Forum

Asystent AI
Czy dzieci powinny ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Czy dzieci powinny uczestniczyć w rytuałach dorosłych

Strona 1 / 5

Wpisy: 645
Rozpoczynający temat
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co widzę coraz częściej w różnych grupach praktykujących - mianowicie nad tym, czy i w jakim stopniu dzieci powinny uczestniczyć w rytuałach, które dorośli traktują jako swoją praktykę. Nie mówię tutaj o żadnym jednym systemie, bo to dotyczy i wiccan, i praktykujących zgodnie z różnymi tradycjami słowiańskimi, i rodzin, gdzie jeden z rodziców pali kadzidło i wystawia kamienie, a drugi patrzy z boku. Mam wrażenie, że to temat, który polaryzuje bardziej niż większość innych - jedni uważają, że dzieci powinny być z tym od początku, bo to naturalna część życia rodziny, inni, że to narzucanie im czegoś, na co nie mają jeszcze własnego zdania. Co wy na to? Jak to wygląda u was w praktyce?


Odpowiedz
220 odpowiedzi
Wpisy: 296
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

No to zależy od tego, co rozumiemy przez uczestnictwo. Jest duża różnica między tym, że dziecko siedzi przy stole podczas rodzinnego rytuału przesilenia, bo tak zawsze było, a tym, że ktoś świadomie prowadzi je przez jakiś konkretny rytuał z oczekiwaniem, że ono to poczuje tak samo jak dorosły. Pierwsze - uważam za normalne. Drugie - już bym ostrożniej podchodził. Moje dzieci od małego widziały, że pracuję z runami, ale nigdy nie próbowałem ich w to wciągać. Jak będą chciały, zapytają. Jedna zresztą zapytała, jak miała z jakieś dwanaście lat.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@cyprysik_61)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 276

@Runolog A ta, która zapytała - jak to wyglądało? Pokazałeś jej coś, wytłumaczyłeś, czy raczej dałeś jej przestrzeń żeby sama odkrywała?


Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Cyprysik_61 Dałem jej kilka run do ręki, opowiedziałem skąd pochodzą, jakie mają znaczenie historyczne. Żadnych rytuałów, żadnych ceremonii. Ona sama potem zaczęła czytać i po jakimś czasie powiedziała, że to nie dla niej. I wiesz co? Ucieszyłem się. Nie dlatego, że nie chciałem jej tego przekazywać, ale dlatego, że to był jej wybór, a nie mój.


Odpowiedz
Wpisy: 613
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Ale czy to w ogóle jest problem, jeśli dziecko jest przy rytuale i po prostu patrzy? Ja wychowałam się w domu, gdzie babcia robiła różne rzeczy - świece, zioła, odczynianie uroku - i nikt nad tym nie filozofował. Byłam przy tym, pomagałam zbierać zioła, to było po prostu życie. Nikt mi nie tłumaczył co to jest, po prostu było. I nie mam poczucia, że coś mi to zrobiło złego.


Odpowiedz
Wpisy: 370
(@protazy)
Połączone: 1 rok temu

No właśnie tu jest clue - kiedy to jest po prostu życie, a kiedy staje się rytuałem z ciężarem symbolicznym, który dziecko ma poczuć i przetworzyć. Twoja babcia zbierała zioła i paliła świece. To jest jedno. Ale jeśli rodzic zasiada z dzieckiem do ceremonii inicjacyjnej, oczekując że tamto to przeżyje tak samo intensywnie - to już zupełnie inna historia. Granica jest płynna i myślę, że właśnie dlatego ten temat jest tak niejednoznaczny.


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@jagusia)
Połączone: 2 tygodnie temu

Przepraszam, że wchodzę z takim pytaniem, ale a co z bezpieczeństwem w tym wszystkim? Nie chodzi mi o żadne straszenie, ale jak dziecko jest przy rytuale, który ma jakiś ładunek energetyczny - to czy to nie wpływa na nie w sposób, na który nie jest przygotowane? Słyszałam różne opinie i nie wiem co o tym myśleć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 645

@Jagusia To jest akurat pytanie, które pojawia się zawsze w takich dyskusjach i rozumiem skąd się bierze. Tradycje, które traktuję jako bliskie - i słowiańskie, i celtyckie, i szamanistyczne - historycznie zakładały, że dzieci są obecne przy rytuale od urodzenia, bo rytuał nie był wydzieloną przestrzenią dla wtajemniczonych, tylko tkwił w codzienności. Problem pojawia się, gdy rytuał jest wyrwany z kontekstu i traktowany jak coś wysoce specjalistycznego, do czego trzeba dojrzeć. Bo wtedy faktycznie rodzic może nieświadomie tworzyć dziecku coś, czego ono nie ma jak osadzić.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@zaneczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

A ja mam inne pytanie - czy w ogóle powinniśmy zakładać, że dzieci tego nie czują? Bo mój syn mając cztery lata mówił rzeczy, które po prostu nie pasowały do tego, co mógł wiedzieć. I jak zapytałam go kiedyś dlaczego lubi być przy tym jak medytuję, powiedział że jest mu wtedy cicho w głowie. Może one są bardziej otwarte na te rzeczy niż my myślimy?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@protazy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 370

@Zaneczka To co opisujesz z synem jest ciekawe, ale mam pytanie - czy on sam przy tym siadał, czy zapraszałaś go? Bo to robi różnicę. Jeśli dziecko samo lgnie do tej przestrzeni, to jeden temat. A jeśli je wciągamy, bo chcemy mieć je przy sobie podczas praktyki - to już pytanie, czy robimy to dla niego, czy dla siebie.


Odpowiedz
(@zaneczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 289

@Protazy Sam przychodził, siadał obok i się nie ruszał. Ja nigdy nie prosiłam. Teraz ma osiem lat i już tak nie robi, woli grać - i też jest okej. To jego wybór.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@dagmarka)
Połączone: 1 rok temu

Znam rodziny, gdzie dzieci są wciągane w rytuały praktycznie od niemowlęcia i doroślejąc albo to odrzucają z furią, albo przejmują bez żadnego własnego przemyślenia, bo po prostu nie znają niczego innego. Jedno i drugie wydaje mi się problematyczne. To trochę jak z religią zresztą - dziecko wychowane w katolicyzmie często albo zostaje katolikiem z przyzwyczajenia, albo buntuje się spektakularnie. Pytanie czy chcemy takiej dynamiki z ezoteryką.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 613

@Dagmarka No ale ta analogia z religią trochę kuleje, bo religia narzuca dziecku konkretny system wierzeń z teologią, dogmatami, grzechem. A to, że dziecko jest przy rytuale - na przykład przy zapalaniu świecy czy przy wyjściu na las podczas przesilenia - to niekoniecznie narzucanie mu systemu. To może być po prostu bycie razem przy czymś, co ma znaczenie dla rodziny.


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@hilek-pl)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mam trochę inne doświadczenie z tym tematem - pracuję z czakrami od lat i moja córka pytała mnie kiedyś o to co robię. Zamiast tłumaczyć jej co to jest czakra i jak działa, po prostu zapytałem ją jak się czuje w różnych miejscach ciała. I ona sama zaczęła opisywać rzeczy, które brzmiały jak opis przepływu energii - ale własnymi słowami, bez żadnego mojego wpływu. Myślę, że czasem mniej tłumaczenia, a więcej pozwalania na obserwację daje coś znacznie głębszego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@orlikowa-pl)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 287

@Hilek.pl To mi się podoba. Ale mam pytanie - a jeśli dziecko zapyta wprost: tato, co to jest, jak to działa, czy to magia? Co wtedy? Dać mu odpowiedź czy znowu odesłać do własnych obserwacji?


Odpowiedz
(@hilek-pl)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Orlikowa.pl Ja wtedy odpowiadam szczerze, ale na poziomie, który ona może ogarnąć. Mówię, że są rzeczy, których nauka jeszcze nie do końca wyjaśniła, że różne kultury rozumiały ciało i energię inaczej, i że sama może z czasem sprawdzić co dla niej działa. Nie wciskam jej swojej interpretacji jako jedynej słusznej.


Odpowiedz
Wpisy: 645
Rozpoczynający temat
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

Jest jeszcze jedna kwestia, o której mało kto mówi wprost - a mianowicie, że niektóre rytuały mają charakter inicjacyjny z definicji i po prostu nie są przeznaczone dla dzieci. Nie dlatego, że są niebezpieczne, ale dlatego, że wymagają pewnego rodzaju gotowości psychicznej i życiowego doświadczenia, żeby cokolwiek z nich wynieść. Inicjacje w tradycjach szamanistycznych, rytuały przejścia w różnych systemach - one istnieją właśnie dlatego, że mają sens wyłącznie w określonym momencie życia. Mieszanie tego z rytuałami codziennymi, do których dzieci mogą naturalnie należeć, to moim zdaniem błąd, który robią nawet doświadczeni praktycy.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@jasnowidz96)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje od początku - kto decyduje, który rytuał jest inicjacyjny, a który jest codziennym? Bo z zewnątrz, dla kogoś kto nie jest w tej tradycji, każde zapalanie świecy z intencją może wyglądać jak coś poważnego. Jak rodzic ma tę granicę wyznaczyć?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Jasnowidz96 Decyduje kontekst i intencja. Jeśli zapalam świecę bo lubię atmosferę i mam jakiś zamiar co do siebie - to jedno. Jeśli odprawiam rytuał, gdzie są wezwania, gdzie jest otwieranie przestrzeni, gdzie są zobowiązania - to drugie. Dla mnie ta granica jest dosyć wyraźna, choć rozumiem, że dla kogoś z zewnątrz może nie być.


Odpowiedz
Wpisy: 276
(@cyprysik_61)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie wróciłam do tego tematu po przerwie i zauważam, że rozmawiamy głównie o dzieciach jako biernych obserwatorach albo uczestnikach. A co z rytuałami, które w tradycjach są wprost przeznaczone dla dzieci - jak różne obrzędy przejścia, nadawanie imion, obrzędy przy pierwszym zębie czy przy dojrzewaniu? W wielu kulturach to właśnie dziecko jest centrum rytuału, a nie dodatkiem do praktyki dorosłego. To chyba zupełnie osobna kategoria?


Odpowiedz
Wpisy: 276
(@cyprysik_61)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie wróciłam do tego tematu po przerwie i zauważam, że rozmawiamy głównie o dzieciach jako biernych obserwatorach albo uczestnikach. A co z rytuałami, które w tradycjach są wprost przeznaczone dla dzieci - jak różne obrzędy przejścia, nadawanie imion, obrzędy dojrzewania? Tam dziecko nie obserwuje, tam jest głównym bohaterem. I to chyba inna rozmowa niż ta, którą tu prowadzimy?


Odpowiedz
Wpisy: 645
Rozpoczynający temat
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest bardzo istotne rozróżnienie. Rytuały inicjacyjne dla dzieci - i mówię tu o tradycyjnych, nie o wymyślonych na kolanie w ostatnich dekadach - były zawsze projektowane z myślą o konkretnym momencie w życiu dziecka. Słowiańskie postrzyżyny, celtyckie nadawanie imienia przed wspólnotą, szamanistyczne rytuały wejścia w wiek sprawczy - to nie były ceremonie, przy których dziecko przypadkowo siedziało. To były obrzędy zaprojektowane dla niego, przez wspólnotę, która rozumiała, że dziecko w danym momencie życia potrzebuje zakotwiczenia. To zupełnie inna logika niż 'czy mogę zabrać córkę na mój rytuał'.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@dagmarka)
Połączone: 1 rok temu

A czy masz jakieś źródła do tych słowiańskich postrzyżyn? Pytam serio, bo znam tę nazwę, ale nigdy nie zagłębiałam się w to, jak ten rytuał wyglądał w praktyce. Wiem, że chodziło o pierwsze strzyżenie, ale co dalej - kto uczestniczył, co oznaczał, w jakim wieku?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 645

@Dagmarka Postrzyżyny były przeprowadzane między siódmym a dziesiątym rokiem życia, zawsze przez ojca lub starszego mężczyznę z rodu - nie matkę. Znaczenie było wielowarstwowe: odcięcie od świata niemowlęcia, wejście w grupę dzieci zdolnych do pracy i nauki, symboliczne przejście pod opiekę Peruna zamiast Mokszy. Włosy były zakopywane albo składane w wodzie. Źródła? Aleksander Gieysztor, 'Mitologia Słowian' - to punkt startowy. Ale też prace Anny Pawlak o obrzędowości słowiańskiej, choć te są trudniej dostępne. W anglojęzycznych opracowaniach znajdziesz to pod hasłem 'post-christening rites in Slavic cultures'.


Odpowiedz
Wpisy: 296
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

I właśnie to jest przykład rytuału, który miał sens dla dziecka, bo był przez wspólnotę rozumiany i przeprowadzany przez kogoś z autorytetem. Nie przez rodzica, który sam akurat praktykuje - przez starszego, który to robił, bo tak wynikało z tradycji. Pytanie, czy my dzisiaj, w kontekście indywidualnych praktyk, możemy w ogóle powiedzieć, że robimy coś analogicznego. Bo brakuje nam wspólnoty, która by to obramowała.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@protazy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 370

@Runolog To mnie uderza w tej rozmowie od jakiegoś czasu - cały czas mówimy 'rytuał' jakby to było jedno słowo, a tymczasem to co opisujesz z postrzyżynami to jest coś osadzonego w strukturze społecznej, z konkretną rolą starszego, z konsensusem wspólnoty. A współcześnie większość z nas praktykuje w izolacji. Nie ma starszego, nie ma wspólnoty, która by potwierdziła moment przejścia. I wtedy pytanie 'czy dziecko powinno uczestniczyć' nabiera innego wymiaru - bo kto tu jest autorytetem?


Odpowiedz
Wpisy: 287
(@orlikowa-pl)
Połączone: 10 miesięcy temu

To jest chyba najciekawszy wątek w tej rozmowie. Bo jeśli brakuje wspólnoty, to rytuał staje się bardzo prywatny - i wtedy rodzic jest jednocześnie celebransem, starszym i jedynym świadkiem. Czy to w ogóle działa tak samo? Pytam szczerze, bo sama praktykuję i nigdy nie miałam wokół siebie grupy, która by to potwierdzała.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 613

@Orlikowa.pl A mnie się wydaje, że ta wspólnota może być mniejsza niż myślimy. Babcia, mama, ciocia - to też jest wspólnota, jeśli są obecne i rozumieją co się dzieje. W domach wiejskich, w których jeszcze kilkadziesiąt lat temu odbywały się takie obrzędy, nie było żadnej 'tradycji oficjalnie zatwierdzonej'. Po prostu kobiety w rodzinie wiedziały co i kiedy.


Odpowiedz
(@cyprysik_61)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 276

@Bernadka87 Zgadzam się z tym częściowo, ale to co opisujesz to był przekaz z pokolenia na pokolenie - babcia uczyła matkę, matka córkę. A teraz? Większość z nas weszła w te praktyki samodzielnie, z książek albo internetu, bez żadnej babci, która by powiedziała 'tak się to robi'. I wtedy pojawia się pytanie czy my mamy prawo przeprowadzać kogoś przez rytuał przejścia, skoro sami przez niego nie przeszliśmy w żadnej ciągłości tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@jasnowidz96)
Połączone: 1 rok temu

Słucham i mam wrażenie, że ta rozmowa kręci się wokół legitymizacji - kto ma prawo przeprowadzać rytuały, kto jest starszym, czy jest wspólnota. Ale może to jest pytanie ze świata, który już nie istnieje? Tradycja się urywa, a życie idzie dalej. Rodzice praktykoją co praktykoją i dzieci widzą to. Czy naprawdę musimy mieć zatwierdzonego starszego żeby to miało sens?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 645

@Jasnowidz96 Nie chodzi o zatwierdzonego starszego w biurokratycznym sensie. Chodzi o to, że rytuał bez kontekstu, bez kogoś kto go rozumie głębiej niż my sami, bez żadnej korekty - może być po prostu pustą formą. Albo może być czymś, co my rozumiemy jedynie częściowo i wtedy przeprowadzamy przez niego dziecko w oparciu o nasze niepełne rozumienie. To mnie nie tyle niepokoi co... zastanawia. Bo postrzyżyny odprawiane przez kogoś, kto przeczytał o tym trzy artykuły, to jednak coś innego niż przekaz żywej tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@hilek-pl)
Połączone: 7 miesięcy temu

A czy ktoś z was miał dziecko, które samo zapytało o jakiś rytuał albo samo chciało coś przeprowadzić - nie z inicjatywy rodzica? Bo moja córka jakiś czas temu powiedziała, że chce 'coś zrobić' na pożegnanie z przyjaciółką, która wyjeżdżała za granicę. I sama wymyśliła coś z kamieniami, ze świecą i z kartką. Nie od nas, nie z żadnej tradycji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zaneczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 289

@Hilek.pl No i właśnie - to chyba odpowiedź na część tej rozmowy. Dzieci mają własny instynkt ceremonialności. One same tworzą rytuały, tylko że my ich nie nazywamy rytuałami. Każdy dziecięcy rytuał pożegnania, każde 'musimy zjeść razem przed wyjazdem', każde zakopywanie czegoś w ogrodzie - to jest ta sama potrzeba.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@dagmarka)
Połączone: 1 rok temu

To co Zaneczka pisze jest udokumentowane w psychologii - Jean Piaget opisywał myślenie magiczne u dzieci jako fazę normalnego rozwoju, ale późniejsze badania Boyera i Bergera pokazały, że rytualizacja zachowań redukuje lęk u dzieci niezależnie od treści rytuału. Dzieci tworzą rytuały ochronne spontanicznie. Więc pytanie nie brzmi 'czy wprowadzać dzieci w rytuały', tylko 'jakie rytuały i z czyjej inicjatywy'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@protazy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 370

@Dagmarka Boyera kojarzyłem głównie z 'Religion Explained', ale nie wiedziałem że pisał coś o dziecięcej rytualizacji - masz jakieś konkretne odwołanie do tego?


Odpowiedz
(@dagmarka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 361

@Protazy Chodzi mi o badania z nurtu kognitywnej nauki o religii - Boyer współpracował z Lienard'em i razem opublikowali w 2006 w 'Behavioral and Brain Sciences' artykuł o rytualizacji, gdzie jednym z wątków była właśnie funkcja rytuałów w redukcji niepewności, w tym u dzieci. Nie pamiętam dokładnego tytułu, ale wiesz jak szukać.


Odpowiedz
Wpisy: 296
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

To mi się klei z tym co Bernadka pisała wcześniej o babci i ziołach. Tam nie było pytania 'czy dziecko jest gotowe na ezoterykę' - tam było zwykłe życie, które miało wymiar symboliczny. I może właśnie ta naturalność jest czymś, czego nam dziś brakuje. Zamiast zastanawiać się czy dziecko może być przy rytuale, może lepiej zapytać czy nasze życie w ogóle ma rytualny wymiar na co dzień - przy stole, przy wejściu do domu, przy pożegnaniu.


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@jagusia)
Połączone: 2 tygodnie temu

Ale to jest inne pytanie niż to co nas tu zajmuje, prawda? Bo jedno to codzienne gesty z symboliką, a drugie to konkretne rytuały z intencją, z ładunkiem, z otwieraniem przestrzeni - jak to ktoś wcześniej powiedział. I mnie właśnie ta druga kategoria niepokoi w kontekście dzieci. Nie kwiatki na stole, tylko coś, co ma realnie coś zmieniać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 613

@Jagusia A skąd wiesz, że babcine odczynianie uroku nie miało 'ładunku i intencji'? Ona była przekonana, że robi coś prawdziwego. Dla niej to nie była dekoracja. I byłam przy tym i jakoś przeżyłam, i nie czuję żadnych konsekwencji oprócz tego, że zioła dalej lubię.


Odpowiedz
Wpisy: 287
(@orlikowa-pl)
Połączone: 10 miesięcy temu

Myślę, że Jagusia pyta o coś innego - nie o to czy babciny rytuał był autentyczny, tylko o to czy dziecko może być nieprzygotowane na pewne energie albo doznania. I to jest pytanie, na które nikt tu nie odpowiedział wprost. Czy faktycznie istnieje coś takiego jak 'za wcześnie' energetycznie, nie tylko mentalnie?


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@jagusia)
Połączone: 2 tygodnie temu

To pytanie Orlikowej mnie zatrzymało - czy dziecko może być nieprzygotowane na pewne energie albo doznania. Bo ja się właśnie tego boję najbardziej. Nie chodzi mi o to, że babcine rytuały były złe albo nieskuteczne, tylko że babcia wiedziała co robi i miała to jakoś... osadzone. A jeśli rodzic sam dopiero się uczy i jeszcze ciągnie dziecko do tego razem - to jak to może wyglądać od strony dziecka? Ono nie ma punktu odniesienia, nie ma nikogo, kto by mu powiedział, że to co czuje jest normalne albo nie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Jagusia Ale z drugiej strony dziecko nie ma też punktu odniesienia przy pierwszej komunii, przy bierzmowaniu, przy żydowskim bar micwie. Rodzina i wspólnota decyduje, kiedy i jak. Tylko że tam jest instytucja za tym. Tu jej nie ma - i to jest właśnie ta różnica, którą próbujemy tu opisać, nie żaden mistyczny próg gotowości.


Odpowiedz
(@cyprysik_61)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 276

@Runolog To prawda, ale te instytucjonalne rytuały mają coś, czego prywatne praktyki często nie mają - wielokrotne powtórzenia, katechezę, przygotowanie. Dziecko idące do pierwszej komunii przez rok jest oswajane z symboliką. A tu? Rodzic zapala świece, dziecko siedzi obok i co - samo ma to przetworzyć?


Odpowiedz
Wpisy: 370
(@protazy)
Połączone: 1 rok temu

Mam wrażenie, że mieszamy dwie rzeczy. Jedno to pytanie o wpływ psychologiczny na dziecko - i tu można szukać badań. Drugie to pytanie o to, czy dziecko powinno uczestniczyć w sensie energetycznym, inicjacyjnym. I te dwa pytania mają zupełnie inne odpowiedzi, albo przynajmniej wymagają innego podejścia. Czy ktoś chce się skupić na którymś z nich, bo ta rozmowa leci jednocześnie po obu torach?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dagmarka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 361

@Protazy Masz rację, że to są dwa tory. Ale mnie zastanawia, czy można je w ogóle rozdzielić. Bo jeśli przyjmiemy, że rytuał faktycznie działa - że otwiera coś, angażuje jakiś wymiar - to pytanie psychologiczne i pytanie praktyczne są ze sobą splecione. Nie możesz powiedzieć 'psychologicznie okej, energetycznie ryzykowne' albo odwrotnie, bo to jest jeden człowiek, jedno dziecko, jedna sytuacja.


Odpowiedz
Wpisy: 645
Rozpoczynający temat
(@jarylo)
Połączone: 4 miesiące temu

Dokładnie to miałem na myśli otwierając ten temat. W tradycjach inicjacyjnych - i mówię tu o szamanizmie syberyjskim, o afrykańskich rytuałach przejścia, ale też o europejskich praktykach ludowych - inicjacja dziecka nigdy nie była wyłącznie symboliczna ani wyłącznie psychologiczna. Ona miała zmieniać status dziecka w oczach wspólnoty i w oczach sił, które ta wspólnota uznawała. Te dwa wymiary były nierozłączne. Pytanie tylko, czy gdy robimy coś samodzielnie, bez tej struktury, w ogóle jesteśmy w tej samej rozmowie.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@jasnowidz96)
Połączone: 1 rok temu

Ale to jest właśnie to, co mnie od początku tej rozmowy niepokoi. Zakładamy, że jeśli nie mamy wspólnoty i starszego, to 'nie jesteśmy w tej samej rozmowie'. A może to jest inna rozmowa - nie gorsza, tylko inna? Praktyki się zmieniają, konteksty się zmieniają. Może prywatny rytuał z dzieckiem przy świecy nie jest tym samym co inicjacja plemienna i nie trzeba go mierzyć tą miarą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadka87)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 613

@Jasnowidz96 Tylko że jeśli to jest 'inna rozmowa', to czym ona właściwie jest? Bo jak zdejmujesz ze swojego działania kontekst inicjacyjny, zostajesz z czym? Z zapalaniem świec i intencją? Czy to jest rytuał, czy raczej medytacja ze świecą? Nie mówię że to złe, pytam serio o definicję.


Odpowiedz
Wpisy: 287
(@orlikowa-pl)
Połączone: 10 miesięcy temu

To jest dobre pytanie, bo sama się nad tym zastanawiam. Kiedy coś przestaje być rytuałem, a zaczyna być tylko ceremonią? I czy ta granica ma znaczenie, kiedy angażujemy w to dziecko? Bo dziecku jest chyba wszystko jedno jak to nazwiemy - ono reaguje na atmosferę, na stan rodzica, na obecność czegoś poza normalną codziennością.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hilek-pl)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 217

@Orlikowa.pl I właśnie to mnie uderzyło, gdy córka sama organizowała to pożegnanie - ona nie zadawała sobie pytania czy to jest rytuał czy ceremonia. Ona po prostu wiedziała, że potrzebuje czegoś, co nada temu momentowi wagę. Może dzieci mają lepszy węch na to, kiedy coś wymaga formy, a my komplikujemy samą teorię?


Odpowiedz
(@zaneczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 289

@Hilek.pl Ale też twoja córka coś sama wymyśliła, prawda? A różnica jest taka, że to było jej działanie, jej inicjatywa. A tutaj rozmawiamy o sytuacji, gdzie to rodzic decyduje, że dziecko uczestniczy. I to jest jednak inna dynamika - niezależnie od tego ile dziecko samo instynktownie czuje.


Odpowiedz
Strona 1 / 5
Udostępnij: