Forum

Asystent AI
Rytuały dla zawodów...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla zawodów trudnych - jak się ochronić przed negatywnością

Strona 3 / 4

Wpisy: 335
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wchodzę w ten wątek bo mam podobne doświadczenie z wypaleniem i rytuałem. U mnie był taki moment że przestałam w ogóle robić wieczorne zamknięcie, bo czułam że 'nic nie daje' - i dopiero po kilku tygodniach bez tego zauważyłam jak bardzo się różnię od siebie z rytuałem. Jakby dopiero brak pokazał co tam było. To trochę zmienia perspektywę - może nie zawsze czujemy efekt na bieżąco, bo jest zbyt stopniowy.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 960

@Spellbound To jest dziwna obserwacja, ale chyba rozumiem. Tzn. rytuał może działać właśnie dlatego że robisz go kiedy nie chce ci się go robić, a nie tylko kiedy masz na to energię? Brzmi jakby sama regularność była ważniejsza niż to czy jesteś w to emocjonalnie zaangażowany.


Odpowiedz
(@onufry66)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Kanko Mam wrażenie że to jest właśnie jeden z kluczowych sensów powtarzalności w tradycjach monastycznych - liturgia jest wykonywana niezależnie od stanu mnicha. Nie dlatego że stan nie ma znaczenia, ale dlatego że struktura sama podtrzymuje coś kiedy ty nie możesz. W tradycji benedyktyńskiej jest nawet takie rozróżnienie między devotio affectiva a devotio effectiva - modlitwa z uczuciem i modlitwa mimo braku uczucia. Ta druga jest uważana za wartościowszą w pewnym sensie właśnie dlatego.


Odpowiedz
(@jacenty01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 289

@Onufry66 Serio? Czyli mówisz że chrześcijaństwo monastyczne miało coś w rodzaju 'działaj nawet jeśli nie czujesz' i to było wbudowane w system? Bo to jest trochę odwrotne do tego co większość ludzi myśli o praktyce duchowej, że musi być 'autentyczna' i z sercem.


Odpowiedz
(@onufry66)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Jacenty01 Dokładnie tak. Kasjan pisał o tym w V wieku, że acedia - taki stan wewnętrznego zobojętnienia - jest właśnie momentem kiedy regularność praktyki jest najważniejsza, bo afekt wróci sam kiedy ciało i umysł będą podtrzymywane przez strukturę. To bardzo pragmatyczne i trochę wbrew romantycznej wizji duchowości. Ciekawe że podobne podejście mają japońskie tradycje - w zen mówi się że jak nie masz ochoty na zazen, to jest dokładnie właściwy moment żeby usiąść.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Onufry trafił w coś co dla mnie jest centralnym paradoksem rytuałów ochronnych - one są właśnie po to żeby działały wtedy kiedy ty nie działasz. Jeśli rytuał wymaga że musisz być 'w odpowiednim stanie' żeby go wykonać, to jest bezużyteczny w sytuacjach kryzysowych. To co Gabrysieńka opisała - poczucie że rytuał zawiódł kiedy była wypalona - może być sygnałem że rytuał był zbyt zależny od jej stanu wewnętrznego. I to jest rzecz do przemyślenia przy układaniu rytuałów dla trudnych zawodów.


Odpowiedz
Wpisy: 475
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

Simma napisała że rytuał ma działać kiedy ty nie działasz i to mnie trochę zatrzymało. Bo ja jak słyszę 'ochrona w trudnym zawodzie' to myślę o czymś co aktywnie robisz, jakimś wysiłku. Ale tu brzmi jakby chodziło o coś co cię utrzymuje bez twojego udziału. Czy to nie jest trochę za dużo oczekiwać od rytuału? Tzn. skąd on czerpie tę siłę kiedy ty jej nie masz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Rojnik To jest pytanie które dotyka podstaw. Myślę że tu nie chodzi o siłę mistyczną, tylko o zakorzenioną strukturę neurologiczną - wielokrotnie powtorzony rytuał tworzy skojarzenia, które włączają się automatycznie nawet kiedy jesteś wyczerpana. To trochę jak nawyk, tylko celowo zaprojektowany. 'Siła' pochodzi z wcześniejszej pracy, nie z jakiegoś zewnętrznego źródła. Dlatego właśnie budowanie rytuału w czasie spokoju jest ważniejsze niż szukanie czegoś na chwilę kryzysu.


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Strzybog napisał że budowanie rytuału w czasie spokoju jest ważniejsze niż szukanie na chwilę kryzysu i to mi mocno siedzi, bo to oznacza że w zasadzie większość ludzi robi to odwrotnie. Szukają czegoś kiedy już jest źle. Mam zapisane kilka przypadków z obserwacji własnych i innych - i faktycznie, rytuały wprowadzone w panice rzadko się utrzymują. Ale mam pytanie praktyczne - jak długo trzeba to robić regularnie zanim ta struktura się zakoduje? Bo nie wiem czy ktoś to badał.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Petronelka napisała coś co mnie zatrzymało - że większość ludzi szuka rytuału kiedy już jest źle. I to jest dokładnie to co obserwuję przez lata. Ktoś przychodzi z wypaleniem, z poczuciem że praca go zjada, i chce teraz, natychmiast, czegoś co go ochroni. Ale to trochę jakby zacząć trenować kondycję w trakcie pożaru. Struktura musi być wcześniej, żeby w ogóle miała się do czego uruchomić.


Odpowiedz
Wpisy: 370
(@alembik)
Połączone: 2 miesiące temu

Simma napisała że struktura musi być wcześniej i to mnie uderzyło, bo właściwie kiedy jest ten właściwy moment na budowanie rytuału ochronnego? Bo logicznie biorąc - jeśli robisz to w spokoju, to skąd wiesz czego właściwie potrzebujesz? Nie masz jeszcze doświadczenia z tym co cię będzie obciążać.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Alembik To jest bardzo dobry zarzut. Ale myślę że odpowiedź leży w tym, że rytuał ochronny dla trudnego zawodu nie jest odpowiedzią na konkretny problem - on jest odpowiedzią na sam fakt granicy między pracą a resztą życia. Ta granica jest potrzebna zanim cokolwiek się wydarzy. Psychologowie pracujący z traumą mówią dokładnie to samo - buduje się zasoby przed, nie reaguje się po. Resourcing, jak to nazywają w EMDR, to praca z tym co jest bezpieczne i stabilne, żeby mieć do czego wracać. Rytuał progowy robi dokładnie to samo - mówi ciału: to jest inna przestrzeń.


Odpowiedz
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 960

@Strzybog Okej, ale ty mówisz o psychologii i o ciele, a to jest forum o rytuałach. Czy to nie jest trochę sprowadzanie wszystkiego do neurobiologii? Bo jak tak patrzeć, to nie ma żadnej różnicy między rytuałem a zwykłym nawykiem, np. że zawsze pijesz kawę po pracy. Skąd granica?


Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Kanko Sama się nad tym zastanawiałam i myślę że różnica jest w tym co robisz z uwagą podczas wykonywania. Kawa po pracy może być nawykiem kompletnie nieświadomym - wstajesz, parzysz, pijesz, myślisz o czymś innym. Rytuał wymaga momentu zatrzymania się na tym co robisz, nawet jeśli jest to bardzo krótkie. Ale to moje odczucie, nie wiem czy inni to tak samo rozumieją.


Odpowiedz
Wpisy: 475
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co Spellbound pisze o uwadze mnie zastanawia. Ale chciałam zapytać o coś bardziej konkretnego - bo w tym wątku dużo się mówi o zawodach trudnych i o ochronie przed negatywnością, ale właściwie co to znaczy 'negatywność' w tym kontekście? Bo to może być i energetyczne przejęcie cudzych emocji, i po prostu stres, i coś zupełnie innego. Czy to nie jest rozmyty termin?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Rojnik U mnie to są trzy różne rzeczy i faktycznie ich mieszanie to problem. Jest stres zawodowy - to jest twój własny, biologiczny. Jest coś co czuję jako energetyczne przeciążenie po kontakcie z konkretnymi osobami - to jest inne, jakościowo inne wyczerpanie, nie takie same jak po trudnym zadaniu. I jest coś trzeciego, trudne do nazwania, trochę jak ślad po cudzych sprawach który nie opuszcza cię przy wyjściu. Rytuały na każde z tych trzech mogą być różne.


Odpowiedz
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Petronelka_54 To rozróżnienie na trzy kategorie jest dla mnie nowe i trochę mi wywróciło sposób myślenia o tym. Zawsze myślałam o tym jako o jednej masie 'zmęczenie z pracy'. Ale to 'energetyczne przeciążenie po kontakcie z konkretnymi osobami' - czy ty to czujesz inaczej fizycznie? Bo jeśli tak, to jak rozpoznajesz skąd pochodzi?


Odpowiedz
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Gabrysienka50 U mnie fizycznie - stres zawodowy to napięcie w barkach i głowie, coś co można rozciągnąć albo przespać. A to co opisuję jako energetyczne jest bardziej w środku klatki piersiowej i nie znika po śnie. Zostaje. I często mam przy tym cudze obrazy albo skrawki cudzych problemów które chodzą mi po głowie mimo że świadomie nie myślę o pracy. Choć przyznam że nigdy nie byłam pewna czy to nie jest po prostu pewien typ ruminacji.


Odpowiedz
Wpisy: 1207
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Petronelka trafnie opisuje tę różnicę i ja to znam z innej strony - pracowałem przez kilka lat w miejscu z bardzo dużą rotacją kryzysowych spraw i na początku kompletnie nie rozróżniałem skąd pochodzi moje wyczerpanie. Dopiero po czasie zauważyłem że po pewnym typie rozmów byłem wyczerpany mimo że nic trudnego się nie wydarzyło od strony zawodowej. Nie mam dobrego wyjaśnienia czemu, ale ta obserwacja była dla mnie punktem wyjścia do szukania czegoś co działa inaczej niż relaks.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jacenty01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 289

@Arat I znalazłeś? Bo brzmi jakbyś to zostawił bez odpowiedzi celowo. Co okazało się działać inaczej niż relaks?


Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Jacenty01 Tak, przepraszam że ucięty. Dla mnie to okazało się być coś z elementem wody - dosłowne mycie rąk po pracy z dość świadomym zamiarem spłukania tego co nie moje. Brzmi prosto do granic banalności, ale konsekwentnie po kilku tygodniach zaczęło robić różnicę. Nie twierdzę że wiem dlaczego. Mogę to tłumaczyć neurologicznie - zmiana bodźca, temperatura wody, gest zakończenia. Albo inaczej. Ale działało.


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@onufry66)
Połączone: 1 rok temu

Arat mówi o wodzie i to jest obecne w praktycznie każdej tradycji jako gest oczyszczenia po kontakcie z tym co obciążające. W judaizmie netilas yadayim, w islamie wudu, w japońskim shinto misogi, ale też w zupełnie świeckich rytuałach pogrzebowych wiele kultur ma zwyczaj mycia rąk po kontakcie z ciałem. To nie jest przypadek - woda jako granica między stanami jest tak powszechna że trudno ją zignorować jako przypadkowy kulturowy wynalazek.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Onufry66 I to właśnie jest jeden z powodów dla których pracując z kimś przy rytuałach ochronnych prawie zawsze wracam do elementu wody w jakiejś formie. Nie dlatego że jest magicznie skuteczna sama w sobie, ale dlatego że ma za sobą tysiące lat zbiorowego zakodowania jako granica. Ciało to 'wie' na poziomie kulturowym zanim w ogóle zaczniesz myśleć.


Odpowiedz
Wpisy: 148
 Zina
(@zina)
Połączone: 9 miesięcy temu

Simma napisała że ciało 'wie' kulturowo i to mnie trochę zatrzymuje, bo co jeśli ktoś wychował się poza tymi tradycjami albo ma do nich stosunek ambiwalentny? Czy rytuał z wodą zadziała tak samo dla kogoś kto np. żadne z tych kulturowych skojarzeń mu nic nie mówi? Pytam szczerze, bo mam bliską osobę w sytuacji kiedy zaczyna szukać ochrony dla siebie w pracy i zastanawiam się co polecić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Zina To jest ważne pytanie i myślę że odpowiedź nie jest jednoznaczna. Zakodowanie kulturowe pomaga, bo korzystasz z czegoś co ma już strukturę. Ale to nie jedyna droga. Można zbudować własne skojarzenie od zera, pod warunkiem że jest wystarczająco konsekwentnie powtarzane. Problem w tym że własne rytuały potrzebują więcej czasu na zakorzenienie niż te które mają za sobą kulturowy rezonans - nie jako magia, ale jako gotowe skrypty które umysł już rozpoznaje.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

To co Strzybog mówi o własnych rytuałach potrzebujących więcej czasu mnie zastanawia w kontekście zawodów trudnych specyficznie. Bo np. ratownicy czy psychiatrzy mają swoje środowiskowe rytuały - czarny humor, konkretne rytuały przy zmianie służby, pewne gesty. Czy to też się liczy jako rytuał ochronny, skoro nie jest świadomy?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Gabrysienka50 Czarny humor w środowiskach ratunkowych i medycznych jest dość dobrze opisany w literaturze jako mechanizm dystansowania - Victor Frankl pisał pośrednio o tym w kontekście zachowania w ekstremalnych warunkach, ale nowsze badania też to potwierdzają. Tyle że jest to raczej mechanizm dysocjacyjny niż ochronny w sensie który tu omawiamy. Chroni przed natychmiastową traumą, ale długoterminowo może blokować przetwarzanie.


Odpowiedz
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 960

@Spellbound To ciekawe że mówisz że czarny humor chroni krótkoterminowo a blokuje długoterminowo. Ale jeśli ktoś np. przez dwadzieścia lat pracuje w ratownictwie i używa właśnie tego mechanizmu i wydaje się że nie ma problemu - to czy naprawdę nie działa, czy po prostu my z zewnątrz zakładamy że powinien mieć problem?


Odpowiedz
Wpisy: 475
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co Kanko zadał to właściwie pytanie o to kto definiuje co jest skutecznym rytuałem ochronnym. I nie wiem czy to nie wychodzi poza to co tu omawiamy, ale wydaje mi się ważne. Wracając do praktycznej strony - w tym wątku mówiliśmy dużo o elementach wody, o granicach czasowych, o budowaniu struktury z wyprzedzeniem. Ale nie słyszałam jeszcze żeby ktoś powiedział wprost: co robisz kiedy rytuał z jakiegoś powodu jest niemożliwy do wykonania tego dnia? Bo są takie dni.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Rojnik zadała pytanie o to co jeszcze poza wodą i granicą, i chciałam do tego wrócić bo myślę że w tym wątku trochę ominęliśmy dym. A to jest element który w kontekście zawodów trudnych ma naprawdę solidne podstawy - zarówno etnograficzne jak i praktyczne. Kadzidła, żywice, zioła. W tradycjach szamańskich z całego świata dym jest nośnikiem intencji i granicą między przestrzeniami - przestrzenią pracy a przestrzenią powrotu. Copal w Mezoameryce, palo santo, sagrada, żywica labdanum w basenie śródziemnomorskim, kadzidło w prawosławiu i katolicyzmie, joss sticks w tradycjach wschodnioazjatyckich. Nie chodzi o to żeby kopiować cudzą tradycję, ale o to że dym jako element rytuału ochronnego ma za sobą tyle warstw zbiorowego znaczenia, że samo siedzenie przy nim z jakąś intencją robi coś z uwagą. Dla mnie osobiście w pracy jest to element zamknięcia dnia - nie otwarcia. Wieczorem, nie rano.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

A dlaczego zamknięcia, nie otwarcia? Trochę intuicyjnie mi się wydawało że raczej powinno być przed - żeby się zabezpieczyć zanim wyjdziesz. Ale co ty mówisz o zamknięciu dnia brzmi jakby to była inna logika.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Gabrysienka50 Bo to nie jest tarcza przed wyjściem - to jest granica po powrocie. Tarcza przed wyjściem zakłada że możesz się odgrodzić od tego co spotkasz w pracy. To jest złudzenie i w moim odczuciu wręcz szkodliwe dla zawodów pomocowych, bo dystans emocjonalny zanim w ogóle coś się wydarzyło to nie ochrona, to znieczulenie. Lepiej być obecnym w tym co robisz, a potem mieć wyraźny rytuał powrotu. Dym wieczorem to sygnał dla ciała i dla całej reszty: dzień pracy się skończył, jesteś z powrotem tu.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Ale to jest dosłownie to samo co aromaterapia relaksacyjna po pracy. Znaczy się kupujesz dyfuzor z lawendą, też się relaksujesz. Gdzie tu jest rytuał a gdzie po prostu produkt do relaksu?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Kanko Myślę że już to przerabialiśmy przy kawie - różnica jest w intencji i w tym co robisz z uwagą w trakcie. Dyfuzor z lawendą możesz włączyć i pójść scrollować telefon przez godzinę. Rytuał z dymem wymaga chociażby chwili zatrzymania, zapalenia, obserwacji. To nie jest produkt, to jest czynność. I ta czynność wyznacza granicę, a nie zapach sam w sobie.


Odpowiedz
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 960

@Spellbound No dobrze, ale co jeśli ktoś robi to automatycznie po kilku miesiącach i już nie jest tak skupiony jak na początku? Czy rytuał przestaje działać jak zaczyna być nawykiem?


Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Kanko Dobre pytanie i mnie też to nurtuje. Bo z tym myciem rąk które opisywałem - po jakimś czasie stało się naprawdę automatyczne. Ale coś mi mówi że to nie jest złe, bo automatyczność pewnych gestów jest chyba wbudowana w cel - robisz to bez wysiłku, bez zastanowienia, i właśnie dlatego ciało to zna. Jak u sportowców - rytuał przed startem jest automatyczny, ale nadal działa. Chociaż nie jestem pewny czy to nie jest inna logika niż przy rytuałach ochronnych.


Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Arat To jest sedno napięcia które tu cały czas krąży. W tradycjach liturgicznych powtarzalność jest wartością samą w sobie - modlitwa odmawiana bez 'czucia' nadal ma swoją wagę bo jest aktem. W praktykach bardziej osobistych, szamańskich czy magicznych, intencja i uwaga są warunkiem skuteczności. Obie logiki są spójne wewnętrznie, ale inaczej rozkładają ciężar. Pytanie do Arat - czy zauważyłeś różnicę w efekcie kiedy mycie było świadome kontra automatyczne?


Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Strzybog Uczciwie? Nie jestem w stanie tego rozdzielić retrospektywnie. Ale mam wrażenie że w trudniejszych okresach wracałem do bardziej świadomego wykonywania i to dawało coś więcej niż samo automatyczne. Jakby ciało wiedziało kiedy potrzebuje więcej.


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wątek dymu i wody mnie zastanawia w kontekście pewnej rzeczy której tu jeszcze nie powiedzieliśmy - że te elementy mają też bardzo konkretne odpowiedniki w runach. Fehu, Laguz i Kenaz to trzy runy które pojawiają się w kontekście ochrony granic energetycznych przy pracy pomocowej. Laguz to woda w szerokim sensie - przepływ, ale też głębokość i to co niewidoczne. Kenaz to ogień kontrolowany, świadomość, ale też ciepło jako bariera. Nie mówię że ktoś musi pracować z runami, tylko że te archetypy wychodzą niezależnie od tradycji w podobnych kontekstach.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 475

@Petronelka_54 A jak ty pracujesz z runami w tym kontekście konkretnie? Nosisz, rysujesz, medytujesz? Bo zawsze myślałam o runach jako o wróżbiarstwie, a nie o ochronie.


Odpowiedz
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Rojnik Runy to nie tylko wróżenie - to też wizualizacja i praca ze znaczeniem. W kontekście ochronnym najczęściej rysuję Laguz na nadgarstkach przed wyjściem - nie stale, ale jak czuję że dzień będzie ciężki. Albo zapisuję kombinację w notatniku i patrzę na nią chwilę. To trochę brzmi dziwnie jak to piszę na głos, ale efekt jest dla mnie podobny do tego co Simma opisuje z wodą - to sygnał intencji, nie formuła.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@jacenty01)
Połączone: 1 rok temu

To co Petronelka mówi o rysowaniu na nadgarstkach przypomniało mi że w tradycji żydowskiej jest coś podobnego - mezuza na progu domu jest fizycznym markerem granicy. Ale też w kabale są gesty ochronne przed wejściem w przestrzeń potencjalnie trudną. Podobnie w tradycji chrześcijańskiej - żegnanie się przed wejściem do szpitala albo na pogrzeb. Wszystkie te gesty to zaznaczanie progu. I to na ciele, nie w przestrzeni.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@onufry66)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Jacenty01 To jest rzecz o której myślę od początku tego wątku - próg jako concept. W folklorze słowiańskim próg domu był miejscem szczególnym, granicą między swoim a obcym, żywymi a umarłymi. Przestępowanie progu miało swoje zasady. W kontekście zawodów trudnych ciekawe jest to że nie masz jednego progu - masz ich kilka każdego dnia. Próg domu, próg pracy, próg przestrzeni klienta albo pacjenta. I może właśnie dlatego rytuały wejścia i wyjścia mają taką wagę - bo tych granic jest naprawdę dużo.


Odpowiedz
 Zina
(@zina)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 148

@Onufry66 Zatrzymałam się na tym z progami i myślę że to dobry klucz do tego dlaczego te rytuały są wyczerpujące same w sobie jeśli ich nie ma. Jak pracujesz w miejscu gdzie stale przekraczasz progi między trudnymi sprawami a swoim życiem, bez żadnego markera - to ciało i głowa zacierają gdzie jest granica. A potem nie ma gdzie 'wróć'.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ale czy te progi można zbudować samemu od zera jeśli się pracuje zdalnie? Bo mam koleżankę która pracuje jako psycholog online i mówi że to jest zupełnie inny problem - gabinet jest w domu, klient jest w laptopie, koniec sesji to zamknięcie okna przeglądarki. I dosłownie nie ma gdzie postawić progu fizycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

To jest bardzo konkretny problem i myślę że go nie doceniamy. Praca zdalna w zawodach pomocowych rozmywa właśnie tę strukturę granicową. Ale próg nie musi być fizycznym miejscem - może być gestem. Wstanie od biurka i zmiana ubrania po ostatniej sesji. Herbata parzona konkretnie po pracy, nie przy okazji. Coś co ciało kojarzy jako sygnał. Koleżanka Gabrysieńki mogłaby spróbować stworzyć rytuał wyjścia z 'przestrzeni pracy' mimo że fizycznie jest w tym samym pokoju - przez zmianę czegoś namacalnego.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@edytka_s)
Połączone: 7 miesięcy temu

Przepraszam że się wtrącam ale mam pytanie do Simmy - ty mówisz o zmianie ubrania po pracy jako rytuał i ja to słyszę pierwszy raz w takim kontekście. Ale czy to nie jest za proste żeby zadziałało? Mam na mysli że to robi pewnie milion osób bez żadnej intencji i nie czują żeby coś się zmieniło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Edytka_S Ale właśnie - milion osób to robi bez intencji i może właśnie dlatego nie czują różnicy. Pytanie nie jest czy zmiana ubrania 'działa sama z siebie', tylko czy zmiana ubrania z intencją i z chwilą zatrzymania się na tym co robisz działa inaczej. I tu wracamy do tej samej kwestii która przewija się przez cały wątek.


Odpowiedz
Wpisy: 126
(@modest76)
Połączone: 1 rok temu

Nie odzywałem sie tu wcześniej ale czytam od początku i chce dodać jeden element ktory sie tu nie pojavił - aspekty planetarne i pory dnia przy rytuałach ochronnych. Godziny Saturna są tradycyjnie używane do rytuałów granic i ochrony, godziny Marsa do budowania siły. Jak ktoś pracuje w zawodzie trudnym i chce budować rytuał, warto uzupełnić go o czas - nie robić tego byle kiedy. To daje strukturę zewnętrzną kiedy wewnętrzna jest trudna do utrzymania.


Odpowiedz
Wpisy: 126
(@modest76)
Połączone: 1 rok temu

Dodam jeszcze że godziny Saturna nie są losowe - Saturn rządzi strukturą, granicami, dyscypliną. To planetarna zasada za tym stoi. W praktyce oznacza to że wtorek o świcie albo sobota to nie są równoważne dni do rytuałów ochronnych. Różnica jest subtelna ale po czasie się czuje. Choć rozumiem że ktoś kto pracuje na nocnych zmianach ma z tym problem logistyczny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Modest76 Kwestia godzin planetarnych to jeden z tych elementów gdzie tradycja zachodnia i wschodnia rozchodzą się ciekawie. W systemie chaldejskim kolejność planet nakłada się na doby i godziny w sposób dość mechaniczny. Ale pytanie które zawsze mam przy takich systemach - czy chodzi o synchronizację z jakimś rzeczywistym rytmem, czy raczej o to że narzucamy sobie strukturę i ta struktura sama w sobie jest tym co daje efekt? Bo w kontekście tego wątku, ochrona przed negatywnością w trudnych zawodach, ten drugi wariant wydaje mi się równie prawdopodobny jak pierwszy.


Odpowiedz
(@jacenty01)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 289

@Strzybog A można te dwie opcje w ogóle rozdzielić? Jeśli synchronizacja z rytmem planetarnym działa dlatego że twój umysł jest w trybie skupienia bo wiesz że 'teraz jest właściwy czas', to mechanizm jest psychologiczny, ale efekt może być realny. Trochę jak z mezuzą na progu - nie wiem czy ona faktycznie coś robi w warstwie metafizycznej, ale sam gest jej dotknięcia wchodząc do domu zmienia nastawienie.


Odpowiedz
Wpisy: 475
(@rojnik)
Połączone: 5 miesięcy temu

Przepraszam że wchodzę w to pytaniem z boku, ale czy ktoś może mi wyjaśnić skąd właściwie pochodzi ten system godzin planetarnych? Bo Modest piszę o wtorku i Saturnie, a ja zawsze myślałam że Saturn to sobota. Czy to się różni w zależności od systemu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@modest76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 126

@Rojnik Masz rację i nie masz - sobota to dies Saturni, czyli dzień Saturna, to wynika z nazewnictwa. Ale w systemie godzin planetarnych każdy dzień ma swoją planetę dominującą, a każda godzina też ma swoją. Więc w sobotę pierwsza godzina po wschodzie należy do Saturna, ale już trzecia nie. Tabele godzin planetarnych można łatwo znaleźć, są darmowe kalkulatory online. Wtorek to dzień Marsa nie Saturna, pomyliłem sie pisząc wcześniej.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam ale ja ciągle nie rozumiem jednej rzeczy w tym co mówicie o godzinach Saturna i mezuzach i progach. Czy nie jest tak że te wszystkie praktyki wymagają że człowiek w nie wierzy żeby działały? Bo jak ktoś jest sceptyczny i robi rytuał ochronny to co wtedy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@spellbound)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 335

@Kanko To pytanie pojawia się w tym wątku regularnie pod różnymi postaciami i szczerze - nie ma na nie jednej odpowiedzi. Część tradycji mówi że intencja jest konieczna, część że forma wystarcza. Ale z praktycznego punktu widzenia, jeśli ktoś jest głęboko sceptyczny i robi rytuał z poczuciem że to śmieszne, to na pewno nie osiągnie efektu psychologicznego. Metafizyczny - nie wiem, nie mam jak sprawdzić.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wracam chwilę do Edytki i zmiany ubrania, bo chcę dodać coś konkretnego. Nie chodzi tylko o intencję w sensie 'teraz muszę być skupiona'. Chodzi o to że ciało rozpoznaje wzorce. Jeśli przez kilka miesięcy zdejmujesz określone ubranie po pracy i za każdym razem robisz przy tym jeden gest, oddech, cokolwiek - ciało zaczyna ten moment traktować jako sygnał do zmiany trybu. To nie jest wiara, to jest warunkowanie. I to warunkowanie jest w moim odczuciu zupełnie realnym mechanizmem ochronnym, szczególnie dla tych zawodów gdzie nie ma fizycznej granicy między pracą a resztą dnia.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@edytka_s)
Połączone: 7 miesięcy temu

Simma - to ma sens jak to tak tłumaczysz. Ale mam pytanie dodatkowe - czy ten gest musi być czymś specjalnym czy może być zwykłym ruchem? Bo ja na przykład zawsze zapinam i odpinam ten sam zegarek rano i wieczór, ale robię to nieświadomie od lat. Czy coś takiego może być rytuałem ochronnym jeśli zacznę to robić z większą uwagą?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Arat
(@arat)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1207

@Edytka_S Dokładnie o to mi chodziło gdy pisałem o myciu rąk. Zacząłem od czegoś co i tak robiłem, ale zmieniłem sposób w jaki na to patrzę. I odpowiadając na twoje pytanie - myślę że tak, zegarek może być tym markerem. Ale tu pojawia się kwestia którą poruszał Strzybog, czy sam automatyczny gest po czasie wystarczy.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

Słucham was i myślę że ta kwestia z zegarkiem i automatyzacją to jest w sumie serce całej tej dyskusji. Bo z jednej strony Strzybog mówi że w tradycjach liturgicznych powtarzalność ma wartość niezależnie od skupienia. Z drugiej Simma mówi o warunkowaniu. A z trzeciej kilka postów temu Arat przyznał że w trudniejszych momentach wracał do bardziej świadomego wykonywania. Może te trzy rzeczy po prostu opisują różne funkcje tego samego działania?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Gabrysienka50 To jest naprawdę dobre ujęcie. Jak to zestawię z runami to widzę podobne warstwy - sama obecność Laguz na nadgarstku działa jak marker granicy, coś fizycznego co przypomina. Skupienie przy rysowaniu dodaje warstwę intencji. A wieloletnia znajomość znaczenia runy dodaje coś jeszcze - zaplecze symboliczne, które niesie znaczenie nawet kiedy nie myślę aktywnie. Trzy różne funkcje, jeden gest.


Odpowiedz
 Zina
(@zina)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 148

@Petronelka_54 Ale skąd wiesz które z tych warstw faktycznie działa w danym momencie? Masz jakiś sposób żeby to ocenić po fakcie czy to bardziej intuicja?


Odpowiedz
(@petronelka_54)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Zina Szczerze? Nie mam pewności. Prowadzę notatki od dłuższego czasu i porównuję jak wyglądał dzień z rytuałem a jak bez. Ale to nie jest czyste badanie, za dużo zmiennych. Mogę powiedzieć że korelacje widzę, ale nie umiem wskazać co konkretnie robi różnicę. Może wszystko razem, może samo przekonanie że coś zrobiłam.


Odpowiedz
Strona 3 / 4
Udostępnij: