To 'nie tłumaczenie za dużo' to naprawdę ważna rzecz. Jak za dużo powiesz dziecku co ma czuć i po co, to odbierasz mu odkrycie. A właśnie to odkrycie jest tym co sprawia że rytuał staje się jego, a nie Twoim.
Mnie zastanawia jeszcze jeden element tej skrzynki. Czy to co jest w środku ma być stałe, czy dziecko może wymieniać zawartość? Bo jeśli może dorzucać i zabierać rzeczy, to rytuał rośnie razem z nim i nie staje się nudny po miesiącu.
O, tego nie brałam pod uwagę. Właściwie dlaczego by nie, niech będzie żywa ta skrzynka. Może na początku wkłada fluoryt który mu dam, a za jakiś czas dorzuci coś własnego. To ma sens, bo on będzie czuł że to jego projekt, nie coś co dostał gotowe.
A czy ktoś kiedys próbował czegoś takiego z starszymi dziecmi, z nastolatkam? Bo wcześniej Pelargonia pytała i mnie też to ciekawi, bo mam bratanicę w tym wieku i zupełnie nie wiem od czego by zaczać.
Nastolatek to inna historia, naprawdę. Nie chodzi o to że rytuał nie zadziała, tylko że musi wyglądać jak coś co on sam wymyślił albo co jest cool z jego perspektywy. Coś co cioci albo mama podsuwa, to z góry jest podejrzane. Dlatego z nastolatkami raczej szukam rzeczy które już robią i próbuję zobaczyć czy tam jest jakiś element rytualny do rozwinięcia, zamiast budować coś od zera.
...szukać punktu wejścia który nie wygląda jak 'magia cioci'. Z nastolatkami działa raczej coś co ma estetykę, coś co wygląda jak ich własna przestrzeń. Ale to zupełnie inny temat niż ośmiolatek.
Zdzichu, to jest chyba klucz żeby w ogóle nie mówić że to rytuał. Nastolatek może zapalać świeczkę i słuchać konkretnej muzyki przed nauką i traktować to jako swój rytuał przygotowania, bez żadnej ezoterycznej etykiety na tym. Etykieta by go zabiła.
To co mówicie o nastolatku jest zupełnie inne niż to z czym przyszłam, ale rozumiem skąd to w rozmowie. Wracając do Maćka, zastanawiam się nad jedną rzeczą, mianowicie czy taki rytuał powinien być codziennie o tej samej porze, czy może być elastyczny. Bo on ma różne dni, raz wraca ze szkoły późno, raz wcześnie.
To jest bardzo konkretne pytanie i myślę że regularność godzinowa jest mniej ważna niż regularność sekwencji. Czyli niekoniecznie zawsze o 16:00, ale zawsze ta sama kolejność czynności zanim siada do zadań. Mózg i tak zapamiętuje sekwencję, a nie godzinę.
Te trzy oddechy mnie ciekawiią. Ona to sama wymyśliła czy skądś wzięła? Bo zastanawiam się czy dzieci naturalnie intuicyjnie sięgają po takie rzeczy jak oddech czy to musi być jakoś zaproponowane.
Dzieci mają niesamowitą intuicję co do swojego ciała dopóki dorosli jej nie wygaszą. To jest znany temat w badaniach rozwojowych, małe dzieci naturalnie regulują stres przez ruch, oddech i rytm, tylko potem się tego oduczają bo środowisko tego nie wspiera. Rytuał może po prostu tę intuicję podtrzymywać.
Chciałem wrócić do tego co Ninka mówiła o skrzynce i żywości jej zawartości. To że dziecko może do niej dorzucać rzeczy to jest moim zdaniem bardzo mądre, bo rytuał który nie rośnie razem z człowiekiem po jakimś czasie nie pasuje i odpada. Widziałem to u dorosłych zresztą tak samo.
To mnie cieszy, bo miałam chwilę wątpliwości czy nie powinnam bardziej ustalić co jest w tej skrzynce i trzymać się tego. Ale chyba macie rację, żywa skrzynka jest lepsza niż zamknięty zestaw. A propos, czy jest coś czego bym absolutnie nie powinna tam wkładać? Mam na myśli materiały albo symbolikę która może być nieodpowiednia dla dziecka.
Ninka, ja bym unikał wszystkiego co jest związane ze śmiercią, nawet jeśli symbolicznie ma inny sens. Czaszka kryształ albo coś z symboliką przemiany może być odebrane przez dziecko dosłownie i nie każde to przetworzy dobrze. Poza tym chyba nic specjalnie niebezpiecznego.
Ja bym dodała żeby uważać na ostre minerały, hematyt na przykład jest ciężki energetycznie jak na dziecko i niektóre osoby go czują nawet jeśli nie wiedzą co to jest. Fluoryt który chciałaś dać jest neutralny i spokojny, to dobry wybór.
Hematyt 'cieżki energetycznie', mozna rozwinąć? Bo mam ten kamień i nie wiem czy powinienem sie martwic.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie może trochę z boku, przepraszam. Czy to co robicie, te skrzynki, kamienie, rytuały przed nauką, mówicie o tym dzieciom wprost że to jest magia? Czy to jest tajna strona tej praktyki?
No i właśnie, bo ja się zastanawiam nad tym co Florka napisała, że mówiła dziecku 'specjalne rzeczy które pomagają myśleć'. To jest piękne sformułowanie i jednocześnie szczere, bo to jest prawda. Ale czy dziecko w pewnym momencie nie zapyta skąd te rzeczy mają taką moc? I co wtedy?
To jest ciekawa strategia i zastanawiam się czy Maciek nie zapyta mnie o to samo. On jest dociekliwy, więc prędzej czy później na pewno to wyjdzie. Może lepiej mieć gotową odpowiedź zanim zapyta, żeby nie wyjść na kogoś kto coś ukrywa.
Dzieci mają bardzo dobry radar na to czy dorosły mówi szczerze czy kręci. Jeśli sama nie będziesz przekonana do swojej odpowiedzi, on to wyczuje. Dlatego lepiej zastanowić się naprawdę co chcesz mu przekazać, zanim to nastąpi, bo improwizowana odpowiedź na trudne pytanie ośmiolatka bywa gorsza niż milczenie.
A ja się trochę z tym nie zgadzam. Nie każde pytanie dziecka wymaga gotowej odpowiedzi. Czasem 'nie wiem, myślę że to działa bo jest dla mnie ważne' jest najuczciwszą i najbardziej wystarczającą odpowiedzią. Dzieci potrafią z tym żyć, problem mają dorośli którzy chcą mieć wszystko wyjaśnione.
Mam pytanie z innej beczki trochę, bo czytam o tej skrzynce i mnie to nurtuje. Czy te przedmioty w skrzynce powinny być poświęcone czy oczyszczone jakoś przed włożeniem? Czy to ważne przy dziecku czy nie robi różnicy?
Ja też czyściłam na początku wszystko, potem przestałam bo moja córka i tak dotykała każdego kamienia ze sklepu i wybierała sama. Stwierdziłam że jej intuicja jest lepsza niż moje oczyszczanie.
To co opisujesz brzmi bardzo podobnie do tego co czytałam o dziedzeniu wrażliwości. Podobno dzieci osób które pracują z kamieniami często mają podobne predyspozycje. Czy ktoś wie czy jest w tym coś więcej niż przypadek?
To jest szerszy temat i nie ma prostej odpowiedzi. Ale wrócę do pytania Ninki o rytuał dla Maćka, bo mi coś chodzi po głowie od dłuższego czasu. Ninka, jak on reaguje na zapachy? Bo to jest element który jest bardzo niedoceniany przy rytuałach dla dzieci, a pamięć węchowa u dziecka jest wyjątkowo trwała.
Arat, nie pomyślałam o tym w ogóle. On raczej nie jest wrażliwy na zapachy w sensie że nic go nie drażni, ale też specjalnie nie reaguje. Choć właściwie to nie sprawdzałam. Masz na myśli jakieś konkretne zapachy czy chodzi o zasadę?
Zasadę głównie. Jeśli każdej sesji nauki będzie towarzyszył ten sam zapach, mózg zaczyna go kojarzyć z koncentracją. To jest ta sama logika co muzyka czy sekwencja ruchów, tylko zapach działa szybciej i bardziej automatycznie. Nie musi to być kadzidło, może być konkretna herbata, może być ołówek cedrowy, cokolwiek.
