Ostatnio przy okazji jednego rytuału oczyszczającego zaczęłam się zastanawiać, czy faktycznie ma znaczenie, skąd pochodzi woda. Używałam deszczówki, bo tak wyczytałam w kilku miejscach, ale potem ktoś mi powiedział, że równie dobrze można wziąć kranówkę i intencja i tak robi całą robotę. Nie wiem, czy to takie proste. Czytałam trochę o strukturze wody, o tym jak różne tradycje traktowały źródła, studnie, rzeki... i to nie wygląda na przypadkowe rozróżnienie. Ale z drugiej strony - może to jest tak, że woda z kranu to woda z kranu i nie ma co kombinować? Ciekawa jestem, czy ktoś tutaj świadomie dobiera rodzaj wody do konkretnego rytuału i czy widzi w tym jakąś różnicę.
To jest temat, który naprawdę różni praktyków. W tradycji hoodoo na przykład bardzo konkretnie rozróżnia się wody - jest Florida Water (ale to akurat mieszanina, nie woda sensu stricto), jest woda burzowa zbierana przy pierwszym gromie, woda z trzech rzek, woda cmentarna... każda ma inne zastosowanie i nie są zamienne. To nie jest kwestia intencji, to jest kwestia tego, co ta woda niesie ze sobą energetycznie i symbolicznie. Mam wrażenie, że argument 'intencja zastąpi wszystko' to trochę takie wygodne uproszczenie.
Z jednej strony rozumiem ten argument o intencji, sam go używałem jakiś czas temu. Ale im dłużej pracuję z wodą w medytacjach i rytuałach, tym bardziej czuję, że jednak coś w tym jest z tym rozróżnieniem. Woda ze źródła, które wydobywa się z ziemi głęboko, ma inny 'ciężar' - trudno to inaczej opisać. Deszczówka złapana podczas burzy a deszczówka z lekkiego, wiosennego deszczu to też nie to samo. Nie twierdzę, że kranówka nie działa, ale... no nie jest tym samym.
Deszczówka z burzy to akurat ciekawy przypadek, bo w różnych tradycjach jest przypisywana do bardzo konkretnych celów - głównie do rytuałów związanych ze zmianą, przełomem, rozrywaniem czegoś. Nie używałabym jej do rytualnego oczyszczenia, bo niesie ze sobą zbyt duży ładunek dynamiki. Do oczyszczenia wolę wodę źródlaną albo zbieraną przy pełni - jest spokojniejsza, bardziej receptywna. Chalcedonka, napisałaś 'oczyszczający' - czego dokładnie dotyczył ten rytuał? Bo to może zmieniać odpowiedź.
A co z wodą święconą? Pytam serio, bo mam wrażenie, że w dyskusjach o wodzie w rytuałach często się ją pomija albo traktuje jak 'tylko kościelną', a tymczasem to jest woda, która przeszła przez konkretny rytuał intencji zbiorowej i to nie jest bez znaczenia. Używam jej czasem do czyszczenia przedmiotów, które kupiłem z nieznanych źródeł.
Hej, a czy ktoś próbował robić rytualną wodę księżycową? Bo czytałam, że wystawia się ją na pełnię, ale nigdzie nie mogłam znaleźć, czy ma jakieś konkretne zastosowanie, czy to bardziej taka ogólna 'naładowana' woda do wszystkiego? Bo jeśli woda burzowa jest do zmiany, a woda źródlana do oczyszczenia, to księżycowa do czego?
Zastanawiam się, czy przypadkiem nie mieszamy tu dwóch różnych rzeczy. Bo jedno to symbolika i przypisania kulturowe - woda z rzeki, deszczówka, burzowa etc. A drugie to faktyczna różnica w składzie chemicznym i fizycznym wody. Woda twarda kontra miękka, woda z rożnych warstw geologicznych ma różny skład mineralny... Czy to ma jakieś znaczenie w kontekście rytuałów? Czy rozmawiamy czysto symbolicznie, czy jest jakiś substancjalny aspekt?
A właśnie, bo ja zawsze myślałam, że jak kupuję wodę źródlaną w sklepie, to ona ma te same właściwości co ta bezpośrednio ze źródła. Ale to chyba nieprawda, bo woda siedziała w plastiku, w ciemnym magazynie, była transportowana... czy ona wtedy nie 'traci' czegoś? Jak to w ogóle sprawdzić?
Ta kwestia reaktywacji wody jest ciekawa, bo widziałem różne podejścia. Jedni wkładają kryształy do wody bezpośrednio, inni stawiają naczynie na krysztale, jeszcze inni twierdzą, że samo wystawienie na słońce wystarczy. Czy ktoś tu ma jakieś przemyślenia, co tak naprawdę działa najlepiej? Bo przy przedmiotach - a nie wodzie - mam wrażenie, że kontakt bezpośredni robi różnicę, ale z wodą nie jestem taki pewny.
Hej, a co z wodą z morza? Bo byłam ostatnio nad morzem i nazbierałam sobie trochę wody morskiej, myśląc że się przyda. Ale nie wiem teraz do czego. Czytałam że sól morska oczyszcza, wiec myslę że woda morska też? Czy to jednak inna sprawa niz sól?
Wracając do początku tego wątku - bo trochę odpłynęliśmy - zastanawiam się nad jedną rzeczą. Chalcedonka pytała, czy rodzaj wody naprawdę coś zmienia. Myślę, że kluczowe jest 'naprawdę'. Bo jeśli ktoś wierzy głęboko, że woda burzowa działa inaczej niż kranówka, to dla tej osoby działa inaczej - bo zmienia jej stan wewnętrzny przed rytuałem, jej skupienie, intencję. Czy to jest 'naprawdę'? Zależy co przez to rozumiemy.
Dokładnie to mnie interesuje w tym temacie. Bo nie pytałam, czy różnica jest 'tylko psychologiczna' - pytałam, czy jest różnica. I z tej rozmowy wyciągam, że tradycje, które przez wieki pracowały z różnymi wodami i robiły konkretne rozróżnienia, nie robiły tego bez powodu. Hoodoo, tradycja katolicka z wodą święconą, wicca z wodą księżycową, szamanizm z wodą ze źródeł - to są niezależne od siebie systemy, które doszły do podobnych wniosków. To nie może być tylko zbieżność.
A ja mam pytanie do tego co pisała Chalcedonka - bo ona wspomniała, że tradycje robiły rozróżnienia 'nie bez powodu'. Ale skąd wiemy, że te rozróżnienia były oparte na obserwacji, a nie np. na dostępności? Może woda ze źródła była używana do rytuałów, bo po prostu była czysta i nie chorowało się po jej użyciu, a nie dlatego że miała jakieś szczególne właściwości energetyczne?
To jest uczciwe pytanie, naprawdę. Ale myślę że argument z dostępnością rozkłada się, kiedy spojrzysz na to, że w miejscach gdzie woda ze źródła była powszechna, nadal robiono rozróżnienia między różnymi źródłami, różnymi porami roku, różnymi warunkami zbioru. Gdyby chodziło tylko o czystość, jedno źródło byłoby tak samo dobre jak drugie.
Właśnie ta kwestia rozróżnień wewnątrz tej samej kategorii jest dla mnie najbardziej przekonująca. W folklorze słowiańskim mamy np. rozróżnienie między wodą 'żywą' i 'martwą' - i to nie dotyczyło źródła kontra rzeki, tylko dotyczyło wody zebranej z różnych kierunków, w różny sposób, o różnych porach. To jest zbyt szczegółowe, żeby tłumaczyć to wyłącznie praktyką sanitarną.
O, Magicwoman trafiła w sedno. Żywa i martwa woda to jeden z ciekawszych przypadków, bo pojawia się w bardzo różnych kulturach, nie tylko słowiańskiej. W Iranie mamy wodę 'zarathusztryjską' zebraną przed wschodem słońca, w tradycji celtyjskiej mamy rozróżnienie między wodami płynącymi z wschodu i zachodu. Zbyt wiele zbieżności, żeby to była przypadkowa konwencja.
Czekajcie, bo nie wiem co to jest ta żywa i martwa woda poza bajkami. Czy to jest dosłowne, że jakaś woda jest 'żywa', czy to jest metafora? Bo jak to rozróżnić w praktyce?
Dobra, ale to wszystko dotyczy wody zebranej bezpośrednio. A wracając do mojego wcześniejszego pytania o wodę butelkowaną - bo Chalcedonka powiedziała, że nie wie czy można to sprawdzić obiektywnie. Mnie bardziej interesuje, czy ktoś z was faktycznie rezygnuje z wody butelkowanej i skąd wtedy bierze tę 'odpowiednią' wodę? Bo nie wszyscy mamy dostęp do źródeł.
Odchlorowanie - chlor z kranówki częściowo ulatnia się przy kontakcie z powietrzem, szczególnie jeśli woda jest w otwartym naczyniu. To jest fakt chemiczny, nie ezoteryka. Czy to ma znaczenie rytualne to osobna kwestia, ale fizycznie woda rzeczywiście jest trochę inna po kilku godzinach stania.
No właśnie i tu wracamy do pytania Chalcedonki z początku, bo to jest przykład jak obie warstwy - chemiczna i symboliczna - nakładają się na siebie. Woda bez chloru smakuje inaczej, czujesz ją inaczej, twoje ciało inaczej ją odbiera. Czy to zmienia też coś energetycznie? Nie wiem. Ale sam fakt że jest fizycznie inna sprawia, że rytualne rozróżnienie ma jakieś zakorzenienie.
Dorzucę do tego wątek, o którym mało się mówi - woda destylarowana. Używałam jej raz do rytuału i było coś dziwnego w tej pracy. Woda destylowana jest 'pusta' w sensie mineralnym, nie ma praktycznie nic. I praca z nią miała inną jakość, trudno opisać. Nie mówię że gorsza, po prostu inną. Jakby brakło czegoś, co zwykle jest w tle.
To jest ciekawe, bo woda destylowana jest używana w laboratoriach właśnie dlatego, że jest neutralna - nie wnosi niczego do reakcji. Jeśli to przełożyć na kontekst rytualny, to może woda destylowana jest dobra wtedy, kiedy chcesz mieć czyste 'płótno'? Bez żadnych dodatkowych wpływów? Albo odwrotnie - brak minerałów oznacza brak zakorzenienia, brak kontaktu z ziemią.
Właśnie chciałam zapytać o to zakorzenienie, bo Latawiec użył tego słowa. Czy woda 'zakorzenia' przez minerały, czy przez źródło? Tzn. czy woda destylowana ze źródła górskiego byłaby tak samo 'pusta' jak destylowana z kranówki?
Chyba że wierzy się w pamięć wody, ale to już chyba zupełnie inna dyskusja i wiem że kontrowersyjna. Masaru Emoto i te sprawy. Chalcedonka, co ty o tym myślisz? Bo z jednej strony to jest krytykowane naukowo, z drugiej strony coś w tym kierunku sugerują same doświadczenia z destylowaną.
A czy to znaczy, że badania nad 'czwartą fazą wody' Pollacka mogłyby jakoś tłumaczyć to co czujesz przy destylowanej? Bo on pisał o wodzie strukturalnej przy powierzchniach hydrofilowych i to chyba jednak nie jest tak zero-jedynkowe jak 'woda ma pamięć albo nie'?
Pollack to dobry trop, ale jego badania dotyczą warunków laboratoryjnych - konkretnych powierzchni, konkretnych temperatur. Trudno to bezpośrednio przełożyć na to, co dzieje się w misce podczas rytuału. Choć sam pomysł, że woda przy pewnych materiałach tworzy inną strukturę, jest ciekawy w kontekście naczyń rytualnych - glina, miedź, kryształ.
Miedź jest o tyle specyficzna, że faktycznie wchodzi w reakcję z wodą - iony miedzi przenikają do wody, to nie jest tylko symbolika. W ajurwedzie miedziany dzban na wodę to standard właśnie z tego powodu. Pytanie czy to ma znaczenie rytualnie, czy tylko zdrowotnie - albo jedno i drugie naraz.
