Zastanawiam się nad czymś, co może wydawać się drobnostką, ale mnie trochę kręci w kółko. Robię pewne rzeczy regularnie - zapalanie świecy, chwila ciszy, coś w rodzaju intencji. I za każdym razem próbuję to robić wieczorem, bo wydaje mi się, że tak powinno być. Ale nie mam pojęcia skąd w ogóle to przekonanie. Czy pora dnia naprawdę coś zmienia, czy to tylko coś, co sobie wmówiłem? Ktoś to kiedyś sprawdzał albo ma jakieś przemyślenia?
To ciekawe pytanie bo ja też przez długi czas myślałam, że wieczór to jakiś standard. Potem zaczęłam to robić rano bo wieczorami byłam zwyczajnie za zmęczona i... nic się nie posypało. Nie wiem czy to mówi coś o porze dnia, czy raczej o tym że sama pora nigdy nie była kluczowa, tylko ja sobie tak założyłam.
No ale zaraz, zaraz. Wszystko zależy od tego, o jakim rytuale mówimy. Przy pewnych pracach z runami - szczególnie tych związanych z Jera albo Dagaz - pora naprawdę ma uzasadnienie. Dagaz to runa świtu, przejścia, i praca z nią o wschodzie słońca nie jest przypadkowa. To nie jest mit wymyślony przez kogoś w internecie. Z drugiej strony nie każdy rytuał ma takie kotwiczenie symboliczne. Więc pytanie jest trochę za szerokie.
Myślę, że przy rzeczach wypracowanych indywidualnie pora zaczyna być ważna z innego powodu - nie symbolicznego, ale psychofizycznego. Rano mózg jest w innym stanie niż wieczorem, naprawdę biologicznie innym. Fale theta pojawiają się naturalnie przy zasypianiu i budzeniu. Jeśli ktoś robi coś w tej granicy, może łatwiej mu wejść w stan skupienia, bo organizm i tak jest już blisko tego progu. To nie magia jako taka, ale efekt jest realny.
To co mówi Azalia pokrywa się z tym, co opisywał Mircea Eliade przy analizie rytualnego czasu - że pora nie jest neutralna, bo każda kultura osadzała rytuały w momentach progowych. Świt, zmierzch, pełnia - to nie jest przypadkowe, to są momenty, w których zanika granica między stanami. Czy to dotyczy biologii, astrofizyki czy symboliki, efekt jest ten sam: chwilowe zawieszenie codzienności. A o to przecież chodzi.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie z zupełnie innej strony. A co jeśli ktoś po prostu nie ma możliwości robić tego o konkretnej porze? Praca zmianowa, dzieci, cokolwiek. Czy rytuał robiony na siłę o 'właściwej' porze, ale w pośpiechu i z rozproszeniem, ma jakąkolwiek wartość?
Dokładnie to samo pytanie sobie zadawałam i szczerze - doszłam do wniosku, że skupienie jest ważniejsze niż pora. Robiłam pewne rzeczy w bardzo różnych momentach dnia i różnica była wyraźna nie wtedy, kiedy trafiałam na 'właściwy' czas, ale kiedy naprawdę byłam w tym obecna. Pora może pomagać wejść w ten stan, bo mamy mniej bodźców albo bo mamy skojarzenie, ale sama w sobie nic nie robi.
Nie do końca się zgadzam z tym 'dowolna pora'. To prawda, że powtarzalność buduje schematy. Ale są tradycje - i nie mówię tylko o runach - gdzie konkretne pory mają znaczenie cykliczne, powiązane z astronomią lub ruchem słońca. W druidyzmie moment equinoxu to nie jest kwestia wyboru. W shinto nakanomi są odprawiane o świcie i to ma uzasadnienie w koncepcji ke i hare - stanu codzienności i stanu świętości. Nie da się tego po prostu przesunąć na 14:00.
Tak, dokładnie o tym myślałem. Nie robię niczego, co jest częścią konkretnej tradycji. To coś, co sam wypracowałem i teraz zastanawiam się, czy w ogóle ma sens trzymać się wieczoru, bo gdzieś przeczytałem, że 'tak się robi'. Może to właśnie jest ten problem - że przejąłem cudzy schemat bez zastanowienia.
Mam podobnie i to mnie trochę uspokaja, że nie jestem jedyną, która tak ma. Ale chciałam zapytać o jedno - czy ktoś próbował świadomie zmienić porę i obserwować co się dzieje? Nie mówię o jednym razie, ale o jakimś dłuższym eksperymencie?
To co opisujesz to jest klasyczny problem badań nad medytacją - bardzo trudno kontrolować zmienne. Ale to co mówisz o obrazach wieczorem ma sens. Beta oscylacje opadają wieczorem, a przy niższej częstotliwości fal mózgowych wizualizacja faktycznie bywa intensywniejsza. Nie twierdzę, że to jedyna zmienna, ale to konkretny mechanizm.
Słucham i myślę sobie, że może zamiast szukać najlepszej pory, warto by ustalić co konkretnie chcemy osiągnąć rytuałem. Jeśli chodzi o skupienie to inne warunki będą optymalne niż jeśli chodzi o coś bardziej wizualnego albo energetycznego. Czy ktoś w ogóle podchodzi do tego tak - czyli najpierw cel, potem pora?
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym nikt nie wspomniał - cisza. Pora nocna lub wczesnoranna daje naturalnie mniej hałasu zewnętrznego i mniej powiadomień. To może być główny powód, dla którego noc 'działa lepiej' dla wielu osób, a nie sama symbolika mroku. Wyłącz telefon w środku dnia i zamknij okno - może wyjść na to samo.
A ja chcę zapytać czy astronomia tu coś gra? Tzn. mam na myśli to że różne znaki zodiaku są bardziej aktywne o różnych porach, przynajmniej tak słyszałem. Czy to ma przełożenie na rytuały czy to juz inna bajka zupełnie?
Dobre pytanie Grymuar, bo ja też przez długi czas myślałam, że to jeden spójny system. A potem się okazuje, że ktoś używa godzin planetarnych w ramach ceremonialnej kabały, ktoś inny odwołuje się do cyklu księżycowego, a ktoś jeszcze do nordyckiego kalendarza i każdy z nich ma rację w ramach swojego systemu. Problem zaczyna się jak ktoś miesza to na zasadzie 'wezmę trochę stąd, trochę stamtąd'.
Ale właśnie - czy to mieszanie jest złe? Pytam serio, bo to mnie dotyczy. Nie pracuję w żadnym konkretnym systemie, więc siłą rzeczy biorę skądś czas, skądś intencję, skądś formę. Czy ktoś ma zdanie na ten temat, bo widzę, że to teraz klucz do całej tej rozmowy o porze?
Mieszanie samo w sobie nie jest problemem - synkretyzm religijny istnieje od tysiącleci i wiele tradycji jest de facto wynikiem nakładania się wpływów. Problem jest inny: kiedy bierzesz element z systemu, w którym pora ma konkretne uzasadnienie kosmologiczne, i przenosisz go do kontekstu, gdzie tego uzasadnienia nie ma, to ten element może stracić cokolwiek, co go pierwotnie konstytuowało. Albo nie - zależy jak na to patrzysz. Ale na pewno przestaje być tym samym.
To brzmi jak pytanie, na które nie ma jednej odpowiedzi i każdy wychodzi z rozmowy z tym, w co już wcześniej wierzył. Mnie bardziej interesuje to praktyczne - czy jak ktoś robi coś regularnie i to mu pomaga, to w ogóle ma znaczenie skąd pochodzi ta forma i dlaczego akurat o tej godzinie?
No i wracamy do pytania, które zadałem wcześniej - co konkretnie chcemy osiągnąć. Czy jest tu ktoś, kto jasno określił sobie ten cel zanim zaczął pracować z porą dnia? Bo mam wrażenie, że większość z nas, i ja to mówię o sobie też, robiła rzeczy i dopiero potem próbowała to poukładać.
A możesz powiedzieć coś więcej o tych wzorcach? Bo to mnie interesuje bardziej niż teorie o godzinach planetarnych, szczerze mówiąc. Co konkretnie zauważyłaś?
To co opisujesz to jest coś, co czuję bardzo podobnie. Rano mam jakiś rodzaj niecierpliwości, nawet jeśli staram się być spokojna. Wieczorem tej niecierpliwości nie ma, ale czasem jest za dużo emocji z całego dnia. Zastanawiam się czy ktoś tu świadomie pracuje nad tym, żeby te stany wyrównać przed rytuałem, czy raczej wybiera porę, która naturalnie daje lepszy punkt startowy?
Ja robię jedno i drugie, zależnie od okresu. Kiedy mam stabilniejszy czas, wybieram porę. Kiedy wszystko jest chaotyczne, staram się najpierw doprowadzić się do jakiegoś stanu równowagi, a dopiero potem zaczynam - i wtedy pora schodzi na drugi plan. Ale żeby to zrobić, potrzebuję czegoś, co ten stan wywołuje, i tu wchodzi powtarzalność, o której Zenek mówił wcześniej.
Przepraszam że wchodzę tu trochę z boku, ale mam pytanie do Azalii - co rozumiesz przez ten stan równowagi przed rytuałem? Czy to jest coś co robisz specjalnie, jakieś przygotowanie, czy samo przychodzi?
Hej, to akurat bardzo konkretna wskazówka i trochę przesuwa mi perspektywę. Do tej pory myślałem o porze jako o jakimś zewnętrznym kontenerze dla rytuału. A tu mówisz, że ten kontener można zbudować samemu przez sekwencję. To ma sens. Tylko zastanawiam się - czy ta sekwencja musi być za każdym razem identyczna, czy też może ewoluować?
To jest dobre pytanie. Z tego co wiem o badaniach nad nawykami, mózg uczy się kontekstu, nie szczegółów. Tzn. jeśli zmienisz jeden element, ale reszta zostanie, sygnał nadal zadziała. Ale jeśli zmienisz wszystko naraz, musisz zbudować skojarzenie od nowa. Więc ewoluować może, ale powoli i ze świadomością że się to robi.
Wracając na chwilę do Grymuara i godzin planetarnych - żeby nie zostawiać tego w powietrzu. System godzin planetarnych to nie jest astrologia w sensie znaków zodiaku, to osobna tradycja wywodząca się z późnoantycznej astrologii chaldejskiej. Każda godzina doby jest przypisana planecie według konkretnego algorytmu, a nie intuicji. Jeśli ktoś chce tego używać, to warto wiedzieć o co chodzi, bo bez tego to jak losowanie.
Hej, mogę tu wejść bo mam podobny dylemat - jak to w ogóle weryfikować w praktyce? Bo z tym Marsem, Saturnem i Jowiszem to brzmi jakby trzeba było studiować astrologię zanim zacznie się w ogóle robić jakiekolwiek rytuały. A tego chyba nikt z nas tutaj nie robi przed każdym działaniem.
