To co Barni opisuje z notatkami z poprzedniego cyklu - ja robię podobnie, tylko przy runach. Ciągne losowanie i porównuje z tym co losowałam przy pełni. Sierp malejący często mi pokazuje co zostało nierozwiązane, zamiast pokazywać co nowego. Nie wiem czy to kwestia fazy czy po prostu w tym czasie jestem bardziej refleksyjna.
Ten problem z odróżnieniem własnej reaktywności od wpływu fazy chyba nigdy nie da się do końca rozwiązać bez długotrwałej obserwacji. I nawet wtedy nie wiadomo czy korelacja to przyczyna. Ale Metody pytał co się robi w sierpie - ja z kolei zauważam że dobre jest wtedy jakiekolwiek oczyszczanie przestrzeni fizycznej. Nie jako rytuał magiczny koniecznie, ale jako coś co odpowiada tej fazie energetycznie. Wyrzucanie, porządkowanie, oddawanie rzeczy.
Granica miedzy rytualem a zwykłą czynnością to w ogóle ciekawy temat. Mam wrażenie że jak świadomie kierujesz uwagę na coś i robisz to w określonym kontekście, to czyność staje się rytualna bez żadnych dodatkowych elementów. Wyrzucam stare dokumenty na malejącym i myślę przy tym że wyrzucam coś więcej niż papier - to już coś zmienia w tej czynności.
No ale chwila - czy ten 'realny efekt poza tobą' to nie jest właśnie to założenie które trzeba by udowodnić zanim zaczniemy na nim budować resztę? Bo z całej tej rozmowy wynika że większość efektów jest w nas, w naszym skupieniu, w naszej intencji. To czemu zakładamy że jest też coś poza?
Ja słucham tej dyskusji o dowodach i trochę się kręcę w kółko, bo dla mnie to nie jest pytanie o dowody. Jak mi coś działa, to działa. Nie potrzebuję wiedzieć dlaczego na poziomie fizyki. Tylko - wracając do tego sierpa malejącego - mam problem że ta cisza którą opisujecie mi się nie zdarza naturalnie. Cały czas chcę coś robić.
Stokrotunia - zaczynasz od teraz. Serio, zapis z jednego cyklu już coś daje. Nie musisz mieć historii żeby zacząć obserwować. A co do tej ciszy - ja zrozumiałam dopiero jak ją naruszyłam. Zrobiłam coś aktywnego w głębokim sierpie i czułam się przez kilka dni jak po złej decyzji. Nie wiem czy to faza, ale ciało dało znać.
To co Selena opisuje - to poczucie po złej decyzji - jak to fizycznie wyglądało? Pytam bo sam nie umiem odróżnić czy jestem zmęczony po rytuale bo rytuał był energetycznie wymagający, czy dlatego że był nie w porę, czy po prostu byłem zmęczony przed.
To notowanie stanu przed i po to jedna z lepszych rzeczy jakie można zrobić na początku obserwacji. Tylko warto to robić bez uprzedzeń co powinno wyjść - to znaczy nie pisać 'było źle bo robiłam w złej fazie', tylko po prostu opisywać co się działo. Wnioski wyciąga się potem, nie w trakcie.
A to nie jest problem że kiedy notujesz to już interpretujesz? Mam na myśli - samo słowne opisanie doświadczenia zmienia je trochę, bo musisz wybrać słowa, a słowa narzucają jakiś sens. Nie umiem tego rozwiązać w praktyce notując. Może dlatego mi to nie wychodziło.
To co mówi Celestynka o spójnym filtrze jest sensowne, ale mam pytanie - czy ta rozmowa gdzieś nas doprowadza jeśli chodzi o ten malejący? Bo mam wrażenie że byliśmy przy konkretach (kiedy co robić, jaka część malejącego do czego), a teraz jesteśmy przy filozofii notowania. Ciekawi mnie - czy ktoś ma jakąś konkretną rzecz którą robi wyłącznie w malejącym i nigdy indziej?
Wracając do meritum - Erazm ma rację że trochę odpłynęliśmy. Konkretnie o sierpie: mam wrażenie że dużo osób myli fazę malejącą z bierną. To nie jest to samo. Malejący to czas aktywnej redukcji, nie czekania. Różnica jest w tym czy twoja aktywność jest skierowana na coś co chcesz zbudować, czy na coś co chcesz zakończyć lub oczyścić. Jak działasz żeby zakończyć - sierp daje ci energię tej intencji. Jak działasz żeby zbudować - jesteś pod prąd i nie chodzi tu o żadną mistyke, tylko o to że twoja intencja i faza są w konflikcie.
Okej, ale jak to wygląda w praktyce - mówisz 'aktywna redukcja', ale co to konkretnie? Bo jak ktoś robi rytuał żeby się pozbyć złego nawyku, to jest aktywny i redukuje. Ale jak ktoś robi afirmacje na nowe możliwości, to też jest aktywny. Gdzie jest ta granica między 'jestem pod prąd' a 'działam poprawnie'?
Ja robiłam coś takiego niespecjalnie, ale wyszło z notatek. Ciągnęłam te same runy z tą samą intencją w nowiu i w sierpie malejącym i wyniki były inne w sensie jakie runy wypadały i jak je odczytywałam w kontekście. W nowiu więcej kart czynnościowych, w sierpie więcej tych które kojarzę z zamknięciem. Hagalaz czy Nauthiz. To oczywiście losowanie, ale wzór powtarzał się kilka razy.
A jak ty wiesz że właśnie tak odczytujesz Hagalaz a nie jakkolwiek inaczej? Pytam serio, nie złośliwie - bo różne źródła podają różne znaczenia dla tej runy i zastanawiam się czy nie wybierasz interpretacji pasującej do tego co już wiesz o fazie.
To co mowi Selena o spójnosci wewnętrznej jest ważne i chyba niedoceniane. Jak mieszasz systemy to dostasz chaoes. Ja kiedyś próbowałem łączyć numerologię z fazami i wychodziło mi że każda data sierpa malejącego nakłada sie na inne wibracje liczbowe i przez to nigdy nie byłem pewien co przeważa. W końcu wybrałem jedno i trzymam się tego.
Celtyk, a jak to z numerologią konkretnie łączyłeś? Bo mnie interesuje właśnie ta nakładka. Dzień miesiąca, dzień tygodnia, rok? Bo to się robi naprawdę skomplikowane jak zaczniesz liczyć wszystkie warstwy i nie wiadomo co jest nadrzędne.
To jest rozsądne wyjście. Nakładanie systemów działa tylko jeśli wiesz który ma pierwszeństwo i dlaczego. Bez tej hierarchii masz szum zamiast sygnału. Przy sierpie malejącym - jeśli ktoś chce się trzymać samej fazy, to najprostsze pytanie jest: co chcę zakończyć lub z czego chcę się uwolnić? I pod to dobrać formę rytuału. Bez nakładek.
A co jeśli chcę zakończyć coś konkretnego ale nie wiem od czego zacząć pod kątem formy? Mam na myśli - no dobra, wiem że chcę się uwolnić od pewnego wzorca myślowego, sierp malejący jest, ale co robię? Piszę i spaluję? Medytuję? Chodzę po pokoju? Czemu jedno ma być lepsze od drugiego?
Ja chcę zapytać o coś może banalnego, ale naprawdę nie wiem - czy jest jakaś różnica między tym co robisz w sierpie sierpa a w ostatniej kwadrze? Bo w kalendarzu księżycowym mam te dwie fazy jako osobne i zastanawiam się czy ostatnia kwadra to już zupełnie inne działanie czy jeszcze ta sama energia tyle że głębsza.
To co pisze Gwiazdarka zgadza się z tym co widzę w tranzytach. Ostatnia kwadra często przynosi napięcia które wyglądają jak cofki, ale to nie jest cofnięcie - to jest próba przed zamknięciem. Jak ktoś zaczyna rytuał zamknięcia w samej kwadrze a nie po niej, to niezłe sie denerwuje bo czuje opor. Po kwadrze ten opor odpuszcza i łatwiej kończyć.
To co Marlenka opisuje jako zewnętrzny opór przy kwadrze znam z własnej praktyki. Dla mnie ta kwadra to moment gdzie coś czego chcę zakończyć zaczyna się 'bronić' - nagle wracają stare sprawy, telefony od osób które chciałem wyczyścić z życia, okoliczności które zmuszają do zajęcia się tym co miało już być zamknięte. Nie nazwałbym tego pechowym tygodniem, bo jakość jest za specyficzna. Ale Felicjan ma rację że bez konsekwentnego śledzenia nie ma sensu wyrokować.
Przepraszam że wchodzę w środek, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówicie o ostatniej kwadrze jako o osobnym momencie w czasie sierpa malejącego, tak? Czyli jak patrzę w kalendarz i mam zaznaczoną kwadrę, to powinam poczekać aż ona minie zanim zacznę coś zamykać? Czy to jest ten wniosek?
Ja bym dodała że to też zależy od tego co zamykasz. Coś co ma dużo emocjonalnego ładunku - relacja, wzorzec który ciągnie się latami - to przy kwadrze może być trudniejsze do utrzymania spokoju w rytuale. Coś bardziej technicznego, nawyk, rutyna - tam kwadra mniej mi przeszkadza.
A czy ktoś probował robić rtuał zamkniecia w sierpie i potem śledzić czy to co chciał zamknąć faktycznie przestaje wracać? Bo mi się wydaje że to jedyny sposób żeby wiedzieć czy w ogóle to działa niezależnie od fazy.
Ten problem z weryfikacją jest fundamentalny dla całego tematu. Nie ma kontrolowanego eksperymentu gdzie robisz rytuał zamknięcia w sierpie i w pełni i porównujesz wyniki. Zostają obserwacje własne i wzorce powtarzające się na tyle żeby coś znaczyły. To jest słabe metodologicznie ale w tej dziedzinie to wszystko co mamy.
Ale skoro to jest tak słabe metodologicznie to po co w ogóle przykładać wagę do fazy? Tzn. pytam serio - jeśli nie możemy tego sprawdzić, to czy sama faza ma znaczenie czy to bardziej kwestia tego że robimy rytuał z intencją i to intencja działa?
Dobra ale wróćmy na chwilę do czegoś konkretnego. Mamy sierp malejący, chcemy coś zakończyć. Jaką różnicę czujecie między robieniem tego w środku sierpa a tuż przed nowiem? Bo to chyba inna energia, nie?
