To jest dobra uwaga, bo u mnie działa coś podobnego. Mam konkretną kawę którą robię tylko kiedy siadam do poważniejszej pracy i już samo jej parzenie przestawia mi tryb myślenia. Nie wiem od kiedy tak jest, ale w pewnym momencie zauważyłem że bez niej trudniej mi się skupić.
Mikolajek, to jest klasyczny przykład kotwicy sensorycznej i tu właśnie widać że granica między rytuałem ezoterycznym a psychologicznym nie istnieje tak naprawdę. Oba działają tym samym mechanizmem. Różni je tylko narracja którą sobie opowiadamy.
Czyli można by powiedziec ze rytuał 'działa' nawet jeśli sie nie wierzy? Czy jednak wiara jest potrzebna żeby efekt był?
To jest akurat dobre pytanie, bo u mnie ta kawa to był efekt lat, nie tygodni. Sam z siebie doszedłem do tego skojarzenia. Czy da się to przyspieszyć i zbudować kotwicę u dziecka celowo, w krótszym czasie? Ninka, ile czasu masz w zasadzie zanim Maciek zaczyna kolejny etap nauki?
Mikolajek, mamy wakacje jeszcze przez chwilę, więc jakieś kilka tygodni żeby coś zacząć zanim ruszy szkoła. Ale myślę że i tak chciałabym żeby to był proces, nie coś co wdrażamy na tydzień przed. Zdzichu masz rację że to trochę inne niż samodzielne wypracowanie nawyku.
Ninka, kilka tygodni to wystarczy żeby zbudować pierwszą warstwę. Badania nad warunkiwaniem zapachowym u dzieci pokazują że kilkanaście powtórzeń może wystarczyć do powstania wstępnego skojarzenia, choć utrwalenie trwa dłużej. Ważne żeby w tych kilku tygodniach bło regularnie, nie intensywnie. Rzadziej i przewidywalnie bije częściej i chaotycznie.
Właśnie, to mi się podoba w tym co Brygidka mówi. Ale mam pytanie do Ninki, czy Maciek w ogóle wie że coś planujesz? Czy to będzie dla niego niespodzianka, czy zamierzasz go w to wciągnąć od razu?
A co w tym złego? Może właśnie ta rozmowa byłaby częścią rytuału. Moja córka pyta o wszystko i jakoś z tych rozmów wychodziły najlepsze rzeczy. Nie trzeba tego traktować jak przeszkodę.
Ninka, a może nie mówić w ogóle słowa rytuał? Można to opakować inaczej, jako 'nasz sposób na naukę' albo 'nasza tradycja przed książkami'. Dziecko nie musi wiedzieć że to ezoteryka żeby to działało.
Mikolajek, no i tu wracamy do pytania Zdzichu sprzed kilku postów. Dla mnie różnica między rytuałem ezoterycznym a psychologicznym to jest właśnie ta warstwa znaczenia którą dokładamy. Nie mechanizm, bo ten jest ten sam. Ale co z tego wynika dla dziecka w praktyce?
Mnie nurtuje czy dziecko w ogóle potzrebuje tej warstwy znaczenia. Dorosły wie że robi rytuał intencyjnie, to nadaje mu sens. Ale dziecko chyba żyje bardziej w chwili, nie potrzebuje filozofii żeby zaangażować się w coś.
Zdzichu, to zależy od wieku. W okolicach ośmiu, dziewięciu lat dzieci zaczynają budować własne teorie o tym jak działa świat i szukają wyjaśnień. Maciek ma ile lat? Bo to dość mocno zmienia odpowiedź na to pytanie.
Dziesięć skończy w przyszłym miesiącu. I faktycznie, jest bardzo w tej fazie 'dlaczego' na wszystko. Arat, czyli w jego przypadku warto mu wyjaśnić po co to robimy?
Powiedziałbym że warto dać mu możliwość zrozumienia, ale nie wykład. Można powiedzieć że kiedy robimy te same rzeczy przed nauką, mózg wie że czas się skupić. To jest prawda, jest proste i nie wymaga od niego decyzji czy w to wierzy. A jeśli sam zacznie pytać o więcej, to masz otwarte drzwi.
I w tym miejscu wróciłabym do skrzynki, bo ona akurat może być elementem który Maciek sam wypełni znaczeniem. Jak sam wybierze co do niej wkłada i dlaczego, to ta warstwa symboliczna pojawia się naturalnie, bez że ty ją musisz tłumaczyć.
Pelargonia ma rację, to jest realne ryzyko. Moja córka nie miała tego problemu, ale słyszałam od znajomych że chłopcy często odrzucają takie rzeczy właśnie w tym wieku, bo zaczynają patrzeć co robią rówieśnicy. Ninka, czy Maciek w ogóle jest otwarty na tego typu tematy?
Ninka, to co mówisz o Macku i jego podejściu do logiki to jest właśnie klucz. Jak dziecko lubi wiedzieć dlaczego, to rytuał działa lepiej jak mu się da jakieś racjonalne zakotwiczenie. Nie musisz od razu mówić że to ezoteryka, możesz powiedzieć że to 'przygotowanie układu nerwowego do skupienia' i będzie brzmiało poważnie, a nie jak bajka.
To brzmi jak bardzo dobry punkt wejścia. Eksperyment ma w sobie ten komponent że dziecko nie musi w coś wierzyć, żeby to zrobić. Wystarczy że jest ciekawe wyniku. I przy okazji czas skupienia przed nauką faktycznie może się poprawić zanim Maciek zdąży ocenić czy to działa czy nie.
Mam jedno praktyczne pytanie do Ninki. Czy planujecie to razem, ty i Maciek, czy ty chcesz najpierw ustalić schemat a potem go przedstawić? Bo to mocno zmienia jak on to przyjmie. Dzieci które współtworzą zasady są z nimi bardziej związane, to nie jest tylko ezoteryczna obserwacja, to też pedagogika.
A wiecie co ciekawego, że my tu mówimy o rytuałach dla dzieci ale te same zasady dotyczą dorosłych. Jak ktoś ci narzuca rytułał z zewnątrz to po tygodniu przestajesz, ale jak sam go sobie skonstruujesz to trzymasz się o wiele dłużej. Ciekawe że to działa tak samo u dziesięciolatka i u trzydziestopięciolatka.
Dobra, to zaczynam myśleć że pierwsza rozmowa z Maćkiem powinna być właśnie o wymyślaniu razem, nie o tym że mam gotowy plan. Ale mam obawy że jak go pytam co chce, to powie że chce grać w gry zamiast się uczyć 🙂 i skończymy w punkcie wyjścia.
Ninka, to jest realne ryzyko, ale rozwiązanie jest proste. Możesz zawęzić pole wyboru. Nie pytasz 'co chcesz robić przed nauką', tylko pytasz 'który zapach bardziej lubisz, cytrusowy czy drzewny' albo 'czy wolisz że zapalamy świeczkę czy używamy olejku'. On wybiera, ale w ramach których ty wyznaczyłaś. I nagle to jest jego decyzja, a jednocześnie jest w obrębie tego co chcesz osiągnąć.
Przy okazji to mnie ciekawi co z tą skrzynką o której Brygidka mówiła wcześniej. Ninka, czy w ogóle coś konkretnego masz już przemyślanego jako centralny element, czy to ciągle jest na etapie 'coś fizycznego'? Bo skrzynka to dobry pomysł, ale mogą być inne opcje które dla Maćka mogłyby być bardziej jego.
Właśnie to co powiedziałaś, ten gest zamknięcia po nauce, to jest dla mnie ważniejszy element niż otwieranie. Zamknięcie oznacza że temat nauki odkładamy, że mózg dostaje sygnał że ta przestrzeń jest skończona. Dzieci które nie mają rytuału zamknięcia często mentalnie siedzą w zadaniach przez cały wieczór, to się potem odbija na śnie.
Arat, to jest ciekawe bo Zeigarnik normalnie działa tak że pamiętamy lepiej rzeczy niedokończone. Czyli ten rytuał zamknięcia oszukuje trochę mózg że zadanie jest done, nawet jeśi jutro jest jeszcze więcej do zrobienia?
To zmienia trochę moje myślenie o tym jak my to robiłyśmy z córką. Miałyśmy rytuał na początku nauki, ale żadnego końcowego. Może dlatego ona potem chodziła i pytała czy jeszcze powinna coś zrobić, czy na pewno skończyła. To jest ta niezamknięta pętla?
Dobra, to to jest coś nowego dla mnie. Myślałam tylko o początku, o tym żeby go wprowadzić w tryb nauki, ale zamknięcie to zupełnie inny wymiar. Jak to mogłoby wyglądać praktycznie? Maciek po prostu zamyka skrzynkę i gotowe, czy coś jeszcze?
