Forum

Asystent AI
Rytuały dla zawodów...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla zawodów trudnych - jak się ochronić przed negatywnością

Strona 1 / 4

Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Zaczęłam się zastanawiać nad tym tematem po rozmowie z kilkoma osobami, które pracują w naprawdę ciężkich zawodach - pielęgniarki, pracownicy socjalni, ratownicy medyczni. Każda z nich mówiła to samo: że po pewnym czasie coś się zmienia, że wraca się do domu z czymś, czego się nie chce przynosić. Nie chodzi mi tu o klasyczny wypalenie zawodowe w psychologicznym sensie, tylko o coś bardziej subtelnego - jakby pewne energie, emocje, stany innych ludzi zostawały przyklejone. I zaczęłam myśleć, czy rytuały ochronne mają w ogóle sens w kontekście zawodowym, czy to temat w ogóle poruszany w tradycjach, które znacie. Bo ja swoje praktyki mam, ale ciekawa jestem, co robią inni, szczególnie ci, którzy pracują z ludźmi w kryzysie.


Odpowiedz
233 odpowiedzi
Wpisy: 808
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest temat, który mnie od dawna siedzi w głowie. Jak patrzę na różne tradycje, to widać wyraźnie, że ochrona praktykujących zawodowo pojawiała się zawsze tam, gdzie ktoś regularnie wchodził w kontakt z cierpieniem, chorobą albo śmiercią. Szamani syberyjscy mieli całe sekwencje oczyszczające po powrocie z pracy z chorym - nie tylko dla siebie, ale też dla przestrzeni, w której mieszkali. Podobnie u uzdrawiaczy w tradycji andyjskiej, paqo - istniał konkretny protokół zakończenia pracy, żeby to, co zostało zebrane podczas sesji, nie pozostało w ciele uzdrawiacza. Ciekawe jest to, że w tych tradycjach nie traktowano tego jako ewentualność, tylko jako obowiązek. Nie robiłeś tego - byłeś nieodpowiedzialny. Pytanie, które mam do Simmy: czy te osoby, o których mówisz, odczuwają to bardziej fizycznie, czy raczej emocjonalnie? Bo to może zmieniać podejście do rytuału.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Strzybog Różnie to opisywały. Jedna z nich - ta pielęgniarka onkologiczna - mówiła głównie o fizycznym ciężarze, jakby dosłownie wracała z czymś na plecach. Inna, pracownica socjalna, opisywała to bardziej emocjonalnie - że przez kilka godzin po pracy czuje cudze emocje jako swoje, nie jest w stanie ich odróżnić od własnych. To mnie prowadzi do myśli, że podejście do rytuału ochronnego powinno być inne w każdym przypadku. Dla kogoś, kto zbiera to fizycznie, ważniejsze może być coś angażującego ciało - woda, ruch, konkretne działanie. Dla kogoś, kto przetwarza emocjonalnie, może ważniejsza jest granica mentalna, intencja, wyobrażenie. Nie wiem, czy to ma sens, czy za bardzo to rozdzielam.


Odpowiedz
Wpisy: 335
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Pracuję w hospicjum jako wolontariuszka i to, co Simma opisuje, znam bardzo dobrze z własnego doświadczenia. Przez długi czas myślałam, że to po prostu zmęczenie, ale to było coś innego - pewna ciężkość, która nie znikała po śnie. Zaczęłam robić coś prostego na granicy wyjścia z budynku - dosłownie zatrzymuję się przy drzwiach, oddycham kilka razy i wyobrażam sobie, że zostawiam tam wszystko, co nie jest moje. Brzmi banalnie, ale zaczęło działać. Zastanawiam się teraz, czy to działa, bo naprawdę coś robi, czy dlatego, że mam do tego przekonanie i to wystarczy. Ktoś miał podobny dylemat?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jacenty01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 289

@Spellbound A to rozróżnienie w ogóle ma znaczenie praktyczne? Serio pytam, bo sam nie wiem, co o tym myślę. Jak coś działa, to działa. Ale rozumiem, że możesz chcieć wiedzieć, czy masz do czynienia z mechanizmem psychologicznym, czy z czymś więcej. Mnie bardziej zastanawia inna rzecz - piszesz, że to robisz przy wyjściu z budynku. A co z powrotem do domu? Czy coś robisz na progu własnego mieszkania, czy zakładasz, że to, co zostało przy drzwiach hospicjum, tam zostało?


Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Jacenty01 Masz rację, że to pytanie o mechanizm może być bardziej filozoficzne niż praktyczne. Ale mnie to jednak obchodzi, bo jeśli to czysto psychologiczne, to mogę to rozwijać inaczej niż jeśli jest to coś więcej. Co do progu domu - tak, mam też coś przy wejściu do mieszkania. Buty zostawiam zawsze za drzwiami, nie wnoszę ich do środka, i to jest celowe. Wiem, że wiele kultur ma ten zwyczaj z powodów czysto higienicznych, ale ja traktuję to jako przedłużenie tamtego rytuału przy drzwiach pracy. Jakby dwa etapy. Trzeciego nie mam i może o to właśnie powinnam pomyśleć.


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mam zapisane w notatkach kilka run związanych właśnie z ochroną i oczyszczaniem, bo to mnie zawsze ciągnęło bardziej niż reszta. Algiz to oczywisty wybór jeśli chodzi o ochronę, ale patrząc na to, co tu piszecie, zastanawiam się czy Isa nie byłaby lepsza do pracy na granicy - do oddzielania tego, co moje od tego, co nie moje. Isa zatrzymuje, mrozi, buduje barierę. Próbowałam tego ostatnio w kontekście kontaktów z osobami bardzo obciążonymi emocjonalnie i mam wrażenie, że to inaczej działa niż Algiz. Ale mam pytanie do Simmy i Strzyboga - czy w tradycjach, o których piszecie, jest coś analogicznego do tej granicy między ochroną a oczyszczaniem? Bo to chyba dwa osobne mechanizmy, które my często mieszamy w jedno.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Petronelka_54 Tak, to są zdecydowanie dwa osobne mechanizmy i cieszę się, że to rozróżnienie się pojawia. W szamanizmie ewenkijskim istnieje wyraźna różnica między rytuałem zakładanym przed pracą - czyli tym, co można by nazwać ochroną - a rytuałem po pracy, który ma charakter oczyszczający. To nie są zamienne działania. Ochrona przed wejściem to jak zakładanie czegoś na siebie, bariera. Oczyszczanie po to usuwanie tego, co mimo wszystko przeniknęło albo co zebrałeś po drodze. Problem, który widzę w wielu współczesnych podejściach, to traktowanie tych dwóch rzeczy jako jedną praktykę, co moim zdaniem nie działa tak dobrze. Jeśli chodzi o runy - twoja intuicja z Isa jest ciekawa. Isa jako bariera, granica między stanami, to coś, co rzadziej widzę w opisach, a ma sens.


Odpowiedz
Wpisy: 475
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czytam i mam takie wrażenie, że wy mówicie o tym tak, jakby każdy człowiek pracujący w trudnym zawodzie był z definicji wrażliwy na te energie. A co z kimś, kto nigdy nic nie czuje, żadnego ciężaru, żadnej ciężkości, i normalnie funkcjonuje? Czy taka osoba potrzebuje rytuału ochronnego, czy może po prostu ma jakąś naturalną barierę? To mnie zastanawia, bo znam kogoś takiego i szczerze nie wiem, czy jej gratulować, czy się martwić.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

A nie prościej po prostu porządnie się wysyknąć po pracy, wziąć prysznic i nie myśleć o robocie? Serio pytam, bo nie rozumiem, dlaczego do tego potrzeba rytuału. Mój kumpel jest strażakiem i po pracy po prostu idzie na piwo, śpi i rano jest ok. Nie mówię, że wy macie rację ani że nie macie, po prostu nie widzę tu czegoś, czego zwykły odpoczynek nie załatwia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Kanko Twój kumpel strażak może być jedną z osób, o których pisze Rojnik - takich, co po prostu nie zbierają tego w taki sposób. Albo zbiera, tylko nie jest tego świadomy i wyraża to inaczej - przez agresję, przez odcięcie emocjonalne, przez coś, czego sam nie łączy z pracą. To nie znaczy, że ma gorzej ani lepiej, po prostu inaczej. A prysznic i piwo to też może być rytuał, tylko nieświadomy. Regularny, powtarzalny, mający charakter przejścia. Różnica jest taka, że jeśli to robisz z intencją, możesz to też kontrolować i modyfikować.


Odpowiedz
Wpisy: 41
(@antaresa59)
Połączone: 2 lata temu

Przeczytałam cały wątek i mam pytanie, może głupie - czy te rytuały ochronne działają tylko dla osób, które pracują zawodowo w takich trudnych miejscach, czy też dla kogoś, kto ma w rodzinie osobę bardzo obciążoną i przez to sam jest cały czas narażony? Bo moja sytuacja jest taka, że mieszkam z osobą chorą psychicznie i mam wrażenie, że to opisywane przez Spellbound zjawisko - ta ciężkość, która zostaje - u mnie jest na co dzień, nie po pracy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Antaresa59 To bardzo ważne pytanie i nie jest głupie. Myślę, że ta granica zawodowe/prywatne jest tu w ogóle nieistotna. Chodzi o regularne, intensywne wystawianie się na czyjś stan emocjonalny albo energetyczny, niezależnie od tego, czy się za to dostaje wynagrodzenie. Opiekunowie domowi, rodzice dzieci z ciężkimi chorobami, partnerzy osób w kryzysie - oni potrzebują ochrony równie mocno, jeśli nie bardziej, bo nie mają nawet fizycznej granicy w postaci wyjścia z budynku.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@jacenty01)
Połączone: 1 rok temu

To co Petronelka_54 pisze jest ważne i rozszerza ten temat w dobrym kierunku. Ale chciałem wrócić do czegoś, co Strzybog powiedział wcześniej - że w tamtych tradycjach brak rytuału oczyszczającego był traktowany jako nieodpowiedzialność. Zastanawiam się, jak to przekładało się na praktykę grupową. Czy wspólnota to kontrolowała, pilnowała? Bo współcześnie to jest bardzo indywidualna sprawa, robimy albo nie robimy, nikt nas do tego nie zobowiązuje. Mam wrażenie, że przez to łatwiej to porzucamy kiedy jesteśmy zmęczeni, czyli dokładnie wtedy kiedy tego najbardziej potrzebujemy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Jacenty01 Tak, w tradycyjnych społecznościach to był element kontroli zbiorowej. Szaman, który wracał z pracy z chorym i nie przeprowadzał oczyszczenia, był dosłownie odsuwany od wspólnoty do czasu, aż to zrobi. Nie dlatego, że go karano, ale dlatego, że rozumiano, że może nieświadomie przenosić to, co zebrał. To jest zupełnie inne myślenie niż nasze indywidualistyczne podejście. Masz rację, że współcześnie brakuje tego zewnętrznego systemu przypominania i rozliczania. Zastąpiliśmy go zupełnie odpowiedzialnością jednostki, a to nie działa tak samo, szczególnie kiedy ktoś jest wyczerpany.


Odpowiedz
Wpisy: 1207
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Ten wątek idzie w ciekawą stronę. Chcę dorzucić jedną obserwację, którą zrobiłem przez lata - rytuały, które działają długoterminowo, mają jedną wspólną cechę. Są zakorzenione w czymś, co ma dla osoby autentyczne znaczenie. Nie chodzi o to, żeby skopiować protokół szamański albo wziąć runę, bo ktoś napisał na forum, że działa. Chodzi o to, żeby zbudować własny system, który ma wewnętrzną logikę. Widziałem ludzi, którzy porzucali praktyki po kilku tygodniach, bo były cudze - przejęte z książki, z internetu, z czyichś sugestii. I widziałem takich, którzy trzymali się czegoś przez lata, bo to było ich własne, nawet jeśli z zewnątrz wyglądało skromnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Zina
(@zina)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 148

@Arat A jak to pogodzić z tym, że tradycje istnieją właśnie po to, żeby nie wymyślać koła od nowa? Bo z jednej strony rozumiem, że własne znaczenie jest ważne, z drugiej - jest coś w tym, że pewne praktyki mają za sobą dziesiątki pokoleń, które je testowały i przekazywały. Nie wiem, czy mogę zaufać własnej intuicji tak samo jak czemuś, co przetrwało wieki. Może to kwestia tego, żeby wziąć coś z tradycji i naprawdę to przyswoić, uczynić swoim, zamiast tylko naśladować formę?


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

Słuchajcie, wchodzę w ten wątek z trochę innej strony. Mam przyjaciółkę, która pracuje jako terapeutka traumy i ona opisuje to, co wy tu nazywacie zbieraniem energii, jako zjawisko znane w psychologii jako wtórna traumatyzacja albo zmęczenie współczuciem. Jej superwizorzy nie mówią o rytuałach, ale ich zalecenia są zadziwiająco podobne do tego, co tu opisujecie - wyraźne granice czasowe i przestrzenne między pracą a domem, rytuał zakończenia sesji, regularne oczyszczanie przestrzeni. Tylko inaczej to nazywają. Zastanawiam się, czy to jest ten sam fenomen opisywany różnymi językami, czy jednak jest między nimi jakaś różnica, która ma znaczenie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Gabrysienka50 To rozróżnienie mnie ciekawi. Myślę, że na poziomie praktycznym efekt może być podobny, ale intencja i rozumienie tego, co się robi, może mieć znaczenie dla głębokości praktyki. Jeśli ktoś traktuje rytuał zamknięcia pracy jako technikę psychologiczną, działa w jednej warstwie. Jeśli rozumie to jako aktywne oczyszczenie energetyczne, działa w dwóch warstwach jednocześnie. Nie twierdzę, że jedna jest lepsza od drugiej, ale dla mnie ta druga daje poczucie, że zajmuję się tym dokładniej. Choć rozumiem, że ktoś inny może to odwrotnie postrzegać.


Odpowiedz
Wpisy: 126
(@modest76)
Połączone: 1 rok temu

Gabrysieńka50 porusza coś ważnego. Ja zresztą myśle że to samo zjawisko jest też widoczne w astrologi, konkretnie w Saturnie i jego relacji do granic. Ludzie silnie saturnińscy często naturalnie budują takie granice bez świadomego rytuału - po prostu tak działają. Ale ci, co mają Saturna słabego albo w trudnych aspektach, mogą mieć z tym ogromny problem, bo granice im się rozmywają bez wysiłku. Nie wiem czy to ważne dla waszej dyskusji ale mnie zawsze uderza jak tradycje ezoteryczne opisują to samo co astrologia tylko inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 370
(@alembik)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam to od początku i mam takie pytanie praktyczne, bo sam pracuję w call center z reklamacjami, co może nie jest hospicjum, ale po kilku godzinach słuchania wściekłych ludzi też się coś zbiera. Czy te rytuały, o których mówicie, nadają się do czegoś takiego, czy to raczej przeznaczone dla osób, które mają kontakt z ciężką chorobą albo śmiercią? Bo mam wrażenie, że w moim przypadku to brzmi jak przerost formy nad treścią, ale z drugiej strony ta ciężkość po pracy jest realna.


Odpowiedz
Wpisy: 370
(@alembik)
Połączone: 2 miesiące temu

No i właśnie o to mi chodzi - czy ktoś z was próbował stosować cokolwiek w kontekście takiej pracy jak moja? Bo call center z reklamacjami to nie jest hospicjum, zgoda, ale godzina w godzinę słucham ludzi, którzy krzyczą, przeklinają, zrzucają na mnie odpowiedzialność za rzeczy, na które nie mam żadnego wpływu. I po sześciu godzinach tego mam wrażenie, że jestem dosłownie poobijany od środka. Nie wiem jak to inaczej nazwać.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Alembik To co opisujesz brzmi bardzo znajomo. Ja miałam przez jakiś czas podobną pracę i właśnie wtedy zaczęłam szukać czegoś, co w ogóle działa. Nie od razu w kierunku ezoterycznym, najpierw próbowałam różnych technik oddechowych, mindfulness, to wszystko. Pomagało, ale tylko trochę. W którymś momencie dodałam do tego coś przed pracą - takie krótkie wyobrażenie sobie czegoś w rodzaju bariery, szczerze bez konkretnej formy, po prostu coś między mną a tym, co przyjdzie w ciągu dnia. I o dziwo zaczęło działać inaczej. Czy to psychologia, czy coś innego - nie wiem i chyba nie muszę wiedzieć.


Odpowiedz
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 475

@Spellbound Ale to wyobrażenie tej bariery - robiłaś to jakoś konkretnie, czy to było w głowie bez żadnego rekwizytu? Bo zastanawiam się, czy ten fizyczny element cokolwiek zmienia, czy to czysto mentalna sprawa.


Odpowiedz
(@jacenty01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 289

@Alembik Call center reklamacyjne to jest bardzo konkretny przypadek, bo tam nie ma jednej osoby z traumą - tam jest dwieście osób dziennie z frustracją i wściekłością, i każda z nich wyładowuje to dokładnie na tobie. To jest zupełnie inne obciążenie niż np. praca z chorymi, gdzie emocje są inne. Ciekaw jestem, czy ktoś tu miał doświadczenie z takimi zawodami, które nie są 'oczywistymi' - nie hospicjum, nie psychologia, tylko coś jak właśnie obsługa klienta, kasjer, nauczyciel w trudnej szkole.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Ten wątek z call center mnie zatrzymał, bo rzeczywiście rzadko myślimy o tych zawodach w tym kontekście. A tymczasem nauczyciel w szkole z trudną młodzieżą, kasjer w hipermarkecie w piątek po południu, pracownik działu skarg - to są ludzie, którzy absorbują cudzą frustrację przez kilka godzin dziennie, regularnie, bez przerwy. I nikt im nie mówi, że mogą cokolwiek z tym zrobić, bo to 'tylko praca'. Mnie ciekawi, czy Alembik próbował kiedyś czegokolwiek po pracy, żeby się z tego wytrząsnąć, czy to spontaniczne.


Odpowiedz
Wpisy: 370
(@alembik)
Połączone: 2 miesiące temu

Spontaniczne głównie. Czasem idę pobiegać, to pomaga. Ale zdarzają się dni, kiedy jestem tak wykończony, że nie mam siły na nic i po prostu się kładę i próbuję zasnąć, a w głowie mi się kręcą te rozmowy. Konkretne zdania, konkretne głosy. To chyba jest właśnie ten problem. Spellbound, a to twoje wyobrażenie przed pracą - robiłaś je w domu, przed wyjściem, czy gdzieś już w drodze albo w pracy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Alembik W domu, przed wyjściem. Nie zajmuje mi to dużo czasu, może trzy minuty. Stałam przy drzwiach wejściowych i robiłam to świadomie, właśnie dlatego, że próg wydawał mi się dobrym miejscem - bo to jest dosłowna granica między przestrzenią domową a tym, co na zewnątrz. Petronelka pyta o element fizyczny i tak, u mnie jest - kładę rękę na framudze. Głupio brzmi jak się to tak opisuje, ale coś w tym jest.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

To z tymi głosami kręcącymi się w głowie to jest dokładnie to, co badacze wtórnej traumatyzacji opisują jako intruzywne reminiscencje - te same mechanizmy co przy PTSD, tylko w łagodniejszej formie. Mam wrażenie, że tutaj granica między tym, co ezoteryczne i psychologiczne jest naprawdę cienka. Bo jeśli rytuał zamknięcia pracy faktycznie pomaga na takie rzeczy - to dlaczego? Co w nim jest, że działa na coś, co psychologia opisuje jako problem neurologiczny?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Gabrysienka50 To jest pytanie, które zadaje się od lat w badaniach nad rytualnym uzdrawianiem. Jedna z odpowiedzi, którą uważam za najbardziej spójną z tym, co wiem z różnych tradycji, jest taka: rytuał działa przez wyraźne wyznaczenie granicy czasowej. Mózg potrzebuje sygnału, że etap się skończył - i rytuał jest właśnie takim sygnałem, pod warunkiem że jest powtarzalny i intencjonalny. To jest coś, czego nie robi samo pójście na piwo ani nawet pobieganie, bo te czynności nie mają w sobie elementu zamknięcia. Ale tu od razu pytanie do Gabrysieńki - czy psychiatrzy, z którymi rozmawiałaś, mają jakieś własne praktyki, które opisują w niepsychologicznych kategoriach?


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co Strzybog pisze o granicy czasowej jest dla mnie kluczowe, bo właśnie o to mi chodziło, kiedy pisałam o Isa. Ta runa to nie jest tylko 'zatrzymanie' - to jest lód, czyli coś, co twardnieje i tworzy wyraźną powierzchnię. Jak się nad tym zastanawiam, to właśnie ta twardość, ta wyrazistość granicy, jest chyba tym, czego szukamy. Nie rozmyte zakończenie dnia, tylko coś ostrego. Mam pytanie do osób, które mają jakiś regularny rytuał zamknięcia - czy on ma w sobie jakiś element, który fizycznie oznacza granicę? Coś, co się robi rękami, ciałem, nie tylko myślą?


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Dobra, nie chcę być tym, który psuje dyskusję, ale serio - kładzenie ręki na framudze? To mi bardziej wygląda jak OCD niż rytuał ochronny. Skąd wiecie, że to nie jest po prostu nawyk, który daje złudzenie kontroli? Nie mówię złośliwie, serio pytam, bo nie rozumiem tej logiki.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Kanko Złudzenie kontroli czy realna kontrola - to jest pytanie, które filozofia zadaje od wieków i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Ale jest jeden argument empiryczny: jeśli ktoś opuszcza swój rytuał przez kilka dni i zaczyna się czuć gorzej, a potem wraca do rytuału i znów jest lepiej - to jest pewna obserwowalna zależność, niezależnie od tego, jak ją nazwiemy. OCD różni się od rytuału tym, że rytuał redukuje lęk przez pozytywne zamknięcie, a OCD lęk tylko tymczasowo blokuje i zaraz wraca ze zdwojoną siłą. Choć granica bywa cienka, to fakt.


Odpowiedz
Wpisy: 148
 Zina
(@zina)
Połączone: 9 miesięcy temu

Mam wrażenie, że ta rozmowa trochę odpływa w kierunku psychologii kontra ezoteryka i zaczynam się gubić, która strona ma rację. Bo z jednej strony Strzybog i Arat mówią rzeczy, które mnie przekonują, z drugiej Kanko zadaje pytania, które też nie są bez sensu. Chciałam zapytać Petronelkę - te runy, o których piszesz, stosujesz je jako element jakiegoś konkretnego rytuału, czy raczej jako coś, co nosisz przy sobie? Bo to dla mnie dwie różne rzeczy i nie do końca wiem, jak oddzielić jedno od drugiego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Zina Dobre pytanie, bo rzeczywiście robiłam to różnie w różnych momentach. Teraz mam wisiorek z Algiz, który noszę, ale to bardziej jako coś stałego, powiedzmy pasywnego. Rytuał jest osobno - wieczorem, po pracy, rysuję runę palcem na nadgarstku i wymawiam konkretną intencję. Właśnie to wymówienie intencji wydaje mi się ważniejsze niż sama runa. Runa jest formą, ale intencja jest treścią. Jak ktoś nosi runę bez żadnej świadomej intencji, to mam wątpliwości, czy to cokolwiek zmienia.


Odpowiedz
Wpisy: 126
(@modest76)
Połączone: 1 rok temu

To co Petronelka pisze o intencji przypomina mi coś z astrologii - konkretnie o znaczeniu Merkurego w kontekście rytuałów. Merkury rządzi komunikacją i granicami mentalnymi, i jak ktoś ma go mocno zaznaczonego, to rytuały werbalne, czyli właśnie z wymawianiem intencji, działają dla niego lepiej niż na przykład rytuały z użyciem świec czy kadzidła. To może tłumaczyć dlaczego nie ma jednej metody która pasuje do wszytskich - może to jest też kwestia indywidualnego układu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 475

@Modest76 Ale jak ktoś nie zna swojego układu, to jak ma wiedzieć, od czego zacząć? Mam wrażenie, że każdy tu mówi o czymś innym i trudno z tego wyciągnąć cokolwiek konkretnego dla osoby, która po prostu nie wie, co dla niej zadziała.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@jacenty01)
Połączone: 1 rok temu

Rojnik porusza coś, nad czym sam się zastanawiałem. Może zamiast szukać tej 'właściwej' metody, warto najpierw obserwować, co naturalnie robimy po trudnym dniu. Nie jako ezoterykę, tylko jako własne zachowanie. Niektórzy palą papierosa, inni idą pod prysznic, inni gotują, jeszcze inni słuchają konkretnej muzyki. I może to jest właśnie punkt wyjścia - bo to co robimy spontanicznie, to jest jakiś sygnał, czego nasz system nerwowy szuka. Simma, mam wrażenie że ty o tym pisałaś wcześniej przy tych pielęgniarkach - czy one miały jakieś spontaniczne rytuały, zanim zaczęły coś robić świadomie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Jacenty01 Tak, jedna z nich mówiła, że jeszcze zanim cokolwiek wiedziała o oczyszczaniu energetycznym, zawsze zdejmowała buty przy drzwiach i szła prosto pod prysznic, zanim w ogóle dotknęła czegokolwiek w domu. Nie dlatego, że ktoś jej to powiedział, tylko że jakoś nie umiała inaczej. I właśnie kiedy zaczęła to robić świadomie, z intencją, efekt był zupełnie inny. Więc odpowiadając na pytanie Rojnik pośrednio - może punkt wyjścia to jest właśnie obserwacja siebie, a nie szukanie gotowej metody.


Odpowiedz
Wpisy: 41
(@antaresa59)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej dyskusji i mam coraz bardziej konkretne pytanie. Mój mąż wraca z pracy i właściwie przez pierwsze dwie godziny jest niedostępny - siedzi, patrzy w ścianę albo w telefon i nie da się z nim rozmawiać. To trwa już od lat i tłumaczy to stresem w pracy. Ale słuchając was, zaczynam się zastanawiać - czy to nie jest właśnie taki spontaniczny rytuał wyciszenia, który robi nieświadomie? I czy mogłabym mu w jakiś sposób pomóc go ustrukturyzować, żeby to trwało krócej albo było bardziej skuteczne?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Antaresa59 Jeśli on sam nie odczuwa potrzeby żadnej zmiany, to próba 'ustrukturyzowania' tego może skończyć się gorzej, niż gdybyś nic nie robiła. Ludzie bardzo bronią swoich spontanicznych strategii radzenia sobie, nawet jeśli są nieefektywne. To co możesz zrobić, to raczej porozmawiać z nim wprost o tym, jak to na ciebie wpływa - ale to już w ogóle inna rozmowa. Wracając do rytuałów ochronnych - mnie bardziej interesuje, czy jest coś, co ty możesz robić dla siebie w tym czasie, kiedy on jest niedostępny.


Odpowiedz
Wpisy: 41
(@antaresa59)
Połączone: 2 lata temu

To co Gabrysieńka napisała o spontanicznych strategiach mi zostało w głowie. Bo mój mąż właściwie sam wypracował to siedzenie w ciszy i chyba nie uważa tego za problem. Problem widzę ja, bo czuję się wtedy jakby mnie nie było. Ale wracając do tego wątku - czy w takim razie te rytuały oczyszczające, o których tutaj piszecie, w ogóle mogą działać na kogoś, kto nie wie, że to robi? Albo kto nie chce tego nazywać rytuałem?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Antaresa59 To jest bardzo dobre pytanie i serio nie znam na nie jednoznacznej odpowiedzi. Sama się nad tym zastanawiałam, bo moja siostra robi coś, co wygląda dokładnie jak rytuał demarkacyjny - zawsze po powrocie do domu idzie zrobić herbatę i siada przez chwilę sama w kuchni, zanim wejdzie do reszty rodziny. Nigdy jej o tym nie mówiłam, ale obserwuję to od lat. Ona by się pewnie śmiała, gdyby ją zapytać czy to rytuał.


Odpowiedz
(@jacenty01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 289

@Spellbound A co by się stało, gdybyś ją zapytała wprost? Serio ciekaw jestem, bo mam podobny przypadek w pracy - kolega, który zawsze po spotkaniach z klientami idzie na chwilę na parking, nawet zimą. Stoi, pali papierosa, wraca. Spytałem go kiedyś po co, a on mówi 'żeby mi opadło'. I to jest dokładnie to samo, o czym tu rozmawiamy, tylko bez żadnej symboliki.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

No właśnie, więc to nie jest żaden rytuał, tylko przerwa. Kolega Jacenty01 po prostu odpoczywał. Temu trzeba nadawać jakieś mistyczne nazwy? Idę na kawę po ciężkim mailu - powinienem to zacząć nazywać rytuałem oczyszczającym wodą?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Kanko Różnica jest chyba w tym, czy robisz coś automatycznie, żeby 'opaść', czy robisz to z określoną intencją wobec konkretnego stanu. Kolega Jacenty01 stoi na parkingu i czeka, aż mu przejdzie. To jest odpoczynek. Ale gdyby wyszedł z myślą 'teraz zostawiam to wszystko w tym miejscu, nie wchodzi ze mną do środka' - to byłoby coś innego. Pytanie czy ta różnica w głowie robi różnicę w efekcie, to nie wiem.


Odpowiedz
Wpisy: 148
 Zina
(@zina)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ale czy ta intencja nie zmienia czegoś naprawdę, czy tylko sprawia, że czujemy się, jakby zmieniała? Bo jak słucham tej dyskusji, to mam wrażenie, że cały czas kręcimy się wokół tego samego pytania i nikt nie może udzielić odpowiedzi, bo jej po prostu nie ma.


Odpowiedz
Wpisy: 808
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Zina trafia w sedno, tylko że to pytanie zakłada, że 'naprawdę' i 'w naszym odczuciu' to dwa osobne porządki. W tradycjach szamańskich, szczególnie w syberyjskich praktykach jak te opisywane przez Mirceę Eliadego, nie ma takiego rozróżnienia - intencja jest częścią przyczyny, nie tylko subiektywną interpretacją skutku. Z tego punktu widzenia 'naprawdę działa' i 'zmienia coś w głowie' to to samo zdarzenie opisywane z dwóch stron.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Strzybog To co piszesz o Eliadem jest dla mnie jasne, ale zastanawiam się nad czymś praktycznym. Jak zaczynałam z runami, to przez długi czas robiłam rytuały mechanicznie, bez żadnej głębszej intencji, bo po prostu nie umiałam jej wytworzyć na zawołanie. I to też działało, przynajmniej na moje samopoczucie. Więc może intencja jest ważna, ale nie jest warunkiem koniecznym?


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Petronelka mówi coś, z czym się zgadzam i co obserwuję też u innych. Intencja może przychodzić stopniowo, przez powtarzanie. Antropolodzy rytualności, np. Pascal Boyer, pisali o tym, że rytuał tworzy intencję przez strukturę, nie odwrotnie - to znaczy, że samo powtarzalne zachowanie wytwarza w mózgu schematy semantyczne, którym dopiero potem przypisujemy znaczenie. Więc kolega z parkingu, jeśli robi to samo każdego dnia, może nieświadomie budować coś, co działa podobnie.


Odpowiedz
Strona 1 / 4
Udostępnij: