Siedzę od jakiegoś czasu nad pewnym problemem i nie mogę go rozgryźć. Zaczynam pracować z runami nordyckimi, ale od lat robię też rytuały w tradycji słowiańskiej - nie stricte rekonstrukcjonistycznej, ale mocno do niej nawiązującej. I zaczęłam się zastanawiać, czy to w ogóle ma sens łączyć. Bo na poziomie technicznym można to zrobić - wiem jak to zrobić. Ale zastanawiam się, czy nie ma tu jakiegoś głębszego problemu. Czy tradycje, które historycznie były od siebie oddzielone albo wręcz w konflikcie, mogą w ogóle współistnieć w jednej praktyce bez wzajemnego 'gryzienia się'? Nie mówię tu o synkretyzmie jako takim, bo to stary temat - chodzi mi bardziej o takie sytuacje, gdzie dwie tradycje są ze sobą w napięciu lub miały ze sobą wojnę, dosłownie lub metaforycznie.
To jest jedno z tych pytań, przy których połowa ludzi odpowie 'energia jest energią, rób co chcesz', a druga połowa 'absolutnie nie, to obraza bogów'. I obie strony mają po części rację, co sprawia, że temat jest znacznie ciekawszy niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Mnie bardziej interesuje co rozumiesz przez 'wrogie sobie' - bo to może oznaczać różne rzeczy. Tradycje, które historycznie ze sobą walczyły? Tradycje o sprzecznych teologiach? Tradycje, które mają diametralnie różne struktury wszechświata i inne byty w środku?
Ja to widzę trochę inaczej niż większość. Pracuję z runami od kilku lat i jednocześnie interesuję się astrologią hellenistyczną, które to systemy są z kompletnie różnych kręgów kulturowych. Nigdy nie miałam z tym problemu, ale też nigdy nie próbowałam ich mieszać w dosłownym sensie - tzn. nie robię jednego rytuału, który by łączył oba systemy. Używam ich niezależnie, do różnych celów. Może dlatego nie czuję żadnego tarcia. Pytanie jest chyba takie - czy chodzi ci o mieszanie w ramach jednego rytuału, czy o równoległe prowadzenie praktyk z różnych tradycji?
Zatrzymuję się tu, bo to pytanie dotykaczegoś, o czym rzadko się mówi wprost. Kiedy mówimy o 'wrogich tradycjach', to musimy być precyzyjni - wrogie komu i na jakim poziomie. Grecy i Egipcjanie toczyli wojny, ale ich tradycje religijne zlały się w synkretyzm taki jak kult Serapisa czy interpretatio graeca, i nikt wtedy nie pytał, czy Zeus 'chce' być utożsamiany z Amonem. To robili kapłani, filozofowie, zwykli ludzie - i działało przez stulecia. Z drugiej strony mamy tradycje, które same siebie definiują przez wykluczenie innych. Abrahamiczne przykłady są tu oczywiste, ale nawet wewnątrz poganizmu bywają ścieżki, które uważają krzyżowanie linii inicjatycznych za problem.
No tak, ale Syriusza.2 mówi tu o historycznym synkretyzmie, który był procesem organicznym, trwającym pokolenia, z całym aparatem teologicznym za sobą. Ktoś kto dziś bierze runy i wrzuca do rytuału słowiańskiego to nie robi synkretyzmu - robi mieszankę, bo mu pasuje estetycznie. To trochę inna sytuacja. Nie mówię, że to złe, ale nie można tego porównywać do kultu Serapisa.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie, może naiwne - skąd w ogóle bierze się założenie, że tradycje mogą być 'wrogie' sobie na poziomie magicznym, a nie tylko historyczno-politycznym? Tzn. rozumiem, że Wikingowie i Słowianie mogli ze sobą walczyć. Ale ich bogowie? Ich rytuały? Czy tam też jest jakaś wrogość, czy to tylko nasze projekcje?
Ja wracam do tego konkretnego przykładu z Mokosz i runami, bo mi się wydaje, że jest tu jeszcze jeden wymiar. Runy to nie jest neutralna technika zapisywania - przynajmniej w praktyce magicznej są silnie powiązane z nordyjską kosmologią i konkretnymi bytami. Jeśli używasz ich jako systemu pisma do zapisania intencji, to jedno. Ale jeśli używasz ich jako Futhark z całym ładunkiem tradycji, który za nimi stoi, to jakby zapraszasz do słowiańskiego rytuału nordyjskich 'mieszkańców'. I pytanie, czy Mokosz jest z tym OK, jest całkiem zasadne, szczególnie jeśli traktujesz ją jako realny byt, a nie symbol.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale muszę zapytać - czy ktoś w ogóle miał jakiś sygnał zwrotny od strony bóstwa w takiej sytuacji? Cokolwiek, co sugerowało 'tak' albo 'nie'? Bo ta rozmowa jest bardzo teoretyczna, a ciekawi mnie, czy ktoś to empirycznie testował.
Ja bym patrzyła na to też przez pryzmat tego, co te tradycje mają wspólnego strukturalnie. Nie chodzi mi o genealogię czy historię, ale o to, czy operują na podobnym poziomie - czy podobnie rozumieją relację człowieka z bytem, do którego się zwracają. Bo np. magia ceremonialma zachodnia i folk magic słowiańska to zupełnie inne modele - w jednej jest ścisła hierarchia i protokół, w drugiej raczej bezpośrednia relacja sąsiedzka z duchem miejsca. Mieszanie ich może powodować chaos nie dlatego, że są wrogie, ale dlatego, że mówisz dwiema innymi 'gramatykami' naraz.
Słuchałam tej dyskusji i mam jedno spostrzeżenie. Dużo tu mówimy o bóstwach, o tradycjach, o historiach - a mało o intencji praktykującego. W końcu nie tylko tradycja decyduje o tym, co działa w rytuale. Jeśli ktoś ma jasno zdefiniowaną intencję i spójny wewnętrznie cel, to nawet mieszana forma może trzymać kupy. A jeśli ktoś robi rytuał 'po bożemu' według podręcznika, ale bez wewnętrznej spójności - to czy to ma sens?
No i tu się robi ciekawie, bo większość współczesnych praktykujących nie jest konsekwentna w tym pytaniu. Raz traktują bóstwo jak zewnętrzny realny byt, raz jak symbol albo archetyp, zależnie od kontekstu. I przez to cała dyskusja o tym, czy dana tradycja 'zgadza się' na mieszanie, staje się trochę nieuchwytna.
Wracam jeszcze do tego, co powiedziała Meliska o gramatykach. Myślę, że to najlepszy obraz z całej rozmowy. Bo ja mam wrażenie, że większość konfliktów przy łączeniu tradycji bierze się właśnie stąd, że ktoś próbuje mówić jednocześnie dwoma językami, które mają inne struktury zdania. Komunikat się rozmywa. I to nie jest kwestia wrogości, tylko zwykłej niezrozumiałości.
Dobra, ale zaraz - czy ktoś tu mówi o tym, że to w ogóle niemożliwe, czy tylko o tym, że może nie zadziałać tak, jak się zakłada? Bo to są dwie różne sprawy. Niemożliwość to mocne słowo.
Właśnie, to jest ważne rozróżnienie. Mnie też nie chodzi o to, czy to jest zakazane albo niemożliwe - tylko o to, czy ma sens. I wciąż nie mam jasnej odpowiedzi, bo każdy podchodzi do tego od innej strony.
Słuchajcie, a ktoś tu w ogóle próbował zapytać - nie bóstwo, nie tradycję, ale siebie? Bo mam wrażenie, że cała ta dyskusja zakłada, że odpowiedź jest gdzieś zewnętrzna. Że albo w historii, albo w teologii, albo w sygnale od bóstwa. A może część odpowiedzi jest w tym, jak ty sam reagujesz na rytuał?
Z drugiej strony co innego mamy? Naprawdę pytam. Bo historyczna autentyczność - to dla kogo? Dla badacza? Dla żywej praktyki? Dla Mokosz? Nie wiem, czy ona czyta Dumézila.
Właśnie to jest coś, o czym rzadko się mówi w kontekście słowiańskiej praktyki. Skala dokumentacji jest naprawdę nierówna - Edda to kilka solidnych tekstów literackich, a ze słowiańskich bóstw mamy głównie wzmianki w kronikach chrześcijańskich, które nie były zainteresowane dokładnym opisem. Więc budujemy na dużo mniejszym fundamencie.
To znaczy, że ta cała dyskusja o 'wrogich tradycjach' może być trochę oderwana od rzeczywistości dla kogoś, kto pracuje ze słowiańskim panteonem? Bo jak masz małą dokumentację, to skąd wiadomo, co jest 'swojskie', a co 'obce' dla tej tradycji?
A nie jest tak, że Słowianie mieli przecież kontakt z Germanami i Skandynawami? Szczególnie na obszarach bałtyckich i w okolicach dzisiejszej Rosji. Wymiana kulturowa była. Może nie była to 'wrogość' tylko rywalizacja o wpływy.
No i tu mamy nowy wymiar. Bo jedna rzecz to tradycje, które były geograficznie i czasowo odległe - a inna to takie, które się stykały. Te drugie mogły mieć po prostu wzajemną świadomość siebie i wbudowaną odpowiedź na 'co robimy z obcymi bogami'.
To mi otwiera zupełnie nowe pytanie - czy ktoś tu pracował z tradycją, która miała własną, wewnętrzną teologię dotyczącą innych bogów? Bo nordyjska ma na to jakieś odpowiedzi - inne ludy miały inne bóstwa i to było po prostu fakt. Ale czy słowiańska ma podobne?
Damellaa, to jest pytanie, które mnie też gryzie od jakiegoś czasu. Nordyjska tradycja ma Utgard i Asgard, ma jasny podział na swoich i obcych bogów - ale ten podział nie jest wrogością w sensie absolutnym. Vanowie i Asowie byli kiedyś w stanie wojny, a potem żyli razem i wymieniali się zakładnikami. To jest wbudowane w samą mitologię - że dawni wrogowie mogą dzielić przestrzeń. Czy słowiańska ma coś analogicznego? Szczerze nie wiem.
Właśnie to rozróżnienie jest kluczowe. Słowiańska tradycja ma np. dualizm - Biełobog i Czarnobóg, choć ich istnienie jest mocno dyskutowane przez badaczy. Ale nawet jeśli coś takiego funkcjonowało, to jest znowu wewnętrzny podział jednego systemu. Nie mamy czegoś w rodzaju 'a co z bogami sąsiadów'. Chyba że folk przekazy, ale te są bardzo późne i przesiąknięte chrześcijańskim filtrem.
Właśnie, Czarnobóg jest szczególnie kontrowersyjny - Helmold z Bozowa go wymienia, ale historycy mają poważne zastrzeżenia co do tego, jak rozumiał to, co widział. To jest problem, który wraca za każdym razem, gdy próbujemy wyciągnąć cokolwiek z kronik chrześcijańskich. Obserwator z zewnątrz, z własną ramą interpretacyjną. A co do pytania Damellai - może właśnie dlatego słowiańska praktyka jest bardziej 'elastyczna' w stosunku do obcych elementów, bo nie ma twardej teologii, która by to zabraniała?
Słucham tej dyskusji i zastanawiam się, czy nie skupiamy się za bardzo na tym, co autoryzowane historycznie, a za mało na tym, co się dzieje w praktyce. Bo widziałam różne podejścia - są ludzie, którzy mieszają tradycje i twierdzą, że wszystko gra, i są tacy, którzy próbują zachować czystość linii i też nie mają spektakularnych wyników. Jak to w ogóle zmierzyć?
Właśnie to jest ten problem, o który mi chodzi od początku tego wątku. Mamy dwa poziomy pytania: jeden teoretyczny - czy tradycje są kompatybilne strukturalnie i teologicznie - i jeden praktyczny - co się faktycznie dzieje, kiedy ktoś próbuje. I te dwa poziomy niekoniecznie dają te same odpowiedzi.
I może to jest ważniejsze pytanie niż o wrogość samych tradycji - czy wrogość jest po stronie praktykanta, który sam nie może wejść w dwa systemy jednocześnie, a nie po stronie samych systemów. Bo może systemy są neutralne wobec siebie, a problem leży w tym, kto próbuje je połączyć i jak.
