intencjami - wchodzę w jego przestrzeń. Czy to jest etyczne pytanie, religijne, czy czysto praktyczne?


Odpowiedz
Wpisy: 327
(@kartomanta54)
Połączone: 1 rok temu

Wszystkie trzy jednocześnie. I to nie jest problem specyficzny dla ezoteryki - modlitwa wstawiennicza w każdej religii niesie ze sobą te same pytania. Czy mam prawo prosić za kogoś bez jego wiedzy? Większość tradycji mówi że tak, i traktuje to jako akt miłości a nie ingerencji. Ale tradycje też zakładają że intencja musi być czysta, bez ego, bez oczekiwania wdzięczności. To jest trudniejsze niż samo wykonanie rytuału.


Odpowiedz
Wpisy: 74
(@romualda-x)
Połączone: 1 rok temu

To co Kartomanta napisał o szamanach mnie zatrzymało - że to była usługa i że kosztowała. Nie w sensie pieniędzy, ale właśnie energetycznie. Zawsze myślałam o tym inaczej, że ktoś kto robi coś dla innych ma jakieś wzmocnienie przez sam fakt działania. A tu wychodzi że odwrotnie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 237

@Romualda.x w bioenergoterapii mówi się wprost że terapeuta to nie jest studnia bez dna. Są techniki które mają minimalizować to obciążenie - uziemienie przed i po, intencja że przepuszczasz energię a nie dajesz własną - ale to są zabezpieczenia, nie gwarancja. I właśnie dlatego praca kiedy samemu się choruje jest z zasady wykluczona. Nie dlatego że nie wolno, tylko że nie ma sensu.


Odpowiedz
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Henio a to uziemienie to co dokładnie - stoisz boso na trawie, czy to jest jakiś inny rodzaj praktyki? Bo słyszałem to słowo wiele razy i każdy mówi coś innego.


Odpowiedz
(@henio)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 237

@Genek74 różne tradycje mówią o tym różnie. Chodzenie boso po ziemi to jedna z form i ma swoje uzasadnienie - jest nawet kilka badań fizjologicznych o wpływie kontaktu stopy z gruntem na układ nerwowy, coś z ładunkiem elektrycznym, ale nie wchodźmy w to teraz. W kontekście pracy energetycznej chodzi raczej o świadome zakorzenienie - wizualizację połączenia z ziemią, oddychanie, skupienie. To trwa kilka minut i robi się to przed i po.


Odpowiedz
Wpisy: 1124
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

To uziemienie przed rytuałem jest w ogóle czymś o czym za mało się mówi kiedy ktoś pyta o rytuały podczas choroby. Celestyna pytała o to czy w ogóle robić - a ja bym dodał pytanie jak się przygotować jeśli się decyduje. Bo to nie jest kwestia zero-jedynkowa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Froen właśnie to. Kiedy miałam gorączkę i mimo wszystko chciałam zrobić coś prostego - zapalić świecę, powiedzieć coś na głos - to nie zrobiłam żadnego przygotowania, bo byłam w trybie 'jakoś to będzie'. I nie wiem czy to był błąd, ale może gdybym choć kilka minut spokojnie pooddychała wcześniej, to byłoby inaczej. Nie twierdzę że coś poszło źle, ale może poszłoby lepiej.


Odpowiedz
Wpisy: 591
Rozpoczynający temat
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

To ciekawe co Malwinia mówi, bo ja kiedy czuję się słabo, przygotowanie to ostatnia rzecz na jaką mam siłę. Zazwyczaj właśnie wtedy robię wszystko impulsywnie - bo czuję że muszę coś zrobić, nie dlatego że zaplanowałam. I zastanawiam się czy ten impuls to jest dobra motywacja, czy raczej sygnał że jestem za bardzo w głowie a za mało w spokoju.


Odpowiedz
Wpisy: 104
(@zaklinaczka84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ten impuls który opisuje Celestyna jest czymś o czym warto się zatrzymać. Bo jest różnica między impulsem który pochodzi z lęku - 'muszę coś zrobić bo inaczej będzie gorzej' - a impulsem który jest bardziej instynktowny, spokojny, wiesz że chcesz to zrobić i tyle. Nie wiem jak to rozróżnić u siebie, ale to dwa różne stany wyjścia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@astaria_59)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 233

@Zaklinaczka84 i myślę że ten lękowy impuls to jest właśnie ten moment kiedy rytuał może działać bardziej jak koc bezpieczeństwa niż cokolwiek innego. Ale to nie znaczy że jest bezużyteczny - koc bezpieczeństwa też ma swoją funkcję. Tylko że trzeba wiedzieć co się robi i po co.


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@rysiek82)
Połączone: 6 miesięcy temu

A ja się zastanawiam czy w ogóle rytuał wykonany z lęku może się udać w sensie energetycznym. Czy intencja lękowa nie zaburza czegoś? Pytam bo naprawdę nie wiem, ale wydaje mi się że jak ktoś jest w panice to ta energia jakoś inaczej się układa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Rysiek82 w tradycji runalnej jest coś takiego jak galdr wykonywany w sytuacji zagrożenia - to nie był stan spokoju i wyciszenia, to było wezwanie z potrzeby. I nie jest powiedziane że taki rytuał jest słabszy. Ale jest różnica między lękiem a pilnością. Pilność to jest skupienie, lęk to jest rozproszenie. Jedno może wzmocnić intencję, drugie ją rozmywa.


Odpowiedz
Strona 4 / 5
Udostępnij: