Ninka, to zależy od wieku i od tego jak on w ogóle reaguje na symbole. U niektórych dzieci wystarczy samo zamknięcie skrzynki, bo ten gest jest wystarczająco wyraźny. Ale można też dodać coś słownego, jedno zdanie albo nawet jedno słowo które znaczy 'koniec'. Nie musi być żadna formuła, może być cokolwiek co on sam wymyśli. Mój siostrzeniec mówił 'gotowe' i stukał w blat, kompletnie jego pomysł, ale działało.
To słowne domknięcie jest ważne bo angażuje inny kanał niż sam gest. Gest jest kinestetyczny, słowo jest werbalne. Jak oba razem, to sygnał jest wyraźniejszy dla umysłu. Przy czym nie musi to być nic skomplikowanego. Dosłownie jedno słowo, jeden dźwięk, cokolwiek co on zaakceptuje jako 'to jest moje'. Ninka, a Maciek lubi wymyślać słowa, hasła, takie swoje rzeczy?
Ojej, to jest piękne że ma z tatą taki swój język. My z córką tego nie mamy i teraz żałuję bo to brzmi jak coś co naprawdę buduje więź. Ale do tematu, to może warto żeby tata też był przy wymyślaniu tego rytuału? Jak jest zaangażowany ojciec to dziecko traktuje rzecz zupełnie inaczej.
Tata jest sceptyczny co do ezoteryki ogólnie, ale jak mu to przedstawię jako rytuał skupienia a nie magię, to raczej się nie będzie sprzeciwiał. On sam ma swoje rytuały sportowe przed bieganiem, więc jak mu to pokażę od tej strony to powinien to kupić. Gorzej że rzadko jest w domu w czasie gdy Maciek się uczy, więc praktycznie to i tak by było między mną a Maćkiem.
Ten framing jest kluczowy. Rytuał skupienia brzmi inaczej niż rytuał magiczny, ale efekt może być ten sam. W badaniach Michaela Northa i jego zespołu pokazano że rytuały przed wykonaniem zadania zmniejszają lęk i poprawiają skupienie niezależnie od tego czy osoba wierzy w ich działanie. Mechanizm jest podobny do placebo, ale to nie zmniejsza jego skuteczności. Tata biegacz powinien to rozumieć intuicyjnie.
Mnie ta rozmowa o tacie trochę zahaczyła o inny temat. Ninka, czy Maciek widzi w domu jakieś rytuały dorosłych? Bo dzieci uczą się przez obserwację i jak tata ma swoje przed bieganiem, to Maciek już wie że tak się robi, że to normalne. To może być dobry punkt wejścia w rozmowie z nim, żeby pokazać że sam to zna z domu.
To jest świetny anchor, naprawdę. Dziecko które ma wzorzec w domu o wiele łatwiej przyjmuje nową praktykę bo widzi że to nie jest dziwactwo, tylko coś co dorośli robią normalnie. I przy okazji tata nie musi być aktywnie zaangażowany żeby jego obecność działała w tym kontekście.
Tylko uważałabym żeby nie powiedzieć mu 'robimy to samo co tata' bo on może to sprawdzić i powiedzieć 'ale tata nie ma żadnej skrzynki'. Dzieci są dosłowne. Lepiej powiedzieć że dorośli mają swoje sposoby na przejście w inny tryb i ty i Maciek wymyślicie swój własny. Żeby nie tworzyć porównania które się posypie przy pierwszym pytaniu.
Słuchajcie, a wracając do tej skrzynki i do tego co Brygidka mówiła o zamknięciu, to mnie ciekawi jedna rzecz. Czy ten przedmiot musi być skrzynka, czy jakiś inny obiekt mógłby spełniać tę samą funkcję? Zastanawiam się czy na przykład konkretna książka, albo jakiś kamień który się kładzie na biurku przed nauką a odkłada po, nie zadziałałby podobnie.
Kamień to w ogóle moja pierwsza myśl jak słyszę o rytuale skupienia dla dziecka. Można wybrać taki co mu się podoba, razem go 'aktywować' jakimś prostym gestem, i potem on jest tylko jego. Mam kilka kamieni które sama wybrałam w podobny sposób i ten moment wyboru jest ważny, bo od razu traktujesz go inaczej niż losowy kamień z ziemi.
Maciek lubi kamienie, zbiera je od kiedy pamięta. To by mogło zadziałać. Ale nie chcę mu teraz mieszać, bo mieliśmy skrzynkę jako pomysł, a teraz mamy kamień. Może połączyć? Kamień który leży w skrzynce i jest wyjmowany przed nauką a wkładany z powrotem po? To chyba daje oba gesty naraz.
Ninka, to brzmi jak rozwiązanie które łączy to co powiedziano przez ostatnią godzinę rozmowy. Gest wyjmowania to otwarcie, gest odkładania to zamknięcie, a kamień jest fizycznym obiektem który on może trzymać i który jedzie z nim też poza dom jak będzie potrzeba. Jedyne co bym sprawdził to czy nie zrobi się z tego za dużo kroków naraz na start. Może na początku tylko kamień bez skrzynki, a skrzynka pojawi się jak wejdzie w rytm?
Zgadzam się z Aratem co do stopniowania. Zbyt rozbudowany rytuał na wejściu może go przytłoczyć albo stać się powodem do negocjacji, a za tydzień zostanie połowa. Prościej zaczyna lepiej. Kamień jako punkt startowy, skrzynka może przyjść kiedy już ma to w mięśniach.
Dobra, więc mamy kamień w skrzynce jako punkt wyjścia. Ale mam pytanie praktyczne, bo to mi chodzi po głowie od jakiegoś czasu, jak to ma wyglądać w dni kiedy Maciek ma lepszy nastrój i nie chce 'tracić czasu' na żaden rytuał? Bo on nie jest zawsze w tym samym stanie. Są dni że jest chętny do wszystkiego, i dni że każde dodatkowe coś to dla niego za dużo.
To jest chyba najczęstszy problem z rytuałami u dzieci w tym wieku. Jak budować nawyk jak dziecko ma zmienne nastroje? Mikolajek, ty wspominałeś coś o tym że nawyk musi być najpierw powiązany z przyjemnością, czy raczej z rutyną, bo nie pamiętam co dokładnie miałeś na myśli.
Ninka, a co jak po prostu w te gorsze dni przepuścisz bez komentarza? Nie każdy rytuał musi się odbywać codziennie żeby działał. Czasem przerwa jest częścią rytmu, nie jego przerwaniem. Problem pojawia się jak zaczyna się egzekwować i pilnować.
Mam wrażenie że to co Brygidka opisuje to jest właśnie ta różnica między rytuałem a zasadą. Zasadę się pilnuje, rytuał się zaprasza. Jak zaczyna być pilnowanie to dziecko to wyczuwa i zaczyna stawiać opór, bo to nie jest już jego przestrzeń tylko coś narzuconego.
Szczerze, jeszcze nie wiedziałam jak to rozłożyć. Instynkt podpowiada mi że na początku to ja będę inicjować, bo on sam z siebie raczej nie sięgnie po nic nowego bez zachęty. Ale długofalowo chciałabym żeby to było jego. Tylko jak przejść z jednego w drugie, to nie mam pojęcia.
To jest właśnie miejsce gdzie wiele rytuałów u dzieci upada. Za długo rodzic jest inicjatorem i nigdy nie ma momentu przekazania odpowiedzialności. W literaturze o nawykach mówi się o czymś co James Clear opisuje jako 'implementation intention', czyli dziecko musi samo ustalić kiedy i jak, nie tylko co. Jak Maciek sam powie 'jak siadam do biurka to biorę kamień', to jest w połowie drogi.
Ninka, a jak Maciek reaguje na pytania o swoje plany? Bo są dzieci które lubią planować i mówić co zrobią, i takie które kompletnie się tym nie interesują i mówią 'nie wiem' na każde pytanie.
Akurat on lubi gadać o planach, szczególnie jeśli chodzi o coś fajnego. Jak jest mniej motywujące to już mniej chętnie. Ale kamień mógłby być tym fajnym elementem który sprawia że rozmowa o planie idzie lżej. Może po prostu zapytam go gdzie chce trzymać kamień i kiedy chce go wyjmować, bez mówienia że to jest rytuał na naukę.
Ten pomysł żeby nie nazywać tego wprost rytuałem na naukę jest dobry. Dzieci mają radar na to że coś jest 'dla ich dobra' i od razu inaczej reagują. Jak to będzie 'kamień który lubisz i który sobie wyjmujesz kiedy siadasz do czegoś' to jest zupełnie inne wejście niż 'zrób to a będziesz lepiej pisać'.
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i nie do końca rozumiem jednej rzeczy. Skoro mówimy że rytuał działa niezależnie od tego czy dziecko wie że to rytuał, to po co w ogóle Maciek ma o tym wiedzieć? Czy nie wystarczy że po prostu regularnie bierze kamień zanim siada do nauki?
No właśnie, bo poczucie sprawczości to brzmi jak jeden z ważniejszych elementów tutaj. Ninka, czy Maciek ma jakieś obszary w domu gdzie czuje że to jest jego decyzja, jego przestrzeń? Bo jeśli tak, to może łatwiej będzie mu wejść w to że kamień to też jego decyzja.
O, to jest naprawdę dobry trop. Skrzynka na półce z kolekcją ma naturalne uzasadnienie, nie wygląda jak coś wstawionego z zewnątrz. I Maciek sam ją stamtąd bierze, czyli inicjatywa jest po jego stronie od samego początku. Florka, ty mówiłaś o tym że dzieci uczą się przez obserwację, to ciekawe że tutaj uczymy się przez środowisko, nie przez model.
O, to jest naprawdę dobre rozwiązanie. Skrzynka na jego półce to nie jest coś wstawionego przez mamę, to jest rozszerzenie jego terytorium. I on sam po nią sięga, czyli od początku to jego ruch, nie twój. Ninka, a czy Maciek wie już że ta skrzynka ma coś w sobie, czy to ma być niespodzianka?
Jeszcze nie wiem. Myślę o tym że możemy razem wybrać kamień, może nawet w sklepie z minerałami, żeby to był jego wybór od początku. Wtedy będzie wiedział co w środku i dlaczego tam jest. Chociaż z drugiej strony zastanawiam się czy nie lepiej żeby skrzynka była najpierw pusta i on sam zdecydował co tam trafi. Nie wiem co ma większy sens.
