Dobra, ale jest jeszcze jeden aspekt fizyczny który mnie zastanawia - rytm. Czy bez poczucia rytmu w ogóle można to robić? Pytam serio, bo znam osoby które mają naprawdę trudność z rytmem i zastanawiam się czy to jest bariera.
A co jeśli nie masz ani rytmu, ani czegoś co go daje? Czyli całkowita cisza, całkowity bezruch możliwy, brak muzyki, brak bębna - czy wtedy rytmem jest oddech?
Oddech jako rytm to jest zdecydowanie coś. Sama tak pracuję kiedy nie mam pod ręka muzyki ani niczego. Wdech wydech wdech wydech i to juz jest puls. Nie jest to moze najbardziej widowiskowe ale działa na mnie wyciszająco i wprowadza w ten stan skupienia o którym Hela pisała.
Właśnie - i wracamy tym samym do punktu wyjścia całego wątku, tyle że z innej strony. Czy każdy może? Po tej rozmowie mam wrażenie że ograniczenia są znacznie węższe niż myślałam na początku. Kontuzja nie wyklucza, brak poczucia rytmu nie wyklucza, brak wiedzy nie wyklucza. Ale to rodzi kolejne pytanie - czy jest w ogóle coś co wyklucza, czy tylko zmienia formę?
Hela, ale to co napisałaś na końcu jest dla mnie najważniejszym wnioskiem tej rozmowy. Bo ja przyszłam tu z założeniem że rytuały ruchowe to coś dla sprawnych, muzykalnych i wtajemniczonych. I po tym wszystkim co tutaj czytam to mam wrażenie że byłam w błędzie, ale nie wiem jeszcze do końca jak to rozumieć. Czy ograniczenia które zostają to są w ogóle jakieś?
Zostają ograniczenia które są w głowie, nie w ciele. I to jest paradoks bo o tym najtrudniej rozmawiać, bo każda z nas myśli że u niej jest inaczej, że ona naprawdę ma barierę, a nie przekonanie. Ale to nie jest krytyka - sama przez długi czas myślałam że mój sposób myślenia o ruchu mnie dyskwalifikuje.
Dokładnie to samo. I dodałabym że opór mentalny często udaje uzasadnienie fizyczne. Ile razy słyszałam od siebie 'mam złe kolano' kiedy tak naprawdę bałam się głupko wyglądać albo że nic się nie stanie i poczuję się jak idiotka ruszając się w ciszy.
A ja mam odwrotny lęk. Że coś poczuję i nie będę wiedziała co z tym zrobić. I to jest chyba bardziej paraliżujące. Bo na 'nic nie poczuję' można się przygotować emocjonalnie, ale na 'coś poczuję' już trudniej.
Hela to jest bardzo szczere i ja tak miałam przez długi czas. Że sie bałam własnej reakcji bardziej niz braku reakcji. To jest chyba jeden z powodów dla których rytuały w grupie mogą byc dla niektórych łatwiejsze na początku - nie jesteś sama z tym czymkolwiek co sie pojawi.
To są dwa różne pytania i obie odpowiedzi mogą być jednocześnie tak. Są tradycje gdzie liczy się wyłącznie zbiorowa intencja i wtedy fizyczna obecność innych zmienia charakter samego rytuału, nie tylko nastrój. Ale są też podejścia gdzie rytuał jest całkowicie wewnętrzny i obecność grupy działa głównie na poziomie poczucia bezpieczeństwa. Problem w tym że trudno to rozdzielić empirycznie bo nie wiesz czy coś się różniło bo byłaś w grupie czy bo czułaś się pewniej.
To jest bardzo dobra metafora i jednocześnie trochę komplikuje odpowiedź na tytułowe pytanie wątku. Bo jeśli są rytuały ruchowe które strukturalnie wymagają grupy, to nie chodzi już o to 'czy każdy może je robić' tylko 'czy każdy może znaleźć do nich dostęp' - a to są inne pytania.
Właśnie miałam napisać to samo. Że my przez całą rozmowę trochę zakładałyśmy że rytuał ruchowy to coś co robisz sama albo co możesz robić sama, a tu wychodzi że część z nich wymaga kontekstu zbiorowego. I wtedy pytanie o dostępność staje się pytaniem o dostęp do wspólnoty, a nie tylko o predyspozycje osobiste.
To jest coś o czym nie myślałam i teraz mi się trochę wszystko przeorganizowuje. Bo przez całą rozmowę myślałam o sobie jako o osobie ćwiczącej solo i zastanawiałam się czy mogę. A tu wychodzi że może w ogóle szukam czegoś innego niż myślałam.
I może o to chodziło w tytule tego wątku od samego początku, tylko ja sama nie wiedziałam że to jest pytanie o strukturę a nie o barierę. Czy każdy może - tak, ale co oznacza 'robić' to już zależy od tego o jakim rytuale mówimy. Kilka godzin temu odpowiedziałabym prosto. Teraz nie wiem i to chyba jest dobry znak.
Hela, ale to 'nie wiem' jest produktywne czy paraliżujące? Bo różnie bywa z takimi rewizjami. Czasem otwiera, czasem człowiek siada i nie wie od czego zacząć.
Dorotka73, na razie bardziej otwierające niż paraliżujące, ale szczerze - nie jestem pewna jak długo to potrwa. Bo mam wrażenie że im dłużej rozmawiamy, tym więcej pytań i mniej jasnych odpowiedzi. Co nie jest złe samo w sobie, tylko wymaga jakiegoś nowego podejścia do tematu. Jakby trzeba było zresetować punkt startowy.
Mnie uderza to co Izoldka powiedziala wczesniej - ze pytanie 'czy każdy może' zmienia sie w pytanie o dostęp do kontekstu. I myslę że to dotyczy nie tylko rytuałow grupowych. Nawet solo masz pytanie o dostep - do przestrzeni, do czasu, do stanu wewnętrznego w którym w ogóle możesz cokolwiek zacząć.
Czytam to i myślę że może właśnie dlatego tak trudno mi było w ogóle zacząć cokolwiek ruchowego. Nie dlatego że nie chciałam, tylko że nie było czegoś co Telepatka80 nazwała 'miejscem w życiu'. Wszystko inne zajmowało tyle przestrzeni że ruch rytualny wyglądał jak luksus.
I tu jest jeden z ciekawszych paradoksów w tradycjach opartych na ruchu rytualnym - w wielu z nich zakłada się właśnie że rytuał nie jest odpowiedzią na spokój, tylko wejściem w ruch kiedy niczego nie ma. Konkretnie w praktykach tańca transowego, jak zar w Etiopii czy Egipcie, praktykuje się go właśnie w momentach napięcia, choroby, kryzysu. Spokój nie jest warunkiem wejścia, jest ewentualnym efektem.
To jest coś czego nie wiedziałam i teraz mam pytanie do siebie samej - od której strony ja sama podchodzę do ruchu? Bo jak się zastanawiam, to zdecydowanie stoję w tym zachodnim modelu 'najpierw spokój'. I nie wiem czy to jest wybór czy po prostu to co wchłonęłam z różnych materiałów.
Mam pytanie które może być głupie, ale - czy rytuał musi mieć stałą strukturę żeby być rytuałem? Bo w tej rozmowie kilka razy pojawia się to jako kryterium, ale zastanawiam się czy to nie jest definicja którą nakładamy z zewnątrz.
To nie jest głupie pytanie, wręcz przeciwnie. W antropologii rytuału jest długa dyskusja właśnie o tym. Victor Turner rozróżniał rytuał od ceremonii i od zwykłego zachowania symbolicznego, i jednym z kryteriów była liminalność - wejście w stan pomiędzy. Stała struktura jest jednym ze sposobów na wywołanie liminalności, ale nie jedynym. Improwizacja w odpowiednim kontekście może działać tak samo.
Liminalnośc to dobre słowo i nagle mi sie skojarzylo z czymś zupełnie innym - że może właśnie dlatego taniec solowy w domu tak trudno 'uruchomić', bo nie ma żadnego progu do przekroczenia. Nie ma momentu który oddziela to co przed od tego co w środku. Brakuje jakiegoś sygnału.
To co Kornelia.x opisała - że robiła coś intuicyjnie i dopiero potem zobaczyła dlaczego - to chyba jest jedna z trudniejszych rzeczy w takich praktykach. Że nie wiesz czy robisz coś sensownie czy po prostu masz swoje dziwactwa. Czy jest jakoś sposób żeby to rozróżnić?
Jagienka72, ja przestałam próbować to rozróżniać po jakimś czasie. Nie dlatego że doszłam do jakiegoś wniosku, tylko że pytanie 'czy to ma sens' zaczęło mi przeszkadzać bardziej niż pomagać. Jeśli coś tworzy ten próg o którym mówi Saturnella.2 i Kornelia.x, to może to jest już wystarczające kryterium.
Zastanawiam się czy my teraz nie jesteśmy w jakimś punkcie gdzie pytanie z tytułu - 'czy każdy może' - zostało tak rozłożone na czynniki że właściwie zniknęło jako jedno pytanie i stało się kilkoma mniejszymi. Co nie jest złe, ale ciekawi mnie - co byście odpowiedziały gdybyście musiały dać jedną odpowiedź komuś kto pyta zupełnie od zera?
Telepatka80, to jest dobre pytanie i chętnie spróbuję odpowiedzieć ale musze najpierw powiedzieć że dla mnie to 'czy każdy może' rozpadło się na dwa zupełnie różne pytania. Jedno to 'czy każde ciało może' i drugie 'czy każda sytuacja życiowa pozwala'. I to są tak różne pytania że właściwie wymagają osobnych rozmów.
