Pusta skrzynka to ciekawy pomysł, ale z dziećmi ryzykowny. Pusta może po prostu zostać pusta, bo nie ma nic co przyciąga. Natomiast jeśli razem wybierzecie kamień, to jest już historia za nim. 'Ten kamień wybrałem tam i tam' to już jest znacznie mocniejszy fundament niż 'mama mi dała coś do skrzynki'.
Lubi, ma już kilka w kolekcji. Jeden znalazł na wycieczce, jeden dostał od dziadka. Tak że kamień trafia w jego zainteresowania, to nie jest coś co mu narzucam. I właśnie dlatego ta skrzynka na jego półce ma sens, bo wejdzie w coś co już istnieje, nie będzie oddzielnym projektem.
To że ma już kamienie z historią to chyba ważne. Czy nie lepiej wybrać jeden z tych które już ma zamiast kupować nowy? Jakby miał coś co już lubi i jest jego, to może silniejsze niż coś co dopiero trzeba polubić. Choć nie wiem, może nowy jest lepszy bo nie ma innych skojarzeń.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się czy kamień musi być jeden. Czy Maciek mógłby mieć np. dwa, jeden do matematyki i jeden do czytania, albo jeden na dni kiedy idzie dobrze i jeden na gorsze? Pytam bo moja kuzynka ma podobny wiek i strasznie lubi jak rzeczy są posortowane i kategoryzowane, dla niej to jest całe myślenie.
Jest jeszcze jeden aspekt który pojawia się rzadziej w takich rozmowach, a wydaje mi się ważny. Kamień to jest kotwica, żeby użyć języka neurolingwistyki, ale kotwica działa przez powtórzenie w określonym kontekście. Pytanie brzmi w jakim miejscu w sekwencji Maciek po niego sięga. Przed otwarciem zeszytu? Po tym jak już siada? To robi różnicę dla tego jak mózg koduje sygnał.
O różnych porach, to jest akurat jedno z naszych wyzwań. Czasem po szkole od razu, czasem po obiedzie, czasem wieczorem jak już jest zmęczony i wtedy najgorzej. Stały czas to byłby ideał ale na razie nie jesteśmy tam. Może właśnie rytuał z kamieniem mógłby zastąpić stały czas, być tym sygnałem 'teraz zaczynamy' niezależnie od godziny?
To jest właśnie jedno z ciekawszych zastosowań takiego gestu. Jeśli godzina się zmienia, to kamień staje się przenośnym punktem startu. Nie 'jest siedemnasta więc siadamy' tylko 'biorę kamień więc siadam'. To może działać lepiej niż godzina bo dziecko samo ten gest wykonuje i sam decyduje kiedy. Choć mam pytanie czy Maciek w ogóle będzie chciał siadać jak jest zmęczony, niezależnie od kamienia.
To zmęczenie wieczorne to jest osobny problem tak naprawdę. Rytuał może pomóc wejść w skupienie, ale jeśli dziecko jest po prostu za zmęczone to żaden gest tego nie przeskoczy. Może warto najpierw pomyśleć o tej kwestii, bo inaczej kamień będzie działał w dobre dni i nie będzie działał w złe, i trudno będzie ocenić czy w ogóle cokolwiek daje.
Mam wrażenie że ta rozmowa naturalnie doszła do sedna. Kamień, skrzynka, rytuał to jest warstwa zewnętrzna. Ale pod tym jest pytanie kiedy i jak Maciek siada do nauki i czy jest w stanie w ogóle wejść w skupienie. I to jest chyba pytanie do Ninki, bo bez tego trudno powiedzieć jak cały pomysł będzie działał w praktyce.
Skupienie ma, jak jest zainteresowany tematem to potrafi siedzieć bardzo długo. Problem jest z tymi zadaniami które go nudzą, głównie z pisaniem, bo to jest dla niego fizycznie niekomfortowe, ma słaby chwyt. I myślę że kamień w tych momentach mógłby być czymś co daje mu chwilę przerwy między zdaniami, taki mały reset, nie tylko sygnał na start. Może to jest też osobna funkcja której nie brałam pod uwagę.
To z tym słabym chwytem jest naprawdę istotny kontekst, bo to zmienia całą perspektywę. Kamień jako coś do trzymania w ręce podczas pisania to już nie jest tylko kotwica skupienia, to może być dosłownie sensoryczny kontrast do dyskomfortu ołówka. Czy Maciek ma jakąś diagnozę w tym kierunku czy to bardziej obserwacja?
Nie ma diagnozy, ale byliśmy u terapeuty SI i ona potwierdziła że ma pewne trudności z integracją sensoryczną, głównie właśnie w ręce. Ćwiczy, poprawiło się, ale pisanie nadal jest dla niego tym najtrudniejszym momentem dnia. I właśnie dlatego ta myśl z kamieniem w dłoni podczas pisania wydaje mi się sensowna, bo daje mu coś konkretnego, fizycznego, co skupia uwagę w ręce w dobry sposób.
To jest bardzo ciekawe połączenie, bo kamienie różnią się fakturą bardzo mocno i to może mieć znaczenie. Gładki kamień rzecznik versus kamień z wyraźną strukturą to zupełnie inne wrażenie w dłoni. Czy wiesz już jaki to będzie kamień, jaka faktura? Bo jeśli chodzi o input sensoryczny to warto żeby on sam decydował co jest dla niego przyjemne, nie co wygląda ładnie.
Nigdy bym nie połączył integracji sensorycznej z tym tematem, ale to ma sens. To trochę jak fidget cube dla dzieci które potrzebują czegoś w rękach żeby się skupić. Tylko kamień jest bardziej... nie wiem, dostojny? Mniej kojarzący się z zabawką w klasie.
A jak się w ogóle koduje taką intencję dla dziecka? Bo rozumiem że dorośli mogą sobie powiedzieć że coś ma znaczenie i w to wierzyć, ale dziecko chyba musi to gdzieś zrozumieć inaczej? Maciek ma ile lat?
Osiem. I on jest akurat w tym wieku kiedy już rozumie że rzeczy mogą mieć znaczenie, ale jeszcze nie kwestionuje tego tak bardzo jak starsze dzieci. Myślę że właśnie ten wiek jest dobry na takie rzeczy, bo za rok czy dwa może już powiedzieć że to głupie. Dlatego chcę to zrobić teraz, żeby zdążył to polubić zanim zacznie oceniać.
To z tym wiekiem to jest naprawdę trafna obserwacja. Między siódmym a dziewiątym rokiem jest taki moment że dziecko przyjmuje symbole bardzo naturalnie, jeszcze bez cynizmu. Potem przychodzi etap gdzie wszystko jest głupie i nienaukowe. Mój siostrzeniec miał podobnie, w tym wieku kochał różne 'magiczne' rzeczy, a w piątej klasie nagle wszystko było dziecinne.
A czy jest sens robić ten rytuał tak żeby Maciek wiedział że to rytuał, czy lepiej żeby to wyglądało jak zwykłe coś co się robi przed nauką? Bo zastanawiam się czy samo słowo rytuał nie jest dla ośmiolatka zbyt dorosłe i czy nie powinno to być po prostu jego zwyczaj.
On zdecydowanie lubi jak rzeczy mają nazwy i historię, pamiętajcie te kamienie o których mówiłam, on do każdego potrafi opowiedzieć całą opowieść. Więc myślę że nazwanie tego jakoś razem z nim, może nawet pozwolenie żeby sam wymyślił jak to się nazywa, byłoby dobre. Nie rytuał, ale może jego własne słowo na to.
O, to jest piękna myśl że on sam wymyśli nazwę. Moja córka miała taki etap że wszystko nazywała własnymi słowami i te rzeczy były dla niej o wiele ważniejsze niż cokolwiek co my nazywaliśmy normalnie. Jak coś jest jego słowem to jest jego własnością w sensie emocjonalnym.
Jest w psychologii coś co się nazywa ownership effect, czyli efekt posiadania, i dotyczy też właśnie takich rzeczy jak nazewnictwo. Jeśli dziecko samo nazwie rytuał, to jest znacznie bardziej skłonne go utrzymywać bo czuje że to jego wynalazek, a nie obowiązek narzucony przez rodzica. To może być ważniejsze niż dobór konkretnego kamienia.
I właśnie tu jest ta różnica między rytuałem który działa a rytuałem który jest tylko wykonywany. Jeśli Maciek wybierze kamień, nazwie to po swojemu i zdecyduje w jakiej kolejności to robi, to jest jego. Jeśli mama przygotuje gotowy zestaw i powie co i kiedy, to jest jej rytuał który on wykonuje. Drugie może działać przez tydzień, pierwsze ma szansę przetrwać.
Trochę się zastanawiam czy Ninka ma jakiś pomysł jak to wprowadzić, żeby brzmiało naturalnie a nie jak projekt edukacyjny. Bo jeśli przyjdzie i powie 'Maciek, mam dla ciebie specjalny rytuał na skupienie' to on może od razu poczuć że to jest coś co mama wymyśliła żeby on lepiej się uczył i wtedy opór gotowy.
No właśnie, i to jest moje główne pytanie praktyczne. Myślałam żeby przy okazji jakiegoś wyjścia, może do sklepu z kamieniami, po prostu zabrać go i zobaczyć na co zareaguje. Nie mówić że to ma być do nauki, tylko że może wybrać kamień do swojej kolekcji. A potem jak go ma, może razem wymyślimy co z nim zrobić. Czy to zbyt okrężna droga?
Nie, to jest chyba najlepsza droga. Bezpośrednie powiedzenie ośmiolatkowi że coś jest na skupienie do nauki to proszenie się o odrzucenie. Jeśli najpierw jest kamień który mu się podoba, a potem naturalnie dorośnie do niego kontekst, to ma o wiele większą szansę. Poza tym on może sam zacząć go brać do nauki z własnej inicjatywy jeśli kamień będzie leżał w pobliżu.
A nie boisz się że jeśli kupisz mu kamień bez żadnej historii o nauce to on go po prostu wrzuci do kolekcji i tyle, i nigdy nie będzie miał żadnej funkcji? Jak zadbasz o to żeby ten konkretny kamień dostał tę rolę a nie stał się po prostu numerem dwanaście w kolekcji?
Jadwisia zadała bardzo dobre pytanie i sama się nad tym zastanawiałam. Myślę że kluczem jest właśnie ta skrzynka albo jakieś specjalne miejsce do którego trafi. Nie kolekcja, tylko coś oddzielnego. Może powiem mu że chcę mu podarować skrzynkę do jego własnych rzeczy i że może wybrać co do niej trafi, a kamień będzie po prostu jedną z opcji. Wtedy i skrzynka i kamień stają się jego wyborem, nie moim projektem.
