Forum

Asystent AI
Rytuały gdy brakuje...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały gdy brakuje ci czasu - czy cokolwiek liczą się minutowe praktyki

Strona 2 / 5

Wpisy: 161
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Słucham tego i... właściwie może to wystarczy? Tzn. nie o dowód mi chodziło w sensie naukowym. Chodziło mi o to, że jak nie mam żadnego sygnału zwrotnego, to robienie czegokolwiek w kółko staje się absurdalne. Notatki mogą być właśnie tym sygnałem, nawet jeśli nie są dowodem.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co mówisz trafia w coś ważnego - różnica między weryfikacją a orientacją. Weryfikacja wymaga kontroli, orientacja potrzebuje tylko punktów odniesienia. Dla praktyki, szczególnie krótkiej, to drugie w zupełności wystarczy. I właśnie minutowe rytuały, jeśli się je notuje, mogą dawać bardzo gęstą siatkę takich punktów.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Chcę tu trochę skomplikować, bo ta rozmowa o notowaniu zrobiła się bardzo psychologiczna, a warto spojrzeć na to od strony tradycji. W hermetyce dziennik magiczny - tzw. magical record - to nie jest opcja, to jest wymóg. Crowley był w tym bardzo systematyczny, podobnie Regardie. Ale ich celem nie było 'sprawdzenie, czy coś działa' w sensie mierzenia samopoczucia. Chodziło o to, żeby zobaczyć, jak zmienia się operator przez czas - a to jest coś innego niż szukanie korelacji z wydarzeniami zewnętrznymi.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@donatek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 182

@Czarnobog57 Regardie tak, ale Crowley sam w sobie to kiepski przykład systematyczności, jego dzienniki były chaotyczne przez lata. Dobry przykład to raczej Allan Bennett albo Dion Fortune - Fortune prowadziła bardzo konkretne notatki z praktyki grupowej i właśnie ta grupowa dokumentacja była dla niej źródłem wniosków, nie indywidualna.


Odpowiedz
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Donatek.pl nie będę spierać się o Crowleya - tu masz rację co do chaosu we wczesnym okresie. Ale Fortune to inny kontekst, bo ona pracowała głównie rytualnie w grupie, gdzie notatki mają dodatkowo funkcję synchronizacji między osobami. Przy minutowych praktykach solo, o których rozmawiamy, to nie ma zastosowania.


Odpowiedz
Wpisy: 169
Rozpoczynający temat
(@zdzislawa)
Połączone: 1 rok temu

Słuchajcie, wychodzimy trochę od pytania z początku - czy minutowe praktyki mają sens. Mam wrażenie, że przez całą tę rozmowę wszyscy doszliśmy gdzieś do wniosku, że tak, ale pod warunkami. I teraz rozmawiamy o notatkach, które są jednym z tych warunków. Ale jest jeszcze jeden wątek, który pojawił się i zniknął - co z rytualną formą? Czy minutowa praktyka musi mieć jakiś schemat, czy może być za każdym razem inna?


Odpowiedz
Wpisy: 102
(@tygrysica)
Połączone: 1 rok temu

O, to jest dobre pytanie. Bo ja właśnie zmieniałam różne rzeczy w tej samej praktyce i nie wiem, czy to jej szkodzi, czy nie ma znaczenia. Tzn. ta sama intencja, ale raz ze świecą, raz bez, raz z konkretnym gestem, raz po prostu siedząc cicho.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Tygrysica w runach jest tak że kazda runa ma swój kształt i jeśli zmieniasz wizualizacje albo sposób wymowy to to są już inne energie. Nie wiem jak jest z innymi paktrykami ale u mnie forma jest cześcią znaczenia, nie opakowanie. Jak zmienisz kształt runy to to nie jest ta sama runa.


Odpowiedz
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 628

@Saturnella.2 ale to jest specyfika runicznych praktyk, gdzie forma jest kodem. W medytacji czakrowej na przykład możesz zmieniać technikę i efekt jest podobny, bo sam obiekt uwagi - czakra - jest ten sam. Więc może to zależy od systemu, w którym pracujesz?


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

To jest pytanie o to, czy rytuał jest zapisem czy naczynikiem. Jeśli jest zapisem - jak runy - to zmiana formy to zmiana treści. Jeśli jest naczynikiem, to liczy się co do niego wkładasz, nie kształt naczynia. I nie da się tego ustalić ogólnie, bo różne tradycje mają tu różne odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 102
(@tygrysica)
Połączone: 1 rok temu

Dziękuję Kosmie za to rozróżnienie - zapis kontra naczynie, to mi dużo wyjaśnia. Ale wracając do tego co mówiłam o zmienianiu formy - to jest właśnie mój problem z minutowymi praktykami. Jak mam mało czasu, to automatycznie upraszczam. I nigdy nie wiem, czy ta uproszczona wersja to nadal to samo, czy już coś innego. Szczególnie przy afirmacjach - czy jak zmieniam słowa, bo akurat nie pamiętam dokładnego brzmienia, to czy to działa tak samo?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 382

@Tygrysica to jest dokładnie ten moment, gdzie większość ludzi wpada w pułapkę. Zakładasz, że istnieje 'właściwa wersja' afirmacji i szukasz wierności wobec czegoś, co ktoś po prostu napisał w jakiejś książce. Pytanie jest inne - czy w ogóle rozumiesz, co mówisz? Bo jeśli zmieniasz słowa ale intencja jest ta sama i rozumiesz ją, to zmiana brzmienia raczej nie jest problemem. Natomiast jeśli recytujesz z pamięci coś, czego nie do końca czujesz, to forma bez treści i tak nie zadziała.


Odpowiedz
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 628

@Nekromanta ale to dotyczy afirmacji, które są w gruncie rzeczy pracą z umysłem. Co z rytuałami, gdzie forma jest fizyczna? Bo przy pracy z czakrami mam podobny dylemat jak Tygrysica - czasem robię pełną wizualizację z oddechem, kolorami, wszystkim. A czasem mam chwilę i robię tylko oddech skierowany na dane centrum. Czy to jest skrócona wersja tej samej praktyki, czy to jest inna praktyka?


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

To pytanie o czakry jest ciekawe, bo jest tu coś, co dotyczy wszystkich krótkich form. Skrócony rytuał ma sens tylko wtedy, gdy wcześniej przeszedłeś przez długą formę wystarczająco wiele razy, żeby skrót był pełnowartościowy - tzn. żeby twój system nerwowy i uwaga wiedziały, dokąd idą, nawet jak nie przechodzisz całej drogi. To jest jak skrót na mapie, który znasz tylko dlatego, że wcześniej jeździłeś długą trasą. Dla kogoś kto nie zna terenu, skrót jest ślepą uliczką.


Odpowiedz
Wpisy: 360
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Właśnie o to chciałam zapytać, bo czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że moje 'minutowe praktyki' to w ogóle nie są praktyki, tylko próby. Robię medytację na czakry od kilku tygodni, ale ciągle zmieniam długość, kolejność, technikę. Nigdy nie przeszłam żadnej z tych form wystarczająco długo, żeby w ogóle móc powiedzieć, że ją 'znam'. Więc czy to, co mówi Kosma, oznacza, że najpierw muszę się zatrzymać na jednej formie i dopiero potem skracać?


Odpowiedz
Wpisy: 169
Rozpoczynający temat
(@zdzislawa)
Połączone: 1 rok temu

Tu wchodzi coś, o czym nie rozmawialiśmy - kwestia sekwencji. To nie jest tak, że albo długa forma, albo krótka. Pytanie jest o to, kiedy w ogóle ma sens przejście do skróconej wersji. I Kosma ma rację, że ten skrót musi mieć za sobą coś konkretnego, żeby działał. Ale to nie znaczy, że Anusia powinna porzucić całą praktykę - raczej że warto przez jakiś czas trzymać się jednej formy, zanim zacznie się kombinować z wariantami.


Odpowiedz
Wpisy: 158
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Słuchałam tej dyskusji o skrótach i mam jedno pytanie do Kosmy albo Zdzislawy - ile to jest 'wystarczająco wiele razy'? Tzn. rozumiem zasadę, ale w praktyce jak to wygląda? Czy to jest kwestia tygodni, miesięcy, czy po prostu wiesz w pewnym momencie, że możesz skracać?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Wezuwianit53 nie ma jednej liczby, ale jest sygnał. Wiesz, że możesz skracać, kiedy pełna forma przestaje wymagać prowadzenia uwagi przez każdy krok z osobna - kiedy ciało i umysł idą razem bez konieczności przypominania sobie co po czym. Zanim to nastąpi, skrót jest tylko pominięciem, nie kompresją.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

u mnie z runami to było tak że przez pierwsze pół roku w ogóle nie skracałam nic. każda runa osobno, pełny czas, pełna uwaga. dopiero potem zaczęłam łączyć i skracać i wiedziałam że to nadal to samo bo czułam ciągłość. jak ktoś od razu zacznie od krótkich form to nie ma tego punktu odniesinia i nie wie nawet że mu czegoś brakuje


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 382

@Saturnella.2 to jest interesujący argument, ale czy możesz powiedzieć coś więcej o tym 'czułam ciągłość'? Bo to brzmi jak subiektywne przekonanie o ciągłości, nie weryfikowalna ciągłość. Skąd wiesz, że to rzeczywiście ta sama praktyka, a nie po prostu znajome poczucie?


Odpowiedz
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Nekromanta no i co z tego że subiektywne? cała praktyka jest subiektywna. ty piszesz o braku weryfykacji od początku tej rozmowy ale nie zaproponowałeś żadnej alternatywy. jak niby miałabym 'obiektywnie' sprawdzić ciągłość rytuału


Odpowiedz
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 382

@Saturnella.2 nie twierdziłem, że mam lepszą metodę. Mówię tylko, że nie warto mylić poczucia ciągłości z rzeczywistą ciągłością. To ważne rozróżnienie, szczególnie jeśli ktoś ma używać własnego poczucia jako jedynego kryterium oceny praktyki. To prowadzi do tautologii - rytuał działa, bo czuję że działa.


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Właściwie ta rozmowa o ciągłości cały czas kręci się wokół czegoś, co mnie nurtuje od początku wątku - czy minutowe praktyki mogą być sensowne dla kogoś, kto nie ma jeszcze tej bazy, o której mówi Kosma? Bo wychodzi na to, że krótka forma jest dobra dla doświadczonych, a dla początkujących to może być bardziej szkodliwe niż brak praktyki, bo daje złudzenie, że coś się robi.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest teza warta rozwinięcia, ale nie do końca się z nią zgadzam. Złudzenie robienia czegoś jest problemem tylko wtedy, gdy powoduje brak motywacji do pogłębienia. Jeśli ktoś robi minutową praktykę i to sprawia, że w ogóle zaczyna eksplorować, to wartość inicjująca jest realna, nawet jeśli efekt rytualny jest na razie zerowy. Hermetyczna zasada stopniowania - od prostego ku złożonemu - nie wyklucza zaczynania od form skróconych, ale wymaga świadomości, że to tylko wejście, nie cel.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@donatek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie - i tu wchodzi kwestia intencji przy wejściu. Jak ktoś traktuje minutową praktykę jako trampolinę, to ma to sens. Jak traktuje ją jako pełnoprawną alternatywę dla dłuższej pracy, to w pewnym momencie trafi na sufit. Widziałem to przy rytuałach solarnych - ludzie rozkładają wersję skróconą na lata i potem dziwią się, że nie ma progresji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 628

@Donatek.pl ale przy 'suficie' - jak go rozpoznać? Bo możliwe, że ktoś jest na tym suficie od dawna i nie wie, że to sufit, a nie po prostu plateau. Przy pracy z czakrami czasem mam takie okresy, że nic się nie zmienia przez tygodnie i nie wiem, czy to stagnacja, czy to normalna faza.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@przemko)
Połączone: 1 rok temu

Dorzucę perspektywę z astrologii - cykliczność tu mocno pomaga w ocenie. Jak śledzisz praktykę w kontekście cykli księżycowych albo pór roku, to te 'suche' okresy często mają wyraźny korelat w transytach. Zatrzymanie się przy Saturnie nad czymś osobistym to nie stagnacja, to akurat właściwy czas na przetrawianie, nie na progresję. Może to dlatego minutowe praktyki w pewnych momentach mają więcej sensu niż rozbudowane - bo to wtedy odpowiada potrzebie chwili.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Olaf
(@olaf)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 230

@Przemko to się zgadza z tym, co obserwuję w numerologii - pewne okresy są wyraźnie 'wejściowe', inne 'przetworzeniowe'. Tylko że żeby to śledzić, trzeba już jakiegoś systemu obserwacji. I wróciłem do tego, o czym mówiła Wezuwianit - notatki. Bez nich nie widać tych cykli, bo pamięć streszcza, nie rejestruje.


Odpowiedz
Wpisy: 204
(@rozalinka63)
Połączone: 1 miesiąc temu

Chciałam tylko dodać, że dla mnie minutowe praktyki zaczęły mieć sens dopiero, kiedy przestałam oceniać czy 'działają'. Robię krótkie rzeczy z przedmiotami - tylko tyle, że trzymam coś w ręku i skupiam się przez chwilę - i nie wiem czy to rytuał czy nie. Ale zmienia mi nastawienie na resztę dnia. Czy to wystarczy? Nie wiem, ale nie rezygnuję.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zdzislawa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 169

@Rozalinka63 i to jest chyba najbardziej uczciwa odpowiedź na pytanie z tytułu tego wątku. Nie 'tak, działają' ani 'nie, to za mało' - tylko 'zmienia nastawienie i nie rezygnuję'. To jest właśnie punkt, od którego zaczyna się jakakolwiek dłuższa praktyka - nie od pewności, że wszystko działa, tylko od tego, że warto kontynuować.


Odpowiedz
Wpisy: 382
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

To co powiedziała Rozalinka63 i Zdzislawa na koniec jest ciekawe, ale mam z tym pewien problem. 'Zmienia nastawienie i nie rezygnuję' - to brzmi jak uzasadnienie dla każdej praktyki, niezależnie od jej rzeczywistej wartości. Jeśli ktoś przez rok robi minutowe rzeczy i nie rezygnuje, ale też nie pogłębia - to sukces czy stagnacja? Serio pytam, bo nie wiem jak to odróżnić.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Nekromanta a dlaczego zakładasz, że to musi być jedno albo drugie? Nie rezygnowanie i nie pogłębianie przez jakiś czas może być po prostu fazą. Każda praktyka ma okresy, kiedy nic się wyraźnie nie zmienia. Pytanie, które zadałeś - jak odróżnić stagnację od stabilizacji - to naprawdę dobre pytanie, ale nie ma na nie odpowiedzi bez kontekstu konkretnej osoby.


Odpowiedz
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 628

@Kosma no właśnie, bo przy czakrach mam dokładnie ten problem z rozróżnieniem. Przez kilka tygodni robiłem codziennie krótkie skupienie na konkretnej czakrze - maksymalnie trzy minuty, bez rozbudowanej wizualizacji. I nie wiedziałem, czy to w ogóle ma sens, czy tylko utrzymuje jakiś minimalny kontakt z praktyką. Jak to w ogóle sprawdzić?


Odpowiedz
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Edek ja tego nie sprawdzałam w żaden zewnętrzny sposób. Po prostu jak wracałam do dłuższej formy po takiej przerwie na skróty, to czułam czy to jeszcze to samo. Przy runach to było dosyć wyraźne - albo jest ten sam 'ton', albo coś jest przesunięte. Może przy czakrach jest podobnie, tylko inaczej to czuć?


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ale jak ktoś nie ma jeszcze tego punktu odniesienia - czyli tej dłuższej formy - to w ogóle nie wie, czego szukać przy powrocie. To jest ten problem, o którym mówiłam wcześniej. Saturnella wie co sprawdzać, bo wcześniej przez pół roku robiła to po bożemu. A ktoś, kto zaczął od skrótów, nie ma skali porównawczej.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Malachitka porusza coś, co ma swoją nazwę w tradycji - chodzi o to, że każda skrócona forma rytuału jest de facto referencją do formy pełnej. W astrologii wygląda to tak samo - skrócona analiza horoskopu ma sens tylko dla kogoś, kto wie, co pomija. Dla kogoś bez tej wiedzy skrót nie jest skrótem, tylko czymś innym. Ale tu pojawia się pytanie: czy 'coś innego' jest bezwartościowe, czy ma po prostu inną wartość?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 360

@Czarnobog57 właśnie to mnie interesuje. Bo czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że według tego co mówisz, moje krótkie próby z czakrami to nie są 'skróty' tylko po prostu coś zupełnie innego. Ale to 'coś innego' - czy w ogóle warto to robić, jeśli nie mam tej bazy?


Odpowiedz
Wpisy: 169
Rozpoczynający temat
(@zdzislawa)
Połączone: 1 rok temu

Anusia, to jest dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Ale powiem ci jak to widzę z własnej perspektywy - robiłam przez lata dużo rzeczy bez pełnej bazy i część z nich okazała się sensowna dopiero z perspektywy czasu, kiedy baza w końcu była. Nie wszystko wymaga pełnego przygotowania żeby zostawić ślad. Pytanie jest inne - czy wiesz, że to co robisz jest wstępem do czegoś głębszego, czy traktujesz to jako docelową formę?


Odpowiedz
Wpisy: 158
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Ja mam podobne rozterki co Anusia i właśnie dlatego to pytanie mnie zatrzymało. Bo jak słucham tej rozmowy, to wychodzi, że minutowe praktyki albo są dla zaawansowanych jako skróty, albo są 'czymś innym' dla początkujących. Ale nikt nie powiedział wprost, czym to 'coś innego' jest. Czy to jest sensowna inicjacja w temat, czy trochę kręcenie się w kółko?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@przemko)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 184

@Wezuwianit53 z perspektywy astrologii powiedziałbym, że 'coś innego' to budowanie czułości na temat. Nie umiesz jeszcze czytać całego horoskopu, ale śledzisz Księżyc i zaczynasz czuć rytm. To nie jest to samo co zaawansowana analiza, ale bez tego etapu ta analiza nie ma w co trafić. Więc nie nazwałbym tego kręceniem się w kółko. Raczej - szukaniem języka.


Odpowiedz
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 382

@Przemko 'szukanie języka' brzmi ładnie, ale co to konkretnie oznacza w kontekście minutowej praktyki? Bo to może znaczyć wszystko i nic. Czy masz na myśli że krótka forma uczy rozpoznawania sygnałów? Jeśli tak, to jakich sygnałów?


Odpowiedz
(@przemko)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 184

@Nekromanta tak, dokładnie o to mi chodzi. Przy astrologii - śledzisz tranzyt Wenus przez swój Ascendent i zaczynasz kojarzyć, co się zmienia w tym czasie w relacjach, w energii ciała, w tym jak reagujesz na ludzi. To nie jest pełna analiza, ale po kilku cyklach masz dane. I te dane potem mają sens w dłuższej pracy. Bez tego wejścia przez krótką formę ta wiedza jest abstrakcyjna.


Odpowiedz
Wpisy: 230
 Olaf
(@olaf)
Połączone: 3 miesiące temu

Przy numerologii mam podobne doświadczenie. Przez długi czas robiłem tylko jedno - rano sprawdzałem wibrację dnia i wieczorem zapisywałem trzy zdania o tym, co się wydarzyło. Brzmi banalnie, ale po kilku miesiącach zacząłem widzieć wzorce, których bym nie wychwycił bez tej regularności. Nie byłem wtedy w stanie robić nic więcej, a te trzy minuty dziennie okazały się konkretną bazą danych.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tadek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 274

@Olaf o, to jest bardzo pomocne, dziękuję! Właśnie coś takiego próbuję robić z liczbą dni i nie wiedziałem, czy to ma sens. Pytanie - czy zapisywałeś od razu rano co przewidujesz, czy tylko wieczorem co się stało?


Odpowiedz
 Olaf
(@olaf)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 230

@Tadek obie opcje próbowałem. Moim zdaniem wieczorna notatka bez porannej hipotezy jest lepsza na start, bo nie sugerujesz sobie co masz zobaczyć. Jak zaczniesz od 'dzisiaj ma być dzień transformacji' to wieczorem potwierdzisz ten wzorzec nawet jak nic szczególnego nie było. Najpierw obserwacja, potem interpretacja.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@donatek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie ten błąd potwierdzenia jest chyba największym problemem przy krótkich praktykach. Robisz minutę skupienia, czujesz że 'coś jest', i potem interpretujesz resztę dnia przez ten filtr. Przy rytuałach solarnych widziałem to wielokrotnie - ktoś robi pięciominutowy rytuał przy wschodzie, a potem każdą pozytywną rzecz przypisuje temu rytuałowi. To nie jest weryfikacja, to jest post-hoc uzasadnianie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Donatek.pl zgadza się, ale to nie jest problem specyficzny dla krótkich form. To jest problem każdej praktyki, którą ktoś robi bez żadnego systemu obserwacji. Długi rytuał daje ten sam efekt potwierdzenia jeśli nie ma narzędzia do oceny. Więc nie używałbym tego jako argumentu przeciwko minutowym praktykom.


Odpowiedz
Wpisy: 204
(@rozalinka63)
Połączone: 1 miesiąc temu

Słucham tej dyskusji o błędzie potwierdzenia i myślę, że to może być prawda, ale nie przeszkadza mi to aż tak. Bo ja nie robię krótkich praktyk po to, żeby coś udowodnić - robię je, żeby się zatrzymać. I nawet jeśli to potwierdzenie jest złudzeniem, to to zatrzymanie jest realne. Może to za mało z punktu widzenia rytuału, ale z punktu widzenia codzienności - dla mnie ma wartość.


Odpowiedz
Wpisy: 216
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Ale ile czasu ma to zająć zanim zacznie cokolwiek realnie działać? Czytam tę rozmowę od początku i wychodzi mi, że przez pierwsze miesiące to właściwie jest tylko trening uwagi a nie prawdziwy rytuał. Czy naprawdę nie da się szybciej?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Nebularia a szybciej do czego? To jest serio pytanie, bo nie wiem co masz na myśli mówiąc 'realnie działa'. Jeśli chodzi o efekty zewnętrzne - to zależy od zbyt wielu zmiennych żeby to przewidzieć. Jeśli chodzi o to, że praktyka staje się praktyką a nie tylko intencją - to nie istnieje skrót do tego procesu, niezależnie od tego jak bardzo byśmy chcieli.


Odpowiedz
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 382

@Kosma i na tym chyba polega ten problem z oczekiwaniami. Nebularia pyta kiedy zacznie 'realnie działać', ale to pytanie zakłada, że jest jakiś moment przełączenia. Jakby praktykowała przez X tygodni i nagle rytuał byłby prawdziwy a wcześniej nie. W astrologii to nie tak wygląda - nie ma dnia, w którym ktoś zaczyna rozumieć tranzyt. Jest coraz mniejsza ślepota.


Odpowiedz
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 216

@Nekromanta no dobra, ale to nie odpowiada na moje pytanie. Rozumiem że nie ma przełącznika. Ale musi być jakiś moment, w którym widać że to nie jest tylko rutyna a coś więcej. Skąd wiadomo że się do tego dotarło? Bo jak nie ma żadnego znaku, to po co w ogóle kontynuować?


Odpowiedz
Wpisy: 169
Rozpoczynający temat
(@zdzislawa)
Połączone: 1 rok temu

Nebularia, to jest uczciwe pytanie i rozumiem skąd się bierze. Ale sama nie wiem, czy jest jeden moment. U mnie to było bardziej jak... przestałam sprawdzać czy 'działa'. I to nie było rozleniwienie, tylko że przestałam potrzebować dowodu przy każdym krótkim rytuale. Nie wiem czy to jest ten moment o który pytasz, ale coś się wtedy zmieniło.


Odpowiedz
Strona 2 / 5
Udostępnij: