Forum

Asystent AI
Rytuały gdy brakuje...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały gdy brakuje ci czasu - czy cokolwiek liczą się minutowe praktyki

Strona 1 / 5

Wpisy: 169
Rozpoczynający temat
(@zdzislawa)
Połączone: 1 rok temu

Pytanie z tytułu mnie trochę nurtuje, bo sama zadawałam je sobie przez długi czas. Mam okresy, kiedy życie się zagęszcza i nie ma mowy o tym, żeby usiąść na godzinę ze świecami i spokojem. Przez jakiś czas miałam do siebie pretensje, że 'nie praktykuję porządnie', ale w którymś momencie przestałam z tym walczyć. Zaczęłam robić krótkie rzeczy w biegu - zapalenie świecy rano przy kawie i dosłownie dwie minuty skupienia na intencji. Albo krótka afirmacja przy myciu rąk, bo to robię i tak kilkanaście razy dziennie. I szczerze? Nie wiem, czy to 'działa' tak samo jak pełny rytuał, ale na pewno coś daje. Przynajmniej mi. Zastanawiam się, czy to w ogóle jeszcze można nazywać rytuałem, czy to już tylko nawyk z ezoterycznym zabarwieniem.


Odpowiedz
250 odpowiedzi
Wpisy: 628
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest ciekawe rozróżnienie - nawyk kontra rytuał. Bo nawyk z definicji jest automatyczny, a rytuał chyba wymaga tej chwili świadomości, tej intencji. Tylko że jak robisz te dwie minuty przy kawie regularnie i jednak jesteś w tym obecna, to może to nie jest taki czysty 'nawyk'? Ja mam podobnie z czakrami - przez lata robiłem długie sesje, teraz często to jest dosłownie kilka oddechów z wizualizacją przed wyjściem z domu. Nie wiem, czy to robota na tym samym poziomie co godzinna praca, ale ignorowanie tego w ogóle byłoby gorsze.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

To rozróżnienie nawyk/rytuał jest stare jak świat i nigdy nie zostało porządnie rozstrzygnięte, bo zależy od tradycji. W wielu starszych systemach - np. w ceremonialnej magii zachodniej - liczy się przede wszystkim regularność i powtarzalność. LBRP robiony codziennie, nawet 'na autopilocie', miał swój sens strukturalny niezależnie od tego, ile uwagi mu poświęciłeś. Idea była taka, że samo działanie czyści przestrzeń i wzmacnia wzorce energetyczne bez konieczności emocjonalnego zaangażowania przy każdym wykonaniu. Ale to jest perspektywa ceremonialnej tradycji. W innych podejściach - szamańskich, niektórych nurtach wicca - intencja i obecność są uznawane za absolutnie kluczowe, a mechaniczne działanie bez nich to według nich strata czasu. Więc zanim ktoś odpowie na pytanie z tytułu, warto sprecyzować, w jakiej w ogóle tradycji to pytanie stawiamy, bo odpowiedź będzie różna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Czarnobog57 no dobra ale to jest teoria dla kogoś kto ma jakiś system i sie nim trzyma. A co z osobami które nie pracują w żadnej konkretnej tradycji? Bo ja np. nie jestem w ceremonialnej magii ani w wicca, pracuję głownie z runami i tam to jest trochę inaczej - każde uthowanie czy galdr ma sens tylko wtedy kiedy naprawde jesteś przy tym głową. Przynajmniej tak mi sie wydaje. Może się mylę, chętnie bym poczytała inne zdania.


Odpowiedz
(@zdzislawa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 169

@Saturnella.2 właśnie to jest ważny głos, bo większość z nas nie siedzi w jednej tradycji jak w pudełku. I mnie też ciekawi to co mówisz o runach - że głowa musi być przy tym. Ale jak to rozumiesz w praktyce? Że jak jesteś zmęczona i nie masz koncentracji, to w ogóle lepiej nie próbować, czy że jednak krótki kontakt z runą jest lepszy niż zero kontaktu?


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

To zależy też od tego, co chcemy osiągnąć danym działaniem. Jeżeli chodzi o czakry czy pracę energetyczną - z mojego doświadczenia wynika, że pięć minut prawdziwej uwagi robi więcej niż czterdzieści minut błądzenia myślami i odtwarzania listy zakupów w głowie. Więc gdybym miał wybierać między długim rytuałem na wpół obecny a krótkim i skupionym - wybieram krótki. Ale to jest zupełnie inne pytanie od tego, czy minutowe praktyki w ogóle mają sens. To pierwsze dotyczy jakości, to drugie - minimalnego progu.


Odpowiedz
Wpisy: 216
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

A czy ktoś wie ile to minimum? Bo czytałam różne rzeczy i jedni piszą że 5 minut wystarczy, inni że to nie ma sensu poniżej 20 minut. Mnie interesuje konkretnie tarot - czy rozłożenie jednej karty rano z intencją to coś, czy to żart?


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Jedna karta rano to ja też robię czasem, głównie z ciekawości. Nie traktuję tego jako rytuał, raczej jako pytanie dnia. Ale żeby być szczera - nie wiem, czy to działa, czy to przypadek, że czasem karta się zgadza z tym, co się potem wydarza. Statystycznie rzecz biorąc, przy wystarczającej liczbie prób, jakiś procent się 'sprawdzi' tylko z tego powodu, że interpretacje kart są szerokie. Nie jestem przekonana, że jedna karta bez żadnego szerszego kontekstu ma sens jako praktyka.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 216

@Malachitka ale to co mówisz to jest argument przeciwko tarotowi w ogóle, nie przeciwko krótkiej praktyce. Jeśli jedna karta 'to przypadek', to trzy też można tak powiedzieć. Mnie bardziej chodzi o to, czy krótkie działanie z intencją buduje coś w czasie, czy nie.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@donatek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Jak ktoś pyta o sens minutowych rytuałów to odpowiem tak - regularność bije długość. To nie jest moja opinia, to jest coś, o czym pisał nawet Aleister Crowley w kontekście magicznych dzienników - że codzienne małe działanie jest ważniejsze niż wielkie rytuały raz na rok. Znam ludzi co robią wielogodzinne odprawy raz na miesiąc i nic z tego nie wynika, bo brakuje tej ciągłości między sesjami. Minutowy rytuał robiony codziennie buduje coś w psychice i w przestrzeni, co jest trwalsze. Przy okazji - karta rano to według mnie świetna praktyka, ale pod warunkiem że naprawdę się zatrzymujesz przy tej jednej karcie, a nie patrzysz przez 10 sekund i idziesz dalej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Donatek.pl Crowley pisał o tym w kontekście Liber E vel Exercitiorum - tam rzeczywiście kładzie nacisk na codzienną obserwację i notowanie, ale jego 'małe działania' to były ustrukturyzowane ćwiczenia, nie dowolne minutowe aktywności. Jest różnica między celowym ćwiczeniem woli a przypadkowym 'coś robię'. Nie chcę się czepiać, ale to ważna różnica - bo z tego wynika pytanie, czy liczy się forma czy intencja, a to jest klucz do całej rozmowy.


Odpowiedz
Wpisy: 274
(@tadek)
Połączone: 3 miesiące temu

Dziękuję wszystkim za tę rozmowę, naprawdę dużo się tu dzieje. Mam pytanie trochę z boku - czy ktoś ma doświadczenie z numerologią i krótkimi praktykami? Np. skupienie na liczbie dnia rano, liczba minut intencji itd.? Czytałem że pracując z liczbą dnia można skrócić praktykę bo jest jakby gotowy 'klucz', ale nie wiem na ile to sensowne.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Olaf
(@olaf)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 230

@Tadek no liczba dnia to jest coś, co sam stosuję od jakiegoś czasu. Obliczam ją rano - dodaję dzień, miesiąc i rok do jednej cyfry - i staram się przez chwilę pomyśleć, co ta liczba znaczy w kontekście tego dnia. To faktycznie nie zajmuje dużo czasu, ale wymaga pewnej wiedzy o tym, co te liczby oznaczają, żeby to nie było tylko liczenie. Pytanie, które mam do siebie jest takie - czy to jest praktyka, czy to jest po prostu myślenie o liczbach. Granica jest rozmyta.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

wróce do twojego pytania bo je pominełam. Dla mnie przy runach to jest tak że jak nie mam energii albo głowy to naprawde wole nie sięgac po nie w ogóle. Raz miałam taki okres kiedy działałam mechanicznie i mi sie wydaje że z retrospektywy te runy były jakby głuche - nie dostawałam nic co by się potem potwierdziło albo co by miało sens. Ale nie wiem czy to była kwestia braku skupienia, czy po prostu zły okres. Trudno to rozdzielić.


Odpowiedz
Wpisy: 158
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Czytam tę rozmowę od początku i mam wrażenie, że miesza się tu kilka rzeczy. Bo minutowa praktyka afirmacyjna to jest zupełnie coś innego niż minutowy rytuał w sensie ceremonialnym. Sama robię afirmacje i to może być naprawdę krótkie, ale dla mnie działa to inaczej niż rytuał ze świecą czy jakimś przedmiotem. Przy afirmacji wystarczy mi chwila skupienia. Przy czymś bardziej ceremonialnym - nie wiem, może potrzebuję więcej czasu żeby w ogóle 'wejść' w to, co robię.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 628

@Wezuwianit53 to jest dobra obserwacja. Mam podobne odczucie z medytacją - krótka jest wykonalna, ale pierwsze kilka minut to często sam czas na 'wejście', na uspokojenie myśli. Więc pytanie brzmi, czy jak medytujesz 5 minut i spędzasz z nich 3 na wyciszeniu, to ta medytacja wyniosła 5 czy 2 minuty. A jak to przełożyć na rytuał?


Odpowiedz
Wpisy: 360
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Przepraszam że wchodzę trochę z innej strony, ale właśnie o tym myślałam przy czakrach. Czasem mam taki wieczór że mam może 5 minut i robię tylko tę jedną czakrę, na której akurat czuję napięcie. Nie wiem, czy to robi tyle co pełna praca przez wszystkie centra, ale coś mi to daje, przynajmniej subiektywnie. Tylko nie wiem, czy 'czuję coś' bo naprawdę cos się dzieje, czy dlatego że skupiłam uwagę na jednym miejscu w ciele i każda uwaga coś robi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Anusia to drugie, co piszesz, jest zresztą jednym z mechanizmów, który uznaje też neuroscience - skupienie uwagi na części ciała realnie zmienia przepływ krwi, napięcie mięśniowe, aktywność nerwową. Więc 'coś się dzieje' w sensie fizycznym na pewno. Czy to jest to samo, co praca z czakrą w sensie energetycznym - to jest osobna dyskusja. Ale nie odseparowywałbym tych dwóch rzeczy tak ostro.


Odpowiedz
Wpisy: 204
(@rozalinka63)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ja mam taki przedmiot - kamień, który trzymam przy sobie - i czasem po prostu go ściskam w dłoni przez chwilę, kiedy jestem w złym miejscu. Nie wiem, czy to rytuał, ale coś to robi. Może to tylko kotwica psychologiczna. Choć dla mnie to nie ma znaczenia, czy coś 'naprawdę działa' ezoteryczne, czy działam przez głowę - i tak mi pomaga.


Odpowiedz
Wpisy: 102
(@tygrysica)
Połączone: 1 rok temu

Tak, dziękuję za ten wątek, naprawdę dobrze że ktoś to poruszył. Mnie zawsze było głupio, że nie mam czasu na więcej. Teraz czuję że może te małe chwile mają jednak swoje miejsce. Ale mam pytanie - czy ktoś ma jakiś sposób na to, żeby ta krótka praktyka nie stała się czymś, co się robi automatycznie i bez sensu po tygodniu? Bo ja mam tendencję do tego, że coś fajnego zamieniam w rutynę, która traci serce.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zdzislawa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 169

@Tygrysica to jest chyba jedno z lepszych pytań w tym wątku. I nie mam jednej odpowiedzi. U mnie pomaga to, że nie robię zawsze dokładnie tego samego - jest pewna rama, ale wewnątrz niej jest zmiana. Inny kamień, inna intencja, inny oddech. Wystarczy mały element nowy, żeby nie wpaść w czyste automatyzm. Ale to nie odpowiada na głębsze pytanie - co sprawia, że coś pozostaje żywe przez długi czas.


Odpowiedz
Wpisy: 382
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wracam do tego, co pisała Saturnella o runach i mechanicznym działaniu. Mnie to skłania do szerszego pytania - czy w ogóle istnieje coś takiego jak 'neutralna' praktyka? Znaczy, czy można po prostu 'przejść przez ruchy' i żeby to nie miało żadnego skutku - ani pozytywnego, ani negatywnego? Bo jeśli nie, to minutowy rytuał zrobiony byle jak nie jest po prostu bezużyteczny, ale może być aktywnie szkodliwy dla samego procesu, który próbujesz zbudować.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Nekromanta no właśnie to jest to o czym myślałam a nie umiałam tego tak ująć. Jak pracujesz z runami to one nie są obojętne, nie ma czegoś takiego jak 'nic się nie stało'. Przynajmniej w moim odczuciu. Chociaż nie wiem czy to kwestia samych run czy mojego podejścia do nich - może jak ktoś traktuje to czysto mechanicznie od początku to ta relacja w ogóle nie istnieje i wtedy faktycznie jest neutralnie?


Odpowiedz
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 382

@Saturnella.2 ale to by znaczyło, że skuteczność krótkiej praktyki zależy od historii tej praktyki, a nie od samej praktyki. Czyli minutowy rytuał kogoś, kto robi to od lat, i minutowy rytuał kogoś, kto zaczyna od zera, to są dwie różne rzeczy - mimo że wyglądają identycznie z zewnątrz. Co jest zresztą dosyć logiczne, ale rzadko kto to wprost formułuje w tych rozmowach o 'czy 5 minut wystarczy'.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest bardzo stare rozróżnienie. W tradycji hermetycznej mówi się o habitusie - nawykowej dyspozycji, którą się buduje latami ćwiczenia. Franz Bardon opisuje to w Inicjacji do hermetyzmu właśnie w kontekście krótkich ćwiczeń - że ich wartość rośnie geometrycznie wraz z konsekwencją, bo adept buduje coś, co można by nazwać 'torowaną ścieżką' w swojej psychice i energetyce. Dlatego krótka praktyka eksperta jest czymś innym niż identyczna praktyka outsidera. Ale uwaga - to nie znaczy, że brak tej historii uniemożliwia skuteczność. Znaczy tylko, że skuteczność jest innej natury i przychodzi w innym czasie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 628

@Czarnobog57 a jak to się ma do momentu, w którym zaczynasz? Tzn. pytam praktycznie - jeśli ktoś zaczyna budować taki nawyk od minutowych praktyk, to jak długo mniej więcej zanim ten 'habitus' zaczyna w ogóle coś robić? Bo Bardon pisze teorię, ale masz jakiś pogląd na to ze swojej strony?


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

Zastanawiam się, czy to pytanie o czas w ogóle ma sens w tej formie. Habitus w rozumieniu Arystotelesa - a Bardon do tego nawiązuje - to nie jest kwestia kalendarzowej liczby dni, tylko liczby powtórzeń z uwagą. Dlatego ktoś, kto robi coś codziennie, ale byle jak, może nie zbudować nic przez rok. A ktoś, kto robi to rzadziej, ale z pełną obecnością - może mieć ten habitus po kilku miesiącach. Więc bardziej niż 'ile czasu' - pytanie powinno brzmieć 'ile świadomych powtórzeń'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 628

@Kosma no dobra, ale to znowu wraca do problemu, który był już wcześniej - jak rozpoznać, że jesteś wystarczająco 'z tym', żeby to się liczyło? Czy to jest kwestia subiektywnego odczucia? Bo jeśli tak, to mamy problem, bo ludzie bardzo różnie oceniają własny poziom skupienia.


Odpowiedz
Wpisy: 169
Rozpoczynający temat
(@zdzislawa)
Połączone: 1 rok temu

Dorzucę coś z praktyki, bo ta rozmowa robi się bardzo teoretyczna. Miałam kiedyś taki okres, może dwa miesiące, kiedy robiłam ten sam krótki rytuał rano - naprawdę krótki, może trzy minuty - i pamiętam, że przez pierwsze tygodnie to było dla mnie jak obowiązek. Mechaniczne, ale nie z niechęci, raczej z braku głębokości. A potem w pewnym momencie coś się przestawiło i te trzy minuty zaczęły mi wystarczać do wejścia w stan, który wcześniej zajmował mi znacznie więcej czasu. Więc może odpowiedź na pytanie Edka jest taka, że sam zauważysz, kiedy to zadziała - bo zmieni się jakość, nie długość.


Odpowiedz
Wpisy: 102
(@tygrysica)
Połączone: 1 rok temu

To co piszesz jest dla mnie bardzo pomocne, bo miałam dokładnie to poczucie obowiązku, o którym mówisz, i myślałam, że to znaczy, że coś robię źle. Że skoro czuję, że to mechaniczne, to może lepiej w ogóle nie robić. A tu wychodzi, że to po prostu etap? Czy dobrze rozumiem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zdzislawa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 169

@Tygrysica myślę, że tak, ale z zastrzeżeniem - jeśli to mechaniczne trwa miesiącami i nic się nie zmienia, to może warto się zastanowić, czy ta konkretna praktyka jest dla ciebie. Nie każdy rytuał pasuje każdej osobie. Ja miałam też takie, gdzie przez kilka tygodni czekałam na tę zmianę i ona nie przychodziła - i po prostu zrezygnowałam. Odróżnienie 'to jest etap' od 'to po prostu nie moje' to jest chyba jedna z trudniejszych rzeczy w całej tej praktyce.


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy i mam takie pytanie z boku - jak w ogóle oceniacie, że coś 'zadziałało'? Serio pytam, bez ironii. Bo jak ktoś robi rytuał na spokój wewnętrzny i po tygodniu czuje się spokojniej, to jak odróżnić, że to skutek rytuału, a nie to, że po prostu minęło napiecie z poprzedniego tygodnia albo pogoda się poprawiła?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 382

@Malachitka to jest właściwie problem falsyfikowalności i nie da się go rozwiązać w indywidualnym przypadku. Nie da się. Możesz to robić latami i nigdy nie będziesz w stanie udowodnić korelacji sobie samej. Ale też nie musisz. To jest wybór epistemiczny, który robisz - albo przyjmujesz, że nie masz narzędzi do weryfikacji i mimo to działasz, albo czekasz na dowód, którego nie dostaniesz. Widzę, że część osób tu podchodzi do tego pragmatycznie - liczy się efekt w życiu, nie wyjaśnienie mechanizmu.


Odpowiedz
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 161

@Nekromanta no tak, rozumiem. Mnie to jednak uwiera. Nie dlatego, że chcę kogoś przekonać do czegoś albo obalić - po prostu jak nie wiem, czy coś działa, to trudno mi to robić regularnie. Brakuje mi tego zakotwiczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@donatek-pl)
Połączone: 1 rok temu

To jest kwestia podejścia i można ją obejść inaczej niż przez weryfikację skutków. W magice chaosu - Spare, Carroll - skuteczność rytuału ocenia się przez zmianę w samym operatorze, nie w zewnętrznej rzeczywistości. Jeśli po praktyce czujesz się inaczej, myślisz inaczej, masz inne nastawienie - to jest wskaźnik, że coś się ruszyło. Nie musisz wiedzieć, czy 'coś zewnętrznego' zadziałało.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Donatek.pl to jest uproszczenie podejścia Carolla. W Liber Null Carroll wyraźnie oddziela psychologiczne efekty od efektów magicznych - i pisze, że mylenie ich to jeden z podstawowych błędów początkujących operatorów. Zmiana w operatorze jest warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym, żeby mówić o 'działaniu' w sensie magicznym. Mógłbyś to sprecyzować, zanim ktoś wyjdzie z przekonaniem, że każde dobre samopoczucie po meditacji to efekt magiczny?


Odpowiedz
(@donatek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 182

@Czarnobog57 nie twierdzę, że każde dobre samopoczucie to efekt magiczny. Mówiłem o tym w kontekście pytania Malachitki, która szukała jakiegoś wskaźnika, żeby w ogóle się zakotwić. Nie dawałem definicji skuteczności magicznej, tylko praktyczny punkt startowy. Możliwe że mogłem to napisać jaśniej.


Odpowiedz
Wpisy: 360
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Mam pytanie do całej tej rozmowy o weryfikację - czy wy w ogóle prowadzicie jakieś notatki z praktyk? Bo mi się wydaje, że jak się notuje, to z czasem widać wzorce, które inaczej byłyby niewidoczne. Ja zaczęłam niedawno zapisywać, co robiłam i jak się czułam przed i po, i już po kilku tygodniach zaczęło mi się pokazywać, że pewne rzeczy powtarzają się w określonych sytuacjach. Nie wiem, co to znaczy, ale przynajmniej mam jakiś materiał.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Olaf
(@olaf)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 230

@Anusia dokładnie to samo robię przy liczbach - notuję liczbę dnia, swoje nastawienie rano i wieczorem jedno zdanie o tym, jak poszło. I po kilku miesiącach zaczęłem widzieć, że pewne liczby powtarzają się w dniach, kiedy coś konkretnego się dzieje. Czy to wyjaśnienie? Nie. Ale daje coś do myślenia. I właśnie to rozwiązuje trochę problem Malachitki - nie weryfikujesz rytuału przez jeden dzień, tylko przez wzorce w czasie.


Odpowiedz
Wpisy: 158
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Słyszę tę rozmowę i mam wrażenie, że wróciła do sedna tematu, ale od innej strony. Minutowe praktyki mają sens między innymi dlatego, że są na tyle małe, żeby je notować - nie zajmuje to dużo czasu, jest mniej oporu przed samym notowaniem. A właśnie to gromadzenie obserwacji w czasie może dawać to zakotwiczenie, którego szukała Malachitka. Długie rytuały raz na jakiś czas trudniej śledzić.


Odpowiedz
Wpisy: 204
(@rozalinka63)
Połączone: 1 miesiąc temu

Nie notuję, ale zaczynam myśleć, że może powinnam. Mój kamień, o którym pisałam wcześniej, ściskam go intuicyjnie - czasem kilka razy dziennie, czasem wcale. I właściwie nie wiem, czy jest jakaś prawidłowość w tym, kiedy po niego sięgam. Jakbym zaczęła to zapisywać, może bym coś zobaczyła.


Odpowiedz
Wpisy: 204
(@rozalinka63)
Połączone: 1 miesiąc temu

Właśnie tak myślę - że mogłabym zacząć zapisywać, kiedy po niego sięgam i co się dzieje potem. Może by wyszło, że nie jest tak przypadkowe, jak mi się wydaje.


Odpowiedz
Wpisy: 274
(@tadek)
Połączone: 3 miesiące temu

Czy ktoś wie, czy do takich notatek lepiej używać zwykłego zeszytu, czy może jakiejś aplikacji? Pytam, bo słyszałem, że zapisywanie ręcznie ma inne znaczenie niż wpisywanie w telefon, ale nie wiem czy to prawda czy mit.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 158

@Tadek to zależy, co chcesz z tymi notatkami zrobić. Jak chcesz potem szukać wzorców po dacie albo słowie kluczowym, to aplikacja wygra. Jak chcesz, żeby samo zapisywanie było częścią praktyki, to ręcznie. To nie jest kwestia skuteczności ogólnej, tylko tego, co dla ciebie działa.


Odpowiedz
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 360

@Wezuwianit53 a ty jak robisz? Bo mam wrażenie, że zaczęłaś prowadzić takie notatki wcześniej niż ja - mówiłaś coś wcześniej o wzorcach.


Odpowiedz
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 158

@Anusia u mnie zeszyt, małe kartki, piszę ołówkiem. Nie robię z tego nic rozbudowanego - data, co zrobiłam, jedno zdanie jak się czuję. Czasem dwie linijki, jeśli coś mnie zaskakuje. Właśnie ta minimalna forma sprawia, że w ogóle to robię regularnie.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Mam pytanie do tych, którzy notują - czy wy notujecie samo wykonanie rytuału, czy też to, co się dzieje przez resztę dnia? Bo wydaje mi się, że jak notujesz tylko samą praktykę, to możesz przegapić te powiązania, o których Olaf pisał.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Olaf
(@olaf)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 230

@Edek właśnie dlatego robię to wieczorem, nie rano. Rano zapisuję tylko intencję albo nastawienie, wieczorem to, co się wydarzyło i czy cokolwiek było inne. Inaczej rzeczywiście notujesz tylko że 'zrobiłem', a nie 'i co z tego'.


Odpowiedz
Wpisy: 382
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wchodzę w to, bo mam inne zdanie. To notowanie wzorców po kilku miesiącach brzmi sensownie, ale jest jeden problem - jak zaczynasz szukać wzorców, to je znajdziesz. Mózg jest w tym dobry, a wręcz za dobry. Masz skłonność do pareidolii statystycznej - widzisz porządek tam, gdzie jest szum. Pytanie, co z tym robić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Olaf
(@olaf)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 230

@Nekromanta no tak, ale to nie jest argument przeciwko notowaniu, tylko przeciwko zbyt pochopnemu wyciąganiu wniosków. Ja nie twierdzę, że jak widzę wzorzec w liczbach, to jest on absolutnie prawdziwy. Mówię, że go widzę i to mi daje coś do myślenia.


Odpowiedz
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 382

@Olaf okay, to jest uczciwe rozróżnienie. Ale wtedy ta 'weryfikacja' o której mówiła Malachitka - ona nadal nie jest weryfikacją w żadnym sensownym słowa rozumieniu. To jest tylko zorganizowanie własnych przekonań.


Odpowiedz
Strona 1 / 5
Udostępnij: