Pytanie czy w ogóle można 'zrobić spontaniczny rytuał' albo czy to jest sprzeczność. Jak decydujesz że robisz rytuał to juz jest jakiś zamiar, nie? Chyba że mówicie o czymś co jest bardziej gestyczno-energetyczne, bez nazwy.
Ale tu wracamy do pytania - czy rytuał na malejący księżyc ma sens jeśli robimy go całkowicie bez przygotowania, w przypadkowym momencie? Czy księżyc 'liczy się' niezależnie od naszej świadomości jego fazy?
Gwiazdarka dobrze to ujęła. Dodam tylko że w praktyce ceremonialnej jest coś co nazywa się 'formułą wyłączenia' - świadome uruchomienie rytmu, który i tak istnieje. Nie tworzysz fazy księżyca, ty się do niej ustawiasz. Spontaniczność jest możliwa pod warunkiem że masz już w sobie tę świadomość - wtedy twoje ciało wie kiedy jest moment, bez patrzenia na calendar.
No dobra ale jak to ciało 'wie'? Mam rozumieć że po jakimś czasie pracy z cyklami zaczynasz fizycznie czuć że księżyc malejący? Bo szczerze powiem że brzmi to dla mnie jak coś bardzo abstrakcyjnego.
Właśnie chciałam się wtrącić bo sama jestem na etapie gdzie próbuję to obserwować. Zaczełam prowadzić coś w rodzaju dziennika - każdego dnia parę zdań o tym jak się czuję i co robię. Po miesiącu próbuję to zestawić z fazami. Na razie nic nie widać ale może za krótko.
Mnie zajęło mniej więcej trzy cykle zanim zaczęłam widzieć jakiś wzorzec u siebie. I to nie jest tak że nagle wiesz - bardziej że w pewnym momencie piszesz w dzienniku 'znowu czuję się jakbym chciała zwalniać' i potem patrzysz na datę i mówisz 'aha'.
To co Baska opisuje brzmi sensownie. Mam takie pytanie - czy ten wzorzec który zaczęłaś widzieć jest stały z miesiąca na miesiąc, czy się zmienia? Tzn. czy możesz z góry powiedzieć 'w tym tygodniu będę miała mniej energii' czy to jest bardziej po fakcie?
To co Baska mówi o 'przykrywaniu' jest dla mnie ważne. Zastanawiam się czy rytm księżycowy jest zawsze aktywny, czy może być faktycznie zagłuszony przez inne czynniki. Barni, ty masz doświadczenie w ceremonialnej stronie - czy tam jest jakaś koncepcja konfliktu między rytmem zewnętrznym a tym co się dzieje w życiu praktykującego?
Czyli mozna sobie zrobić 'przerwę od rytuałów' i to nie jest żaden problem? Bo miałam wrażenie ze jak zaczynam to trzeba trzymać jakis rytm i nie przerywać.
To zależy co rozumiesz przez 'nie tak'. Nów jest naturalnym punktem zerowym, więc jeśli chcesz poczuć że zaczynasz od początku, to logiczne że czekasz. Ale to jest bardziej kwestia psychologiczna niż kosmologiczna. Fazy trwają niezależnie od tego czy ty je obserwujesz. Ja po przerwie wracam kiedy czuję gotowość, nie czekam na konkretną datę - i zazwyczaj okazuje się że ta gotowość i tak wypada blisko jakiegoś przejścia w cyklu.
Jest jeszcze jeden aspekt którego nie ruszyliśmy - malejący księżyc w kontekście pracy z cieniem, z tym co chcemy zakończyć, wypchnąć na powierzchnię żeby potem odpuścić. To nie jest tylko 'zmniejszaj i usuwaj' jak w prostych instrukcjach. W Hekate jako patronce nowiu jest cały nurt pracy z tym co niewidoczne, z krawędzią przejścia. Nie w sensie nekromanckm, bardziej jako praca z tym co w nas niezakończone. Malejący księżyc to dla mnie czas kiedy te rzeczy same zaczynają wychodzić, nawet jeśli nie planuję żadnej konkretnej pracy.
To ciekawe co mówisz o Hekate i krawędzi przejścia - bo w runach jest podobna logika przy Hagalaz czy Nauthiz, które często pojawiają się w losowaniach właśnie w okolicach malejącego. Nie wiem czy to zbieżność czy po prostu sama wtedy częściej siągam po runę bo coś mnie niepokoi, ale kilka razy to zauważyłam. Masz jakieś zdanie o tym czy różne systemy nakładają się na siebie w tych samych punktach cyklu?
Słucham tej rozmowy o wyłanianiu sie czegos z cienia i mam pytanie praktyczne - czy jest jakaś różnica między robieniem rytuału na malejący który ma na celu uwolnienie czegoś, a robienim rytuału żeby coś zobaczyć, uswiadomić sobie? Bo mi sie wydaje że to są dwie różne rzeczy, a może się mylę.
A wracając do tego co Barni pisał o pracy z cieniem - jak w ogóle rozpoznać że to co wychodzi podczas malejącego to jest właśnie efekt tej pracy, a nie po prostu zły nastrój albo zmęczenie? Pytam serio, bo sam mam takie momenty pod koniec miesiąca kiedy jestem bardziej wycofany i nigdy nie wiem czy to coś znaczy czy po prostu za mało sypiam.
