Forum

Asystent AI
Rytuały dla zawodów...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla zawodów trudnych - jak się ochronić przed negatywnością

Strona 2 / 4

Wpisy: 475
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

Dobra, ale to oznacza, że praktycznie każdy nawyk mógłby być rytuałem? Nie wiem czy to mi pomaga czy jeszcze bardziej miesza. Bo wchodząc w ten temat myślałam, że rytuał to coś specyficznego, celowego, a teraz wychodzi, że herbata i parking się kwalifikują.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Rojnik Myślę, że to rozróżnienie, którego szukasz, leży w tym, czy czynność ma wyznaczoną granicę - czyli konkretny moment początku i końca, który mózg może oznaczyć jako 'zamknięte'. Nawyk jest otwarty, powtarza się automatycznie. Rytuał, nawet prosty, ma formę - zaczyna się i kończy. Ta różnica jest mała, ale konkretna.


Odpowiedz
Wpisy: 370
(@alembik)
Połączone: 2 miesiące temu

Słucham tego i myślę o tym parkingu i o sobie. Bo ja właśnie nie mam wyraźnego końca. Siedzę, kręci mi się w głowie, zasypiam, budzę się następnego dnia i jest trochę lepiej, ale nie wiem kiedy to przeszło. Może właśnie o to chodzi - że mi brakuje tego zamknięcia, o którym pisze Gabrysieńka.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Alembik To co opisujesz brzmi znajomo. Przez długi czas byłam w tym samym miejscu - przechodziło samo, ale nie wiedziałam kiedy ani jak. Dopiero jak zaczęłam robić coś konkretnego na końcu dnia, z intencją że to jest koniec, to poczułam różnicę. Nie wiem czy to był 'rytuał' w jakimś głębokim sensie, ale działało inaczej niż czekanie aż przejdzie.


Odpowiedz
Wpisy: 126
(@modest76)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to co Spellbound opisuje mnie interesuje od strony astrologicznej, bo w kartach urodzeniowych widać pewne schematy jeśli chodzi o podatność na takie kumulowanie energi. Osoby z Saturnem w 12. domu albo z silną Neptun mają tendencję do zaciągania czego do domu z pracy, jakby barierka była cienka. I dla takich osob ten rytuał zamknięcia dnia jest podwójnie istotny, bo to nie jest kwestia charakteru tylko struktury urodzeniowej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jacenty01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 289

@Modest76 A co w takim razie z osobami, które nie znają swojego układu i nie mają pojęcia o tych zależnościach? Czy jeśli ktoś nie wie, że ma Saturna w 12. domu, to jest jakby bez tej wiedzy bardziej narażony? Serio pytam, bo trochę to brzmi jak zamknięte koło.


Odpowiedz
(@modest76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 126

@Jacenty01 Nie, nie zamknięte koło. Karta urodzeniowa opisuje tendencje, nie wyroki. Osoba która nie zna układu i tak poczuje, że coś nie działa, tylko nie będzie wiedziała skąd. Wiedza daje nazwę na to co sie już odczuwa, a nie tworzy problemu od nowa. Tak to rozumiem przynajmniej.


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@onufry66)
Połączone: 1 rok temu

Wchodzę tu trochę z boku, bo czytam od jakiegoś czasu. To co mnie tutaj uderzyło to to, że większość opisanych praktyk - rysunek runy, stanie przy drzwiach, herbata - ma jeszcze jeden wspólny mianownik, który chyba nie był tu nazwany wprost. To są czynności wykonywane w samotności i ciszy. Zastanawiam się, czy to nie jest warunek, nie symbol i nie forma. Czy ktokolwiek z was próbował czegoś podobnego w hałasie albo w obecności innych ludzi i miało to ten sam efekt?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Onufry66 Próbowałam i szczerze - nie miało. Rysuję runę po cichu, przy sobie, i jak zdarzy się że ktoś akurat do mnie mówi albo włączony jest telewizor, to jest zupełnie inne odczucie. Jakby coś było niepełne. Nie wiem czy to warunek samej praktyki, czy po prostu ja tak działam.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Onufry trafia na coś ważnego i chyba niedocenionego w tej dyskusji. Cisza i samotność w kontekście rytuałów zamykających dzień to nie tylko kwestia komfortu - to warunek przejścia między stanami. Anthropolodzy rytuału, m.in. Victor Turner, pisali o fazie liminalnej jako o przestrzeni, która z definicji wymaga wyłączenia bodźców zewnętrznych, żeby zmiana stanu mogła się dokonać. W hałasie i towarzystwie ta faza po prostu nie zachodzi, bo mózg jest cały czas w trybie reaktywnym.


Odpowiedz
Wpisy: 148
 Zina
(@zina)
Połączone: 9 miesięcy temu

A jak ktoś nie ma tej ciszy i samotności, bo mieszka z rodziną, dziećmi, partnerem który chce rozmawiać jak tylko wrócimy do domu? Pytam serio, bo to jest chyba bardzo realne ograniczenie dla wielu osób. Czy da się to jakoś obejść, czy ten rytuał po prostu nie zadziała w takich warunkach?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Zina To pytanie mnie też długo blokowało. Mieszkam z partnerem i przez długi czas myślałam, że po prostu nie mam opcji. Ale w pewnym momencie zaczęłam traktować łazienkę jako przestrzeń przejściową - wchodzę, odkręcam zimną wodę, trzymam nadgarstki przez chwilę i wychodzę już jako 'ta która jest w domu', nie 'ta która wróciła z pracy'. To śmiesznie brzmi zapisane, ale działa. Cisza nie jest konieczna, jeśli masz wyraźnie wyznaczoną granicę fizyczną.


Odpowiedz
 Zina
(@zina)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 148

@Spellbound Dzięki za konkret. Nadgarstki pod wodą to coś co mogę zrobić bez tłumaczenia się nikomu, to mi pasuje. Ale mam pytanie - czy u ciebie ta granica działa nawet jak partner od razu po wyjściu z łazienki zaczyna mówić o jakichś sprawach domowych? Bo u mnie często wróciłabym z tej 'strefy przejściowej' i od razu wchodziłabym w kolejną narrację.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

No ale serio, nadgarstki pod zimną wodą to jest po prostu zwykłe chłodzenie się, to nie ma żadnego wymiaru rytualnego. Mogę tak samo powiedzieć, że mycie rąk przed obiadem to rytuał oczyszczający. Nie wiem, może mi czegoś brakuje w tej dyskusji, ale coraz bardziej mam wrażenie że tu wszystko może być rytuałem jeśli tylko ktoś tak to nazwie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Kanko Ale przecież mycie rąk przed jedzeniem w wielu tradycjach religijnych jest właśnie rytuałem oczyszczającym, i to bardzo konkretnym. Żydowskie netilat jadaim ma określoną kolejność, liczbę polań, formułę. To że my robimy to 'po świecku' nie znaczy, że nie ma odpowiednika rytualnego. Granica między nawykiem a rytuałem jest cienka, ale chyba realna. Pytanie tylko co ją wyznacza - forma, intencja, czy kontekst kulturowy w którym czynność funkcjonuje?


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co Zina opisuje to jest chyba najczęstszy problem z rytuałami zamykającymi w praktyce domowej. Nawet jak zrobisz coś dla siebie, możesz od razu zostać z tego wyciągnięta. Ja próbowałam różnych rzeczy i jedyne co mi faktycznie pomogło to kilka minut z notatnikiem - zapisuję jedną konkretną rzecz którą odkładam. Nie żadna lista, tylko jedno zdanie. To mogę zrobić nawet przy włączonym telewizorze i działa podobnie jak cisza. Jakby to pisanie było tym zamknięciem, a nie warunki zewnętrzne.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Petronelka pisze o czymś, co ma bardzo konkretne oparcie - pisanie jako zamknięcie to jest mechanizm eksterioryzacji. Tworzy się fizyczny ślad poza głową, co mózg odczytuje jako 'to już nie musi być trzymane w środku'. To samo zasada stoi za konfesją w katolicyzmie i za japońskim zwyczajem pisania negatywnych myśli na papierze podczas Setsubun. Różne kultury, ten sam mechanizm - przerzucasz ciężar na nośnik zewnętrzny. Ciekawi mnie tylko, czy Petronelka pisze to potem zostawia, czy niszczy?


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Zostawiam w notatniku i nie wracam. Próbowałam palić kartki, ale to było dla mnie teatralne, nie czułam żeby coś dawało. Samo zapisanie i zamknięcie okładki to jakby wystarczyło. Może dlatego, że notatnik fizycznie gdzieś leży i 'trzyma' to zamiast mnie, a spalony papier znikał i nie byłam pewna czy ktoś/coś faktycznie to przejęło. Nie wiem czy to ma sens ezoteryczny, ale tak to u mnie funkcjonuje.


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@onufry66)
Połączone: 1 rok temu

To co Petronelka opisuje z zamknięciem okładki jest ciekawe, bo to jest właśnie ten wyraźny koniec o którym pisałem wcześniej. Fizyczny gest domknięcia. Palenie jest efektowne, ale wymaga miejsca, czasu, warunków - to nie jest coś, co można zrobić przy kuchennym stole. A zamknięcie okładki zajmuje sekundę. Może właśnie prostota i dostępność sprawiają, że to działa lepiej jako codzienny rytuał, a nie coś okazjonalnego?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 475

@Onufry66 A masz jakieś doświadczenie z przedmiotami, które mają 'trzymać' tę energię? Bo słyszałam o czarnych kamieniach, turmalinie, obsydianie - że pochłaniają. Zastanawiam się czy leżący na biurku kamień mógłby pełnić tę samą funkcję co notatnik Petronelki. Chodzi mi o to, że fizycznie dotykasz, odkładasz i jakby przekazujesz.


Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Rojnik Turmalin i obsydian mają długą historię w tym kontekście, ale zwróć uwagę na jedną różnicę - kamień pochłania pasywnie, bez twojego aktywnego udziału, a notatnik wymaga od ciebie sformułowania, nazwania tego co odkładasz. To nie jest to samo co odłożenie kamienia na biurko. W praktykach ochronnych z kręgu folk magic, szczególnie w tradycjach bałkańskich, kamienie używane były razem z gestem lub słowem - sam przedmiot bez aktywacji był tylko kamieniem. Więc pytanie do ciebie: czy chcesz żeby coś działało bez twojego udziału, czy chcesz aktywnie zamykać?


Odpowiedz
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 475

@Strzybog No właśnie nie wiem, i to jest mój problem. Mam wrażenie, że 'aktywne zamykanie' brzmi jak coś co wymaga skupienia i rytuału, a ja często wracam z pracy i chcę żeby to po prostu jakoś przeszło, bez wysiłku. Czy to znaczy, że kamień jest dla mnie lepszy? Albo że w ogóle szukam czegoś co istnieje?


Odpowiedz
Wpisy: 370
(@alembik)
Połączone: 2 miesiące temu

Właściwie Rojnik opisuje dokładnie moją sytuację. Chcę żeby coś zadziałało bez wysiłku, bo po wysiłku całego dnia nie mam zasobów na kolejny wysiłek. Tylko że im więcej tu czytam, tym bardziej mi wychodzi że te rzeczy bez zaangażowania to są głównie placebo albo w ogóle nic. Może to jest właśnie ta trudna prawda. Że ochrona wymaga pracy i nie ma skrótu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jacenty01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 289

@Alembik Nie do końca się z tym zgadzam, bo znam osoby które mają rytuał prosty do granic - wychodzą z pracy i mówią w myślach jedno konkretne zdanie. Coś w stylu 'zostawiam to tutaj'. Żadnego kamienia, żadnego notatnika, żadnej wody. I mówią, że działa. Więc może wysiłek nie jest warunkiem, tylko jakiś rodzaj świadomego sygnału dla siebie? Choć tu wracam do tej rozmowy o intencji - czy zdanie powiedziane mechanicznie po raz setny nadal liczy się jako intencja?


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

Jacenty zadał bardzo dobre pytanie i sama zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu. Bo z jednej strony jest ta koncepcja którą przywoływała Simma - że rytuał buduje intencję przez powtarzanie. Z drugiej strony intuicyjnie mi się wydaje, że jak coś powtarzam tak mechanicznie że już nie czuję że to mówię, to chyba nie spełnia żadnej funkcji. Ale może właśnie o to chodzi, żeby to były dwa różne progi - początkowo robisz ze skupieniem, a potem ciało i umysł same wiedzą co to znaczy, nawet bez skupienia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Gabrysienka50 Dokładnie w tym kierunku szłam. To jest to co w psychologii nazywa się habituation z jednoczesnym zachowaniem funkcji - nawyk który ma skrót do znaczenia, nawet jeśli nie aktywujesz go świadomie za każdym razem. Podobnie działa dzwonek na końcu medytacji w tradycji zen - po czasie sam dźwięk wywołuje stan, nie wymaga intencji formułowanej od nowa. Twoje ciało pamięta. Pytanie raczej brzmi: jak długo trzeba to robić świadomie, żeby to zapamiętało? Bo to pewnie różni się między osobami.


Odpowiedz
Wpisy: 126
(@modest76)
Połączone: 1 rok temu

To co pisze Simma zgadza sie z tym co widze w horoskopach - osoby z silną Merkurym w praktycznych znakach szybciej budują te cielsne przyzwyczajenia i krotciej potrzebują świadomego powtarzania. Ludziom z silnym Neptunem lub Księżycem w znakach zmiennych zajmuje to dłużej bo ich uwaga jest bardziej płynna. Nie mówię ze to determinuje, ale może tłumaczyć dlaczego jedni po dwóch tygodniach mają to z głowy a inni po miesiącu nadal muszą się skupiać.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 960

@Modest76 Serio pytam, bez złośliwości - jak to sprawdzić? Tzn. jak ktoś jest 'silnym Merkurym' a jak nie jest? I skąd wiedzieć że czas uczenia się rytuału to Neptun a nie po prostu zapominalstwo albo lenistwo?


Odpowiedz
(@modest76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 126

@Kanko To sie sprawdza w karcie urodzeniowej, Merkury silny to np. we własnym znaku - Bliźnieta lub Panna - albo w dobrych aspektach do Saturna. Neptun problemowy to mocny w trudnych aspektach do Merkurego lub Ascendentu. Lenistwo i zapominalstwo to tez cos co widac w karcie, wiec jedno drugiego nie wyklucza. Ale rozumiem sceptycyzm, bo nie masz karty i to brzmi abstrakcyjnie. Jak chcesz, podaj datę urodzenia to powiem co widzę.


Odpowiedz
Wpisy: 148
 Zina
(@zina)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wracając do praktyki, bo ta dyskusja o kartach mnie interesuje ale trochę odpłynęłyśmy. Mam pytanie do tych, którzy pracują z zawodami naprawdę ciężkimi - mówię o pielęgniarkach, ratownikach, nauczycielach w trudnych szkołach. Czy te domowe rytuały zamykające wystarczają, czy to jest za mało? Bo mam koleżankę, lekarkę na SOR, i jak ona opowiada o tym co tam widzi, to myślę że jedno zdanie w głowie albo nadgarstki pod wodą to trochę słabo jak na to co dźwiga.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Zina To ważne pytanie i myślę że dotyczy nie tylko intensywności rytuału, ale też jego warstwy. Przy takich zawodach - SOR, ratownictwo, praca z umierającymi - wchodzi nie tylko kwestia energii cudzej, ale też bezpośredni kontakt ze śmiercią, cierpieniem, często z traumą. W tradycjach szamańskich dla tego rodzaju praktykujących - tych którzy 'chodzą między światami' zawodowo - stosuje się oddzielne rytuały oczyszczenia które różnią się od codziennych zamknięć. Wróciłbym do Turnera i fazy liminalnej - dla kogoś kto codziennie przekracza próg między życiem a śmiercią, granica jest znacznie bardziej rozmyta i prosta woda przy nadgarstkach może naprawdę nie wystarczyć. Co Simma o tym myśli, bo tu chyba jest temat na dłuższą rozmowę?


Odpowiedz
(@jacenty01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 289

@Strzybog A co konkretnie masz na myśli mówiąc 'warstwa'? Bo rozumiem, że ratownik i nauczyciel to różne skale ekspozycji, ale nie wiem czy to jest kwestia intensywności jednego rytuału, czy raczej potrzeba kilku różnych warstw zamknięcia. Bo to co opisujesz brzmi jakbyś rozróżniał między energią cudzą a czymś głębszym.


Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Jacenty01 Właśnie o to chodzi. Przy zawodach gdzie masz kontakt ze śmiercią lub traumą, zwykłe 'energetyczne' zamknięcie to za mało, bo problem nie jest tylko na poziomie energetycznym. Jest też poziom psychologiczny - obrazy, dźwięki, zapachy które zostają. I poziom, który można nazwać duchowym - bycie świadkiem czegoś granicznego zostawia ślad innego rodzaju. Dlatego w tradycjach szamańskich osoby pracujące z umierającymi miały oddzielne rytuały powrotu, często z pośrednikiem, ktoś kto 'przywoływał' praktykującego z powrotem. Samodzielne zamknięcie było uważane za niewystarczające.


Odpowiedz
 Zina
(@zina)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 148

@Strzybog I to mnie zastanawia - czy to znaczy, że osoba pracująca np. na SOR-ze, jeśli nie ma żadnego rytuału, to te warstwy się kumulują? Bo znam pielęgniarkę która mówi, że po kilku latach przestała cokolwiek czuć w domu, jakby się odcięła. Zastanawiam się czy to nie jest właśnie taki nieuświadomiony mechanizm obronny, który jednak kosztuje.


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co Zina opisuje z tą pielęgniarką to jest bardzo konkretna rzecz. Czytałam kiedyś o pojęciu 'compassion fatigue' - zmęczenie współczuciem - i tam właśnie opisują to odcięcie jako efekt kumulacji bez rozładowania. Ale zastanawiam się czy rytuał jest odpowiedzią na to, czy raczej jednym z elementów. Bo to brzmi jak coś co wymaga też czegoś więcej niż wieczorne mycie rąk.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Petronelka_54 Compassion fatigue to dobre trafienie, ale ja bym rozróżnił dwie rzeczy - chroniczne zmęczenie od nagromadzenia i brak zamknięcia po każdym zdarzeniu. Rytuał działa głównie na to drugie - zapobiega kumulacji. Na chroniczne zmęczenie które już jest, rytuał sam nie wystarczy, tu potrzeba czegoś odwrotnego - rytuału otwierającego, przywracającego kontakt ze sobą. Niektóre tradycje mają na to osobną praktykę, np. kąpiele rytualne z solą i ziołami właśnie jako reset, nie jako zamknięcie.


Odpowiedz
Wpisy: 370
(@alembik)
Połączone: 2 miesiące temu

Strzybog wymienił kąpiele rytualne z solą i ziołami i to mnie interesuje, bo to brzmi już jak coś wymagającego przygotowania. Ale mam inne pytanie - czy jest jakaś granica między rytuałem a zwykłą higieną mentalną? Tzn. kiedy prysznic ze świadomą intencją staje się rytuałem, a kiedy to jest po prostu prysznic z myślami w głowie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Alembik Właściwie to dobre pytanie i myślę że granica leży w strukturze, nie w formie. Prysznic jest rytuałem jeśli ma wyraźny początek, środek i koniec - coś co go otwiera i coś co go zamyka - i jeśli te elementy są powtarzalne. Możesz pod prysznicem myśleć o czym chcesz, ale jeśli za każdym razem zaczynasz i kończysz tym samym, mózg zaczyna to rozpoznawać jako sygnał graniczny. Bez tej struktury to jest po prostu prysznic z rozmytymi myślami.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Czyli masz na myśli, że wystarczy np. zawsze zaczynać prysznic od jakiegoś konkretnego gestu czy zdania i kończyć innym, żeby to działało jak rytuał? Bez żadnych ziół, soli, kamieni? Bo to brzmi prawie za prosto.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Kanko W sensie mechanizmu - tak, to wystarczy. Ale 'za prosto' to nie jest zarzut, to zaleta jeśli masz trudny zawód i nie masz energii na nic skomplikowanego. Problem nie jest w prostocie, tylko w konsekwencji. Prosta struktura stosowana nieregularnie nie zbuduje tego skrótu który opisywałam wcześniej.


Odpowiedz
Wpisy: 475
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam pytanie, bo słucham tej rozmowy o strukturze i konsekwencji i zastanawiam się nad czymś innym. Czy nie jest tak, że dla niektórych zawodów problem nie jest w tym co zostawiasz po pracy, ale w tym z czym idziesz do pracy? Tzn. rytuał ochronny przed wejściem, nie zamykający po wyjściu. Bo nauczyciel który idzie do klasy z grupą trudną może potrzebować czegoś co go stabilizuje zanim wejdzie, nie tylko po tym jak wychodzi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@onufry66)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Rojnik To bardzo ważne rozróżnienie i myślę, że w praktyce potrzeba obu. Ale rytuał wejścia to inna kategoria - tam chodzi o coś w rodzaju zakotwiczenia siebie przed kontaktem z tym co trudne. W tradycjach zen nauczyciele przed wejściem na sesję mają konkretne gesty - ukłon przy drzwiach, ustawienie oddechu. To nie jest magiczne, ale to jest wyraźne 'teraz wchodzę w inny tryb'.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

Onufry napisał o ukłonie przy drzwiach i to mi przypomniało coś co czytałam o japońskich praktykach zawodowych, gdzie próg jest traktowany bardzo serio jako granica przestrzeni. Nie tylko w zen, ale np. w tradycyjnych warsztatach rzemieślniczych był rytuał wejścia i wyjścia. Zastanawiam się czy to jest coś co można przenieść na nowoczesne środowisko pracy, np. szpital, gdzie tych progów jest dużo i są nieostre.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@jacenty01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 289

@Gabrysienka50 A czy w takim szpitalu to w ogóle jest wykonalne? Bo wyobrażam sobie, że ratownik nie może stać przy drzwiach oddziału i robić ukłon, zanim wejdzie. Tzn. co wtedy - rytuał wewnętrzny, tylko w głowie? I czy to ma tę samą skuteczność co fizyczny gest?


Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Jacenty01 To jest właśnie pytanie o modalność rytuału. Fizyczny gest angażuje ciało, co tworzy silniejszy ślad, ale nie jest warunkiem koniecznym. Kluczowe jest żeby bodziec był wyraźny i powtarzalny. Dla ratownika to może być konkretny oddech przy zakładaniu rękawic - zawsze ten sam, zawsze w tym samym momencie. Ciało jest zaangażowane, ale gest jest niewidoczny dla otoczenia. W badaniach nad przygotowaniem sportowym widać, że takie mikro-rytuały przedstartowe mają mierzalny wpływ na poziom kortyzolu i skupienie.


Odpowiedz
 Zina
(@zina)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 148

@Strzybog Oddech przy zakładaniu rękawic - to jest coś co chyba mogłaby zrobić też moja znajoma pielęgniarka, bez żadnych tłumaczeń. Ale pytam dalej - czy ten sam oddech działa jako rytuał wejścia i wyjścia, czy to muszą być dwa różne sygnały? Bo intuicyjnie mi się wydaje, że to samo zdanie 'wchodzę' i 'wychodzę' może się pomylić semantycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Zina zadała dobre pytanie, sama bym chciała wiedzieć. Mnie zastanawia jeszcze coś innego - mówimy o rytuałach dla konkretnych zawodów, ale czy ekspozycja na negatywność w pracy biurowej, np. toksyczny szef, ciągłe konflikty zespołowe, nie wymaga podobnych mechanizmów? Bo nie ma tu śmierci ani traumy, ale kumulacja jest i to bardzo realna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Petronelka_54 Myślę że wymaga, tylko na innym poziomie. W pracy biurowej z toksycznym środowiskiem problem jest często bardziej językowy i relacyjny niż energetyczny. Zostajesz z czyjąś złośliwością, z poczuciem niesprawiedliwości, z niezamkniętymi konfliktami. I te rzeczy grzeją się w głowie w drodze do domu. Pytanie czy rytuał zamykający działa tu tak samo jak przy pracy z traumą, bo to są różne typy obciążenia.


Odpowiedz
(@alembik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 370

@Arat No właśnie, bo ja mam do czynienia dokładnie z tym drugim przypadkiem i nie wiem czy to co tu opisujecie mi pasuje. Mój problem nie jest w tym że coś 'przechodzę' z pracy, tylko że zaczynam analizować i kręcić w kółko tę samą sytuację. Rytuał zamykający cokolwiek by to miało być, powinien zatrzymać tę pętlę. Ale jak?


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Alembik opisuje coś co jest bardzo specyficzne - ruminację, nie transferowaną energię. I to jest inna kategoria, bo tu rytuał musi zatrzymać aktywny proces myślowy, nie pasywne niesienie czegoś. Pętla myślowa potrzebuje przerwania, a nie zamknięcia. Dlatego tutaj fizyczne zaangażowanie ciała ma szczególne znaczenie - coś co angażuje zmysły na tyle mocno, żeby uwaga przeniosła się ze świata symbolicznego do fizycznego. Stąd zimna woda, intensywny zapach, gwałtowny ruch. To nie metafora oczyszczenia, to dosłowna redyrekcja uwagi.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Simma pisze o zimnej wodzie i gwałtownym ruchu jako przerwaniu pętli i pierwszy raz w tym wątku coś mi kliknęło. To znaczy że dla mnie, który mam ten problem z ruminowaniem po pracy, właściwy rytuał to nie jest zapalenie świecy i cisza, tylko raczej coś odwrotnie intensywnego? Czy to może być np. bieganie, albo zimny prysznic, i to już jest rytuał, bez żadnej ezoterycznej otoczki?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Kanko Tak, dokładnie o to chodzi. Jeśli ruminujesz, to cisza i świeca tylko dają głowie więcej przestrzeni do kręcenia. Potrzebujesz czegoś co jest wystarczająco angażujące sensorycznie, żeby przerwać pętlę, ale nie na tyle złożone, że staje się kolejnym zadaniem. Zimna woda na nadgarstki, gwałtowna zmiana temperatury, coś fizycznego - to nie jest przypadek, że terapeuci pracujący z dysocjacją używają podobnych technik. Pytanie do ciebie - czy ty w tej pętli myślowej jesteś bardziej obserwatorem czy uczestnikiem? Bo to trochę zmienia co może działać.


Odpowiedz
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 960

@Strzybog Uczestnikiem zdecydowanie. Tzn. nie oglądam tego z zewnątrz, tylko przeżywam od nowa, odpowiadam w myślach, układam co powinienem był powiedzieć. Więc chyba rozumiem dlaczego cisza tu nie działa - jakby zamknął się ze mną w ciemnym pokoju i czekał aż skończy gadać.


Odpowiedz
Wpisy: 1207
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Ten obrazek z ciemnym pokojem jest dobry i dużo tłumaczy. Znam to z autopsji. Mnie kiedyś pomogło coś co na pozór wygląda absurdalnie - przy wychodzeniu z pracy zacząłem liczyć kroki do samochodu. Nie medytacyjnie, tylko mechanicznie, żeby zająć tę część głowy która inaczej zaczyna układać monologi. Nie wiem czy to rytuał w pełnym sensie, ale działa od lat i traktuję to jako próg między jednym stanem a drugim.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@alembik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 370

@Arat Liczenie kroków - to brzmi jak coś z zakresu grounding, nie? Bo słyszałem o tej technice 5-4-3-2-1 gdzie wymieniasz rzeczy które widzisz, słyszysz itd. Ale pytam szczerze, bo nigdy tego nie próbowałem - czy to nie staje się z czasem tylko mechanicznym odliczaniem bez żadnego efektu? Tzn. nawyk bez funkcji?


Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Alembik Dobre pytanie i szczery odpowiedź - tak, może się stać. U mnie przez pierwsze tygodnie naprawdę przerywało pętlę, potem stało się na tyle automatyczne, że głowa zaczęła robić obie rzeczy naraz, liczenie i myślenie o pracy. Wtedy zamieniłem na coś innego. Myślę że rytuały potrzebują co jakiś czas odświeżenia, nie zmiany całkowicie, ale jakiegoś nowego elementu który znowu wymaga uwagi.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

To co Arat opisuje z tym odświeżaniem jest bardzo ważne i rzadko o tym się mówi w kontekście rytuałów ochronnych. Większość podejść zakłada że jak coś działa, to masz to robić zawsze tak samo - a tymczasem umysł się adaptuje i ten sam bodziec traci swój kontrast. W praktyce rytuał nie jest czymś raz ustalonym na zawsze, jest żywą strukturą. Mnie interesuje czy ktoś świadomie zmienia swoje rytuały i na jakiej zasadzie - intuicyjnie, sezonowo, czy wtedy gdy zauważy że efekt spada?


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Simma zadała pytanie które mam odnotowane u siebie od dawna. Ja zmieniam co sezon, trochę z przyzwyczajenia do runicznego cyklu, ale też dlatego że zauważam kiedy coś przestaje dawać ten efekt zatrzymania. Jest coś takiego że przez pierwsze dni nowego elementu jesteś bardziej obecna przy tym co robisz, a potem to mija. Więc tak naprawdę ten 'efekt rytuału' jest może po prostu efektem nowości i wymuszania uwagi? Strzybog, co ty o tym myślisz, bo to wydaje się iść pod prąd temu co pisałeś o powtarzalności.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Petronelka_54 Niekoniecznie pod prąd, ale w napięcie z tym. Powtarzalność jest ważna żeby rytuał w ogóle zaistniał jako struktura - musi być wykonany wystarczająco dużo razy, żeby ciało i umysł go rozpoznały jako próg. Ale kiedy już jest zakodowany, to masz rację że potrzebuje elementu który wymaga uwagi. Może chodzi o to, że rdzeń rytuału - sekwencja, intencja, moment zamknięcia - zostaje, ale jeden detal się zmienia. Trochę jak temat z wariacjami. Pytanie jest czy da się to zrobić świadomie i celowo, czy ten detal musi pojawić się naturalnie.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

Słucham tego wątku o zmienianiu rytuałów i mam konkretne pytanie praktyczne - jak rozróżnić moment, w którym rytuał 'stracił' od momentu, w którym po prostu jesteś za bardzo zmęczona żeby go poczuć? Bo miałam taki okres że moje wieczorne zamknięcie po pracy wydawało mi się puste i pomyślałam że trzeba coś zmienić, ale potem okazało się że po prostu byłam na granicy wypalenia i żaden rytuał by nic wtedy nie dał.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Zina
(@zina)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 148

@Gabrysienka50 To jest bardzo trafne pytanie i chyba jedno z trudniejszych. Mam wrażenie że kiedy rytuał 'wygasł' to jest taki rodzaj obojętności wobec niego - robisz to, ale bez żadnego oporu i bez żadnego skupienia, po prostu odgadujesz ruchy. A kiedy jesteś wyczerpana to jest inaczej - coś w tobie się opiera, nie chce, albo wręcz płaczesz przy czymś co normalnie jest neutralne. Ale to moje odczucie, nie wiem czy mam rację.


Odpowiedz
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Zina To rozróżnienie między obojętnością a oporem jest całkiem celne. U mnie wypalenie wyglądało właśnie tak że wszystko się wydawało bez sensu, łącznie z rytuałem - ale czy to znaczy że rytuał przestał działać, czy że ja byłam za daleko żeby cokolwiek działało? Chyba to drugie. Ale wtedy masz poczucie że rytuał zawiódł, nie ty.


Odpowiedz
Strona 2 / 4
Udostępnij: