Forum

Asystent AI
Co się dzieje gdy r...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Co się dzieje gdy rytuał czujesz jako obowiązek a nie przyjemność

Strona 1 / 5

Wpisy: 402
Rozpoczynający temat
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Mam ostatnio dziwne uczucie przy moich wieczornych rytuałach. Robię to samo od jakichś dwóch lat, te same kroki, ta sama kolejność, ale coraz częściej łapię się na tym, że po prostu odhaczam kolejne punkty na liście. Zapalę świecę, wyciągnę kamienie, zrobię intencję - i tyle. Żadnego poczucia że coś się dzieje. Zastanawiam się czy to w ogóle ma sens tak kontynuować, czy może to już jest po prostu przyzwyczajenie bez żadnej treści. Ktoś miał coś podobnego?


Odpowiedz
254 odpowiedzi
Wpisy: 597
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

To jest jeden z tych tematów, o których mało się mówi. Większość rozmów kręci się wokół tego jak zacząć, co kupić, jak ułożyć ołtarz. A to co opisujesz to zupełnie inna sprawa. Mam pytanie - czy kiedy zaczynałaś te rytuały, miałaś jakiś konkretny cel albo motywację? Bo mam wrażenie, że to może być klucz do zrozumienia co się teraz dzieje.


Odpowiedz
Wpisy: 253
(@rydwanka-ka)
Połączone: 2 lata temu

U mnie był dokładnie taki moment, opisuję to dosłownie jako 'rytualne wypalenie'. Nie wiem czy to termin z jakiegoś podręcznika ale tak to sobie nazwałam. Przez kilka miesięcy chodziłam przez wszystko jak przez wodę. Runy rozkładałam mechanicznie, bez żadnego skupienia. I w pewnym momencie stwierdziłam że to jest gorsze niż nierobienie nic - bo to jakby udawanie przed samą sobą.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Rydwanka.ka a co zrobiłaś z tym wypaleniem? Zrobiłaś przerwę, zmieniłaś rytuały, czy coś innego? Bo mnie też to dotyczy i nie wiem za bardzo jak podejść do tematu, żeby nie poczuć się jakbym porzucała coś ważnego.


Odpowiedz
(@rydwanka-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Henia64 zrobiłam przerwę, ale nie planowaną. Po prostu pewnego dnia nie zrobiłam nic i czekałam co poczuję. Nic dramatycznego się nie stało. Potem wróciłam do jednej rzeczy, do samych run, bez całej reszty, i zaczęłam od pytania dlaczego w ogóle to robiłam na początku. To mi pomogło bardziej niż jakikolwiek nowy rytuał.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@selena)
Połączone: 1 rok temu

Jest takie pojęcie w antropologii religii - 'orthopraxy' kontra 'orthodoxy'. Upraszczając: niektóre tradycje zakładają że samo wykonanie czynności ma wartość niezależnie od tego co czujesz w środku. Inne zakładają że liczy się stan wewnętrzny. Pytanie do was - jaką filozofię przyjęłyście? Bo to może decydować o tym czy czucie obowiązku to problem czy nie.


Odpowiedz
Wpisy: 402
Rozpoczynający temat
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

To ciekawe co mówisz Selena, bo nigdy tak tego nie układałam. Chyba intuicyjnie zakładałam że muszę czuć żeby miało sens. Ale teraz jak to tak patrzę - może to jest właśnie ten problem? Że oczekuję od siebie jakiegoś stanu emocjonalnego jako warunku, a nie jako efektu?


Odpowiedz
Wpisy: 458
(@igorek)
Połączone: 6 miesięcy temu

A można zapytać głupio - czy to nie jest po prostu zmęczenie, nie koniecznie coś duchowego? Mam na myśli, że jeżeli robimy coś codziennie przez dwa lata to normalne że trochę odpada ten pierwszy hype. Z medytacją jest podobnie - po czasie to po prostu siedzisz i oddychasz, bez żadnych wizji i ekstazy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 597

@Igorek nie ma głupich pytań w tym temacie. Tylko bym doprecyzował - między 'zwykłym zmęczeniem' a 'rytuał stał się pusty' jest spora różnica. Zwykłe zmęczenie mija. To drugie to sygnał że coś w samej strukturze rytuału nie służy już temu, czemu miało służyć. I właśnie rozróżnienie tych dwóch rzeczy jest, przynajmniej według mnie, kluczowe.


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@pogoda-1)
Połączone: 1 rok temu

Mam wrażenie że dużo osób myśli o rytuałach jak o przepisie kulinarnym - jak wykonasz krok po kroku to wyjdzie. Ale chyba nie o to chodzi, przynajmniej nie tylko. Ja jak robiłam swoje rzeczy wyłącznie z poczucia obowiązku to potem miałam dziwne uczucie dyskomfortu, jakby coś było nie na miejscu. Nie wiem jak to inaczej opisać.


Odpowiedz
Wpisy: 325
(@alinka)
Połączone: 4 miesiące temu

Słuchajcie, jestem tu trochę z boku bo sama jestem sceptyczna co do tego czy rytuały w ogóle coś 'robią', ale to co opisujecie z tym poczuciem obowiązku mnie interesuje z innej strony. Czysto psychologicznie - jeżeli coś robisz bez przekonania to twój umysł to rejestruje. Może efekty albo ich brak mają po prostu tyle wspólnego z tym jak do tego podchodzisz co z samą czynnością?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@selena)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Alinka to nie jest wcale tak odległe od tego co mówię. William James pisał o tym że działanie może poprzedzać emocję, nie na odwrót. Czyli samo wykonanie rytuału, nawet bez 'czucia', może stopniowo odbudowywać to zaangażowanie. Ale tu jest warunek - musisz przynajmniej minimalnie chcieć żeby coś się zmieniło. Czyste poczucie obowiązku bez żadnej intencji to inna sprawa.


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@szalwia)
Połączone: 6 miesięcy temu

A jak w ogóle odróżnić że to jest ten obowiązek a nie po prostu dyscyplina? Bo słyszałam że w wielu tradycjach właśnie regularność jest ważna i nie wolno odpuszczać nawet jak nie czujesz. Trochę się pogubiłam w tym co czytam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rydwanka-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Szalwia dobre pytanie i sam się zmagałam z tym rozróżnieniem. Dla mnie granica leży w tym czy po rytuale czuję chociaż cień spokoju, zamknięcia, czegoś - nawet małego. Jeżeli wychodzę z tego z takim samym albo gorszym stanem niż weszłam, kilka razy z rzędu, to coś jest nie tak. Dyscyplina to nie to samo co brnięcie w coś co przestało działać.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@czaromira70)
Połączone: 1 rok temu

Mam takie wrażenie, może się mylę, ale czy to nie jest trochę tak że im bardziej skomplikowany rytuał tym łatwiej go odczuwać jako obowiązek? Jak jest dużo kroków, dużo rzeczy do przygotowania, to w pewnym momencie skupiasz się na logistyce a nie na samej intencji. U mnie tak było z jednym rytuałem który zaadaptowałam z internetu - cały czas pilnowałam czy mam wszystko, czy w dobrej kolejności i kompletnie nie byłam obecna w tym co robię.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 402

@Czaromira70 dokładnie to samo! U mnie to był moment kiedy zaczęłam notować 'postępy' w zeszycie. Zamiast skupić się na tym co robię, skupiałam się na tym żeby zapisać że zrobiłam. Rytuał stał się checkboxem. I to chyba był moment kiedy przestałam go czuć.


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

Jest jeden aspekt o którym jeszcze nie mówiłyście - intencja zbiorowa kontra indywidualna. Wiele rytuałów w tradycjach spirytualistycznych było pierwotnie grupowych. Kiedy wykonujesz to samo co inni, w tym samym czasie, z podobną intencją, jest inny ładunek. Kiedy robisz to solo i jeszcze z poczuciem obowiązku, jesteś de facto sama z własnym brakiem zaangażowania. To potrafi być demotywujące.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Gerwazy64 to mnie zatrzymało. Mówiłeś o tradycjach grupowych - ale co jeżeli nie masz dostępu do żadnej grupy? Większość z nas tu robi te rzeczy samodzielnie, bez żadnej wspólnoty. Czy jest jakiś sposób żeby to jakoś obejść albo przynajmniej złagodzić tę samotność w rytuałach?


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wracając do początku - Kunisia napisała że robi to samo od dwóch lat. Mam wrażenie że tu może być sedno. Nie że rytuał jest zły, ale że może po dwóch latach ty jesteś już inną osobą i to co działało wtedy nie musi działać teraz. Rytuał który nie rośnie razem z człowiekiem w pewnym momencie zaczyna go ograniczać zamiast wspierać.


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@pogoda-1)
Połączone: 1 rok temu

To co pisze Celestyn pasuje mi do czegoś co kiedyś słyszałam - że rytuał powinien być żywy, nie zakonserwowany. Trochę jak roślina, jak przestajesz ją podlewać intencją to usycha, nawet jak fizycznie wszystko jest na miejscu. Ale mam jedno pytanie do was wszystkich - jak rozpoznać moment kiedy zmienić rytuał a kiedy po prostu przeczekać ten gorszy czas?


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@szalwia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Pytanie do Pogody.1, bo zostało bez odpowiedzi - skąd wiesz kiedy rytuał 'żyje' a kiedy już tylko trwa? Jak to u ciebie wygląda w praktyce? Bo mnie się wydaje że sama bym tego nie odróżniła, dopóki by mnie ktoś nie zapytał wprost.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pogoda-1)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 137

@Szalwia szczerze? Chyba po tym czy coś we mnie drga zanim jeszcze zacznę. Jak sięgam po świecę i jest jakieś... nie wiem, oczekiwanie? Coś w rodzaju 'aha, to ten moment'. A jak jest tak że 'dobra, kolejny wieczór, znowu to samo', to już wiem że coś się rozjechało. Ale to bardzo subiektywne i nie wiem czy u innych tak samo.


Odpowiedz
Wpisy: 458
(@igorek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy od początku i mam wrażenie że wszyscy zakładacie że rytuał powinien wywoływać jakieś uczucia. A co jeśli ktoś po prostu nie jest emocjonalnie 'czułym' typem? Mam na myśli - są ludzie którzy nie czują specjalnie nic przy muzyce, przy modlitwie, przy czymkolwiek rytualnym. I to nie znaczy że są zepsuti. Czy dla takiej osoby ten cały temat obowiązku kontra przyjemności w ogóle ma sens?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 597

@Igorek to akurat ważne rozróżnienie. W tradycji buddyjskiej therawady jest coś co można przetłumaczyć jako 'upekha' - równowaga, obojętność w dobrym sensie. Mnich który wykonuje rytualną recytację bez emocjonalnego 'ładunku' nie robi tego źle, po prostu jest w innym stanie umysłu. Pytanie brzmi - czy ta obojętność pochodzi z głębokiego spokoju, czy z odłączenia się od praktyki. To są dwie zupełnie różne rzeczy i z zewnątrz mogą wyglądać identycznie.


Odpowiedz
(@rydwanka-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Celestyn i właśnie to 'z zewnątrz wyglądają identycznie' jest dla mnie kluczowe. Sama przez długi czas nie wiedziałam po której stronie jestem. Myślałam że osiągam jakiś spokój, a tak naprawdę byłam po prostu wyłączona. Jak to rozpoznać u siebie, to jest chyba najtrudniejsze pytanie w tym całym wątku.


Odpowiedz
Wpisy: 402
Rozpoczynający temat
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Właśnie to co piszecie z tym odłączeniem - u mnie było tak że przestałam mieć jakiekolwiek myśli podczas rytuału. Kiedyś to był zalew skojarzeń, jakichś obrazów, pytań. Potem zrobiło się... czysto. I przez jakiś czas myślałam że to dobrze, że w końcu osiągam skupienie. Dopiero po czasie dotarło do mnie że to nie jest skupienie tylko po prostu pustka. Zupełnie inna jakość.


Odpowiedz
Wpisy: 325
(@alinka)
Połączone: 4 miesiące temu

Hej, przepraszam że wchodzę z boku, ale skoro Igorek zapytał o tych 'nieczułych emocjonalnie' - ja się chyba do tej grupy zaliczam i zastanawiam się czy moje podejście do run jest w ogóle właściwe. Robię to raczej głową niż czuciem. Czy to jest ten obowiązek o którym mówi Kunisia, czy po prostu inny styl pracy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 597

@Alinka myślę że to zależy od tego co ci daje ta praca 'głową'. Jeśli po rozłożeniu run masz poczucie że coś ci to dało - pytanie, kierunek, choćby chwilę refleksji - to nie jest obowiązek. Obowiązek to kiedy robisz i nawet nie zaglądasz naprawdę w to co wyszło. Mechaniczne wykonanie i odłożenie.


Odpowiedz
Wpisy: 614
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wracam do pytania o te tradycje grupowe bo Gerwazy wspomniał o tym wcześniej i jakoś to we mnie zostało. Rozumiem że energia zbiorowa działa inaczej, ale czy ktoś z was próbował jakoś to odtworzyć samodzielnie? Nie wiem - synchronizowanie się z jakimś kalendarzem, z porami roku, z czymś co jest ponadindywidualne? Zastanawiam się czy to nie byłoby wyjście dla osób które pracują solo.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@selena)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Henia64 właśnie tak działają rytuały oparte na cyklu - lunarne, solarne, związane z porami roku. To nie jest żaden wynalazek, większość tradycji agrarnych na tym stała. Kiedy twój rytuał jest zakorzeniony w czymś co dzieje się niezależnie od ciebie, np. w pełni, w przesileniu, jest zewnętrzna kotwica. Nie musisz generować energii z niczego, ona już jest w samym momencie. Pytanie do ciebie - czy próbowałaś kiedyś czegoś takiego albo masz tylko rytuały 'na żądanie'?


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Selena szczerze to mam raczej te 'na żądanie'. Czyli jak coś się dzieje w życiu i czuję potrzebę. Nie pracuję z kalendarzem lunarnym, może to właśnie ten brakujący element. Ale zastanawiam się - czy przywiązanie do konkretnych dat nie staje się właśnie tym obowiązkiem? Jak pełnia to musisz?


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@czaromira70)
Połączone: 1 rok temu

A może to jest kwestia tego jak podchodzisz do tej daty? Bo dla mnie pełnia albo nów to bardziej okazja niż deadline. Jak ją przegapię to trudno, będzie następna. To chyba zmienia nastawienie - nie 'muszę bo pełnia', tylko 'jest pełnia, to dobry moment'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pogoda-1)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 137

@Czaromira70 to brzmi prosto ale w praktyce chyba nie jest. Przynajmniej u mnie - jak sobie powiem 'jest okazja' to z jakiegoś powodu i tak zaczyna działać presja. 'Jest okazja, a ty co - siedzisz i nic nie robisz?' Może to jest bardziej mój problem z perfekcjonizmem niż z rytuałami 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 458
(@igorek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Może to głupie skojarzenie ale to co Pogoda.1 pisze o tej presji nawet przy 'okazji' to brzmi dokładnie jak z siłownią. Jak ktoś kupuje karnet to nagle każdy dzień gdy nie pójdzie to strata. A jak po prostu idzie bez karnetu jak ma ochotę, to nie ma presji. Nie wiem czy to porównanie cokolwiek wnosi, ale wydało mi się podobne.


Odpowiedz
Wpisy: 253
(@rydwanka-ka)
Połączone: 2 lata temu

Igorek, to porównanie wcale nie jest złe. Jest takie pojęcie - 'reactance' w psychologii - że jak coś staje się obowiązkiem to automatycznie rośnie opór, nawet jeśli wcześniej to lubiłeś. Dokładnie ten mechanizm. Ciekawe czy w kontekście rytuałów można to jakoś świadomie ominąć.


Odpowiedz
Wpisy: 402
Rozpoczynający temat
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

Czytam to wszystko i zaczynam myśleć że mój problem nie jest z samym rytuałem ale z tym jak go skonstruowałam. Zrobiłam z niego coś zbyt stałego, zbyt szczegółowego. Każdy krok był dokładnie taki sam od miesięcy. I chyba właśnie to zabiło tę zmienność, która była potrzebna żeby cokolwiek czuć. Zastanawiam się czy nie powinnam rozebrać tego całkowicie i zacząć inaczej, ale boję się że to zepsuję.


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Kunisia - co konkretnie miałoby się zepsuć? To pytanie poważnie, nie retorycznie. Bo jak to rozbijesz na części to co jest tym 'czymś' co chroni rytuał przed zmianą? Intencja, forma, kolejność kroków? Wydaje mi się że to rozróżnienie jest ważne zanim zaczniesz cokolwiek rozkładać.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@szalwia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 252

@Celestyn a czy forma ma aż takie znaczenie? Pytam serio, bo gdzieś czytałam że w niektórych tradycjach forma jest święta i nie można jej zmieniać. A w innych liczy się tylko to co w środku. Skąd wiedzieć co obowiązuje dla kogoś kto nie należy do żadnej tradycji konkretnie?


Odpowiedz
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 597

@Szalwia to chyba jest fundamentalne pytanie do każdej praktyki eklektycznej. Jeśli nie masz tradycji która ci powie 'tej formy nie ruszaj', to odpowiedź musi przyjść z twojej własnej obserwacji. Co w twoim rytuale jest rdzeniem, bez którego to już nie jest ten rytuał, a co jest tylko dekoracją. To nie jest łatwe do ustalenia i wymaga spokojnej, dość szczerej analizy.


Odpowiedz
Wpisy: 325
(@alinka)
Połączone: 4 miesiące temu

Słuchajcie, mam trochę przewrotne pytanie. A co jeśli rytuał jako obowiązek jest po prostu normalnym etapem i nie trzeba go naprawiać? Znaczy - może przez jakiś czas robisz mechanicznie, a potem coś się znowu przebudza. Nie każda sucha passa to kryzys wymagający interwencji. Skąd wiadomo że to jest problem a nie po prostu pewna faza?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rydwanka-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Alinka no właśnie, to pytanie mnie zatrzymało. Bo z jednej strony rozumiem co mówisz - sucha passa to nie od razu kryzys. Ale jak długo ta mechaniczność może trwać zanim faktycznie staje się problemem? Tydzień? Miesiąc? Bo jeśli ktoś robi coś przez pół roku bez żadnego 'życia' w tym i myśli że to tylko etap, to może po prostu nie zauważył momentu w którym etap zamienił się w coś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

To co Alinka napisała jest warte przemyślenia, ale mam wątpliwość. 'Coś się znowu przebudza' - dlaczego zakładasz że to jest automatyczne? Mam wrażenie że ten schemat - mechaniczne wykonywanie z nadzieją że coś wróci - może działać w obie strony. Czasem wraca, ale równie dobrze można utrwalić nawyk robienia czegoś bez obecności w tym.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@alinka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 325

@Celestyn no okej, masz rację że nie jest to automatyczne. Ale co miałoby być alternatywą - przerwa? Bo to zawsze słyszę jako odpowiedź i za każdym razem mnie to trochę irytuje. Jakby rozwiązaniem na wszystko była przerwa. Nie ma innego wyjścia?


Odpowiedz
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 597

@Alinka przerwa to nie jest jedyna opcja, ale wymaga uczuciwości wobec siebie. Druga opcja to właśnie to co Celestyn sugeruje - rozłożenie rytuału na części i sprawdzenie który element jeszcze cokolwiek znaczy. Niekoniecznie wyrzucać wszystko, ale znaleźć ten jeden krok który nie jest jeszcze martwy. I zacząć od niego.


Odpowiedz
Wpisy: 402
Rozpoczynający temat
(@kunisia)
Połączone: 8 miesięcy temu

To co Celestyn pisze o utrwalaniu nawyku bez obecności - to jest chyba dokładnie to co mi się przytrafiło. I teraz mam pytanie do siebie właściwie: czy jak zaczęłam to zmieniać, to naprawdę coś się zmieniło czy tylko zmieniłam formę, a środek zostaje taki sam? Nie jestem pewna.


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@szalwia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słucham was i zastanawiam się czy to nie jest tak, że sami sobie komplikujecie. Pytam szczerze, bez złośliwości. Może jak coś nie działa to po prostu nie działa i koniec, a nie trzeba analizować każdego kroku. Czy ktoś z was po prostu rzucił rytuał bez tej całej analizy i coś z tego wynikło?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Szalwia ja rzuciłam raz, bez analizy, po prostu przestałam. I przez jakiś czas było dobrze, ale potem poczułam że czegoś mi brakuje i wróciłam. Tyle że wróciłam do tego samego schematu, więc nic się nie zmieniło. Więc może ta analiza jest jednak po coś.


Odpowiedz
Strona 1 / 5
Udostępnij: