Siedziałem ostatnio nad tym pytaniem dość długo i wydaje mi się, że różnica między rytuałem 'przeciwko' a 'dla' jest głębsza niż tylko kwestia intencji. Chodzi o kierunek przepływu energii. Kiedy robisz coś dla czegoś - przyciągania, wzrostu, otwarcia - to rytuał ma charakter ekspansywny. Kiedy robisz coś przeciwko - blokowanie, odpychanie, ochrona - to jest ruch zupełnie inny. Nie lepszy ani gorszy, ale inny mechanizm. I to widać w praktyce. Rytuały ochronne zazwyczaj wymagają bardziej precyzyjnego określenia czego dokładnie chcesz się pozbyć albo przed czym się chronić. Przy rytuałach 'ku czemuś' możesz być trochę bardziej ogólny i nadal działają. Przynajmniej tak mi wynika z wieloletniej obserwacji własnej.
Dokładnie to samo zauważyłam. Jeszcze dodałabym, że rytuały odpychające czy defensywne mają inny rytm - są bardziej wymagające pod względem emocjonalnym. Przy rytuale na przyciąganie możesz być w dość neutralnym stanie i coś z tego wychodzi. Ale żeby skutecznie odpychać czy blokować, potrzebujesz naprawdę wyraźnej, skrystalizowanej decyzji. Jakiegoś wewnętrznego 'nie' które jest absolutnie pewne. Jak próbowałam robić rytuały oczyszczające w stanie wahania, to po prostu nic się nie działo albo skutek był połowiczny.
To ciekawe co piszesz o stanie emocjonalnym. Miałam odwrotne doświadczenie przy pewnym rytuale na zdjęcie energii z konkretnej sytuacji - byłam bardzo spokojna, wręcz chłodna, i zadziałał naprawdę szybko. Zastanawiam się czy ten 'spokój' nie był właśnie formą tej skrystalizowanej decyzji o której piszesz, tylko wyrażonej inaczej.
A jak to działa przy rytuałach na usunięcie czegoś co nie jest zewnętrzne? Mam na myśli np. nawyk, schemat myślenia, coś wewnętrznego. Bo tam ciężko mówić o 'kierunku odpychania' - to jest wewnątrz mnie, nie na zewnątrz.
Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie, bo nie do końca rozumiem. Mówicie o 'kierunku energii' - ale skąd wiecie, że energia w ogóle płynie w jakimś kierunku? Rozumiem to jako metaforę, ale czy nie jest tak, że to po prostu różne sposoby skupiania uwagi na innej rzeczy?
To nie jest takie proste pytanie jak się wydaje. W różnych tradycjach na to różnie odpowiadają. W numerologii każde działanie ma swój wektor - liczby przypisane do intencji mają kierunek sumaryczny. To nie jest tylko metafora, to model opisu który działa. Czy opisuje fizykę rzeczywistości? Nie wiem. Ale model jest spójny i działa praktycznie, co dla mnie jest ważniejsze niż odpowiedź na pytanie 'skąd wiem'.
Wchodzę w ten wątek bo mnie to interesuje z innej strony. Przy pracy z czakrami to rozróżnienie jest całkiem wyraźne. Czakra serca otwarta 'dla' miłości to zupełnie inny stan niż ta sama czakra 'oczyszczana' z czegoś blokującego. Techniki są inne, odczucia w ciele inne, czas potrzebny inny. Więc nawet jeśli to kwestia skupienia uwagi jak sugeruje Klimcia_S, to ta uwaga kieruje zupełnie różnymi procesami.
Dziękuję że to tłumaczycie, bo ja też miałam to pytanie w głowie od dawna. Zrobiłam kiedyś rytuał żeby coś 'odejść' z mojego życia i miałam dziwne poczucie że robię coś agresywnego wobec siebie samej, jakbym coś odcinała. Przy rytuałach przyciągania nigdy tego nie czułam. Czy to jest normalne?
Ten powrót w innej formie to moim zdaniem klasyczny znak że rytuał był skierowany na objaw a nie przyczynę. Usuwanie czegoś bez zrozumienia skąd to pochodzi daje tymczasowy efekt. Miałam tak samo z pewną sytuacją zawodową - odbyłam rytuał przeciwko konkretnej osobie, sytuacja się zmieniła, ale po jakimś czasie pojawiła się inna osoba robiąca dokładnie to samo. Wtedy zrozumiałam że nie chodzi o tamtą osobę tylko o mój własny wzorzec przyciągania tego typu relacji.
No dobra, ale to brzmi jak tłumaczenie dlaczego rytuały nie działają - bo zawsze można powiedzieć 'nie trafiłeś w przyczynę'. Skąd wiedzieć z góry czy trafia się w przyczynę czy w objaw?
Mam pytanie bo chyba zgubilam wątek - czy mówicie że rytuały 'przerciw' są generalnie trudnejsze czy tylko inne? Bo z tego co czytam to wynika ze są trudnijesze i mniej przewidywalne w skutkach.
A czy jest jakaś praktyczna zasada kiedy lepiej zrobić rytuał 'ku czemuś' zamiast 'przeciwko' - nawet jeśli celem jest pozbycie się czegoś? Tzn. zamiast rytuału przeciwko lękowi zrobić rytuał na odwagę, zamiast przeciwko brakowi pieniędzy na dobrobyt i tak dalej.
Właśnie to pytanie Talizmanik zadał mnie do myślenia, bo ja przez długi czas robiłem dokładnie tak - zamieniałem rytualnie 'przeciwko' na 'ku czemuś'. I działało, ale nie zawsze. Jest jeden przypadek kiedy ta zamiana nie działa dobrze i to jest sytuacja kiedy to co chcesz usunąć jest aktywne. Tzn. jeśli coś na ciebie działa - wzorzec, energia, cokolwiek - i ty robisz rytuał na sprowadzenie czegoś przeciwnego, to te dwie rzeczy mogą przez chwilę współistnieć. Rytuał 'na odwagę' nie kasuje lęku, on buduje coś obok. Czasem to wystarczy. Czasem nie.
Czyli mówisz że są sytuacje kiedy 'odpychające' jest bardziej bezpośrednie? Że nie ma sensu budować odwagi jeśli lęk jest na tyle intensywny że ją zagłuszy?
W tradycji solomońskiej jest coś takiego jak banishment jako osobna kategoria operacji - i tam właśnie chodzi o to że zanim przyciągniesz coś nowego, musisz najpierw oczyścić pole. To nie jest tak że jedno zastępuje drugie, to jest kolejność. Najpierw banishment, potem przywoływanie. Może to jest odpowiedź na to pytanie Talizmanika - nie 'zamiast', tylko 'najpierw'.
Słucham tego i w numerologii mamy coś analogicznego - liczby 'redukcyjne' które opisują to co musi zostać odjęte zanim pojawi się wyższa wibracja danej ścieżki. Numer 16 to klasyczny przykład - ścieżka przez rozkład do odbudowy. Nie można przeskoczyć tej sekwencji robiąc tylko rytuały 'na coś'. Czasem praca musi iść przez utratę.
To co mówi Mimoza o numerologii troche mi tłumaczy dlaczego niektóre rytuały na dobrobyt nie dzialają kiedy ktoś ma bardzo ciężką ósemkę karmiczną. Ja miałam taką osobę blisko i cokolwiek 'przyciągała' to odpadadało - dopiero praca z tym co musiało odejść otworzyła jakiś przepływ. Ale wracając do pytania Talizmanika - czy ta zasada 'najpierw oczyść' jest universalna czy zależy od sytuacji?
Nie sądzę żeby była universalna. Miałam sytuacje kiedy robiłam tylko rytuał przyciągający i działał długoterminowo bez żadnego wcześniejszego oczyszczania. Może zależy od tego czy to co chcesz przyciągnąć ma 'konkurencję' w polu czy nie. Jeśli nie ma nic co by blokowało, to oczyszczanie jest zbędne.
To brzmi bardzo subiektywnie. Dyskomfort podczas rytuału może być z mnóstwa przyczyn - nerwowość, niewyspanie, warunki zewnętrzne. Jak to odróżnić od rzeczywistego 'oporu'?
Szczerze? Doświadczenie. Nie ma tu szybkiej metody. Ale jest jeden test który stosuję - powtarzam rytuał albo element rytuału po kilku dniach w innym stanie i sprawdzam czy dyskomfort wraca w tym samym miejscu. Jeśli tak, to nie jest kwestia nastroju. Jeśli znikł, to był kontekstowy.
Czyli musisz robić podwójnie robotę żeby stwierdzić czy w ogóle warto było robić ten pierwszy raz? To mało efektywne.
Wracam do tego co Izoldka mówiła o banishmencie jako sekwencji. Czy to znaczy że jak robiłam ten rytuał na odejście czegoś bez wcześniejszego oczyszczania, to mogło to być problemem? Bo właśnie zastanawiam się czy to dlatego ten efekt był tylko częściowy.
Czyli wychodzi na to że rytuał 'przeciwko' jest pełny kiedy ma trzy elementy - rozpoznanie co usuwasz, samo usunięcie, i intencja co ma wejść w to miejsce. Czy to jest za bardzo uproszczone?
Moim zdaniem to nie jest krok, to jest stan. Możesz mieć idealnie ułożoną sekwencję - rozpoznanie, usunięcie, intencja na nowe - i robić to mechanicznie. Albo możesz mieć prostszy rytuał i wejść w niego z prawdziwym 'dobra, odpuszczam'. To drugie zadziała lepiej. Przynajmniej u mnie tak było z tym co opisywałam wcześniej.
To co Blanka opisuje to brzmi jak żałoba. Nawet przy małych rzeczach - jak odpuszczasz coś czego chciałaś, to jest mini żałoba. I rytuał ma tę żałobę zamknąć, a nie ją ominąć?
Klimcia_S trafia w coś bardzo konkretnego. W tradycjach pogrzebowych rytuał nie jest od tego żeby ból znikł - jest od tego żeby nadać mu formę i moment. Dokładnie ta sama logika działa przy rytuałach odpuszczania. Forma i moment. Bez tego emocja zostaje zawieszona.
Czyli rytuał 'przeciwko' w tym rozumieniu jest właściwie rytuałem zamknięcia? Nie walki z czymś, ale kończenia czegoś? To zmienia zupełnie to jak na to patrzyłam.
